Podróże śladami naszych ulubionych bohaterów filmowych i literackich

Muzeum Sherlocka Holmesa w Londynie (fot. iStock)

A gdyby tak zamiast wakacji all inclusive wybrać podroż z książką pod pachą? Nie tyle, by czytać, ile zwiedzać. Coraz chętniej podróżujemy śladami ulubionych bohaterów literackich i filmowych. Moda czy potrzeba ducha?

Sposób na podróżowanie z kluczem literackim nie jest nowy. Wycieczki śladami biografii znanych pisarzy, filozofów czy tzw. wielkich ludzi modne były zawsze. Ale dziś mniej nas interesują ludzie z krwi i kości, choćby urodzeni 100 lat temu, bardziej zależy nam na poznaniu prawdziwego życia fikcyjnych bohaterów.

Najlepsza promocja

Miłośnicy prozy Stiega Larssona od ponad dekady jeżdżą do Sztokholmu. (fot. iStock)

Miłośnicy prozy Stiega Larssona od ponad dekady jeżdżą do Sztokholmu z kryminalną trylogią „Millennium” pod pachą, podobnie jak wcześniej zaglądali do Ystad z kolejnymi częściami cyklu o detektywie Kurcie Wallanderze, autorstwa Henninga Mankella. Adaptacje filmowe jeszcze wzmogły trend podróży tematycznych. Wszystko zaczęło się od „Hobbita” – fani J.R.R. Tolkiena wprost pielgrzymują do Matamata w Nowej Zelandii, gdzie znajduje się stworzony na potrzeby filmu Hobbiton. Można tu zajrzeć do hobbickich nor, zjeść i wypić w gospodzie Pod Zielonym Smokiem czy posłuchać anegdot z planu filmowego.

Karina Mucha, psycholożka z Uniwersytetu SWPS, zauważa, ze wybieranie się w podroż, często rodzinna, śladami ulubionego bohatera, bierze się nie tylko z chęci wniknięcia głębiej w klimat ulubionej lektury. To też rodzaj snobizmu, rzecz, którą możemy się pochwalić znajomym. Już nie wystarczy pojechać rowerem na Islandię i wrzucić na Facebooka zdjęcia, teraz jedziemy rowerami w trasę z konkretną książką, bo wypada podróżować z tezą, pomysłem. – Mamy silną chęć wykreowania siebie na nowo na potrzeby mediów społecznościowych, więc wrzucamy zdjęcie z informacją: „pojechałam rowerem do ojczyzny bohaterów Andersena”. Ten trend dostrzegły miasta, bo sprzyja ich promocji i może przyciągać turystów, więc pomagają wizerunkowo, by uatrakcyjnić pobyt – tłumaczy Mucha. W Sztokholmie można nawet skorzystać z usług firmy, która pokaże nam miasto oczami bohaterów „Millennium”.

Od kilku lat magii literatury doświadcza Neapol. Miasto, które regularnie wygrywa we włoskim rankingu na najniższą jakość życia, obserwuje prawdziwe oblężenie turystów zakochanych w książkach tajemniczej pisarki, podpisującej się pseudonimem Elena Ferrante. W czterech tomach cyklu o dwóch przyjaciółkach z Neapolu pozytywnie rozsławiła miasto znane wcześniej przede wszystkim z gór śmieci i włoskiej mafii.

Książkowe mapowanie świata

Oslo to miasto, w którym rozgrywa się akcja książki „Półbrat” Larsa Saabye’a Christensena. (fot. iStock)

– Dziesięć lat temu zafascynowała mnie książka „Półbrat” Larsa Saabye’a Christensena i w związku z tym bardzo chciałam zobaczyć Oslo. Tak bardzo, że nie mogłam doczekać do lata i poleciałam tam zimą – opowiada Natalia Pamuła, doktorantka na uniwersytecie w Buffalo. – Namówiłam jeszcze dwie koleżanki. One doleciały planowo, ja z opóźnieniem, bo nie zdążyłam na samolot, więc musiałam dokupić bilet. Wylądowałam w strasznie zimnym, piekielnie drogim mieście. Udało mi się zobaczyć coś z tego, co znałam z książki, ale metro było drogie, chodziłam głodna po mieście, no i szybko robiło się ciemno. Ale i tak fajnie jest zwiedzać miejsca, o których się czytało, bo to alternatywne, intymne mapowanie miasta. Tylko trzeba dobrze planować takie podróże… – zaznacza Natalia.

