fbpx

Przeprowadzka do innego miasta lub kraju – jak sobie z nią poradzić?

Przeprowadzka do innego miasta lub kraju - jak się przygotować i jak sobie z nią poradzić?
Z upływem lat przeprowadzki przestają być równie radosne jak w młodości. Objawy występujące przy zmianie mieszkania w dojrzałym wieku to m.in. poczucie zagrożenia, spadek energii życiowej, depresja, wycofanie i spadek odporności organizmu. (Fot. Getty Images)

Czy można schudnąć siedem kilogramów w ciągu miesiąca? Można. I to bez żadnej specjalnej diety. Wystarczy porwać się na przeprowadzkę. Jeśli przez wiele lat mieszkałaś w jednym miejscu, a potem je zmieniasz, taki efekt masz jak w banku. Inne skutki trudniej przewidzieć.

Człowiek ma w sobie coś z kota. Przywiązuje się do miejsca. Nawet jeśli to miejsce nie jest doskonałe, to dobrze nam znane, tutaj czujemy się bezpiecznie. Jasne, że od tej reguły są wyjątki, czasem mieszkamy w miejscu, z którego chcemy uciec, jednak mieszkanie dla większości z nas to strefa oswojona. Przywiązanie do miejsca stanowi ważny aspekt naszego poczucia tożsamości. I nie chodzi tu tylko o mój kawałek podłogi, ale kawałek świata, w którym się poruszam i wydeptuję własne ścieżki. Mój sklep, mój park, moje drzewo za oknem, mój gadatliwy sąsiad, na którego staram się nie wpaść, moje wspomnienia… Czy warto z tego dobrowolnie rezygnować?

Powrót do domu

Nie, nie chcę nikogo odwodzić od przeprowadzek, choć zmiana miejsca zamieszkania znajduje się wysoko na liście najbardziej stresujących zdarzeń. Są jednak w naszym życiu takie etapy, kiedy przeprowadzka jest w sposób oczywisty pożądana, i nieszczęśliwi ci, którzy nie mogą sobie na nią pozwolić. Wyprowadzenie się z rodzinnego domu i rozpoczęcie dorosłego życia, zmiana mieszkania na większe, gdy rodzą się dzieci – to radosne zdarzenia wynikające z naszego rozwoju. Nawet zmiana mieszkania na mniejsze, ale własne, po rozwodzie też zwykle cieszy. Żyjemy zresztą w świecie, w którym zmiana ma pozytywne konotacje. Zachęca się nas nieustannie do wychodzenia poza strefę komfortu i sami też się do tego motywujemy. Być może czasem za bardzo.

Jest taka amerykańska komedia z lat 90. „Ojciec panny młodej 2” ze Stevem Martinem w tytułowej roli. Otóż ten ojciec przeżywa kryzys wieku średniego i chce odmienić swoje życie, zanim zostanie dziadkiem. Po ślubie i wyprowadzce córki zostaje w wielkim domu tylko z żoną i synem. A gdyby tak sprzedać dom i zamieszkać przy plaży, jak marzył w młodości? Kupić jacht i żeglować po morzu? Zamiast naprawiać cieknący dach, bohater znów chce być młody i pokierować swobodnie swoim życiem. Udaje mu się przekonać żonę i wystawiają dom na sprzedaż. Długo nikt się nie zgłasza i chyba już zapominają o tym pomyśle, gdy nagle pojawia się kupiec. Płaci więcej niż oczekiwali, ale muszą się wyprowadzić w ciągu 10 dni. Brzmi strasznie, żona przerażona, bo transakcja odbyła się pod jej nieobecność i ona by się na to nie zgodziła, ale właśnie to tempo ich uratowało. Nie mają czasu na szukanie domu przy plaży, przenoszą się na jakiś czas do teściów córki. Córka, żona, syn przeżywają ból rozstania z domem, który jest piękny i wiąże się z nim tyle wspomnień, tytułowy bohater też w końcu uświadamia sobie, jak to miejsce jest mu bliskie. I kiedy po jakimś czasie przechodzi w pobliżu i widzi, że budynek ma zostać zburzony, rzuca się w jego obronie. Nowy właściciel decyduje się odsprzedać mu dom za 100 tysięcy dolarów więcej. Bohater płaci, choć z bólem, rodzina wraca do swojego gniazda. Znów są szczęśliwi.

Stracona tożsamość

– Chętnie bym zapłaciła 100 tysięcy więcej, ale nie chcą sprzedać. Wiją sobie tam gniazdko, wiem, że mają prawo, bo kupili, ale ja ciągle czuję, że to jest moje miejsce na ziemi – mówi Halina, moja koleżanka, tłumaczka. Nie wiem dokładnie, ile ma lat, ale pewnie jest już trochę po sześćdziesiątce. Spotkałyśmy się przypadkiem na ulicy, ledwie ją poznałam, bo strasznie schudła. Okazało się, że stoją za tym dwie przeprowadzki w ciągu jednego roku. Usiadłyśmy na ławce, Halina chciała mi wszystko opowiedzieć. Znałam jej mieszkanie, było niezwykle piękne, więc zdziwiłam się, że je sprzedała.

– Ja też się dziwię – odpowiedziała. – Codziennie się sobie dziwię, takich mieszkań się nie sprzedaje, zawsze to mówiłam! – Więc co się stało? Jakieś problemy? – pytam. – Nie. Może to właśnie brak problemów mnie podkusił. Siedziałam sobie na tarasie, piłam kawę i pomyślałam: „No i co? Już tu mam umrzeć? Już nic więcej mi się w życiu nie zdarzy? Tu już nie mam nic do roboty, pora iść dalej”. Zamiast podróży dookoła świata wymyśliłam sobie projekt: piękne mieszkanie z ogródkiem! Wiedziałam, że starych drzew się nie przesadza, ale nie czułam się stara, przedtem kilka razy zmieniałam mieszkanie i było dobrze, dopiero w tym ostatnim osiadłam na 20 lat. Ile ja tam włożyłam pracy i wysiłku! Nie tylko w mieszkanie, ale w całą kamienicę, działałam we wspólnocie, często sama, przeprowadziłam wszystkie remonty, nasza kamienica jest teraz piękna i nie moja!

Halina mówi z bólem, jakby grzebała w otwartej ranie. – Jeszcze na koniec zrobiłam nową kuchnię – wzdycha. – Widziałam ją, nie pamiętasz, jak się zachwycałam? – mówię, bo zachwycałam się szczerze. – Cieszę się, że ktoś ją pamięta! Gdy mówię ludziom, że miałam piękne mieszkanie na Kieleckiej, to nie wiem, co sobie wyobrażają, pewnie nic. A ty przynajmniej wiesz, o czym mówię. A oni teraz chcą zniszczyć moją kuchnię! – Skąd wiesz? – Zadzwoniła do mnie nowa właścicielka i zapytała, czy nie chcę odkupić kuchni, bo będą wymieniać na nową. Chętnie bym odkupiła, ale ona była robiona na wymiar i tu mi nic nie pasuje. I boli mnie, że niszczą taką fajną kuchnię i pewnie całe mieszkanie, bo chcą robić remont. – Już nie jest twoje, więc nie musisz się tym przejmować – mówię, bo z doświadczenia wiem, że trzeba odcinać się od pewnych spraw, żeby móc ruszyć dalej. – Gdybym tylko umiała to zrobić – wzdycha. – Ale codziennie o nim myślę. Ta Kielecka była częścią mojej tożsamości, a teraz nie wiem, kim jestem, jakiś unoszący się w powietrzu byt, jakbym nie była związana ze światem.

Koszt zmiany

– Teraz masz chyba to mieszkanie z ogródkiem? – jeszcze raz próbuję przekierować jej myślenie na inne tory. – Ależ skąd! Na moje szczęście udało się je sprzedać! Moje wymarzone mieszkanie w pięknej kamienicy, z ogródkiem, tuż przy parku, raj dla psów! Oczywiście wymagało remontu, ale to mi niestraszne. Zaczęłam remont, wymieniłam okna, a wtedy spadły deszcze i okazało się, że w mieszkaniu jest wilgoć. Starannie ją ukryli przed sprzedażą pod tapetami i karton-gipsem, ale wystarczyło kilka dni deszczu, by wszystko wyszło. Mokre ściany, mokre podłogi, zero izolacji, dramat. – Nic nie było widać, jak kupowałaś? – Podłoga budziła moje podejrzenia, bo była w strasznym stanie, ale właścicielka opowiedziała mi ze łzami w oczach o zalaniu całego mieszkania. „A czemu tu są takie szare plamy?” – dopytywałam. Patrząc mi prosto w oczy, pani wyjaśniła, że tu stał fotelik i dzieciom często coś się wylewało i nie mieli pieniążków, żeby to naprawić. Nie wiedziałam, że można tak kłamać. – Zostałaś oszukana. – Tak. Mogłam wystąpić na drogę sądową, że sprzedano mi mieszkanie z wadą ukrytą, ale trwałoby to nie wiadomo jak długo, a nie chciałam tam mieszkać. Sprzedałam z wadą jawną, wiele na tym tracąc, ale tego mieszkania mi nie żal, nie chciałabym walczyć z wilgocią. Żal mi tylko Kieleckiej. – A gdzie teraz mieszkasz? – Udało mi się kupić mieszkanie w pobliżu, ale do Kieleckiej się nie umywa. I po co mi to wszystko było? Kim ja teraz jestem?

Dla mnie jest Haliną W., świetną tłumaczką, która zamieszkała w nowym miejscu. Czasem sytuacja na początku wygląda źle, a potem może się okazać szczęśliwa. Nigdy nie możemy być pewni, co się wydarzy. Mówię to na głos, nie tylko po to, żeby wlać w nią kroplę optymizmu, ale szczerze tak uważam. Jednak Halina nie wygląda na przekonaną, więc ciągnę dalej i pytam, czy naprawdę nie widzi żadnych pozytywnych stron tej zmiany? Po namyśle odpowiada, że owszem. Dwie. – Ważę tyle samo co w liceum. I pozbyłam się miliona rzeczy. Ile ja nagromadziłam przez te lata! Na Kieleckiej miałam ogromną piwnicę, antresolę, schowek, pawlacz, wszystko było zapchane! O wielu rzeczach nie pamiętałam, że je mam.

– Jest taka mądrość ludowa, że każdy człowiek raz w życiu powinien się spalić, tzn. spalić powinien się jego dom. Brzmi okrutnie, ale chodzi o to, żeby pozbyć się nadmiaru rzeczy zebranych przez lata. Przeprowadzka to selekcja radykalna. Oczyściłaś przestrzeń, żeby łatwiej ci było oddychać i iść dalej – mówię. – Oddałam tonę książek, do których pewnie nigby bym już nie zajrzała, a i tak zostało mi wiele. Pozbyłam się góry ciuchów i butów i teraz nie mam w czym chodzić – Halina w końcu się śmieje.

Może gdy przeżyje do końca żałobę po Kieleckiej, to zobaczy jeszcze inne dobre strony tej zmiany? „Kiedy jedne drzwi się zamykają, drugie się otwierają, ale często patrzymy tak długo i z takim żalem na zamknięte drzwi, że nie widzimy tych, które się dla nas otworzyły”. To słowa Alexandra Grahama Bella, tego od telefonu. Dobrze w nie wierzyć, bo wtedy łatwiej dostrzeżemy otwarte drzwi, a jak trzeba będzie, to je wybijemy.

Nie zmienia to faktu, że z upływem lat przeprowadzki przestają być równie radosne jak w młodości. Kilkanaście lat temu stworzono nawet termin „transfer trauma” dla zespołu objawów występujących przy zmianie mieszkania w dojrzałym wieku. Poczucie zagrożenia, spadek energii życiowej, depresja, wycofanie, spadek odporności organizmu – to tylko niektóre z nich. Czy nie lepiej zastosować tradycyjną kurację odchudzającą? Ale tak naprawdę nie chodzi mi tylko o dojrzały wiek i przeprowadzki. Każdą ważną decyzję w życiu warto gruntownie przemyśleć. Wyobrazić sobie różne warianty rozwoju zdarzeń. Docenić to, co jest. Zmiany bywają dobre i rozwojowe, ale czasem lepiej pozostać w strefie komfortu.

Hanna Samson, psycholożka, terapeutka, pisarka. W Fundacji CEL prowadzi grupy terapeutyczne dla kobiet. Autorka takich książek, jak „Dom wzajemnych rozkoszy” i „Sensownik”.