fbpx

W bieli i zieleni

W bieli i zieleni
Dla Margot Hupert, artystki malarki, estetyka wnętrz to sprawa ważna i oczywista. (Fot. Margot Hupert)

Tu mieszka i tu pracuje Margo Hupert. Malarka. Artystka, która w swojej pracy pełnymi garściami czerpie z natury. To widać, bo jej dom – jak sama mówi – musi być spójny z tym, jak czuje, myśli i tworzy.

Mieszkanie jest w Gliwicach. W starej kamienicy w centrum miasta. W takiej Margo Hupert się wychowała, w takiej dobrze się czuje, takiego miejsca szukała.
Mieszkanie urządziła sama, ale, jak mówi, jest to projekt otwarty. Bo Margo lubi zmiany. – Nic nie jest u mnie na zawsze – mówi. Dlatego ciągle szuka rozwiązań, które będą nie tylko najwygodniejsze, ale i najpiękniejsze. Muszą być piękne – Margo jest artystką, estetyka wnętrz to dla niej sprawa ważna i oczywista.

W bieli i zieleni
Pracownia, która stale ewoluuje – czasem pojawia się w niej na przykład kanapa. W tle regał vintage upolowany na starociach. Funkcję stolika pełni stary wózek transportowy. Na poduszce odpoczywa Tosia. (Fot. Margot Hupert)

Dominuje biel. Mieszkanie jest wręcz świetliste. A biel jest nie bez powodu. Okna wychodzą na północ i na zachód, więc wnętrza nie są w naturalny sposób doświetlone. Remont zaczęli od… podłogi. Margo postanowiła dotrzeć do desek, które kiedyś zostały tu położone, a potem przykryte różnymi warstwami układanymi przez kolejnych mieszkańców. Odkryła je, pomalowała na biało, teraz pięknie odbijają światło, rozjaśniając dodatkowo całą przestrzeń.

W bieli i zieleni
Fotele: ten biały został znaleziony w Internecie, wiklinowy ociepla wnętrze. Na ścianach prace Margo. (Fot. Margot Hupert)

Białe są też ściany, choć nie do końca. Jedna jest delikatnie pomalowana trzema kolorami, robi to wrażenie przecierki. Na innej, też malowanej przez Margo, widać wydobyty spod warstw farb stary tynk. – Zawsze były mi bliskie skandynawskie klimaty, prostota, minimalizm, jasne kolory. Biel jest idealną bazą, ładnie eksponuje przedmioty, rozjaśnia wnętrza – mówi Margo.

W bieli i zieleni
W bieli i zieleni

Lubi też łączenie starego z nowym. Szuka ciekawych przedmiotów i mebli vintage, chętnie zagląda na targi staroci, ale nie przywiązuje się do rzeczy, więc często coś oddaje, potem kupuje nowe.

W bieli i zieleni
Mała kolekcja rzeźb – część kupiona w sieci, część odziedziczona po babci. (Fot. Margot Hupert)

Mieszkańców jest w tej chwili piątka: Margo, jej mąż i syn, a także Tosia, suczka rasy charcik, i kotka Grey. Kiedy córka się wyprowadziła, Margo zrobiła z jej pokoju swoją pracownię, połączoną z kuchnią i salonem. Sama pracownia to też sprawa otwarta. Artystka ciągle szuka ustawienia idealnego. Jedna ze ścian – ta, gdzie zostało wykute przejście – praktycznie odpada, ale i tak takie rozwiązanie ma więcej zalet niż wad. Margo pracuje w domu, więc chce, żeby pracownia i kuchnia były ze sobą połączone. To jej dwie strefy, tu spędza najwięcej czasu.

W bieli i zieleni
Znów pracownia. W niej ulubiona witryna (zdjęcie poniżej), obrazy, dodatki – wszystko tu tworzy sprzyjający pracy klimat. (Fot. Margot Hupert)

– Uwielbiam naturę, rośliny, kwiaty i zwierzęta, dlatego towarzyszą mi zawsze. Botaniczny świat jest fascynujący, pełen pięknych faktur, form, kolorów, dlatego inspiruje mnie do tworzenia i kreowania na różnych płaszczyznach pracy – mówi Margo. I to widać także w mieszkaniu. Stara się, żeby jej otoczenie było spójne z tym, jak myśli i jak tworzy.

W bieli i zieleni
W bieli i zieleni

We wnętrzu jest więc – poza bielą – dużo zieleni. – Muszę być otoczona roślinami, miłość do nich wyniosłam z domu rodzinnego, to dla mnie naturalne, że są blisko, że się o nie dba, że się przygląda, jak wzrastają. Interesuję się też nowymi gatunkami, cieszę się każdym nowym listkiem. Dzielę się też roślinami, czasem idą „do ludzi”, czasem sama coś przygarniam. Mam kilka takich, które zbyt pewnie się rozrosły, ale na razie trudno mi się z nimi rozstać – mówi.

W bieli i zieleni
Muszelki to modele, które Margot wykorzystuje w printach. (Fot. Margot Hupert)

Kiedyś Margo projektowała i szyła biżuterię z filcu, zresztą z sukcesami, jej naszyjnik jest dziś eksponowany na stałej wystawie w warszawskim Państwowym Muzeum Etnograficznym. Wystawiała swoje prace w Szanghaju na wystawie Expo Design w 2010 roku. – Ale pewnego dnia zamknęłam ten temat i wróciłam do malarstwa. Bo malowałam od dziecka. Chcę, żeby to, co robię, było dostępne dla każdego, stąd pomysł na printy. Nie jest to dzieło sztuki, które kosztuje majątek, możesz powiesić na ścianie, za miesiąc wymienić na coś innego. Zwłaszcza jeśli ktoś tak jak ja lubi zmiany.

W bieli i zieleni
W kuchni białe kafle kontrastują z ciemną, grafitową ścianą. (Fot. Margot Hupert)

Co będzie dalej? – Nie wiem – mówi Margo – ale na pewno będę malować. Urządzamy teraz domek w lesie, kiełkuje w nas myśl, żeby kiedyś rozstać się z miastem i zamieszkać tam na stałe. Wtedy będę musiała zmienić charakter pracy, nie da się z lasu organizować wysyłek czy jeździć do drukarni. Może wrócę do malarstwa na płótnie? Zobaczymy. Zmiany są przecież dobre. Zwłaszcza takie, na które sami mamy wpływ.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze