fbpx

Inwestujemy

Andrzej Georgiew

Mamy już kapitał, znamy swój profil inwestycyjny, czyli tolerancję ryzyka. Stąd wiemy, jakie produkty inwestycyjne będą dla nas najbardziej odpowiednie, a jakich unikać. Przed nami jeszcze poważna decyzja: który fundusz wybrać? Oto kilka czynników, które warto wziąć pod uwagę.

O tym, jak zgromadzić niezbędny kapitał oraz jak określić swój profil inwestycyjny, pisaliśmy w poprzednich (6/2007 i 8/2007) numerach „Zwierciadła”. Przy wyborze produktów inwestycyjnych albo polegamy wyłącznie na sobie, albo na doradcach inwestycyjnych. Obie drogi nie zwalniają nas od aktywności, jednakże pierwsza z nich wymaga znacznie więcej czasu, wiedzy i zimnej krwi. Następny krok to określenie przeznaczenia naszych inwestycji. Czy to będzie emerytura, studia dla dzieci, jacht, czy może nowy dom. Inwestujemy długoterminowo! Nie wolno więc pod żadnym pozorem inwestować z myślą o przyszłorocznym urlopie czy futrze na zimę. Od krótkiego terminu są banki albo spekulacje. My zaś jesteśmy inwestorami!

Funduszy na rynku są setki, tysiące. Co prawda większość z nich ma podobny horyzont czasowy i narzędzia inwestycyjne, nie znaczy to jednak, że nie ma między nimi różnic. Są, i to bardzo duże. Widać to chociażby z analizy rankingów, które znaleźć można w Internecie pod adresami: www.fundi.pl, www.expander.pl, www.bankier.pl, www.rynek.bizzone.pl, a także w prasie codziennej. Można posłużyć się opinią doradcy finansowego, niech to jednak będzie „druga opinia”. Który fundusz czy rodzinę funduszy wybrać?

Historia wyników

Najważniejszym kryterium są dotychczasowe wyniki funduszu. Przy czym dobre wyniki muszą mieć swoją historię. Fundusz, który w ciągu ostatnich 10 lat przynosił 13 proc. rocznie, jest dużo pewniejszy niż ten, który istnieje dwa lata i przynosi rocznie 55 proc. Czas jest zawsze wrogiem ryzyka.

Analiza analityka

Drugim co do ważności kryterium jest staż pracy głównego zarządzającego pieniędzmi. Odradzam fundusze, które często zmieniają swoich menedżerów. I odwrotnie. Stabilny zarząd to połowa sukcesu.

Zarys kosztów

Trzecie bardzo ważne kryterium to koszty prowadzenia funduszy. Mając do wyboru kilka podobnych funduszy, kupujemy te, które są ta sze w obsłudze. Istotny jest zwłaszcza koszt zakupu (prowizja), a także opłata, jaką każe nam ponieść fundusz, gdy zechcemy przenieść się do konkurencji. W czasach bessy fundusz może nie zarobić na koszty. Będziemy tracić kapitał.

Portfel zdziesiątkowany

Co prawda podatek od zysków z inwestycji (19 proc.) jest niższy niż podatek od pieniędzy zarobionych ciężką pracą (od 19 do 40 proc.), jednak pochłania prawie jedną piątą zarobku portfela. Dlatego nie wolno pominąć IKE (Indywidualnego Konta Emerytalnego), które pozwala na pomnażanie kapitału bez konieczności płacenia podatku Belki.

Pewność co do rentowności

Duże fundusze są pewniejsze, choć ich rentowność mniejsza. Doradzam jednak mniejszą rentowność przy mniejszym ryzyku. Oszczędzimy nerwy.

Aby zostało w rodzinie

Nie kładzie się wszystkich jajek do jednego koszyka. Pieniądze powinny być rozrzucone na kilka różnych rodzin funduszy w ramach tego samego profilu inwestycyjnego. W ten sposób zmniejszamy ryzyko straty.

Większy udział

W czasie hossy doradzam lokowanie „uśrednione”: każdego miesiąca inwestujemy np. 600 zł, za które ku-pujemy udziały np. w czterech funduszach. Jeśli udziały są po 10 zł, kupimy ich 60, jeśli ich cena spadnie do 8 zł, kupimy 75. Spadającym cenom towarzyszy rosnąca liczba udziałów. Gdy bessa minie, większa liczba udziałów zagwarantuje nam nieproporcjonalnie duży zysk.

Tylko ten cel

W trakcie inwestycji nie zmieniamy jej celu. Nowy cel to nowa inwestycja. Opuść go, tylko gdy się opuści Fundusze zmieniamy tylko wtedy, gdy ich wyniki zdecydowanie odstają od reszty. Jeśli przemyślimy nasz wybór, zmiany będą zbędne.