fbpx

Tomasz Srebnicki: Gdy partner nie chce się żenić

Panna_mloda
123rf.com

Ty coraz częściej myślisz o pełnej stabilizacji i legalizacji związku, a twój partner cały czas ceni sobie wolność i niezależność? O tym, co zrobić, gdy wizje związku niebezpiecznie się rozmijają, opowiada ekspert SENSu Tomasz Srebnicki – psychoterapeuta poznawczo-behawioralny


− Od około ośmiu lat mieszkam i jestem w związku z partnerem – rozwodnikiem, z którym mam sześcioletniego syna – pisze czytelniczka SENSu, 32-letnia Dagmara. − Różnie się działo przez ten czas, mój wybranek bowiem wracał do córki i byłej żony, z którą i tak mu się nigdy nie układało. U mnie miał zawsze bezpieczną przystań – mam stałe źródło utrzymania, codziennie gotuję obiady. Przy mnie po rozwodzie poukładał sobie na nowo życie, otrzymał awans w pracy, może się realizować… Mimo to zapowiedział, że nigdy się ze mną nie ożeni. Nie chce mnie dopisać do mieszkania, które kupił, mimo że ja mogłabym spłacić jego córkę. Mijają lata, a ja nie wiem, jak zaplanować przyszłość. On nie chce ślubu ze mną, a nasz syn zaczyna o to pytać. Poza tym mam wrażenie, że mój partner szanuje bardziej swoją byłą żonę. Do niej czuje respekt. Twierdzi, że ślub nie daje gwarancji na szczęście w małżeństwie. Owszem, ale chciałabym móc zaplanować choć na najbliższe lata nasze wydatki… A tymczasem ja za swoją pensję kupuję wyżywienie dla naszej trójki (czasem i jego córki, bo u nas bywa), leki, ubrania… On wypłatę ma dwa razy większą, a opłaty o połowę mniejsze, resztę trzyma dla siebie. Żadnych zobowiązań względem rodziny, z którą żyje od ośmiu lat. A może chce wrócić do byłej żony? Nie chce się ze mną ożenić, żeby jej nie było smutno? Proszę o poradę. Chcę mieć męża, który ryzykuje tak jak ja. I za rodziną pójdzie w ogień!

TOMASZ.SREBNICKI
Tomasz Srebnicki, psychoterapeuta

Odpowiedź PSYCHOLOGA: Droga Dagmaro, z twojego listu wnioskuję, że przestała być dla ciebie satysfakcjonująca rola, jaką pełnisz w relacji ze swoim obecnym partnerem. Przez ostatnich kilka lat zgadzałaś się, aby stanowić dla niego bezpieczną bazę, być spokojną i tolerancyjną kobietą, która pozornie nie ma żadnych oczekiwań. Aprobowałaś ograniczoną bliskość w nadziei na to, że w końcu staniecie się partnerami „pełną gębą”. Twój wybranek, jak się domyślam, to osoba z negatywnymi doświadczeniami w bliskich relacjach. Bardzo dobrze czuł się przy kobiecie, która pozwala na to, aby nie musiał ponownie się angażować i pewnie (w jego mniemaniu) znowu doświadczać porażki. Po latach zaczęłaś jednak ujawniać powody, dla których zgadzałaś się na różne „fanaberie” – chęć zacieśnienia relacji poprzez ślub, wspólne mieszkanie, spłacenie córki itd. I tu rodzi się pytanie. Czy twój partner o tym wiedział? Moja intuicja podpowiada mi, że pewnie nie. Myślę, że najwyższy czas nie na ślub czy wspólny kredyt, ale na bardzo poważną rozmowę dotyczącą twoich i jego planów na przyszłość i wspólne odpowiedzenie sobie na pytanie, co dalej. Warto, abyście razem zaakceptowali jego lęk i twoją potrzebę bliższej relacji oraz spróbowali znaleźć drogę do bycia razem w oparciu o siebie, a nie o symbole, takie jak ślub czy kredyt. Pamiętaj, że obrączka na palcu jest ukoronowaniem związku, a nie dowodem na to, że relacja jest bliska i trwała. Być może później przyjdzie czas na wino, świece i pierścionek zaręczynowy – który kupi on, a nie ty – i dlatego, że chce, a nie dlatego, że tego się od niego wymaga. Pozdrawiam i życzę wam powodzenia.

Więcej listów od czytelników znajdziesz w każdym numerze SENSu w rubryce Listy do psychoterapeuty.

Masz problem, z którym nie możesz sobie poradzić? Napisz do naszego eksperta: sens@zwierciadlo.pl

?>