Dlatego mapowanie miast, czyli nanoszenie na miejskie plany czy mapy oznaczeń czy symboli tematycznych, w tym przypadku związanych z literaturą – stało się sposobem na ich promocję, ale też promocję samego czytelnictwa. Miasto czy kraj nabierają zupełnie innego charakteru, kiedy zaczynamy je postrzegać przez pryzmat ulubionych literackich czy filmowych bohaterów. Takie projekty powstają ostatnio jak grzyby po deszczu. Niedawno kolejną odsłonę miała interaktywna mapa Londynu, na której oznaczono miejsca związane z bohaterami ponad 250 powieści. Znajdziemy na niej adresy, przy których mieszkali Bridget Jones czy Sherlock Holmes albo miejsce, skąd Piotruś Pan zabierał dzieci do Nibylandii.

Praca i podróże z miłości do książek

Do Wrocławia zapraszamy w szczególności wszystkich fanów książek Marka Krajewskiego. (fot. iStock)

Justyna Czechowska, tłumaczka literatury szwedzkiej, podróże śladami pisarzy i bohaterów ich książek odbywa obowiązkowo. – Lubię sprawdzać adresy, które szczególnie zapadają mi w pamieć podczas tłumaczenia książki, a tłumacz często lepiej od autorów pamięta miejsca, które opisali – mówi. Gdy w trakcie pracy nad zbiorem opowiadań Tove Jansson po raz kolejny przeczytała, że Tove siedzi w swojej helsińskiej wieży, po prostu poleciała do stolicy Finlandii i przespacerowała się ulica, przy której mieszkała mama Muminków. Potem dotarła do miasteczka Borgå, gdzie mała Tove co roku spędzała wakacje i skąd potem wypływała na swoja wyspę Haru. Ale tłumaczka ma też za sobą odwrotne doświadczenie. Odnalezienia w książce własnych wrażeń na temat miejsca, które już kiedyś widziała. – We „Wróżbie” Agnety Pleijel pojawia się scena, gdy rodzina jedzie drogą w stronę miasta Lund, a mama mówi, że wygra ten, kto pierwszy zobaczy dwie wieże katedry w Lundzie. Dobrze znam tę trasę, bo wielokrotnie nią jechałam i pamiętam ten magiczny moment, kiedy w tym płaskim krajobrazie powoli zaczynają wyłaniać się dwie wieże – wspomina.

Agnieszka Zielińska, nauczycielka polskiego, zdecydowała, że będzie podróżować do miejsc związanych z bohaterami lektur szkolnych, by wzbogacić swoimi opowieściami i zdjęciami lekcje polskiego. Tak narodził się blog mojepodrozeliterackie.blogspot.com.

Przyznaje, że największym odkryciem okazała się podroż śladami „Zbrodni i kary”. Odnalazła płaskorzeźbę, którą Rosjanie umieścili w miejscu zamieszkania fikcyjnego zbrodniarza, ku przestrodze dla innych, o czym informuje tablica. – Miło wspominam również pobyt na Białorusi, w miejscach, w których spędził dzieciństwo Adam Mickiewicz. Zabrałam tam nawet swoich uczniów. Ciesze się też, że zdążyłam zobaczyć Krym, zanim rozpętała się wojna. Omawiając „Sonety krymskie”, opowiadam uczniom o swoich wrażeniach, pokazuję zdjęcia i wspólnie porównujemy je z tym, co napisał poeta – tłumaczy. – Sama organizuję swoje wycieczki, bo biura podroży nie oferują zwiedzania miejsc, które chcę zobaczyć – dodaje.

Małgorzata Urlich, była nauczycielka z Wrocławia, z miłości do kryminału, w tym książek Marka Krajewskiego o przedwojennym Breslau, „wymyśliła” sobie nową pracę. Zaczęło się jak dobra anegdota. – Kiedyś w bloku na osiedlu Nowy Dwór spotkałam sobowtóra, jak mi się wówczas wydawało, Marka Krajewskiego – opowiada. – Przypomniałam sobie jego książki i tak mi się spodobały, że zaczęłam czytać je z mapą, a potem odnajdywać opisane miejsca na ulicach. A gdy okazało się, że napotkanym mężczyzną był sam Krajewski i że turystom podoba się pomysł „spacerów z dreszczykiem”, zaczęłam to robić – wspomina. Na podstawie powieści Krajewskiego napisała przewodnik „Na tropie zaginionego Breslau”, wydała pocztówki z epoki, które zwykle pokazuje podczas oprowadzania, a wspólnie z koleżanką i przewodniczką ze Stowarzyszenia TUiTAM opracowały trasę śladami detektywa Eberharda Mocka.

Fikcja a rzeczywistość

Film na podstawie książki „Ziarno prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego realizowano w Sandomierzu. (fot. iStock)

Czasami podróżowanie czy zwiedzanie śladami bohaterów literackich czy filmowych może jednak rozminąć się z oczekiwaniami. Tak było w przypadku Ani i Pawła, którzy z kryminałem „Ziarno prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego w ręku skrupulatnie zwiedzali Sandomierz. – Napiliśmy się kawy w „Małej,” gdzie główny bohater spotykał się ze swoją córką, poszliśmy do kolegiaty sandomierskiej, by zobaczyć cykl 12 obrazów Karola de Prevota, które opisuje Miłoszewski – mówi Ania. – Zabrakło jednak informacji o tym, gdzie kręcono sceny do filmu, który na podstawie książki realizowano w Sandomierzu, choć wytrwale szukaliśmy – dodaje. – Okazało się, że Sandomierz nie lubi „Ziarna prawdy”. Miłoszewski napisał o nim kilka gorzkich słów i mieszkańcy nie mogą się z tym pogodzić – wyjaśnia Paweł. – Ale i tak fajnie jest pobyć w miejscu, gdzie niemal na każdym kroku można skonfrontować rzeczywistość z literaturą.

Poszukiwania śladów bohaterów ulubionych książek przyniosły rozczarowanie także Barbarze Klickiej, poetce i animatorce kultury. – W podstawówce zaczytywałam się książkach Małgorzaty Musierowicz, pojechałam więc do Poznania, szukać kamienicy rodziny Borejków. Na miejscu układ mieszkania i okien okazał się zupełnie inny. Pomyślałam, że lepiej nie konfrontować literatury z rzeczywistością, bo to bolesne – śmieje się Basia. A jednak spróbowała raz jeszcze, tym razem w Warszawie, z „Pod Mocnym Aniołem” Jerzego Pilcha pod pacha. – Koniecznie chciałam sprawdzić, z którego wieżowca przy rondzie ONZ bohater Pilcha obserwuje dziewczynę w żółtej sukience, gdy ta wypłaca pieniądze z bankomatu. I ponownie rzeczywistość przegrała z literaturą. Jeździłam windami we wszystkich wieżowcach i z żadnego okna nie zobaczyłam tego bankomatu – opowiada. Teraz ma już swój sprawdzony sposób na satysfakcjonujące podróże literackie. – Biorę książkę pasującą do miejsca, do którego się wybieram. Na przykład jadę nad morze z „Jądrem ciemności” Josepha Conrada. Lektura nabiera barw, cała sceneria tworzy się w wyobraźni i dopełnia obraz literacki – wyjaśnia.

Kiedyś książki pozwalały zobaczyć miejsca, do których nie mieliśmy szans dojechać. Dziś dzięki podróżom do miejsc opisanych w książkach, możemy przenieść się do świata wyobraźni pisarza. A to dla wielu bardziej fascynujące niż lot w kosmos. Psycholożka Karina Mucha tłumaczy, że w ten sposób chcemy być cząstką pewnej historii, dotknąć jej. – Podróżujemy w jej głąb, a przy tym w głąb nas samych. W efekcie nie tylko podróżujemy z literaturą, ale zaczynamy z nią dyskutować, sprawdzać, co ona z nami robi – puentuje.

Ciekawe kierunki szlakiem literatury

✔ Hobbiton w mieście Matamata w Nowej Zelandii to atrakcja dla fanów książek J.R.R. Tolkiena i filmów Petera Jacksona.
Oslo według Jo Nesbø, autora cyklu o Harrym Hole’u, Sztokholm według autora „Millennium” Stiega Larssona czy Fjällbacka niczym z książek Camilli Läckberg przyciągają fanów powieści kryminalnych.
✔ W Polsce możemy zwiedzić Wrocław śladami detektywa Eberharda Mocka według Marka Krajewskiego, Lublin z Zyga Maciejewskim, bohaterem kryminałów Marcina Wrońskiego i Sandomierz, który nie lubi Teodora Szackiego.
✔ Najbardziej „pojemnymi gatunkowo” miastami są: Londyn, który może poszczycić się nagromadzeniem znanych bohaterów literackich, od Sherlocka Holmesa po Bridget Jones, oraz Nowy Jork, gdzie rozgrywa się akcja takich książek, jak „Buszujący w zbożu” czy „Małe życie”.