fbpx

Gdybym był bogaty – marząc o pieniądzach

Gdybym był bogaty - marząc o pieniądzach
123rf.com

Najbardziej podstawowy zasób. Według sondaży – główny czynnik motywujący do pracy, podstawa poczucia bezpieczeństwa, symbol sukcesu i prestiżu. Pieniądze. Dlaczego mamy ich ciągle mało, jak odzyskać do nich dostęp. I czy na pewno o to chodzi – wyjaśnia coach Maciej Bennewicz.
Organizowałam niedawno warsztaty rozwojowo-duchowe. Choć cena nie była wysoka, wiele osób prosiło o zniżki, raty albo próbowały nie płacić w ogóle, skarżąc się na brak pieniędzy. Poczułam, że coś tu jest nie tak. Przecież pieniądze to podstawowy zasób dający poczucie bezpieczeństwa, sprawczości, umożliwiający spełnianie marzeń. Dlaczego ludzie, którzy stawiają na rozwój osobisty, mają z tym taki kłopot? Jak odzyskać dostęp do pieniędzy?

Rzeczywiście, mamy w Polsce jakby dwa światy. Jeden bezpośrednio zajmuje się biznesem – jego celem jest zarabianie pieniędzy, drugi to sfera rozwoju osobistego, duchowości oraz szeroko rozumianej pomocy. W tradycji polskiej istnieje silnie zakorzenione przekonanie, że nauka, inteligencja, pomoc innym nie idzie w parze ze statusem finansowym. Źle nam się ten mit siłaczki przysłużył. Nadal trudno jest Polakom i być, i mieć. M.in. dlatego nauczyciele, lekarze, naukowcy nie plasują się wysoko w rankingu najbogatszych.

Kojarzy mi się to też ze ślubami ubóstwa składanymi przez duchownych.

Katolicyzm w ogóle wychwala ubóstwo. Gdy na przykład w krajach protestanckich bogacenie się jest dowodem na boże błogosławieństwo. Efekt widać doskonale. Na skutek tego żyjemy w Polsce w konflikcie postaw, w napięciu wywołanym przez hipokryzję, bo jak wiadomo, u kogo ksiądz w rodzie, tego bieda nie ubodzie. Wielkie zakony żebracze w tradycji Kościoła katolickiego są najbogatszymi instytucjami na świecie. Duchowość to może być świetny biznes. Daje się ludziom jedynie obietnicę, gdy inne usługi trzeba jednak zmaterializować: napisać tekst, wyprodukować batonik.

Pan mi się wydaje osobą, która łączy te dwa światy: pracę na rzecz ludzi z dobrobytem materialnym.

To mój temat życiowy. Przez wiele lat starałem się poznać tajemnice bogactwa. Uważam, że decydująca jest tu sfera przekonań. Tych dotyczących samych pieniędzy, ich zarabiania czy posiadania oraz nas samych w relacji do nich. Wiele osób myśli na przykład, że do zarabiania pieniędzy trzeba mieć specjalne, wrodzone predyspozycje. Też tak kiedyś uważałem.

A nie trzeba?

To, oczywiście, pomaga, co nie znaczy, że bez tego nie może się nam udać. Jesteśmy bez szans jedynie, gdy myślimy, że się do niczego nie nadajemy.

W mojej rodzinie padało często zdanie: jesteśmy biedni, ale uczciwi.

To przekonanie sięgające bardzo głęboko, aż do poziomu tożsamości. Kim jesteśmy? Jesteśmy biedni, ale uczciwi. I jak tu być bogatym człowiekiem w tak zdefiniowanym świecie? Ten, kto ma pieniądze, jest złodziejem, pierwszy milion trzeba ukraść – w Polsce to nadal rozpowszechniona opinia. Przy tak krytycznym ustawieniu wobec pieniądza sami siebie skazujemy na biedę albo na nieustanne bycie w konflikcie. Jest też cała sfera przekonań na temat pieniędzy jako takich. Zaskakująco dużo ludzi uważa, że pieniądz sam w sobie jest czymś złym, brudnym, że to szatański wymysł. A to po prostu użyteczne narzędzie, forma energii.

Podczas niedawnego warsztatu Alterkariery zrobiliśmy happening „prania pieniędzy”, czyli oczyszczania ich z naszych projekcji i oceniających przekonań. Byłam zaskoczona, jak dużo tego było.

I jak tu wtedy je mieć? Dlatego coraz więcej ludzi próbuje dziś żyć bez pieniędzy w ogóle, to nowy trend. Mieszkają w pustostanach, jedzą to, co wyrzucą supermarkety, wymieniają się usługami. Ale to nie jest rozwiązanie na masową skalę. Ken Wilber, którego uważam za największego myśliciela współczesności, powiedział, że nie ma powrotu do dawnych czasów. W każdym razie mitu dobrego, ekologicznego Indianina nie da się odtworzyć. Ludzi jest za dużo i pieniądze są faktem. Musimy znaleźć nową formułę szczęśliwego życia w XXI i XXII wieku. Wilber mówi: szanuj różnorodność i unikalność, bo to są nowe wartości, na których można budować. Jeszcze nie wiemy, co się z tego wyłoni, ale nie wierzę, byśmy tak łatwo zrezygnowali z pieniędzy. Zbyt często na szkoleniach słyszę, że ludzi najbardziej motywują pieniądze. Tyle że ja się wtedy pytam: pieniądze, czyli co?

