Temat miesiąca: mam wpływ

Ilustr. Aleksandra Morawiak

Każdego z nas coś martwi i denerwuje. Stan edukacji, smog, bezrobocie, wycinka drzew. I co robimy? Narzekamy: „Co ja mogę, mój głos się nie liczy”. Mówimy: „Dlaczego właśnie ja mam coś z tym robić?”. A dlaczego nie? Niby troszczymy się o coś, ale niewiele z tego wynika. A nie wynika, bo nic nie robimy.

Tacy ludzie są wokół nas, choć nie zawsze widoczni. Społecznicy, aktywiści, działacze, innowatorzy. Na przykład Ewa Radanowicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej w Radowie Małym, popegeerowskiej wsi niedaleko Szczecina włączonej przez międzynarodową organizację Ashoka do elitarnego grona sieci Szkół z Mocą. Autorka nowych metod nauczania, założycielka przedsiębiorstwa społecznego, które aktywizuje mieszkańców i pomaga zdobyć środki na gminną edukację. Teraz to nie ona jeździ w świat po naukę, tylko świat przyjeżdża uczyć się od niej.

Jak Joanna Pawluśkiewicz, scenarzystka, improwizatorka, producentka filmowa, jedna z tych kobiet, o których było głośno ostatniego lata, kiedy w Puszczy Białowieskiej pojawiły się harwestery. Broniła drzew przed wycinką wszelkimi sposobami – koczowała w lesie dzień i noc, blokowała ciężki sprzęt, nagłaśniała w mediach akcję protestacyjną, współtworzyła Obóz dla Puszczy, społeczny ruch, który walczy o zachowanie pierwotnego charakteru tego miejsca i edukuje ludzi, czym ono jest dla przyrody, Polski, Europy. Wycinkę przerwano, a Joanna w puszczy została. Bo uważa, że nadal jest dużo do zrobienia.

Albo Jacek Ferenc, współzałożyciel spółdzielni socjalnej w Poznaniu. Sześć lat temu przyjechał na studia (politologia) do Poznania z Zaniemyśla, małej wsi w Wielkopolsce. Zaangażował się jako wolontariusz w działalność fundacji Barka i ta praca tak go wciągnęła, że razem z przyjaciółmi stworzył na poznańskiej Śródce Wspólny Stół, restaurację, która daje pracę ludziom na życiowym zakręcie.

Więcej w kwietniowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 04/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.