Święta zgodne z filozofią zero waste

Święta zgodne z filozofią zero waste
Chcesz wprowadzić elementy filozofii zero waste w przygotowania świąteczne? To proste! (Fot. Getty Images)

Wielu osobom idea życia bez odpadów wydaje się iluzją, a zjadanie resztek – koniecznością biedaków. A przecież chodzi tylko o ograniczenie bezrefleksyjnej produkcji śmieci i niewyrzucanie jedzenia. Jak wpisać elementy filozofii zero waste w przygotowania świąteczne bez narażenia się na opinię dziwaczki, sprawdza dziennikarka Ewa Nowak.

Przyszła do mnie niewidziana od epoki lodowcowej koleżanka z podstawówki. Lubiłyśmy się i tak nam zostało, więc zapytałam, czy mogę przy niej ugotować leczo dla rodziny. Po godzinie wyciągnęłam z kubła czarny worek i chciałam go zawiązać przed wyrzuceniem. Wtedy koleżanka grzecznie zapytała, czy może zajrzeć do moich śmieci, bo chętnie weźmie sobie kilka rzeczy. Trochę się zdenerwowałam, bo wiadomo, że kto grzebie w śmieciach, ma nierówno pod sufitem, ale jednocześnie umierałam z ciekawości, co niby można „wziąć sobie” z cudzych śmieci. Znalazła jedzenia, że można by karmić nim dwie osoby przez tydzień (o ośmiu raz użytych foliowych torebkach w ogóle nie chcę wspominać). Koleżanka pocieszyła mnie, że przecież od razu mogę to zmienić. Serdecznie się pożegnała i poszła.

Dlatego postanowiłam, że tegoroczne święta będą najważniejsze w moim życiu. Zrobię prawdziwe generalne porządki, ale nie pod wanną, tylko w głowie. Koniec z marnowaniem jedzenia!

Obiekcje

Odrobinę starsza ode mnie przyjaciółka mówi, że nienawidzi tego „bezśmieciowego” nurtu. Po czasach komuny jeszcze się nie nacieszyła dobrobytem, a świat już każe jej przejść na minimalizm. Ja sama boję się, że nie dam rady tak kompletnie niczego nie wyrzucać. Już się doczytałam, że Bea Johnson, autorka książki „Pokochaj swój dom. Zero Waste Home, czyli jak pozbyć się śmieci, a w zamian zyskać szczęście, pieniądze i czas” (wyd. Agora) ma czteroosobową rodzinę i produkuje jeden słoik śmieci rocznie. Przeraża mnie poziom tego wyzwania, więc żalę się mamie, a ona jak zawsze stawia mnie do pionu: „Czy to nie ty tłumaczyłaś mi, na czym polega metoda kaizen, krok po kroku? Przynajmniej spróbuj. I zadzwoń wreszcie do cioci, bo już czas zapraszać na Wigilię”.

Zadzwoniłam, zaprosiłam i napomknęłam, że bezśmieciowo, że zrobię z resztek, że nie pakujemy w papier, że bez prezentów… Bardzo się zdenerwowała. „Dlaczego wy, młodzi, tak nienawidzicie świąt? Myślisz, że dasz radę niczego nie wyrzucić? To trzeba w ogóle nie pracować i zajmować się tylko tym!”.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Święta neofity bezodpadowca

„Nie wyrzucaj sczerniałego banana, nieładnej pomarańczy i lekko zżółkłej sałaty. Zmiksuj z nich koktajl! Z nadwyżki makaronu z poprzedniego dnia zrób zapiekankę, przy okazji dodając do niej miękką już marchewkę, nieładne pieczarki i pomidory. Pomarszczone jabłka wrzuć do sokowirówki i stwórz pyszny sok, a z nieładnych warzyw ugotuj zupę. Jest mnóstwo przepisów na dania z resztek i wcale nie musisz od razu pozbywać się produktów nie pierwszej świeżości” – czytam na stronie Naturalnieniebanalnie. Pomysłów jest mnóstwo. Najważniejsze to oduczyć się odruchowego wyrzucania resztek jedzenia do kosza. Czy to się kłóci z ideą świąt i czasu eleganckiego białego obrusa? Nie wiem. Jeśli komuś się kłóci, to ta idea nie jest dla niego. Ja się w ten temat wciągam, a ponieważ już wiem, że moja rodzina nie da rady przejeść wszystkiego, co jest w domu, napisałam do Aleksandry Damentko – dietetyczki, koordynatorki programu „Kulinarnie mocni” z Federacji Polskich Banków Żywności. „Szanowna Pani, komu można oddać żywność i jak ją do tego oddawania przygotować?”. Odpowiedź otrzymałam natychmiast: „Banki Żywności wspierają żywnością najbardziej potrzebujących mieszkańców kraju poprzez organizowanie dorocznych zbiórek żywności w sklepach na terenie całej Polski. Rozszerzając swoją weekendową listę zakupów o dodatkowe produkty spożywcze, każdy z nas może wesprzeć tę ideę. Najbardziej potrzebne są produkty o przedłużonym terminie spożycia, między innymi kasza, ryż, makaron, olej, konserwy, kawa, herbata, kakao, słodycze i przetwory warzywno-owocowe. Żywność zebrana podczas akcji jest odpowiednio sortowana i pakowana przez wolontariuszy Banków Żywności. Z zebranych produktów przygotowywane są paczki, które trafiają do jadłodajni dla ubogich, noclegowni dla bezdomnych, domów dla samotnych matek, świetlic dla niezamożnych dzieci i innych organizacji zajmujących się opieką nad najuboższymi. Najbliższa Świąteczna Zbiórka Żywności pod hasłem »Dodajmy świętom smaku« odbędzie się w dniach 1–3 grudnia”.

Drążę temat i dowiaduję się, że akcja „Kulinarnie mocni” propaguje też przygotowywanie zdrowych i smacznych posiłków z prostych składników, ziół i przypraw. Organizatorzy akcji, dla bezpieczeństwa, chcą zachęcić Polaków do gotowania od podstaw i przekonać, że bez względu na zasobność spiżarni można przygotować pomysłowe dania o zaskakującym smaku. Hurra! Dziesiątki torebek z przyprawami, których na pewno bym nie wykorzystała przed terminem ważności, pójdą w potrzebujące ich ręce, garnki oraz brzuchy. Co prawda nie do Banku Żywności, bo ten przyjmuje wyłącznie zapakowaną żywność, ale znalazłam inną akcję „Podziel się posiłkiem z bezdomnymi”, organizowaną przez Marię Skołożyńską. To lokalna inicjatywa – wolontariusze rozwożą jedzenie do domów opieki i w inne miejsca, gdzie ludzie bywają niedożywieni. Tam oddam moje przyprawowo- jedzeniowe nadwyżki. Miałam produkować mniej śmieci, a w efekcie zupełnie przy okazji uda mi się zrobić jeszcze coś dla innych. I o to chodzi!

A jednak!

Dzwoni ciocia. Aż mi serce podskakuje, że jednak „źle się czuje” i nie przyjdzie do nas na Wigilię. „Ewusiu, czy ty wiesz, że moja sąsiadka z dołu od roku w ogóle nie używa plastików? Pokazała mi zdjęcie kaczki zaplątanej w foliową torebkę. Więcej tego świństwa do domu już nie przyniosę. Powiedz mi, kochana, dlaczego ludzie są tacy bezmyślni”. Cytuję wypowiedź cioci, bo sama jeszcze nie mogę w nią uwierzyć. Może to i starsze pokolenie, ale serca w nim wciąż młode.

Moja kochana mama, która nie wiem jak wytrzymuje z nami tę współczesną karuzelę coraz to nowych pomysłów na życie, chyba miała zapas papierów do pakowania, bo widzę, że ukradkiem wyłożyła nim półki na buty. Zgodnie z moją prośbą poza zakupami dla „Kulinarnie mocnych” nie kupuje żadnych prezentów dla nas i daje się zaprosić na próbę generalną bezśmieciowej Wigilii. Po niedzielnym obiedzie z resztek (to właśnie była ta próba i wyszła świetnie) idziemy z mamą, mężem i córką na działkę zakopać obierki, skórki i wszystko, co można skompostować. Nic nie leży na żołądku, śmieci nie ma i resztek żadnych też nie ma, bo każdy z góry określił, ile czego zje.

Na pierwszy dzień świąt zaprosiłam dwanaście osób. Zamiast nikomu do niczego niepotrzebnych prezentów, każdy ma przynieść jedzenie, które u niego stoi albo mu zostało i jest niewykorzystywane. Człowiek potrzebuje zmian, więc się trochę wymienimy, a trochę oddamy. Na dziś ja tak rozumiem ideę dzielenia się, szanowania i chrześcijańskiej pokory wobec naszego świata. Wiem, że dziwaków nie brakuje, ale to dobrze. Bardzo dobrze. Wszystko jest dziwne, nim stanie się normalne.

Menu na święta według Ewy Nowak

  • Bigos z resztek mięsa zbieranych już od mikołajek oraz kilku rodzajów kwaszonej kapusty, w tym mojej, niestety, średnio udanej w tym roku, ale do bigosu będzie idealna.
  • Grzanki z czerstwego chleba. Połowa z wyciskanym czosnkiem i oliwą, połowa z tym, co akurat trzeba już będzie zapiec.
  • Zupa śmieciówka – z podwiędłych, pomarszczonych, zapomnianych warzyw. Przestałam wyrzucać łodygę brokuła i moje zupy nabrały wspaniałego pistacjowego koloru, a obierki w nich są najlepsze. Nawet syn sąsiadki, niejadek jakich mało, kiedy dowiedział się od babci, że „normalni ludzie” tego nie jedzą, wygrzebuje je i zjada jako pierwsze.
  • Makowce wegańskie – z zeszłego roku zostały dwie paczki maku, jeszcze w plastikowych torbach, więc tradycji stanie się zadość.
  • Pierogi z kapustą i grzybami – do farszu dorzucam podwiędłe już pieczarki i połówki walających się po lodówce cebul.
  • Chleb z resztek mąki – od sześciu lat piekę chleb na tym samym zakwasie według tego samego przepisu, a w tym roku upiekę chleb z resztek mąk (orkiszowa, gryczana, żytnia). Jadłam taki u koleżanki z podstawówki, był wspaniały.

Jedzeniowa filozofia zero waste

  • Przejrzyj swoje śmieci, zobacz, jakie masz nawyki, czego się odruchowo pozbywasz zamiast wykorzystać. Po prostu zrób śmieciowy rachunek sumienia.
  • Zużywaj to, co masz w domu. Zanim cokolwiek kupisz, przejrzyj szafki, lodówkę, zamrażarkę i gotuj z tego, co kiedyś już kopiłeś.
  • Planuj posiłki z wyprzedzeniem na kilka dni. Zobacz, czego ci brakuje i tylko to kupuj. Miej listę zakupów i trzymaj się jej.
  • Gotuj mniejsze porcje. Na początku będzie to trudne, bo mamy w genach panikę, że ktoś wstanie od stołu nienapchany po brwi, ale stopniowo uda ci się przestawić na nowy tryb.
  • Noś ze sobą płócienne torby, zabieraj słoiki, pojemniki i pudełka. Tylko za pierwszym razem sprzedawcy są zdziwieni. Potem będą cię rozpoznawać z daleka, bo lubi się stałych klientów.
  • Ortodoksyjnie sprawdzaj daty ważności. Przeterminowanie to główny powód, dla którego wyrzucamy jedzenie. Na przykład zrób spis tego, co kupiłeś. Spójrz na daty ważności wszystkiego, co przyniosłeś do domu, i według nich planuj kolejność posiłków.
  • Zamrażaj resztki, opisuj je i segreguj, a potem wyciągaj, bo po odmrożeniu są świeże jak pierwsza miłość.
  • Pilnuj właściwego przechowywania.
  • Odpady kompostuj na balkonie albo zakopuj na działce.
  • Nie bądź zdziwiony, że nieprodukowanie śmieci szybko rozleje ci się na inne obszary twojego życia. Przede wszystkim jednak oszczędzisz pieniądze i miejsce w domu, nauczysz siebie i domowników zapomnianej dziś sztuki gospodarności i do tego otrzymasz coś absolutnie bezcennego – satysfakcję.

 

 

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>