Albo będziemy wydawać je bez sensu, bo nie chcieliśmy kolejnej fajnej rzeczy, tylko raczej uznania. A tego się nie da kupić.

Bez świadomości potrzeb często używamy pieniędzy jak zasłony dymnej. Pamiętam przypadek pewnego klienta coachingu. Przychodzi i mówi: „Kupuję audi Q7. To 350 tysięcy jak nic”. No, ale chłopak funkcjonował całe życie w ten sposób: we wsi największy dom, w domu największy kominek, najszybszy motocykl. Mówię: „Przecież ty masz samochód. Służbowy w dodatku i fajny. Na co ci audi?”. „Nikt takiego samochodu nie będzie miał”. „A na kim to zwłaszcza zrobi wrażenie?” – pytam. „Na moim szwagrze. Bo on zawsze mędrkuje, ale zna się na samochodach, na pewno się zainteresuje”. Okazało się, że mieszkają ze szwagrem przez płot, ale od trzech lat ze sobą nie rozmawiają, bo się pokłócili. Jego strategia wyglądała tak: on podjeżdża tym audi, szwagier się interesuje, zaczynają rozmawiać, godzą się.

Piętrowa konstrukcja…

Finał coachingu był taki, że mój klient kupił butelkę wódki i poszedł pogadać do szwagra. Szwagier się ucieszył, spędzili razem rodzinne święta. Nie trzeba było tych 350 tysięcy i narażania rodziny na olbrzymi kredyt.

Wydaje mi się, że ludzie przede wszystkim potrzebują pieniędzy na tzw. życie. Wszystko kosztuje, życie jest coraz droższe, nie stać nas na fajne wakacje…

Tego typu negatywne myślenie wynika właśnie z ograniczających przekonań. Towarzyszy mu frustracja, cały układ nerwowy człowieka koncentruje się na braku, a więc w ten sposób pieniędzy do swojego życia nie przyciągniemy. Przyciągniemy brak i stres. To działa bardzo prosto. Powiedzmy, że jedzie pani na spotkanie do centrum samochodem i myśli: „Tam nigdy nie ma gdzie zaparkować, spóźnię się”. W tym momencie uruchamia pani strategię porażki – pojawia się lęk, poczucie napięcia. Pogarsza się pani stan psychofizyczny, wyłącza się myślenie analityczne, jest pani pod wpływem negatywnych emocji, a więc ma pani pogorszoną sprawność. Przyjeżdża pani i rzeczywistość potwierdza pani tezę: nie ma gdzie zaparkować. Gdy mamy lękowe, negatywne przekonania na temat pieniędzy czy siebie w ich kontekście, sami sobie podstawiamy nogę. Nie szukamy nowych źródeł finansowania, sposobów zwiększania zarobków, nie myślimy w kategoriach marzeń i potrzeb, tylko z tymi klapkami na oczach widzimy kawałek świata – zdefiniowany przez nasze ciasne i sztywne poglądy. Mózg racjonalny nie zna się na żartach. Każdy komunikat traktuje tak samo, niezależnie, czy pochodzi z zewnątrz, czy z wewnątrz. Często wystarczą trzy słowa: „to za trudne”, żeby całkowicie zablokować jakiekolwiek działanie, bo mózg to kupuje, dostaje komunikat, więc zachowuje się zgodnie z nim.

To znaczy, że każdy może zarabiać więcej?

Tak.

Słyszy pan te głosy oburzenia?

Trzeba jednak z tym na serio pracować. Przekonania można zmienić. Są trzy ważne parametry, które w tym pomagają: użyteczność, ekologiczność i odpowiedzialność. Przede wszystkim sprawdź, czy twój system przekonań jest dla ciebie użyteczny. O tym właśnie mówiliśmy. To jest rewolucyjna zmiana. Kiedy człowiek naprawdę uświadamia sobie, że od tego, w jaki sposób myśli, zależy to, jak się czuje, a to, jak się czuje, wpływa na to, jak się zachowuje, jego życie ulega zmianie. Wiąże się z tym odpowiedzialność. Ktoś, kto mówi: „Nie potrafię zarobić, ci złodzieje zarabiają na mnie, jestem za stary” itp., uważa, że jest ofiarą sytuacji i odpowiedzialnością obarcza innych. Więc może biernie tkwić w swojej biedzie. Coach pyta wtedy: „Co ty sam w tych warunkach możesz zrobić dla siebie, byś mógł się czuć tak, jak chcesz się czuć”. W tych samych warunkach, w tym samym mieście są piekarze, którzy odnoszą sukces i którzy plajtują. Co takiego robi ten piekarz, który zarabia? Dopóki człowiek sam sobie nie powie: mam na to wpływ, mogę mieć większy, mogę i chcę zarabiać więcej pieniędzy – nic się nie zmieni. Kolejny parametr to ekologiczność. Czy to, jak żyjesz, jest dla ciebie dobre i słuszne. Oraz czy to, jak chciałbyś żyć i zarabiać, będzie dla ciebie dobre i słuszne. Czy byłbyś szczęśliwszym mężem, ojcem, gdybyś miał więcej pieniędzy? Z jaką zmianą trybu życia to się wiąże i czy ta zmiana będzie dla ciebie ekologiczna? Trzeba to realnie ocenić.

Pracując z tematem pieniędzy, warto też określić swój wewnętrzny barometr finansowy. Zróbmy krótkie ćwiczenie. Ile pieniędzy dziennie może pani przepuścić bez kontroli?

100 zł.

Ile tygodniowo może pani przeznaczyć na własne potrzeby?

500 zł.

Miesięczny pułap zarobków, który byłby dla pani OK?

6000 zł.

Ostatnie pytanie. Proszę pomyśleć o swoim kręgu przyjaciół, znajomych. Jakie mają majątki?

To jest średnia klasa, dwa samochody, dom około 200 metrów…

Powiedzmy dwa miliony? Te liczby to właśnie pani barometr finansowy.

To rzeczywiście poziom, z którym czuję się normalnie. Kiedyś weszłam do konstancińskiej rezydencji i stwierdziłam, że nie wiedziałabym, co mam robić z takim wielkim domem…

Barometr finansowy działa jak klimatyzacja. Nastawiona na szóstkę będzie chodziła najwyżej na szóstkę. Jeśli nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić siebie zarabiających 50 tys. miesięcznie, to nie zarobimy tyle. A są ludzie, którzy zarabiają takie sumy dziennie.

Czyli albo mi to odpowiada, albo muszę to zmienić?

Tak. Ale robiąc to, musi być pani w kontakcie z parametrami, o których mówiliśmy wcześniej: za co chcę wziąć odpowiedzialność. I kiedy już to pani zrobi, proszę zapomnieć o tych sumach. Może to zabrzmi paradoksalnie, ale ważnym elementem w myśleniu o pieniądzach jako o zasobie jest oderwanie się od nich samych. Kiedy myślimy w kategoriach milion czy dwa, może nas to zablokować. Jak już mówiliśmy, trzeba myśleć w kategoriach potrzeb. Energia podąża za uwagą. Pieniądz jest tylko jedną z form energii. Równie ważna w kreowaniu dobrobytu jest kreatywność, elastyczność, wsparcie innych. Jeśli mam apetyt na prawdziwą domową drożdżówkę, to wracając do domu, kupuję składniki. Jeśli nie znam przepisu, szukam go. Jeśli nie umiem piec, proszę koleżankę, sąsiadkę. Jeśli motywacja jest dostatecznie silna, potrafię zgromadzić środki, know-how, ludzi, którzy mi pomogą, zainwestuję energię i czas. I osiągnę cel. Moja uwaga uruchomi mechanizm, dzięki któremu drożdżówka się zmaterializuje. Tak jest z każdą rzeczą, która ma swój wymiar materialny. Kiedy myślimy: „nie mam pieniędzy na tę drożdżówkę”, wówczas pieniądze służą nam jako antyzasób. Coś, co zamiast wspomagać, blokuje nas w drodze do celu.

Zauważyłam, że blokuje mnie myślenie w kategoriach posiadania. Moja przyjaciółka w Londynie nie może zrozumieć, dlaczego gnieżdżę się w małym mieszkaniu, skoro chciałabym mieszkać w domu? Przecież mogę dom wynająć. A ja myślałam dotąd: „trzeba kupić, nie stać mnie na kredyt”.

Pochodzę z biednej rodziny. Już będąc współwłaścicielem dobrze prosperującej firmy szkoleniowej, ciągle miałem ograniczające przekonanie, że fajnie by było mieć dobry samochód, ale muszę na niego uzbierać pieniądze. Aż uświadomiłem sobie, że przecież jestem leasingobiorcą 10 samochodów. I choć żaden z nich nie jest mój, mógłbym codziennie jeździć innym. Zapytałem siebie: „czym jest to poczucie własności?”. Figurą w mojej głowie. O co mi więc chodzi? Czy o to, że mogę jechać fajnym samochodem? O prestiż? Czy o przekonanie, że ten samochód stoi w garażu i on jest „mój”? Od tego czasu jeżdżę fajnymi autami, które nie są nigdy „moje”. I nie ma to dla mnie znaczenia. Więc czego chcemy: być czy mieć? I w jaki sposób, po co? Świadomość to wolność. 20 cadillaców w garażu to tylko kłopot, przecież się starzeją.

 

Maciej Bennewicz coach, pisarz, menedżer, trener biznesowy, socjolog, bloger,
autor licznych artykułów prasowych i książek, podróżnik, przyjaciel zwierząt – zwłaszcza kotów.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze