Debata: Kobieta kobiecie wilkiem?

fot. Rafał Masłow

Roma Gąsiorowska: Ja żyję w rodzinie patchworkowej i mimo że to nietypowe, mam bardzo dobrą relację z byłą kobietą mojego męża. Mogę powiedzieć, że jesteśmy ze sobą solidarne. Współpracujemy dla dobra dziecka. Szanujemy się, jesteśmy dla siebie miłe i jest to z obu stron szczere. Kobieca intuicja i mądrość życiowa spowodowały, że od początku obie chciałyśmy, żeby ta relacja była jak najbardziej czysta i jasna. Dzięki temu zbudowałyśmy zaufanie, które procentuje w sytuacjach awaryjnych. Kiedy którąś z nas coś zaniepokoi, chwytamy za telefony i zastanawiamy się: „Co robimy?”. Myślę, że nasze „wspólne” dziecko ma dzięki temu poczucie bezpieczeństwa.

Kolejny przykład to starsze koleżanki z teatru – Maja Maj i Magda Kuta. Odkąd pamiętam, a jestem tam już ponad 12 lat, zawsze nazywałyśmy się „rodziną”. One odnajdują we mnie córkę, ja w nich mamę. Moja mama umarła, gdy miała 40 lat. I coś takiego się porobiło w mojej głowie, że samą siebie mogłam sobie wyobrazić tylko do czterdziestki. Potrzebowałam mądrych kobiet blisko mnie, żeby to odkręcić, i je znalazłam. Jestem też bardzo, bardzo blisko z moją siostrą.

D.W.: Dziewczyny, o czym wy mówicie?! Przecież mama, siostra i babcia to są rodzinne relacje… Co to ma wspólnego z solidarnością kobiet?!

J.P.: A ma! Jeśli nie dostajemy wsparcia od najbliższych kobiet, to będzie to miało przełożenie na nasze późniejsze doświadczenia. Badania prof. Małgorzaty Fuszary, pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania, pokazują, że wbrew mitom, to kobiety głosują w większości na kobiety. Na Manifę w większości idą kobiety, jak popatrzymy na wszystkie akcje antyprzemocowe, to ponad 90 proc. uczestniczek to też kobiety. Problem tkwi gdzie indziej. Żyjemy w patriarchacie, czyli w systemie, w którym to, co męskie, jest ważniejsze. I w sytuacji, kiedy mamy stanąć po którejś stronie, stajemy po stronie silniejszego.

Temu, co męskie, przypisujemy większy prestiż?

J.P.: Chodzi o władzę. Wydaje nam się, że będzie dla nas bardziej opłacalne, jeżeli staniemy po stronie silniejszego.

D.W.: A gdzie te twoje siostry w feminizmie są w zbiorowych akcjach pod tytułem „Walczmy o naszą macicę, żeby żaden mężczyzna z jakiejkolwiek strony, prawej czy lewej, nie decydował o tym, co będziemy z nią robić”? W tych waszych Manifach kilkuosobowych? Gdzie jest zbiorowa solidarność?

J.P.: Jest Kongres Kobiet, a Manify nie są wcale kilkuosobowe! Jak na to, co mamy w Polsce, jak na stereotypy, które funkcjonują na każdym kroku i wbijają kobiety oraz dziewczynki w rolę tej uległej i niewspierającej innych kobiet, to i tak ta solidarność się buduje. To, że nie ma takiego ruchu jak w Stanach Zjednoczonych, że wychodzi kilka milionów kobiet na ulicę…

D.W.: I masz siłę wtedy! To jest siła!

J.P.: …pozwól, że dokończę. Ten ruch nie jest masowy, ponieważ brakuje edukacji w tym kierunku.

D.W.: Paulina w jakiejś dyskusji użyła sformułowania, że trzeba się uczyć tych solidarnych zachowań. Niech więc feministki nas uczą! Użyję naszego przykładu, bo odwołujemy się do własnych doświadczeń. Współpracując z Pauliną, tworzymy jeden front w pracy. Żadna z nas nie chce być lepsza, bo naszym wspólnym dziełem jest jeden program. Jak któraś się będzie wybijać i zaczniemy się kłócić, co znane jest w duetach damskich, polegniemy obie i polegnie program. Kiedy jedna z naszych koleżanek zaszła w ciążę i mogła stracić pracę, my solidarnie stanęłyśmy w jej obronie. Trzeba doprowadzić do sytuacji, w której wzajemne wspieranie się kobiet będzie powszechne.

J.P.: Ten przykład jest świetny, ale wy macie pieniądze, domy… Wyobraź sobie, że kobieta zarabia grosze i ma trójkę dzieci, które samodzielnie wychowuje. Ona nie stanie w obronie koleżanki, bo się boi, że straci pracę!

D.W.: Jeżeli jest mocna, pociągnie za sobą resztę.

J.P.: Bywa i tak, ale nie to jest powszechne. To samo dotyczy przemocy. Od wielu kobiet usłyszymy: „Sama sobie winna, po co tam lazła? Mogła się inaczej ubierać”.

Zobacz stronę SOLIDARNOŚĆ KOBIET MA SENS

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »