fbpx

Azyl na bazarze

Azyl na bazarze
Olga Mielnikiewicz

W Nazraniu, byłej stolicy Inguszetii, małej republiki kaukaskiej wciśniętej między Czeczenię a Osetię Północną, jest wielkie targowisko. Handlują na nim Ingusze, Uzbecy, a także Czeczeni – uchodźcy, którzy schronili się tu przed rosyjskimi nalotami, represjami i biedą. W kraju zostawili zbombardowane domy i rodziny, którym udało się przeżyć

Każdego dnia przez siedem miesięcy przebiegałam kilkaset metrów wzdłuż ulicy Fabrycznej, od czerwonej bramy mojego biura-domu do bramy rynku. Najpierw natykałam się na tadżyckie kobiety i dzieci, które wyciągały rękę, pochylały się do stóp, przylepiały do mnie całym ciałem, ciągnęły za ubranie. „Daj, daj” – mówiły, może nawet dodawały „proszę”. W języku inguskim nie ma słowa „proszę”, ale może jest w tadżyckim. Tylko Tadżycy żebrzą. Ingusze i Czeczeni są na to zbyt dumni. Potem zatrzymywałam się przy budce chudego, skośnookiego Uzbeka, który sprzedawał gorące lepioszki prosto z glinianego pieca.

Lubiłam przychodzić, gdy zaczynał brudną szmatką smarować mlekiem surowe ciasto. Potem rozkładał lepioszki na stole, po pięć w rządku. W czterech szybkich, wyćwiczonych ruchach przyklejał je do rozgrzanych ścian pieca. Musiał włożyć rękę głęboko, aż po bark, do wewnątrz. Wyglądało to tak, jakby piec zjadał mu prawie pół ciała. Lepioszka po wyjęciu z pieca jest tak gorąca, że topi się od niej foliowy woreczek. W drodze zjadałam prawie całą. Nie umiałam się powstrzymać.

Potem szłam do Zury na obiad. Zura pochodzi z Groznego – pracowała kiedyś w jednej z organizacji humanitarnych, a po redukcjach założyła mały biznes kuchenny. Ugotowana lub usmażona oferta obiadowa wystawiona jest na ladzie. Płow, kurczak, sałatki, gałuszki z mięsem. Pokazuje się palcem, na co ma się ochotę, a kucharka zabiera danie z lady i odgrzewa w mikrofalówce albo na płycie kuchennej.

Foto: Olga Mielnikiewicz

Jednym słowem – kołchoz

Po obiedzie szłam  na herbatę do Hawy. Hawa także jest Czeczenką. Handluje czapkami, kapeluszami, kaszkietami, chustkami na głowę i do nosa, skarpetami, rajstopami, rękawiczkami, okularami. Przywozi je z Piatigorska albo z Moskwy. Czapki dla dzieci i młodzieży są made in Poland. Hawa stara się, żeby były krutyje, czyli modne. – Ola, Ingusze takich nie widzieli, nie umieją się ubrać, nie mają gustu. Jednym słowem – kołchoz. Hawa sprzedaje swój towar drożej niż inni, ale jej rzeczy są dobrej jakości. Chusteczki do nosa – czysta bawełna, po praniu stają się miękkie. Nie spierają się kolory, nie pachną octem. Dlatego kosztują 10 rubli, a nie 5 albo 8 jak u Chińczyków. Hawa ma wielu stałych klientów, przyjeżdżają nawet z sąsiednich republik. Jednak z radością wróciłaby do Groznego, gdyby miała tam miejsce na bazarze. Ale to kosztuje kilka tysięcy dolarów.

Hawa należy do kilkuset tysięcy czeczeńskich uchodźców, którzy podczas obu czeczeńskich wojen szukali u swoich sąsiadów Inguszów bezpieczeństwa, azylu, pracy. Wielu znalazło zajęcie na bazarze. Murat handluje pirackimi płytami, był studentem uniwersytetu w Groznym, kiedy w 1999 roku zaczęła się druga wojna czeczeńska. Zinaida, która szyje zasłony i sprzedaje tkaniny, cudem ocalała w zbombardowanym domu, ale straciła męża i syna. Jacha handluje sprzętem AGD, Radimchan – zieleniną, Muslim sprzedaje miód. Spacerując po rynku, często łowiłam strzępy rozmów: „To tam, gdzie spłonął człowiek w trafionym bombą domu…, a tego sąsiada torturowali, znaleźli go bez palców…”.

Trzeba pokazać, że ma się pieniądze, drogie ciuchy. Niejedna kobieta przechadza się po rynku w norkowej szubie wartej z pięć tysięcy dolarów. Albo w kolczykach z brylantami też za kilka tysięcy

Hawa skończyła uniwersytet w Groznym i zajęła się handlem. Kiedy zaczęła się druga wojna czeczeńska i rosyjskie naloty na miasto, uciekła z chorą na astmę matką do Nazrania. Opowiadała nieraz, jak na ludzi idących ku granicy szosą Grozny – Nazrań pikowały z nieba rosyjskie śmigłowce, aby napędzić im strachu. Mieszka teraz w Ekażewie – największej wsi w Inguszetii – w wynajętym domu, którego właściciele wyjechali za granicę. Z zarobionych pieniędzy odbudowuje dom w Groznym. Odszkodowania od władz rosyjskich nie dostała – nie dała łapówki. Jeszcze musi zrobić oświetlenie, ogrzewanie i urządzić dom. Po materiały elektryczne jeździ aż do Piatigorska. Tam taniej, tylko trzeba te ciężary dźwigać samej. Nie ma ojca ani brata. Kuzyni zostali w Czeczenii. Zresztą kobiety przywykły tu do dźwigania. Nie wypada, żeby mężczyzna publicznie okazywał pomoc. Można tu zobaczyć kobiety w zaawansowanej ciąży dźwigające wiadra wody na czwarte piętro i przyglądających się temu mężczyzn. Hawa ma dwa marzenia: zabezpieczyć mamę na starość, czyli dokończyć odbudowę domu w Groznym, bo ona po ślubie będzie mieszkać z rodziną męża. I mieć dzieci. Trójkę albo piątkę. Dwie dziewczynki i chłopca albo trzy dziewczynki i dwóch chłopców. Według niej ja jeszcze nie zrobiłam w życiu najważniejszego: nie założyłam rodziny i nie mam dzieci. Dzieci to zabezpieczenie na starość, opieka, szacunek.

W soboty przynosiłam na rynek laptopa i uczyłam Hawę jego obsługi, a ona mnie czeczeńskiego. Jedno z pierwszych pytań, które zadałam jej po czeczeńsku, brzmiało: Hun bazara has hieti? („Czy podoba ci się na rynku?”). W odpowiedzi wystukała na klawiaturze: „Nienawidzę rynku, swoją pracę za to bardzo lubię”. Hawa nie chce poprzestać na bazarowym stoisku, chce się rozwijać. Jeśli wyjdzie za Ahmeda, on na pewno pozwoli jej handlować, bo to dobry chłopak. Czasem komentujemy strój przechodzących bazarową alejką Inguszek. Zadbana kobieta w norkowej szubie – Hawa oceniła ją na pięć tysięcy dolarów. Młoda dziewczyna w kolczykach z brylantami – też kilka tysięcy. – Patrz, Ola, tacy jesteśmy – trzeba pokazać, że ma się pieniądze, drogie ciuchy, wielkie domy. Mieć zamiast być. Wy oszczędzacie, na przykład żeby wyjechać, odpocząć, coś zobaczyć, a my całe życie gromadzimy, kupujemy. Budujemy dom i potem go remontujemy.

Wszystkie kobiety w spódnicach. Wszystkie w chustkach na głowie albo przepaskach, w zależności od stopnia radykalizmu męża albo jego rodziny. Nie noszą czarczafów. Preferują kaukaski wariant islamskiej mody – odsłaniający więcej ciała. Wszystkie umalowane. Przechadzają się, kołysząc biodrami, nawet nie z zalotności, ale z powodu bardzo wysokich obcasów. Damskich butów na płaskim obcasie w Inguszetii nie kupisz. Podobnie jak damskich spodni. Tutaj ubranie musi być kobiece.

 

Foto: Olga Mielnikiewicz

Na rynku pracują głównie kobiety. Musiały się zająć handlem, bo mężczyźni wojowali, ginęli, znikali bez wieści, a ci, którzy przeżyli, wpadali w depresję i odrętwienie. Handlarki bez własnych kramów i „szczęk” sprzedają z ręki. Cały dzień na nogach, przemierzają po kilkanaście razy każdy rząd, dźwigając chleb, bułki, owoce albo pchając przed sobą wyładowane wózki z towarem. Jak Taissa, starsza siwa kobieta, która między powtarzaną frazą: „Owoce, soczyste granaty, banany, gruszki, jabłka”, zawsze pozdrowi, czasem zmówi modlitwę, żeby wszystko się dobrze układało, żeby nie było biedy i nieszczęścia w życiu. Szczególnie często zatrzymuje się przy Hawie, dotyka skarpetek, czapek, chusteczek i szepce jakieś słowa. Pewnie mają chronić przed złą energią niektórych klientów. Hawa jest bardzo wrażliwa na zgłaz, czyli zły urok. Bardzo źle znosi obecność jednego mężczyzny, który czasem przychodzi po czapki. Po jego odejściu mdleje, ma duszności, robi się blada jak trup. U Czeczenów i Inguszów traktuje się takie rzeczy serio.

Lepioszki, słony ser sułguni i kaukaskie disco, widok starców w baranich czapach i kobiet błyskających złotymi zębami. Bazar w Nazraniu to miejscowy folklor, ale i olbrzymie pieniądze. To biznes krewnych prezydenta

Któregoś dnia kramik Hawy zastałam zamknięty i nikt nie wiedział, co się z nią stało. Gdy do niej zadzwoniłam, powiedziała mi, że Ahmed zgodnie z inguską tradycją porwał ją dziś rano, kiedy szła na przystanek. Teraz czeka w kryjówce na swatów ze strony jego rodziny. Jutro pewnie wesele. A więc nie zobaczymy się prędko. Była smutna. Nie chciała być porywana, chciała normalnie wyjść za mąż…

Dług psuje relacje międzyludzkie

Obok Hawy duże stoisko ma Ali. Sprzedaje turecką odzież męską. Kiedyś handlował damską, ale zbyt dużo kobiet podrywało go przy okazji zakupów. Ali ma gust. Sam ubiera się modnie, jak Europejczyk. Pyta często, czy w Warszawie, w takiej bluzie, takich spodniach i takiej marynarce rozpoznano by w nim „Kawkazca”. Zapewniam, że nie. Ali przykłada do strojów dużą wagę. Codziennie przychodzi w czymś innym. Spryskuje się wodą toaletową kilka razy dziennie. Sąsiadki czasami żartują z niego, wołając nasza diewoczka. Podobnie jak Hawa sprzedaje modne ciuchy. Droższe, ale markowe – Esprit, Boss, Lagerfeld. Dla odważniejszych. Ma także podróbki dla mniej wybrednych (podobnie jak Hawa uważa, że Ingusze mają w większości kiepski gust). Co dwa, trzy miesiące Ali jedzie na kilka dni po nowy towar. W jeden dzień w Stambule załatwia interesy, odbiera towar, a w pozostałe dni bawi  się, odpoczywa, odwiedza dyskoteki. Chce oderwać się od przytłaczającego, szarego, konserwatywnego, kołchoźniczego klimatu Inguszetii.

Foto: Olga Mielnikiewicz

Ali jest Inguszem, ale wykształconym, inteligentnym, obytym, o szerokich horyzontach. Ma w rodzinie znanego akademika sejsmologa i byłego prezydenta Inguszetii Rusłana Auszewa, szanowanego i ciepło wspominanego – w większości inguskich domów wisi jego portret albo stoi popiersie. Auszew starał się prowadzić politykę niezależną od Moskwy. Po jego rezygnacji w 2001 roku Putin namaścił na prezydenta Murata Ziazikowa, emerytowanego generała służb specjalnych. Naród go nie lubi. W marcu ubiegłego roku nieznani sprawcy porwali sprzed meczetu jego wuja. Znalazł się żywy po kilku miesiącach… Ali skończył studia w Instytucie Naftowym w Groznym – największej tego typu uczelni w Rosji. Czeczenia leży na ropie, więc instytut prężnie się rozwijał (w czasie drugiej wojny czeczeńskiej go zburzono, podobnie jak wszystkie zakłady przetwórstwa ropy). Alemu proponowano, żeby został na uczelni i robił doktorat. Nie chciał. Poszedł do pracy w wielkim zakładzie metalurgicznym Krasnyj Mołot, który przed wojną zaopatrywał 40 państw w zawory do przemysłu gazowego i naftowego oraz w wieże wiertnicze. Kiedy w 1991 roku proklamowano niepodległość Czeczenii, w fabryce zaczęto produkować broń. Podobnie jak Hawa Ali wyjechał z Groznego w 1999 roku.

W sklepiku Alego wiszą zdjęcia jego synków, pocztówka z nagą pięknością i hasło: „Dług psuje relacje międzyludzkie”, autorstwa Lenina. Choć Ali daje w ten sposób do zrozumienia, że wolałby nie dawać ubrań na kredyt, zazwyczaj mu się to nie udaje – wymuszają to na nim stali klienci, sieć różnych zależności, związki pokrewieństwa i dobre serce. Stracił w ten sposób kilku znajomych. Nie chcą mu oddać pieniędzy. Codziennie po wszystkich kramach przebiega elegancka kobieta – zbierająca opłatę żona właściciela rynku. Ali woła: – Nasza krasawica przyszła! – i rzuca na ladę 60 rubli. Te pieniądze idą do kieszeni drugiego po prezydencie Ziazikowie najbogatszego człowieka z Inguszetii. Rynek to rodzinny biznes krewnych prezydenta. Olbrzymie pieniądze. Ali często mi powtarza: – Jestem pewny, że jeśli stąd wyjedziesz, zawsze będziesz myśleć o Inguszetii, będziesz wspominać mnie i Hawę, i rynek. Kiedyś zapragniesz zobaczyć, co się z nami dzieje, i wrócisz.

Ma rację. Tęsknię za rynkiem. Brakuje mi lepioszek, słonego sera sułguni, granatów, melonów, świeżych daktyli, kaukaskiego disco, widoku starców w baranich czapach i kobiet błyskających złotymi zębami, zapachu i smaku bazarowych jadłodajni. Tęsknię za Hawą i Alim. Podobno Ali ożenił się po raz drugi z młodszą o 20 lat piękną, zgrabną, gospodarną Inguszką. Musiała być taka, Ali jest wybredny. Pojechali w podróż poślubną – zupełnie nie po ingusku. Hawa urodziła dziewczynkę. Ahmed opiekuje się nią i jest wrażliwy na jej potrzeby, ale do szpitala jej nie zawiózł i nie odwiedzał po porodzie. Taki obyczaj.

Półmilionowa Inguszetia, całkowicie uzależniona od polityki Kremla, jest jedną z najbiedniejszych republik Federacji Rosyjskiej. Ingusze są etnicznie grupą bardzo zbliżoną do Czeczenów. Do 1992 roku Inguszetia tworzyła z Czeczenią jedną republikę autonomiczną – oderwała się w wyniku referendum. Około 83 proc. mieszkańców republiki stanowią Ingusze, ponad 11 proc. – Czeczeni, około 4 proc. – Rosjanie. Większość Inguszów wyznaje islam.