Wróg w pracy: jak uniknąć wrogiego nastawienia?

fot.123rf

– Tak właściwie, to wcale nie jesteśmy takimi dobrymi znajomymi, jak się mi wcześniej wydawało
– myślała Anna. – Ona jest karierowiczką i w razie czego nie zawaha się zająć mojego stanowiska. Powinnam na nią uważać.

Zwierzała się nawet na ten temat swojej przyjaciółce Teresie, bo nie czuła się dobrze w tej sytuacji. – A od kiedy to się zmieniło? – zapytała Teresa. Anna, cofając się myślami w przeszłość, przypomniała sobie moment, kiedy obiecała Karolinie pomóc w weekend w przeprowadzce, po czym w ostatniej chwili zostawiła ją na lodzie, ponieważ okazało się, że Piotr, nowy znajomy z zumby, zaoferował jej spontaniczny wyjazd nad morze. Karolina, kiedy się o tym dowiedziała, nie była zachwycona, ale też nie obraziła się specjalnie. Jednak po tym wydarzeniu ich relacje stawały się coraz mniej przyjazne i wtedy Anna zaczęła dostrzegać ciemne strony koleżanki, chociaż inne osoby w biurze nie odnotowały jakiejś specjalnej zmiany w zachowaniu Karoliny.

Być może Anna miała takie wrażenie, bo kierowało nią poczucie winy związane z niedotrzymaniem słowa. Istnieje mechanizm zachowań, który powoduje, że napięcie związane z poczuciem winy próbujemy rozładować w ten sposób, że udowadniamy sobie i innym, że osoba, wobec której czujemy się winni, jest „zła”. Bo zrobienie czegoś niefajnego komuś złemu to takie mniejsze zło, a nawet po trosze – naprawianie świata. Jeżeli czujemy się nie w porządku wobec kogoś, bardzo często ustawiamy go na pozycji swojego wroga. Wtedy, jeśli nawet wyjdzie na jaw to, co zrobiliśmy, opinia publiczna będzie skłonna uznać, że to druga strona, czepiając się nas, jest nie w porządku, bo to przecież ogólnie „zła osoba jest”.

Uwziął się na mnie

Kiedy Krystian opowiadał rodzicom o piętrzących się przeszkodach opóźniających napisanie i obronę pracy doktorskiej, co wiąże się z niemożnością awansu i poprawy jego sytuacji finansowej, motywem przewodnim tej opowieści był profesor, „który się na niego uwziął”. Po prostu zajmuje się głównie rzucaniem kłód pod nogi swemu asystentowi, a Krystian ma tyle zajęcia z usuwaniem tych przeszkód, że na pracę naukową nie starcza mu już czasu ani sił. Tak więc wsparcie finansowe rodziców jest nadal niezbędne, bo z tych marnych groszy, które otrzymuje pierwszego, Krystian nie jest w stanie przeżyć dłużej niż do dziesiątego, a i tak poziom tego życia jest nędzny.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »