Więcej niż sztuka – dom malarki Elżbiety Radziwiłł

Salon z malowanymi przez panią domu fotelami, tacami autorstwa jej matki, a na ścianach - kopiami starych mistrzów autorstwa członków rodziny. (Fot. Jakub Pajewski)

Sztuka i rodzina nadają sens życiu malarki Elżbiety Radziwiłł. Na warszawskiej Sadybie, w starej dzielnicy, która dziś na nowo odżywa, stworzyła jasny i barwny dom w niepowtarzalnym stylu. Wyrafinowane i naturalne wnętrze, w którym wszyscy czują się swobodnie i bezpiecznie.

Otwarta przestrzeń na parterze łączy salon, jadalnię i kuchnię. Salon z widokiem na ogród przechodzi w taras. Na ścianach obrazy, dużo obrazów. Pracownia jest tuż obok za szklanymi drzwiami. I wszędzie kolory, dużo kolorów.

Tak wygląda dom Elżbiety Radziwiłł, żony, matki i malarki. Przypomina żywy organizm, może jakąś rafę koralową, gdzie życie toczy się swobodnie, światło przenika przestrzeń, jest dużo kształtów, barw i bodźców, a całość emanuje spokojem i nic w niej nie jest przypadkowe.

Elżbieta Radziwiłł jest malarką. I córką malarki. Matce, Krystynie Radziwiłł-Milewskiej, zawdzięcza obecne od dzieciństwa kolory i potrzebę piękna.

„Nawet w czasach komuny mama dbała o to, żeby było pięknie i kolorowo. Malowała na zielono kraty w oknach i balustrady. Kiedy pojawiły się India shopy, szyła dla nas z tych materiałów kolorowe poduszki. Sama jest szalenie elegancka i nigdy, nawet w najtrudniejszych czasach, z piękna nie rezygnowała”. – wspomina Elżbieta Radziwiłł.

Elżbieta Radziwiłł z ukochaną suczką Matyldą. (Fot. Jakub Pajewski)

Takie dzieciństwo, doświadczenie bliskości sztuki i piękna, zostałoby w każdym, zostało też w niej. Jej życiowym, zawodowym wyborem również stało się malarstwo. Choć nie od razu. Najpierw szukała, studiowała sinologię i lingwistykę, ale ostatecznie skończyła akademię sztuk pięknych.

W jej dużych obrazach, wielkich panneau, delikatnych dekoracyjnych abażurach czy projektach tapet zawsze obecna jest natura. „Parki w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszkałam, jelenie w polskim lesie czy egzotyczna dżungla – przyroda zawsze mnie inspiruje”, mówi.

W pracowni, podczas pracy nad kolejną wystawą (Fot. Jakub Pajewski)

Sztuka to jeden z życiowych wyborów, a drugi, równie ważny, może ważniejszy, to rodzina i dom. Mąż, troje dzieci, willa na starej Sadybie. Przestrzeń, w której wszyscy czują się dobrze, do której wracają.

Ten dom jest pełen życia i otwarty dla przyjaciół, dla znajomych dzieci, dla gości. „Zbudowali go moi dziadkowie, w latach 60., kiedy wreszcie mogli się wyprowadzić z zagospodarowanej piwnicy na Saskiej Kępie, do której trafili po latach pobytu w obozie w Rosji. Zawsze był w rodzinie i ta ciągłość jest dla mnie ważna”, mówi Elżbieta.

Kieliszki do wódki i nalewek malowane przez nieżyjącą już ciocię Elżbiety, talerze z motywem Iznik malowane ręcznie na zamówienie. (Fot. Jakub Pajewski)

Ona sama wraz z mężem zamieszkała tu 19 lat temu. Dom był w gruncie rzeczy nieduży i skromny. Jego forma ewoluowała, aż w końcu w zeszłym roku wyprowadzający się sąsiedzi zza ściany zaproponowali odkupienie drugiej części bliźniaka. I tak dom powiększył się dwukrotnie. Zyskali na tym wszyscy, ale najbardziej Elżbieta. „Nareszcie mam tu dużą pracownię, nie muszę jeździć do miasta. Lubię pracować i być otoczona przez bliskich”.

Fragmenty abażurów dla firmy Sisley, z którą Elżbieta współpracuje. (Fot. Jakub Pajewski)

Swobodny i wyrafinowany zarazem, taki jest ten dom. Ściany w jasnych zieleniach i błękitach, zasłony we floralne wzory, a fotele obite kolorowymi tkaninami lub pomalowane przez gospodynię.

Marokański stolik z bombkami przywiezionymi z podróży. (Fot. Jakub Pajewski)

Obrazy, rozmaite, są autorstwa Elżbiety, jej mamy, przyjaciół malarzy albo należą od dawna do rodziny. Każdy przedmiot ma znaczenie, żaden nie jest przypadkowy.

Nad błękitną kanapą firmy Miloo wiszą „Czytający mnisi” autorstwa Elżbiety Radziwiłł i portret córki namalowany przez Krystynę Radziwiłł-Milewską. (Fot. Jakub Pajewski)

W przedpokoju króluje wielka pałacowa szafa, a w jadalni specjalnie zaprojektowany stół z czeczotki. Kiedy się go rozłoży, może przy nim usiąść i dziesięć osób. Ale na co dzień życie rodziny toczy się raczej w kuchni. Pod oknem jest szeroki, niski parapet wyścielony poduchami. Tam się siada, gotuje, je i rozmawia. Po prostu żyje. Ze sztuką w tle.

Piękna dębowaszafa, pamiątka rodzinna, dziś służąca jako kredens i bar. (Fot. Jakub Pajewski)