Po co nam savoir-vivre?

fot.123rf

Savoir-vivre współcześnie jest odbierany jako zmurszały kodeks, który raczej komplikuje życie. Psychoterapeutka Renata Mazurowska wspólnie z socjologiem Tomaszem Sobierajskim przekonują, że przeciwnie – te zasady zostały stworzone po to, by życie nam ułatwiać.

W książce „O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek” zauważasz, że w dzisiejszych czasach praktycznie nie ma już elit, dlatego właśnie warto przypomnieć sobie podstawowe zasady. Czy nie przydałoby się jednak ich uwspółcześnienie?

Rzeczywiście, dawniej obowiązujące zasady mogą się wydawać dzisiaj niekiedy zbyt formalne. Przyznam, że ja sama nie znam wszystkich zbyt dobrze i kieruję się raczej intuicją. Reprezentuję w książce „dziewczynę z ludu” (śmiech), Tomek jest tym dobrze wychowanym, obeznanym z kindersztubą. Oboje doszliśmy do wniosku, że współcześnie nie tyle jest ważne, czy szparagi można kroić nożem albo czy powiedzenie „smacznego” jest nietaktem wobec gospodarza serwującego obiad, tylko że nie jesteśmy zbiorem wysp, na których każdy stanowi o sobie, lecz wspólnotą, całością – i dlatego dobrze jest wzajemnie się rozumieć i porozumiewać się jednym językiem. Takim językiem może być zbiór zasad, ale rzeczywiście już niekoniecznie typu „jak jeść kraba”, tylko jak żyć z innymi, by wszystkim było przyjemniej. Stąd też tytuł: „O sztuce bycia z innymi” – bo bycie w zgodzie z innymi, bycie uważnym na innych jest dziś nie lada sztuką, w świecie nastawionym na jednostki, na bycie w centrum zainteresowania.

Mam wrażenie, że w książce trochę ścierają się wasze podejścia: socjologa i zwolennika kindersztuby i terapeutki będącej nie zawsze za „supergrzecznym”, ale za to asertywnym podejściem do innych, a zwłaszcza gości. Czy grzeczność powinna mieć swoje granice?

Można powiedzieć, że przybraliśmy role dobrego (Tomek) i złego (ja) policjanta. Ja jestem za tym, żeby być grzecznym, ale jednak nie „za” grzecznym, czyli nie wtedy, gdyby się to miało odbywać własnym kosztem. Nie tylko gospodarz ma obowiązki, ale i goście. Asertywność często utożsamiana jest z mówieniem „nie”, a nawet z agresją, podczas gdy zachowania asertywne to takie, które uwzględniają naszą różnorodność i prawo do tej odmienności. Zgodnie z zasadą „ja jestem OK i ty jesteś OK”. Dlaczego to takie ważne, by nie zaniedbywać swoich potrzeb, by się nie poświęcać? Dlatego że pozwalanie na przekraczanie własnych granic zawsze prowadzi do frustracji, złości i cierpienia. A stąd już tylko krok do agresji.

Zasady savoir-vivre’u bywają też dla nas swego rodzaju batem do smagania innych – pouczania i zawstydzania. Jak zwracać uwagę bez poczucia wyższości czy pretensji?

Pomocna będzie ta asertywność, czyli życzliwa, aczkolwiek stanowcza łagodność – choć oczywiście nie gwarantuje ona sukcesu. Jeśli sprawa jest dla nas bardzo ważna, łączy się z tym, w co wierzymy, jakie wartości wyznajemy, to asertywność często nie jest możliwa albo nie jest możliwa w tym momencie, bo emocje są silniejsze. I tak też jest OK. Gdy sytuacja nas przerasta, najlepiej zrobić sobie przerwę, zdystansować się, wziąć kilka oddechów i powrócić do tematu po chwili czy też innego dnia, już na spokojnie. Dążąc do rozwiązania problemu, a nie wykazania, kto miał rację. Buddyści w takich sytuacjach polecają kierować się pytaniem: „Jakie to będzie mieć znaczenie za trzysta lat?”. To czasem bardzo pomaga. Zakładajmy, że druga strona chce dobrze, a nieporozumienie wynika z niezrozumienia siebie nawzajem i intencji drugiej strony. Oczywiście, nie mam na myśli sytuacji ekstremalnych, agresywnych.

Dlaczego – z psychologicznej i społecznej perspektywy – warto być miłym i uprzejmym wobec innych?

Bo tak lepiej i przyjemniej się żyje. A życie nierzadko jest trudne – ponosimy różne straty, spotykają nas kłopoty, choroby, wokół dzieją się rzeczy, które nam się nie podobają, a na które nie mamy wpływu. A na to, jak się zachowamy – mamy wpływ. To od nas zależy, w jaki sposób budujemy swój świat – czy on jest przyjazny dla innych i dla nas samych, czy nie. Czy skupiamy się na tym, co dobre, czy na tym, co złe. Uśmiech – na ogół – wywołuje uśmiech. To po pierwsze. Po drugie, sieć relacji społecznych, rodzinnych, przyjacielskich i sąsiedzkich jest wielkim wsparciem dla każdego, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych, stresujących, w chorobie. Szybciej pomożemy komuś, kogo lubimy, kto jest dla nas ważny, z kim jesteśmy blisko. I możemy też liczyć wówczas na wzajemność. Oczywiście iluzją byłoby wierzyć, że mamy jakąś gwarancję, ale przynajmniej zwiększamy prawdopodobieństwo. Nie uda nam się być w zgodzie z całym światem, ale na pewno z wieloma osobami będzie to możliwe, jeśli tak postanowimy i świadomie o to zadbamy, do czego zachęcam.

Renata Mazurowska: psychoterapeutka, trenerka umiejętności osobistych, prowadzi grupy wsparcia dla kobiet, związana z Ośrodkiem Terapii i Edukacji Psychologicznej w Warszawie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »