fbpx

Śnieg zamiast płótna

Śnieg zamiast płótna
Zrobienie jednego rysunku zajmuje Simonowi Beckowi około 11 godzin i zmusza do nawet 40- kilometrowego marszu. (Fot. materiały prasowe)

Kiedy podczas szusowania wśród alpejskich szczytów ujrzysz na śniegu niezwykłe wzory, nie martw się, to nie śnieżna fatamorgana – tu przechadzał się Simon Beck – artysta śniegu.

Brytyjczyk Simon Beck słynie z ciekawego hobby. Tworzy obrazy, które – oglądane z wysokości – zapierają dech w piersiach. Nie maluje ich, lecz wydeptuje w śnieżnym puchu, używając stóp i rakiet śnieżnych zamiast pędzla. Jest pierwszym na świecie artystą tworzącym sztukę na tak niekonwencjonalnym „płótnie”. Simon Beck od ponad 10 lat wytycza własną drogę w świecie sztuki, chodząc po śnieżnych połaciach wielkości kilku boisk do piłki nożnej. Tworząc geometryczne wzory w świeżym puchu.

Śnieg zamiast płótna
„Latem, gdy śniegu jest mniej, jestem bezrobotny” – śmieje się artysta. Kiedy stęskni się za spacerami, przenosi się wówczas na słoneczne plaże, i tam w piasku wydeptuje swe obrazy. (Fot. materiały prasowe)

Sztuka chwili

Prace Simona są bardzo ulotne – niszczą je kaprysy aury: silniejsze podmuchy wiatru, obfitsze opady, ciepłe promienie słońca. A ich rekonstrukcja jest bardzo kłopotliwa. Beck skrupulatnie fotografuje więc wszystkie swoje dzieła – z okolicznych szczytów, kolejek linowych, czasem dronem. A potem sprzedaje kopie fotografii w wysokiej rozdzielczości. W ten sposób zarabia na życie. „Czuję, że wygrałem na loterii, nawet nie kupując losu” – śmieje się. Nie przeczuwał, że jego pierwsze niewinne zabawy w śniegu dadzą początek snow art – nowemu nurtowi sztuki plenerowej. Simon pociągnął za sobą rzesze naśladowców, ale to wciąż on jest numerem jeden. Chce zaoferować amatorom śnieżnych dzieł, oprócz wrażeń estetycznych, poczucie jedności z naturą i górskim krajobrazem.

Śnieg zamiast płótna
Simon Beck pociągnął za sobą rzesze naśladowców, ale to wciąż on jest numerem jeden w technice snow art. (Fot. materiały prasowe)

Płatki śniegu i fraktale

Z każdym krokiem Simona powoli, jak za pociągnięciem pędzla, rozwijają się okręgi i trójkąty, tworząc rodzaj mandali. Urodę gotowego dzieła trzeba podziwiać z lotu ptaka, przed lub po południu. Wówczas ukośne promienie słońca podkreślają wydeptany rysunek, rzucając cień na nierówności i sprawiają, że obraz staje się trójwymiarowy. W ciągu ostatnich dziesięciu lat Simon Beck udekorował zbocza Alp kilkuset gigantycznymi rysunkami – każdej zimy pojawia się około 30 nowych wzorów.

Zrobienie jednego rysunku (o pow. 100 x 100 m2) zajmuje mu około 11 godzin i zmusza do nawet 40- kilometrowego marszu.

Prace Becka przeważnie są geometryczne, bo takie najłatwiej wydeptać w plenerze. Pasjonuje go geometria fraktalna, w której – mówiąc w dużym uproszczeniu – każdy wzór składa się z wielu bliźniaczych, powtarzających się struktur. Przykładem może być płatek śniegu – to ulubiony motyw Simona! Tak jak nie ma dwóch identycznych płatków, tak nie ma dwóch takich samych prac artysty.

Jego obrazami rządzi symetria, którą udaje mu się osiągnąć dzięki liczeniu kroków. Potrzebny jest kompas, umiejętność liczenia, dobra kondycja i lata praktyki, którą Simon zdobywał pracując jako kartograf oraz oddając się swej pasji – biegom na orientację.

Śnieg zamiast płótna
Śnieżne dzieła sztuki najpiękniej wyglądają o wschodzi i o zachodzie słońca. (Fot. materiały prasowe)

Od kartografa do artysty

Po ukończeniu studiów inżynierskich w Oksfordzie Simon Beck zajmował się zawodowo tworzeniem map, a w wolnych chwilach uprawiał narciarstwo zjazdowe i biegi na orientację. Ale w 2009 r. doznał kontuzji – i pojawiły się kłopoty ze stopami. Jednym z elementów rehabilitacji miały być spacery. Początkowo nie przepadał za nimi, ale z czasem stały się pasją.

Swój pierwszy rysunek Beck stworzył w 2004 roku we francuskiej Sabaudii, gdy po dniu szusowania na nartach wydeptał w śniegu ogromną gwiazdę. Kiedy następnego dnia ujrzał ją z krzesełka wyciągu narciarskiego, był pod wrażeniem. Ale dopiero, gdy przeszedł na emeryturę, zaczął traktować swą nową działalność poważnie. Tym bardziej, że zdał sobie sprawę, iż nikt inny wcześniej nie robił czegoś podobnego. Zdjęcia prac zamieszczane przez niego na instagramie zaczęły robić fururę w sieci i przyciągać uwagę mediów.

Simon jest Brytyjczykiem, ale zwykle „spaceruje” we Francji, gdzie mieszka zimą. Gdy tylko pogoda i warunki śnieżne na to pozwalają, samotnie (czasami z pomocnikami) wychodzi w góry, by stworzyć kolejny rysunek.

Śnieg zamiast płótna
Do tworzenia śnieżnych obrazów Simon Beck zaprasza czasem pomocników, zazwyczaj jednak wydeptuje je sam. (Fot. materiały prasowe)

Śnieg zamiast płótna

Doświadczenie w kreśleniu map bardzo pomaga mu w tworzeniu śnieżnych wzorów. „Kiedy masz pustą kartkę papieru, rysujesz na niej” – mówi Simon. „Tak więc rysowanie na pustej połaci śniegu wydawało mi się rzeczą naturalną”.

Zaczyna od wykreślenia projektu na kartce A4 – każdy milimetr odpowiada jednemu krokowi. Gdy wzór jest gotowy, Beck udaje się w upatrzone miejsce, żeby wydeptać go w plenerze. Zabiera ze sobą niezbędne narzędzia: linę i kotwę (do kreślenia okręgów), kompas (do wytyczania kierunków), rakiety śnieżne (zapobiegają zapadaniu się w śniegu) oraz kijki narciarskie – do pomiaru odstępów pomiędzy sąsiednimi liniami i podpierania się w trudniejszych miejscach. Artysta nie może się bowiem potknąć, upaść ani zboczyć z wytyczanej linii. Zejście z trasy nawet o 6 cali zakłóca całość.

Śnieg zamiast płótna
Doświadczenie w kreśleniu map bardzo pomaga mu w tworzeniu śnieżnych wzorów. (Fot. materiały prasowe)

Beck najpierw wyznacza centralny punkt wzoru, by stojąc w nim wytyczać pozostałe linie, pracując zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Gdy chce znaleźć punkt w połowie prostej, liczy kroki wzdłuż niej i dzieli przez dwa. Każdą linią stara się przejść dwa razy – wówczas uzyskuje gładką krawędź. Po około godzinie pracy pojawia się spora sieć ścieżek, którymi z łatwością może przejść z punktu A do punktu B, gdzie na przykład zostawił drugie śniadanie.

Śnieg zamiast płótna
Artysta każdą linią stara się przejść dwa razy – wówczas uzyskuje gładką krawędź. (Fot. materiały prasowe)

Chopin w plenerze

Brodząc w śniegu Simon słucha Chopina, Bacha, Vivaldiego. Dźwięki muzyki otwierają jego umysł, a jest nad czym myśleć. Wszystko trzeba dokładnie zaplanować: czas, odległości, ocenić siły. Jeśli się je przeceni, można nie mieć siły na powrót do domu, a nawet umrzeć z wyczerpania i wyziębienia. W górach, zwłaszcza po zmroku, nie jest zbyt bezpiecznie. Simon zawsze stara się wykonać projekt w jeden dzień – pracuje non stop, posila się w marszu, by nie tracić rytmu. „Najtrudniej przebrać się w strój narciarski po skończonej pracy. Mam zgrabiałe ręce, często jestem zziębnięty na kość. Zdarzało się, że wracałem do domu na piechotę, gdyż nie potrafiłem założyć butów narciarskich” – wspomina Simon.

Śnieg zamiast płótna
Wzory często przypominają mandale. (Fot. materiały prasowe)

Gra o tron

Z każdym rokiem stara się tworzyć coraz bardziej unikalne obrazy – we Francji i w innych zakątkach świata: od dzikich gór po stadiony sportowe w zaśnieżonych miastach (ostatnio w Minneapolis). Coraz częściej wykonuje prace na zamówienie. Na przykład jeden z jego ostatnich projektów powstał w ramach kampanii promocyjnej 6 sezonu serialu „Gra o tron”. Aby stworzyć ogromny herb rodu Starków i jego maksymę „Winter is coming”, artysta przeszedł ponad 32 kilometry w zaśnieżonych Alpach. Simon angażuje się też w akcje społeczne, choćby tworząc obraz „Stay Safe”, poświęcony Światowemu Dniu AIDS. Wydał też album ze zdjęciami ponad 200 obrazów śnieżnych, a projekty zainspirowały nawet… projektantów mody do stworzenia serii ubrań sportowych!

Śnieg zamiast płótna
Śnieżne obrazy najlepiej podziwiać z lotu ptaka, lub przemieszczając się pomiędzy szczytami kolejką górską. (Fot. materiały prasowe)

Krok do przodu

Simona nie zraża nietrwałość jego dzieł. Tworzy je dla zdrowia i zabawy. Zaczyna nową pracę, kiedy ma na to ochotę, a kończy, kiedy czuje się zmęczony. Swymi obrazami chce sprawiać ludziom radość i pokazywać piękno gór z nowej perspektywy. Nie zależy mu na aspekcie komercyjnym, unika także nadmiernego rozgłosu.

Po 10 godzinach pracy i 45 000 tysięcy krokach, kiedy dzieło jest już ukończone, Simon Beck odczuwa wielką satysfakcję. Ma świadomość, że właśnie jest o krok bliżej do bycia zapamiętanym za robienie tego, co kocha.

Śnieg zamiast płótna
Obrazy Simona Becka zachwycają misternością wzorów. (Fot. materiały prasowe)

Na podstawie My Modern Met.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze