Przystanek: Pistacjowa Egina

fot. iStock

Już w XIX wieku została ulubionym miejscem wypoczynku zamożnych ateńczyków. Wśród ponad tysiąca wysp to właśnie Egina jest kwintesencją greckich wakacji.

Egina nie ma w sobie nic z klasycznego kurortu. Życie toczy się tu niespiesznie i bez pretensji, w swoim rytmie, bez przesadnego zabiegania o względy turystów. Zresztą większość z nich to weekendowi goście z Aten, którzy po zejściu z promu rozjeżdżają się w stronę swoich posiadłości. Reszta wtapia się w pejzaż portowego miasteczka, rozprasza w małych zatoczkach wykończonych plażami, chowa w bujnych ogrodach wokół tych spośród XIX-wiecznych willi, które można wynająć. Zwłaszcza jesienią, gdy cała wyspa – wyczerpana dopiero co zakończonym pistacjobraniem – przechodzi na niski poziom zasilania. Byle starczyło na podstawowe funkcje życiowe.

A tych – wbrew pozorom – jest tu do zaliczenia sporo. Wstać, przeciągnąć się, postawić stopy na chłodnej kamiennej podłodze, przemyć oczy. Zaparzyć kawę – mocną, w tygielku briki. Przynieść figi z ogrodu, będą świetne z kawałkiem tłustej fety prosto z beczki. Wybrać się do portu: po zawiniętą w gazetę rybę na obiad, po bakłażany sprzedawane z rozchybotanych caiques, kiedyś łodzi, teraz straganów, po rozmowę. Zjeść coś albo nie, bo choć październik, to słońce grzeje tak, że chce się do wody. No to popływać, poleżeć, popatrzeć – na skołtunioną zieleń, z której wystają klocki klasycystycznych willi. Potem pomóc w nakrywaniu do stołu. Sosna da cień, na drewnianym blacie pojawią się chrupiące rybki maridaki, gemista, tzatziki, oliwki, świeżo uprażone pistacje, obfitość. Wieczorem trzeba będzie jeszcze otworzyć szeroko okiennice, żeby wpuścić gęstą, ciemną noc, w którą nie wciska się żaden hałas. Tylko cykady i zapach gardenii, kwiatu, który Grecy oddali Morfeuszowi, specjaliście od szybkiego i przyjemnego zasypiania.

Nicnierobienie na Eginie może być tak absorbujące, że nagle okaże się, że nie ma czasu na stereotypowe turystyczne aktywności. Nie szkodzi. To, co najciekawsze na wyspie, jest na wyciągnięcie ręki, po drodze, do złapania między plażą a stołem. Świątynia Afai, równie elegancka co Partenon, a od niego starsza. Tysiącletnie oliwne gaje. Wreszcie pistacjowe plantacje (dziś symbol wyspy), które pojawiły się tu w połowie XIX wieku, żeby zastąpić winnice spustoszone przez żarłoczne mszyce. Fistiki, orzeszki o purpurowo-jaskrawozielonej skórce, są tu wciąż uprawiane i zbierane jak w XIX wieku. Strząsa się je z drzew metodą na kij i płachtę, moczy w morskiej solance, długo suszy na słońcu, a na koniec sprzedaje na targu w portowym mieście. Czyste, z morską solą, z miodem albo przerobione na doskonały sorbet. Próżno jego smaku potem szukać w hipsterskich lodziarniach w miastach Europy. Jest nie do podrobienia. Tak jak Egina.

 

Informacje praktyczne

Egina leży 16 mil morskich od ateńskiego portu Pireus. Przeprawa promowa trwa ok. godziny, bilet w jedną stronę kosztuje ok. 13 euro. Połączenia obsługuje ośmiu przewoźników.

Wyspa ma ofertę noclegową na każdą kieszeń – ceny pokoi dwuosobowych zaczynają się od 120 zł za dobę w małym pensjonacie z własną miniplażą. Na wyspie można też wynająć apartamenty, całe domy z basenem, a nawet kajuty w zacumowanym w przepięknej zatoczce jachcie.