fbpx

Jak w banku

fotochannels.com

Weszliśmy w okres rosnących kosztów pieniądza i inflacji, dlatego trzeba się dobrze zastanowić, co dalej z naszymi oszczędnościami. Depozyty i lokaty bankowe wydają się spokojną alternatywą dla ryzykownych inwestycji. Mogą nią być, pod warunkiem że unikniemy pułapek.

Najczęstszą pułapką jest bardzo drobny druk, którym w umowach z klientami zapisuje się najważniejsze postanowienia, i to przeważnie takie, które kłócą się ze zdrowym rozsądkiem. Żona wpłaciła mi na konto biznesowe pewną ilość gotówki, za co bank „ukarał” mnie prowizją. Formalnie miał do tego prawo – dawał mu je zapis na 367 stronie specjalnej umowy zamieszczonej na stronie internetowej. Problem w tym, że większość z nas takich umów nie czyta. Polegamy na zdrowym rozsądku. Jak mogło mi przyjść do głowy, że renomowany bank może mnie ukarać za to, że mu przynoszę gotówkę?!

Na bakier z logiką są także banki starające się agresywnie przyciągnąć klientów z gotówką. Najlepszy dowód: prawie żaden z nich nie rezygnuje z pułapki, którą są dotkliwe opłaty za prowadzenie konta. Mniej widoczną pułapką jest pobieranie prowizji od określonych operacji gotówkowych. Może to być np. opłata za pobranie z konta gotówki w kwocie niższej jednorazowo niż 5000 zł albo ograniczenie liczby transakcji w miesiącu do dwóch czy nawet jednej. Przekroczenie limitów bywa kosztowne.

Nadużywanie prowizji to ciężki grzech polskiej (i europejskiej) bankowości. Tym bardziej że klasyczny bank zarabia na różnicy między oprocentowaniem depozytów i oprocentowaniem kredytów. Ponieważ rosnąca konkurencja wymusi w końcu zmniejszenie (lub nawet likwidację) prowizji, zacznijmy już dziś rozglądać się za bankami tańszymi od naszego. Polecam bankowość internetową. Nie tolerujmy drogich bankierów.

Najbardziej wyrafinowane pułapki dotyczą lokat terminowych. Identyczna kwota zdeponowana na identyczny okres i identyczny procent może w różnych bankach przynieść różne zyski. Bank X może stosować oprocentowanie stałe, a bank Y – zmienne. W tym drugim przypadku z początkowych 6 proc. rocznie zrobi się po kilku tygodniach 4,2 albo rzadziej7,3 proc.

Banki przewidują też różne sankcje za wcześniejsze, niż wynikało to z umowy, wypłacenie przez klienta pieniędzy z lokaty. Wiele zależy od tego, jak są naliczane odsetki. Jeśli nie co tydzień czy miesiąc, lecz tylko raz w okresie trwania lokaty (np. raz w roku), możemy stracić korzyści wynikające z istnienia procentu składanego.

Banki mogą też pobierać prowizję w przypadku, gdy kwota lokaty spada poniżej określonego minimum, albo domagać się przedłużenia jej ponad okres początkowy bez gwarancji utrzymania równie atrakcyjnego oprocentowania. Przez pół roku płacono nam rewelacyjnie, bo aż 8 proc. rocznie, z jednym warunkiem: że utrzymamy lokatę co najmniej przez rok, z tym że w drugim półroczu już nie za 8, lecz za 2,4 proc.

Bank z reguły nie przypomina klientom, kiedy wygasa termin ich lokat. Jeśli sami nie zareagują, lokata jest przedłużana automatycznie na analogiczny okres na warunkach obecnie panujących, np. 0,3 proc. w skali rocznej.

Chętnie stosowaną lokatą jest lokata progresywna, której oprocentowanie wzrasta co miesiąc – powiedzmy – od 2 do 7 proc. w skali roku. W reklamie takich lokat podaje się przeważnie tę ostatnią cyfrę, gdy tymczasem progresywna lokata półroczna (od 2 do 7 proc.) przyniesie de facto 4,5 proc. w skali rocznej.

Progresja dotyczy także kwoty lokaty. Przykładowo lokata do 10 tys. zł przynosi odsetki w wysokości 4,5 proc., od 10 do 50 tys. – 5 proc., a powyżej 50 tys. – 6 procent. I tym razem w ogłoszeniu reklamowym takich lokat będzie widniało oprocentowanie najwyższe – 6 proc.