fbpx

Nowe szaty szefa

Nowe szaty szefa
fot.123rf

Pierwsza własna firma, pierwsi pracownicy i… pierwsze problemy. O emocjach, sile oraz słabościach młodego przedsiębiorcy – mówi coach Miłosz Brzeziński
– Coraz więcej młodych Polaków, zamiast pracować dla kogoś, decyduje się na własną działalność gospodarczą. Bywa, że bez żadnego doświadczenia w kierowaniu ludźmi muszą wejść w rolę szefa. Jak wygląda ich zderzenie z rzeczywistością?

– Z moich obserwacji wynika, że gros osób naiwnie wierzy, iż zatrudnieni ludzie będą pracować dla nich z takim samym entuzjazmem jak oni; że razem, w braterskim trudzie, będą zmagać się z przeciwnościami losu i tyrać po godzinach dla dobra firmy. Nie oszukujmy się jednak – większość ludzi pracuje „u kogoś” co najwyżej na trójkę z plusem. Entuzjazm i poziom motywacji młodych przedsiębiorców to szczyty nieosiągalne dla zwykłego pracownika. Kiedy oczekiwania zaczynającego swój biznes zderzają się z twardym betonem ludzkiej przeciętności, rodzi się często silna frustracja.

– Może to problem z nieumiejętnością motywowania pracowników? Według badania przeprowadzonego dla jednego z portali 77 proc. respondentów miało problem z akceptacją młodego przełożonego.

– Na pewno techniki motywacyjne są pomocne, ale nie zmienią ludzkiej natury. Czy w szkole wszyscy są prymusami albo leserami? Nie, 80–90 proc. robi tyle, ile musi i ani odrobiny więcej. Do pracy chodzimy dla zarobku, rzadko jest ona naszym hobby, a swoimi zainteresowaniami zajmujemy się zwykle po godzinach. Co do różnicy wieku, to też z pewnością nie pomaga, ale jest to raczej kwestia urealnienia oczekiwań. Jeśli zatrudniamy doświadczonego pracownika, to tak, jakbyśmy brali ślub z kimś, kto ma za sobą już kilka małżeństw. Nabył pewnych nawyków, z którymi nie warto walczyć. To, że ktoś pracuje inaczej niż ja, nie znaczy, że pracuje źle, trzeba tylko być gotowym na kompromis, co dla wielu ludzi ogarniętych swoją wizją jest trudne do zaakceptowania.

– Może lepiej postawić na niedoświadczonych, młodych pracowników?

– Dla wielu będzie to najlepsze rozwiązanie. Młodym przede wszystkim się chce. Chcą się uczyć, nie popadną szybko w rutynę, będą się rozwijać razem z firmą, a przy tym nie mają zbyt wygórowanych oczekiwań. Ich szkolenie będzie jednak wymagało sporo wysiłku, a przede wszystkim czasu, którego często nie mają w nadmiarze nowo powstałe firmy.

– Jakie błędy popełniają najczęściej biznesowi nowicjusze?

– Jeśli chodzi o rekrutację, to błędem jest poszukiwanie osób podobnych do nas samych. To naturalny odruch, bo wydaje się, że z takimi ludźmi łatwo będzie się dogadać. Problem w tym, że nawet w małej organizacji potrzebna jest różnorodność charakterów i umiejętności. Jeśli zatrudnię klony samego siebie, to skoro na przykład nie będę znał rozwiązania sytuacji kryzysowej, oni z pewnością też go nie znajdą.

Inny błąd młodych pracodawców to tzw. efekt prymusa, czyli „nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja”. Ręczne sterowanie nie dość, że kosztuje multum pracy, to jeszcze podcina inicjatywę i pewność siebie pracowników. W końcu taki szef zaczyna być wąskim gardłem wszelkich procesów decyzyjnych i działa na szkodę swojej firmy. Dlatego warto zaufać pracownikom i mieć dla nich spory margines tolerancji, od początku delegując odpowiedzialność w miarę rozwoju kompetencji. Nie należy też kurczowo trzymać się swojego „genialnego pomysłu”. Zwykle jednak początkującym biznesmenom wydaje się, że właśnie trafili w dziesiątkę na miarę Billa Gatesa czy Marka Zuckerberga. Pompują pieniądze, brną coraz dalej, nie widząc, że owa świetna idea wcale się nie przyjęła na rynku, że trzeba ją zmodyfikować albo nawet porzucić i zacząć wszystko od nowa. Biznes to nie loteria, tylko strategia.

– Co pan powie tym, którzy liczą na to, że biznes pozwoli im w krótkim czasie osiągnąć luksus „nicnierobienia”, bo pracować będą na nich inni?

– Takie osoby chyba w ogóle nie powinny się brać za interesy. Dla prawdziwego przedsiębiorcy brak adrenaliny, marazm i osiadanie na laurach to nie jest sposób na życie. W momencie, gdy wszystko zaczyna kręcić się samo, zaczynają coś nowego albo szukają innych sposobów na rozwój.

– Podobno, aby w ogóle myśleć o prowadzeniu biznesu, trzeba być „wewnątrzsterownym”, czyli mieć poczucie pełnej kontroli nad własnym życiem.

– Na pewno są ludzie, którzy nie nadają się do biznesu, ale to raczej kwestia woli, a nie charakteru. Nie można tego tak uogólniać. Pozostając w obrębie wspomnianego nazewnictwa – osoba „zewnątrzsterowna” też często ma cechy, które predestynują do bycia świetnym przedsiębiorcą. Może mieć lepsze pomysły, bo ma więcej pokory wobec rynku, może być lepszym szefem, bo jest bardziej otwarta na opinie pracowników, może szybciej porzucić nietrafiony pomysł, bo słucha autorytetów i akceptuje krytykę. Każdy, kto jest silnie zmotywowany i nie boi się podejmować kolejnych prób, ma szansę sprawdzić się w biznesie. Zabrzmi to banalnie, ale po prostu trzeba chcieć.

Miłosz Brzeziński coach biznesu, trener personalny, autor takich książek jak: „Pracować i nie zwariować”, „Biznes czyli kupa ludzi” czy „Życiologia” (wyd. Zwierciadło).

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze