fbpx

Profesja jak z Instagrama: czy wymarzona praca istnieje?

Praca jak z Instagrama
Wymarzona praca zgodna z naszą pasją i talentami? Jak ją znaleźć? Specjaliści tłumaczą, na czym naprawdę polega praca idealna. (fot. iStock)

Dobrze płatna, prestiżowa, atrakcyjna pod względem lokalizacji i godzin pracy, no po prostu idealna… Czy taka praca istnieje? Zdaniem Sylwii Sosnowskiej i Radosława Iwańczuka z Grupy Pracuj – tak, tylko aby ją znaleźć – najpierw musimy wiedzieć, kim jesteśmy i czego chcemy.

Media społecznościowe i amerykańskie filmy stworzyły nam pewien wzorzec pracy marzeń: nie dość, że odbywa się w pięknych wnętrzach, to jeszcze jest okazją do rozwoju, spotkań z fascynującymi ludźmi oraz źródłem zarobków pozwalających żyć na bardzo wysokim poziomie. Czy dla państwa brzmi to jak realny opis czy raczej piękna idea?

Sylwia Sosnowska: Praca idealna jest idealna dla każdego z nas w inny sposób. Każdy ma bowiem inne potrzeby, przekonania i wartości. Podam prosty przykład: dla mnie praca, którą wykonuję, może być idealna, ale gdy zarekomenduję kolegę do tego samego zespołu, to on może mieć zupełnie inne wrażenia, bo ma inną perspektywę. Dlatego jestem zwolenniczką szukania pracy może nie idealnej, ale po prostu dobrze dopasowanej do naszego charakteru i potrzeb.

Radosław Iwańczuk: W przekazach, o których pani mówi, jest pewne uogólnienie – są one bowiem kierowane do bardzo szerokiego grona odbiorców. Każdy z nas pewnie ma własny obraz pracy idealnej i sztuką jest tak kierować swoją ścieżką zawodową, by obraz rzeczywisty pokrył się z tym, który mamy w głowie. Powinniśmy też pamiętać, że dziś miejsce pracy stało się w pewien sposób produktem marketingowym, takim samym jak sprzedawane nam produkty. Firmy zabiegają o pozyskanie najlepszych pracowników, tworzą więc produkt, który ma spodobać się każdemu. Z drugiej strony to my powinniśmy wiedzieć świadomie, jaka praca będzie najbardziej pasowała do naszych potrzeb i stylu życia.

Czy dziś myślimy bardziej, co dana praca może mi dać? Czy raczej: co ja mogę wnieść do tej pracy? Jesteśmy bardziej roszczeniowi czy idealistyczni?

S.S.: Moim zdaniem jest pół na pół. Podejmując decyzję o wyborze pracy, kierujemy się tym, by odpowiadała naszym kwalifikacjom i była rozwojowa, ale kwestia finansowa nadal jest kluczowa. Poza tym, ponieważ rynek jest o wiele bardziej konkurencyjny niż kiedyś, ważne stają się tzw. benefity w postaci karnetów sportowych, przedszkola dla dzieci, opieki medycznej, dofinansowywania szkoleń itp.

Czy to trochę nie psuje rynku? Gdy firmy, zabiegając o pracowników, skupiają się na przebijaniu oferty poprzednika, przestaje być ważne to, czy ja i praca pasujemy do siebie, tylko kto da więcej.

R.I.: Ciężko powiedzieć, czy można to nazwać psuciem rynku czy nie, ale ja na pewno obserwuję pewną zmianę trendów. Kiedyś, gdy rynek należał bardziej do pracodawcy, przekaz wyglądał w skrócie tak: „Ciesz się pracowniku, że pracujesz dla mnie”. Dziś, gdy w części branż mamy do czynienia z rynkiem pracownika, hasło to zmieniło się na: „Ciesz się, pracodawco, że ten pracownik pracuje dla ciebie”. To są dwie skrajności. Między nimi mieszczą się postawy pracodawców Ω dzisiaj coraz więcej firm uświadamia sobie, jak ważne jest podejście nastawione na pracownika, który wykonuje dla nas pracę. Coraz częściej spotykamy się również z podejściem, że praca nie jest już dla ludzi najważniejsza i z tym muszą się liczyć pracodawcy, którzy – ze zrozumiałych względów – mają wręcz odwrotne oczekiwania. Mówię tu o trendzie światowym, w Polsce nadal mamy do czynienia ze swoistym etosem pracy.

Polacy są postrzegani, zwłaszcza przez mieszkańców Europy Zachodniej, jako naród pracowity, a właściwie zapracowany. Statystycznie wciąż jesteśmy bardzo wysoko w rankingu światowym pod względem liczby przepracowanych godzin. Praca jest nadal ważnym elementem naszego życia. I teraz rodzi się pytanie, w którym kierunku będziemy zmierzać – czy modelu znanego z Korei czy np. Meksyku, gdzie, co zaskakujące, liczba godzin spędzanych w pracy jest pewnie największa na świecie, czy może w kierunku Holandii, Niemiec, Danii czy Norwegii, gdzie pracuje się średnio 30 godzin w tygodniu. Ciężko wyrokować, co jest lepsze czy gorsze, zarówno dla pracowników, jak i firm. Pewnie okaże się to po dobrych paru latach. My na pewno jesteśmy dziś na zupełnie innym poziomie gospodarczym i musimy nadgonić wiele lat zaniedbań – także związanych z warunkami i poziomem wynagrodzenia za pracę – nadal w tych kwestiach mamy sporo do nadrobienia w porównaniu z krajami z tej drugiej grupy.

S.S.: Na pewno jedno się zmienia w Polsce – wzrastają oczekiwania wobec tego, co pracodawca powinien oferować pracownikowi. Tym bardziej że młodsze pokolenia, które są już na rynku pracy, mają dużą świadomość swojej wartości jako pracowników. Na rynku pojawiło się nowe pojęcie, work-life blending. Młodzi ludzie chcą mieć dowolność w planowaniu swojego dnia, a ich życie prywatne i zawodowe w naturalny sposób się przeplata. Praca ma stanowić część życia prywatnego oraz być przyjemnością, a nie przymusem. Młodzi pracownicy mówią: „OK, mogę pracować x godzin dziennie, ale rano chciałbym mieć czas na załatwienie prywatnych spraw, potem przyjść do biura na cztery godziny, wyjść i znów coś załatwić, po czym popracować kilka godzin w kafejce, domu lub innym miejscu, o dogodnej dla mnie porze”. Czyli bardziej nastawiają się na efekt niż na siedzenie w pracy od-do i wielogodzinną dostępność. Z takim myśleniem i z takim wyzwaniem pracodawcy będą za chwilę musieli się zmierzyć.

Co zawierałoby się zatem w dzisiejszych oczekiwaniach wobec pracy nie idealnej, ale dobrze dopasowanej? Zarobki, atmosfera, elastyczny czas pracy, przyjazne biuro, benefity? W tej kolejności czy innej?

R.I.: Wysokość pensji nadal jest na szczycie listy potrzeb pracowników. Kolejne miejsca zajmuje atmosfera w pracy, współpracownicy, możliwość rozwoju i marka pracodawcy. Powiedziałbym, że są to oczekiwania bardzo uniwersalne. W końcu większość z nas chciałaby pracować za dobrą pensję, w fajnej atmosferze, ładnym biurze, z dobrymi benefitami i jeszcze realizować się tam osobiście.

S.S.: Badania Pracuj.pl pokazują, że rzeczywiście na pierwszym miejscu nadal jest pensja, ale wzrastają oczekiwania wobec benefitów, np. w postaci dofinansowywania do szkoleń i wakacyjnych wyjazdów, możliwości pracy zdalnej czy dodatkowych dni wolnych. Co więcej, sami pracodawcy opracowują kolejne udogodnienia, by skusić pracownika. Kiedyś opieka medyczna i karnet do fitness klubu były bardzo atrakcyjnym dodatkiem, teraz są już w standardzie i nikt ich nie postrzega jako benefit.

R.I.: Rzadko się jednak zdarza, by – jeśli zarobki podstawowe są zbyt niskie – pracownikowi wynagrodziły to dodatkowe udogodnienia. Jedynie w sytuacjach, gdy postrzegamy dane miejsce jako dające możliwość nauki i wskoczenia na wyższy poziom finansowy po pewnym czasie. I to jest ten paradoks – najpierw muszą zadziałać pieniądze, dopiero potem wchodzą inne kwestie.

Wracając do rosnących oczekiwań pracowników, to one też w dużej mierze są kreowane przez rynek, bo pracodawcy zaczynają się prześcigać w tworzeniu atrakcyjnych wabików. Niektórzy już poszli tropem work-life blending i starają się jak najbardziej odciążyć pracowników od żmudnych zadań dnia codziennego. Dziś w niektórych firmach można przyjść do pracy z rzeczami do prania i wychodząc, odebrać je już wyprane i wyprasowane. I to w ramach pensji. Dziecko jest w przypracowym żłobku czy przedszkolu, nie trzeba się więc martwić, czy zdąży się je odebrać. Gdy ktoś się przeprowadza, idzie do firmowego konsjerża, który wynajmuje mu samochód i ekipę do przeprowadzki. Oczywiście mówimy tu o najbardziej zaawansowanym systemie benefitów. Ale jeśli pracownik słyszy, że jego kolega pracuje w firmie, która ma takie właśnie udogodnienia, zastanawia się, dlaczego jego firma tego mu nie oferuje, skoro jest z niego zadowolona. Dzisiaj system udogodnień często staje się kartą przetargową pomiędzy dwiema równie atrakcyjnymi płacowo propozycjami pracy. I jest to coraz większe wyzwanie dla mniejszych firm, które nie mają tak dużych nakładów finansowych, by zatrzymać pracownika u siebie.

A czy ludzie są teraz skłonni dłużej związywać się z jedną firmą? Czy raczej, w przeciwieństwie do ich rodziców, którzy potrafi całe życie przepracować w jednym miejscu, lubią częste zmiany? No i czy pracodawcom zależy na ich zatrzymaniu?

S.S.: Mogę wypowiedzieć się w imieniu pracodawców – utrzymanie pracowników kluczowych, wartościowych i istotnych dla firmy jest jednym z priorytetów. To z myślą o nich tworzy się ścieżki rozwoju, programy szkoleń czy benefity. Z drugiej strony kiedy obserwuję, jaki jest średni staż pracy dzisiejszych pracowników, to z ich strony skłonność do związania się na dłużej z jedną firmą jest o wiele mniejsza. Przeciętny staż pracy to dziś około trzy lata w jednej organizacji. Zwłaszcza młodzi ludzie o wiele częściej i chętniej zmieniają pracę, bo z kolei dla nich priorytetem jest ciągły rozwój i polepszanie swojej sytuacji.

R.I.: Dlatego dziś o wiele trudniej jest utrzymać pracownika, gdyż po prostu ma on więcej możliwości zmiany pracy. Łatwiej jest też o dostęp do informacji, jak pracuje się w innych firmach, i stąd więcej odwagi do zmiany pracy. Natomiast pracodawcy coraz częściej uświadamiają sobie, jak ciężko na tak konkurencyjnych obszarach rynku jest zrekrutować kogoś, kto idealnie wpisałby się w kulturę organizacyjną,jednocześnie wykonując zadania na bardzo wysokim poziomie. Jeśli więc uda się znaleźć takiego pracownika, który w tę strukturę się świetnie wpasował, świadomy pracodawca to doceni i będzie mu zależało na utrzymaniu takiej osoby. Albo na tym, by nakłonić ją do powrotu.

Zdarzają się powroty?

R.I.: Zdarzają. Po zmianie pracy może okazać się, że nie wzięliśmy wszystkiego pod uwagę i czasem zaczyna brakować nam tego, czego nie docenialiśmy w poprzednim miejscu pracy. Bardzo często dyskutujemy w gronie menedżerów o tym, że jeśli ktoś zmierzył się z ciężkimi warunkami u jednego pracodawcy, to w naturalny sposób łatwiej mu docenić tego dobrego.

Prócz różnic czysto technicznych i mierzalnych – typu płaca, zakres obowiązków i konkretne benefity – to, czy jesteśmy zadowoleni z naszej pracy, zależy w głównej mierze od nas. To, że się nie dopasowujemy do danej organizacji, nie musi być zawsze winą organizacji.

S.S.: Na pewno, aby być zadowolonym z tego, co się robi, trzeba włożyć w to trochę wysiłku. A aby dopasować się do organizacji, trzeba być otwartym na nowych współpracowników i chętnym do nawiązania relacji. Jeśli tych chęci nie ma, to proces adaptacji nigdy nie zakończy się sukcesem. Natomiast nie każdy musi pracować w strukturach firm, dla takich osób współczesny rynek pracy ma wiele ofert – chociażby własna działalność albo praca poprzez projekty, kiedy tylko na jakiś czas związujemy się z pewną strukturą. Tylko głęboka świadomość siebie pozwoli określić, co jest dla mnie dobre: czy pasuję bardziej do małej czy średniej firmy z rodzinną atmosferą, czy będzie mi lepiej w wielkiej międzynarodowej korporacji, gdzie mam jasno określone zadania i tylko z tego jestem rozliczany. A może mam raczej duszę wolnego ptaka, więc lepiej mi będzie na swoim.

R.I.: To w ogóle jest Święty Graal rozwoju osobistego Ω mieć dużą samoświadomość i realnie oceniać, czy fakt, że czwarty czy piąty raz zmieniam pracę, bierze się z jej niedopasowania do moich potrzeb, czy raczej z mojego braku dopasowania do jakiegokolwiek zespołu. Trzeba mieć sporą odwagę, by spytać siebie, czy to, że nie mogę się odnaleźć w kolejnym miejscu, nie wynika z tego, że mam w sobie jakąś barierę czy problem, który zabieram ze sobą wszędzie, dokąd idę. A może po prostu nie wiem, co jest dla mnie dobre, i kieruję się tym, co jest dobre dla innych. Niestety w Polsce system edukacji nadal nie jest zainteresowany tym, by pomagać ludziom określać ich mocne strony i wcześniej uczyć się kierować swoim rozwojem zawodowym.

Praca jak z Instagrama
Każdy z nas ma własny obraz pracy idealnej i sztuką jest tak kierować swoją ścieżką zawodową, by obraz rzeczywisty pokrył się z tym, który mamy w głowie. (fot. iStock)

 

Są pracodawcy, którzy są zainteresowani pomocą zagubionym pracownikom w odnalezieniu swojego miejsca w organizacji?

R.I.: Oczywiście, chociaż tych firm nie jest wiele. Pewnie każdy chciałby pracować w miejscu, w którym pracodawca pyta: „Jak ci się u nas pracuje?”, wsłuchuje się w odpowiedź, a potem proponuje, co można zrobić, by pracowało się jeszcze lepiej, bo wie, że zadowolenie pracownika przekłada się na jego skuteczność i lojalność wobec firmy. Ale jest to sytuacja idealna, która nie jest powszechna. A szkoda, bo nie tylko doświadczenie, ale też badania potwierdzają, że to ludzie decydują o tym, czy dana firma odnosi sukces czy nie.

Czy firma, która odnosi sukces, działa dziś na zasadzie rodziny, grupy przyjaciół czy raczej sąsiadów, którzy wprawdzie nie mają ze sobą bliższych ani serdecznych relacji, ale starają się współżyć w zgodzie?

R.I.: Dla mnie mieści się to pod hasłem „kultura organizacyjna firmy” i tego, co ona sobą chce reprezentować. Są więc zarówno firmy, w których spotyka się rodzinną atmosferę i kładzie nacisk na to, by ludzie lubili ze sobą pracować i spędzali czas także po pracy, jak i takie, które uważają, że lepiej jest nie łączyć tych dwóch sfer. I zarówno jedne, jak i drugie mogą odnieść sukces. I tu pojawia się pytanie do nas samych: w jakiej firmie my wolelibyśmy pracować? Niektórzy nie wyobrażają sobie, by pracować w miejscu, w którym nie nawiązuje się bliskich, serdecznych relacji z innymi, a są tacy, którzy uważają, że praca to tylko praca, i niech tak zostanie. Na szczęście kultura organizacyjna jest tak widoczną cechą firmy, że dosyć szybko można się zorientować, do którego typu trafiamy.

S.S.: Ale nawet jeśli mówimy o firmach, w których panują, jak to pani określiła, sąsiedzkie relacje, kwestia komunikacji między pracownikami jest bardzo istotna. Nie muszę iść z kolegą z biurka obok na piwo, żeby traktować go po partnersku i budować z nim dobry kontakt.

Podsumowując, dziś mamy o wiele większe możliwości, by znaleźć pracę idealną dla nas, ale najpierw musimy zdać sobie sprawę z tego, co to właściwie dla nas oznacza…

S.S.: Praca idealna dla nas istnieje, tylko najpierw musimy wiedzieć, czego chcemy. Bo jeśli nie wiemy, czego szukamy, to będziemy szukać bardzo długo.

R.I.: Ja zawsze polecam, by zrobić sobie taką prostą tabelkę swoich oczekiwań i sprawdzić, jakie firmy je spełniają. Możemy zawęzić jej zakres do kilku kwestii: zarobki, atmosfera w pracy, możliwość rozwoju, dojazd i benefity – i z pewnością znajdziemy pracodawców, których w każdej z tych kategorii w skali od 1 do 10 ocenimy na 10. Inną sprawą jest to, że musimy nauczyć się realistycznie oceniać zarówno oferty pracodawców, jak i opinie na ich temat w Internecie. Praca też jest produktem, i choć nie można jej porównać do kupna pralki, to jej ocena nie powinna być zbyt emocjonalna. Chłodna kalkulacja na pewno zaoszczędzi niepotrzebnych rozczarowań, jak również pozwoli lepiej ocenić, gdzie znajdziemy to miejsce, w którym będziemy czuli się dobrze.

S.S.: Oczywiście warto czytać opinie w Internecie czy przeglądać zdjęcia na Instagramie, ale najlepiej dotrzeć do źródła, popytać ludzi, poszukać znajomych, którzy mieli z danym pracodawcą bezpośredni kontakt.

R.I.: No i nie kierujmy się czyjąś hierarchią, ale własną. Podam analogię do sportu i piłki nożnej. Pewnie każdy piłkarz chciałby grać w Realu Madryt czy FC Barcelonie, ale ilu z nich będzie rzeczywiście w nich grało, to już inna sprawa. Idealni pracodawcy są w sytuacji, w której w większości mogą wybierać wśród kandydatów, gdyż w naturalny sposób najwięcej osób chciałoby pracować w takim miejscu pracy.

Z drugiej strony nie trzeba grać w Realu Madryt, by się realizować. Całkiem dobrze można się odnaleźć w mniejszym klubie.

R.I.: Czasem lepiej być najlepszym zawodnikiem w mniej popularnym klubie niż rezerwowym w tym z pierwszego miejsca rankingów. Wszystko zależy od naszych możliwości i oczekiwań.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>