fbpx

Panom wstęp wzbroniony

Panom wstęp wzbroniony
fot.123rf

Nie ma wątpliwości. Coraz więcej produktów, miejsc czy usług opatrzonych będzie sloganem: Nie dla facetów!
Kobiety stały się lepszymi klientami niż mężczyźni. Nie dość, że uwielbiają kupować, to w dodatku często mają za co. W USA już ponad połowa kapitału jest w ich rękach. To one decydują o zakupie sprzętu AGD, leków bez recepty i większości dóbr konsumpcyjnych. Jeżeli wybierają się na spacer, to po centrum handlowym. Jeżeli rozmawiają w swoim gronie, to najchętniej o zakupach i towarach. Przywiązują się do marek. W dodatku są bardziej niż mężczyźni podatne na reklamy. Okazało się, że na skutecznym marketingu skierowanym do kobiet można więcej zarobić niż na tym dla facetów. Już nie wystarczy różowe opakowanie, trzeba przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie…

Czego pragną kobiety?

Wiodące firmy nie żałują milionów dolarów. Specjaliści od marketingu podpowiadają im, że zaspokajanie potrzeb i zachcianek kobiet, dostosowywanie się do ich gustów będzie żyłą złota. Do niedawna kobiece „strefy wpływów” to dom, dzieci, moda, uroda, fitness i niewiele więcej. Reszta była albo męska, albo nijaka. Dziś pierwiastek kobiecości można znaleźć już prawie we wszystkim. Nawet w tak konserwatywnych sferach jak motoryzacja, bankowość, ubezpieczenia komunikacyjne, fundusze inwestycyjne, nieruchomości. Reklamy przekonują: „Czemu słuchasz porad finansowych z Marsa, skoro jesteś z Wenus?”. – Jest coraz więcej ofert przygotowanych z myślą tylko o nas, szytych na kobiecą miarę. I dobrze, bo miary męskie nie są takie same jak kobiece – skwitowała w jednym z kobiecych magazynów aktorka Grażyna Wolszczak. A czego naprawdę pragną kobiety? Twierdzą, że wolą, by ich świat był bardziej bezpieczny i mniej agresywny niż męski. Lubią też wspólnotę i przebywanie (zwłaszcza wypoczynek) w swoim gronie. Zdaniem psychologa Iwony Majewskiej-Opiełki, autorki książki „Czas kobiet”, potrzebują również odrobiny ekskluzywności, a tę może zapewnić im metka „Tylko dla kobiet”.

Jak facet, to tylko w peruce

W Polsce szlak przetarł Gymnasion. Firma zauważyła, że większość kobiet na siłowni czuje się nieswojo w towarzystwie „pakerów”. Dlatego powstały kluby tylko dla pań. Oprócz fitnessu, jogi, pilatesu i innych zajęć ruchowych oferują zabiegi kosmetyczne, porady wizażystki. Pomysł okazał się tak trafiony, że Gymnasion zamierza otworzyć w Polsce nawet sto takich klubów. Wymagają mniejszej przestrzeni i mniej sprzętu niż koedukacyjne, a są bardziej dochodowe. – Panie to nasza przyszłość – podsumowuje Ireneusz Wesołowski, prezes sieci Gymnasion. Strzałem w dziesiątkę są również klubokawiarnie Babie Lato. Pierwsza powstała w Częstochowie pięć lat temu. Następne w Warszawie, Lublinie, Katowicach, Opolu, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu i w Łodzi. Powstają kolejne – pomysłodawczynie sprzedają franczyzę. Warunek prowadzenia takiego lokalu jest jeden: tylko kobiety i tylko dla kobiet. Wyjątek: jeżeli facet, to tylko w peruce. Do wyboru są dwa rodzaje – zielona z loczkami i marchewkowa z warkoczykami. Awantura w babskiej kawiarni w Opolu, kiedy to mężczyzna domagał się obsłużenia, a nie chciał dać z siebie zrobić klauna, skończyła się procesem o dyskryminację i… rozreklamowaniem Babiego Lata. Kobiety powołały się na prawo do swobody gospodarczej i wygrały.– Potrzebowałyśmy miejsca, w którym mogłybyśmy swobodnie rozmawiać o dzieciach, krojach staników, o tym, czy sweterek jest miły w dotyku, czy sportowiec ładnie wyglądał w krótkich spodenkach. Miałyśmy dosyć zadymionych, cuchnących piwem spelun.

U nas nie rozmawia się o samochodach, mechanikach, utarczkach z policją drogową czy wynikach meczów. Nie ma podrywaczy – uśmiecha się Małgorzata Bieńkowska, pomysłodawczyni i prezeska. Właścicielki sieci klubokawiarni to oczywiście same kobiety. Kobiety wpadają do Babiego Lata rano – jeszcze bez makijażu – na kawę. W ciągu dnia na lunch i lekturę kolorówek. Wieczorem na drinka i pogaduszki. – Takie spotkania w kobiecym gronie pozwalają wrócić do domu z nową energią – zaręcza Bieńkowska.

Women friendly

– Wszystko u nas jest „women friendly” – mówi Bieńkowska. Fotele są szerokie – oprócz kobiety musi zmieścić się na nich jej torebka. Pod stolikami jest dużo miejsca – bo oprócz nóg muszą się tam zmieścić 10-centymetrowe szpilki. W menu nawet słodycze są dietetyczne. Na sali jest dużo gadżetów w odcieniach różu. Tylko ubikacji dla panów brak. – Mogą korzystać z naszej – stwierdza Bieńkowska. – Ale na siedząco! Women friendly stały się nie tylko miejsca. Sfeminizowało się wiele produktów – nawet tak „męskich” jak samochody. Volvo YCC ma regulację położenia podparcia pięt kierowcy, by wygodnie było prowadzić w butach na obcasach. Zagłówki przystosowane są do różnych stylów uczesania, na przykład do włosów spiętych w koński ogon. Podświetlone lusterko jest z lewej strony, a nie z prawej. Są też przyjazne dla kobiet szkoły jazdy – jedna w Gliwicach, druga w Warszawie. A nawet pomoc drogowa, serwis samochodowy i portal moto! – Egzaminatorzy po technice jazdy poznają, kto uczył się w mojej babskiej szkole – mówi Małgorzata Mandryk, właścicielka Babskiej Szkoły Prawa Jazdy w Gliwicach, która przez trzy lata prowadziła w TVN program „Nauka Jazdy”. Kiedy zaczynała kilkanaście lata temu, była pierwszą kobietą w Europie z papierami instruktora. Miała jedno cinquecento. Dziś ma kilkanaście aut, w tym ciężarówkę. Prowadzi naukę we wszystkich kategoriach oraz kursy doszkalające. Zatrudnia sześć instruktorek. Zapracowała na opinię najskuteczniejszej szkoły jazdy na Śląsku. Właśnie powstaje motoryzacyjny serwis internetowy adresowany do pań. Choć nazywa się po męsku www.pansamochodzik.pl, to jego treść ma być właśnie „women friendly”. – To nieprawda, że kobiety nie chcą czytać o motoryzacji. Interesują je tylko inne rzeczy: design, samochody celebrytów. Chcą się dowiedzieć, do którego warsztatu pojechać, by bezproblemowo usunąć usterkę. I nie nasłuchać się przy tym, że są idiotkami, które z pewnością nie wiedzą, gdzie jest kierownica – tłumaczy Robert Dzido, właściciel serwisu motoryzacyjnego Robcar i pomysłodawca portalu.

Prawdziwa kobieca przygoda

Kobiety spragnione są adrenaliny! – Podczas wyjazdów koedukacyjnych same spychają się do roli kibiców – mówi Małgorzata Kiełt z Akademii Przygoda, organizatorka „Weekendów bez facetów”. Może dlatego określenie „kobieca przygoda” wywołuje uśmieszek, a „męska przygoda” – podziw. – Tymczasem panie potrafią bez zastanowienia wspiąć się po linach na most, zwymiotować, zakląć i ruszyć dalej. Czasami z menedżerek, dyrektorek, prawniczek wychodzą prawdziwe zwierzęta. Przy facetach się wstydzą! Zupełnie inaczej jest w ściśle babskim gronie – opowiada Małgorzata Kiełt. – Kobieta w towarzystwie mężczyzny nigdy nie zdecyduje się na wiele rzeczy. Boi się być słabszym kompanem – wtóruje Dorota Katende z biura turystycznego Safari Travel. Dziesięć lat temu pierwszy raz zabrała babską ekspedycję na Czarny Ląd i od tego czasu robi to regularnie. – Wyprawa była wspaniała: trochę wypoczynek, trochę safari i survival – opowiada Katende. – Spałyśmy w namiotach w kolonialnym stylu. A wieczorem dobra afrykańska kuchnia przy świetle lamp oliwnych. Później było wejście na Kilimandżaro, safari nurkowe u wybrzeży Zanzibaru, treking śladami sławnych kobiet… – My po prostu lubimy być w swoim gronie – podsumowuje psycholog Iwona Majewska-Opiełka. – A w dodatku lubimy mieć świat poukładany po swojemu.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze