fbpx

Manipulacja w pracy

manipulacja
123rf.com

Na to, jak postrzega nas otoczenie, mamy w znacznym stopniu wpływ. Niektórzy jednak podczas prezentowania siebie posługują się manipulacją… Dowiedz się, jak rozpoznać ten mechanizm i jak z nim walczyć.
Wszystko zaczęło się już w pierwszych dniach pracy w nowej firmie, do której Iwona trafiła przed ponad rokiem. Po kilku spotkaniach z prezesem i drugim wiceprezesem zauważyła, że wśród pracowników wyższego szczebla panuje zasada „przytakuj i nie wychylaj się”. Prezes – bezsprzecznie fachowiec w branży chemicznej, ale niekoniecznie w dziedzinie zarządzania – był osobą autorytarną i wymagającą posłuchu. Zazwyczaj stosował skuteczne posunięcia, ale coraz częściej zdarzały się mu wpadki decyzyjne. Zdaniem Iwony nie zauważał, że świat się zmienia dość szybko i metody, które sprawdzały się 10 lat temu, dziś nadają się do lamusa. Próbowała o tym rozmawiać i podsuwać nowe rozwiązania, jednak miała wrażenie, że jest traktowana jak brzęcząca mucha i najlepiej, jak schodzi prezesowi z drogi. Drugi wiceprezes przytakiwał szefowi i dobrze pilnował, żeby mieć jego podpisy na kontrowersyjnych dokumentach. „Głową muru nie przebijesz” – powiedział kiedyś Iwonie i ta zaczęła rozważać, czy nie rozejrzeć się za nową pracą, bo z aktualną firmą jakoś kompletnie „nie było chemii”.

Relacje z kolegami

Jedyną osobą, z którą wydawało się, że ma wspólny język, był Jerzy – szef działu prawnego. Od pierwszego dnia był dla niej miły, przynosił kawę i pamiętał, że słodzi brązowym cukrem. „Niewiele kobiet jest w stanie sobie radzić na takich stanowiskach jak ty – a jeśli już, to daleko im do gwiazd filmowych, a ty ze swoją urodą musisz budzić zazdrość wielu z nich” – takie słowa Jerzego pomagały jej przetrwać w niezbyt przyjaznym środowisku i ufać, że jest ktoś, na kogo można liczyć. Kiedy po kilku miesiącach pracy Iwona nadal czuła, że znajduje się w stanie zawieszenia – prezes niewiele od niej wymagał i miała wrażenie, że jest z jakichś względów odstawiona na boczny tor – postanowiła przegadać sprawę z Jerzym. „Moim zdaniem nie ma żadnej tragedii, weź trochę urlopu i odpocznij. Czasem warto dać szansę sprawom, by potoczyły się własnym biegiem” – zaproponował.

Posłuchała rady kolegi i po załatwieniu formalności w dziale personalnym wyjechała na dwa tygodnie w góry, żeby w zaprzyjaźnionym pensjonacie i na samotnych wędrówkach raz jeszcze rozważyć, czy wiązać się z tą firmą, czy jednak szukać pracy, która pozwoli jej lepiej rozwijać się zawodowo. Kiedy dwie godziny po powrocie została wezwana do prezesa, trochę się zdziwiła, że ten nagle przestał jej unikać. „Może rzeczywiście wszystko się ułożyło” – pomyślała. Jednak z rozmowy wynikało jasno, że prezes proponuje, by zwolniła się na własną prośbę i w ten sposób rozstaną się po dżentelmeńsku. „Skoro może sobie pani pozwolić na siedzenie dwa tygodnie w górach, kiedy firma jest w tarapatach, to nie wróży dobrze dalszej współpracy i należałoby się jak najszybciej rozstać” – perorował. Iwona już chciała zacząć się tłumaczyć, że cały czas była pod telefonem i nie miała żadnych sygnałów, że jest potrzebna w pracy, kiedy uświadomiła sobie, że jedyną osobą, która wiedziała, że wyjeżdża w góry, był Jerzy. Tylko on mógł więc „napuścić” na nią prezesa! Cały jej profesjonalizm nie był w stanie opanować ścisku w gardle i goryczy w sercu. „Jak mogłam być taka głupia?!” – pomyślała po raz pierwszy i powtarzała to zdanie jak mantrę przez kolejnych kilkanaście dni. O tym, że Jerzy liczył na stanowisko wiceprezesa i był zdumiony, że firma postanowiła wziąć kogoś z zewnątrz, dowiedziała się już po podpisaniu wypowiedzenia od jednej z prawniczek spotkanej w barku kawowym.

Mechanizmy manipulacji

Kiedy zaczęłyśmy wspólną pracę nad powrotem Iwony do pionu i skupieniem się na sensownym działaniu poprzedzonym wyciągnięciem wniosków z sytuacji na przyszłość, tak, by to, co zaszło, mogło być potencjałem rozwoju, a nie kamieniem u szyi, Iwona pierwszy raz uśmiechnęła się, słysząc słowo „ingracjacja”. – No proszę, jak to można wszystko ładnie nazwać – powiedziała. – Nie jakieś tam podlizywanie się, tylko dostojna ingracjacja.

Bo właśnie to słowo najlepiej opisywało mechanizmy, które „zagrały” w historii Iwony. Termin „ingracjacja” pochodzi od łacińskiego określenia wkradania się w czyjeś łaski – in gratiam – i jest próbą opisu szczególnego rodzaju manipulacji. Opiera się ona na tworzeniu takiej autoprezentacji, która ma na celu zdobycie przychylności innych poprzez przekazywanie im odpowiednich informacji o sobie, czyli przez sprytne manipulowanie obrazem własnej osoby. Psychologowie mówią wówczas o tak zwanym „ja fasadowym” – takim kształtowaniu własnego obrazu w oczach innych, żeby widzieli mnie tak, jak chcę być widziana i myśleli o mnie to, co chcę, żeby myśleli. Oczywiście cel tego oddziaływania pozostaje utajony przed tymi, którzy mu podlegają. Techniki manipulacyjne oparte na ingracjacji są często niedookreślone i trudne do zwerbalizowania, bardzo często – niestety – bywają skuteczne.

Wspólną cechą wszystkich zachowań właściwych dla ingracjacji jest „prześwietlanie” osoby, którą bierzemy na celownik, tak by rozpoznać jej potrzeby, preferencje, oczekiwania i na tej podstawie stworzyć taki obraz siebie, jaki będzie najlepiej przyjęty.

W naszej historii mistrzem technik ingracjacyjnych okazał się Jerzy: wyczuwając u Iwony potrzebę wsparcia, zaprezentował się przed nią jako przyjacielski i opiekuńczy, wzbudzając jej zaufanie, co pozwoliło mu „prześwietlić przeciwnika”, jakim w istocie była – z jego punktu widzenia. W stosunku do prezesa zastosował zasadę donosicielstwa, zawoalowaną troską o dobro firmy i jej prezesa. „Jak to możliwe, panie prezesie, że Iwona bierze sobie urlop i spaceruje po górach, kiedy sytuacja w firmie jest napięta i w końcu znowu wszystko na pana barkach? Nie wszyscy umieją być odpowiedzialni, niestety”. Nie mamy stuprocentowej pewności, że rozmowa tak przebiegała słowo w słowo, ale że według takiego schematu – można się domyślać.

Jak poradziła sobie z tą sytuacją Iwona? Po rozpoznaniu mechanizmów, które pojawiły się w jej relacjach w nowej firmie, i pozbyciu się myślenia w kategoriach, że to ona jest winna, bo „dała się podpuścić”, przekonała się, że jest podatna na manipulację, gdyż sama jest autentyczna w relacjach, i ma skłonność – jak większość z nas – do mierzenia innych własną miarą. Zdecydowała się na trening komunikacji, w trakcie którego nauczyła się rozpoznawać mechanizmy słowne, które wskazują na skłonności manipulacyjne rozmówcy i dowiedziała się, jak przeciwdziałać takim procesom. Byłam pod wrażeniem, obserwując zmianę jej postawy w trakcie naszej współpracy. Teraz, kiedy w nowej firmie, w której pracuje, pojawiają się zachowania oparte na mechanizmach, które rozpoznaje – nie budzi to jej emocji, tylko skłania do działań zapobiegawczych. Nie potrzebuje już opowieści o tym, jaka jest mądra i piękna, żeby poczuć się lepiej, bo ta świadomość towarzyszy jej nieustannie, odkąd pozbyła się swego schematu myślowego, że coś jest z nią nie w porządku. Wszystko dzięki Jerzemu, który jednak nadal nie jest wiceprezesem.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze