fbpx

Wiktoriańskie lasy w słoiku – czy wróci moda na paprociowe szaleństwo?

Wiktoriańskie lasy w słoiku
Po pterydomanii pozostały nie tylko nowe odmiany roślin, ale także idea uprawiania ich w zamkniętych naczyniach, nazywanych dziś lasami w słoikach i ogrodami w szkle. (Fot. Cottonbro on Pexels. Skrzynka Warda - ryciny z książki "On The Growth Of Plants In Closely Glazed Cases" Nathaniel Bagshaw Ward 1852  Wikipedia CC)

Gdy w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej kończyła się kolejna gorączka złota, a XVII-wieczna Holandia otrząsnęła się już z tulipanomanii, w wiktoriańskiej Anglii rozpoczął się szał na paprocie. W pewnym momencie botanicy-amatorzy tak przetrzebili brytyjskie lasy, że zagrozili tym samym kilku lokalnym gatunkom tych roślin. Dlaczego Anglicy oszaleli na punkcie paproci i zaczęli uprawiać je w szklanych skrzynkach w salonie?  

Skrzynka Warda

Paprociowy szał ogarnął Anglię w połowie XIX-wieku, ale zainteresowanie tymi niepozornymi roślinami zaczęło się dwadzieścia lat wcześniej na skutek pewnego odkrycia. Jak to często bywa z przełomowymi wynalazkami, doszło do niego całkiem przypadkowo. Nathaniel Bagsaw Ward, z wykształcenia lekarz, z zamiłowania botanik i entomolog, przez lata starał się uprawiać w swoim ogrodzie wiele gatunków egzotycznych roślin. Chłodny i deszczowy klimat Anglii nie sprzyjał ogrodniczej pasji Warda, choć trzeba przyznać, że szło mu całkiem nieźle, gdyż w szczytowym momencie jego kolekcja roślin liczyła ponad 25 000 gatunków (dla porównania Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego może pochwalić się kolekcją 5000 gatunków drzew, krzewów i roślin). Większość sprowadzanych przez Warda odmian nie przeżywała morskiego transportu, gdyż nie udało się opracować skutecznej metody przenoszenia roślin z kontynentu na kontynent.

Wiktoriańskie lasy w słoiku - czy wraca moda paprociowe szaleństwo?
Portrait of N.B. Ward by (Fot. Lane after Knight/Wellcome Collection)

Ward zajmował się również bardzo modną w tym czasie obserwacją owadów. Pewnego razu w  jednej ze szklanych gablot, w której wcześniej umieścił kokony ciem, naukowiec dostrzegł coś jeszcze – paproć, która wykiełkowała w zamkniętym naczyniu. Okazało się, że panujące wewnątrz szklanej gabloty warunki doskonale nadają się do uprawy roślin.

Odkrycie z 1829 roku pozwoliło naukowcowi zaprojektować specjalny pojemnik ze szkła i drewna, który od imienia jego twórcy nazywano odtąd skrzynką Warda. Po kilkunastu latach badań i eksperymentów Ward opublikował swoje wnioski w książce “O uprawie roślin w szklanych pojemnikach”, a jego wynalazek zrewolucjonizował międzynarodowy handel. Skrzynka Warda umożliwiła handel owocami i nasionami na niespotykaną dotąd skalę, przyczyniła się do wzmocnienia pozycji Brytyjskiego Imperium (przełamała chiński monopol na herbatę, pozwoliła Anglikom przetransportować kauczuk z Brazylii do swoich plantacji na Cejlonie czy przeszmuglować chininę z Południowej Ameryki do Azji) oraz zapoczątkowała paprociową gorączkę w Anglii.

Wiktoriańskie lasy w słoiku - czy wraca moda paprociowe szaleństwo?
„Słoik” pełen paproci i widłaków, rok 1868 r. (Fot. Biodiversity Heritage Library)

Zastosowana przez Warda technologia nie była odkrywcza, ponieważ szklarnie znane były już od dawna. Jednak koncepcja zamkniętego terrarium okazała się przełomowa, gdyż samoregulujący się ekosystem panujący wewnątrz szklanego pojemnika nie potrzebował dodatkowego nawadniania ani ingerencji człowieka. Dowodem poparcia jego teorii była zaprezentowana podczas Wielkiej Wystawy w Londynie skrzynka, w której znajdowała się roślina niepodlewana od osiemnastu lat.

Eksperymentami Warda szybko zainteresował się George Loddiges, znany botanik, handlarz i właściciel największej szkółki roślin w Londynie. Panowie rozpoczęli współpracę i  w 1833 roku wysłali do Australii dwie wardyjskie skrzynie, które rok później wróciły z ładunkiem kwitnących okazów. Tak rozpoczął się międzynarodowy handel roślinami i paprociowy szał, który ogarnął Anglików na dobre pięćdziesiąt lat.

Wiktoriańskie lasy w słoiku - czy wróci moda paprociowe szaleństwo?
Nowoczesne skrzynki Warda inspirowane wiktoriańskim stylem można kupić między innymi na Amazonie. To piękna alternatywa dla tych, którzy swojego miniaturowego lasu nie chcą uprawiać w zwykłym słoiku. (Fot. widok z profilu IG plantzadddy)

 

Wiktoriańskie lasy w słoiku - czy wróci moda paprociowe szaleństwo?
Moda na własnoręczne  komponowanie miniaturowych lasów i uprawianie ogrodów w szklanych pojemnikach wróciła kilka lat temu. Współczesnym gablotom daleko jednak do kunsztu wiktoriańskich skrzynek. (Fot. widok z profilu IG perdidaenelxix)

W wiktoriańskim salonie

Odkrycie Warda umożliwiło budowę największej na świecie oranżerii oraz “żłobka” dla paproci we wschodnim Londynie. Aby przyciągnąć jeszcze większą liczbę zwiedzających, Loddiges musiał wykreować modę na paprocie. Wykorzystał do tego tzw. marketing szeptany i rozpuścił w towarzystwie pogłoski, jakoby zbieranie paproci związane było z wysoką inteligencją i korzystnie wpływało na męskość i zdrowie psychiczne. W tym samym czasie inny znany botanik, Edward Newman opublikował bardzo dobrze przyjętą książkę “Historia brytyjskich paproci”, która potwierdzała rewelacje Loddigesa (panowie byli bliskimi sąsiadami, więc nie wiadomo, czy Newman był prawdziwym pasjonatem paproci, czy dał się wciągnąć w retorykę Loddigesa). Publikacja szybko została bestsellerem i zapoczątkowała w Anglii pterydomanię. Już nie tylko botanicy, ale także zwykli ludzie, zaczęli uprawiać najrzadsze okazy paproci i umieszczać je w coraz bardziej wymyślnych oranżeriach. Skrzynka Warda przeszła sporą metamorfozę i szybko stała się pożądanym przedmiotem dekoracyjnym, umieszczanym w centralnym punkcie wiktoriańskiego salonu. Duże szklane naczynia na misternie rzeźbionych żeliwnych nóżkach można było postawić w oranżerii albo w pokoju, mniejsze skrzynki wystawić za okno. W eleganckich terrariach uprawiano nie tylko paprocie, ale także inne gatunki egzotycznych roślin (orchidea) oraz hodowano w nich ćmy i pająki.

Wiktoriańskie lasy w słoiku - czy wraca moda paprociowe szaleństwo?
Ogród w oknie. Rok 1877. (Fot. Biodiversity Heritage Library)

Od samego początku kolekcjonowanie paproci było jednym z niewielu hobby dostępnym dla każdego, bez względu na jego pozycję czy majątek: zapalonymi kolekcjonerami paproci byli górnicy, rolnicy, naukowcy i arystokraci. Książka Newmana stała się bestsellerem, chwilę później dołączyła do niej kolejna publikacja “Paprocie Wielkiej Brytanii i Irlandii” Thomasa Moore’a. W ciągu kilkunastu lat wydano w Anglii około 400 książek i albumów o paprociach, a fascynacja zaczęła przeradzać się w prawdziwe szaleństwo.

Motyw paproci zaczął pojawiać się dosłownie na wszystkim: na tkaninach, szkle, porcelanie, listach wizytowych, wachlarzach, ciastkach i nagrobnych płytach. Żelazne bramy, żyrandole i fronty kominków wykuwano w kształt paprociowych liści, a żywe rośliny wieszano nad stołami i ozdabiano nimi wnętrza teatrów.

Skrzynki Warda wypełnione paprociami znajdowały się u każdego, kto mógł sobie na nie pozwolić, ogrody i oranżerie zastępowano szklanymi terrariami. Londyńczycy zapisywali się do towarzystw łowców paproci i zaczęli prenumerować czasopisma poświęcone roślinom. Odwiedzali również słynną paprociarnie w Devon, w której zgromadzono setki odmian roślin i wybudowano specjalne groty w modnym gotyckim stylu.

W krótkim czasie ceny paproci zaczęły gwałtownie rosnąć. W Wielkiej Brytanii było tylko czterdzieści gatunków tych roślin, dlatego kolekcjonerzy zaczęli sprowadzać zagraniczne okazy. Profesjonalni poszukiwacze paproci przywozili nowe gatunki z Indii, Panamy i Hondurasu, a jeden egzotyczny okaz mógł kosztować nawet 1000 dzisiejszych funtów. Jeśli kogoś nie było stać na sponsorowanie ekspedycji naukowej, mógł odwiedzić słynne paprociowe podziemie, ponieważ paprociami zainteresowali się przemytnicy i złodzieje.

Szał pterydomanii

Najwięcej przyjemności dostarczały jednak samodzielne poszukiwania. W szczytowym momencie paprociowej gorączki nawet największe wiktoriańskie damy spędzały czas na całodziennych leśnych wyprawach, którym towarzyszyły oczywiście pikniki oraz konkursy z nagrodami dla tych, którzy znajdą najrzadszy okaz paproci. Botanika była jedną z niewielu dziedzin naukowych dostępnych w tamtym czasie dla kobiet, a poszukiwanie paproci na własną rękę jednym z niewielu dopuszczalnych zajęć na wolnym powietrzu. Uważano wręcz, że wycieczki do lasu dobrze wpływają na zdrowie płci pięknej i nawet sam Charles Dickens zachęcał swoją córkę do zbierania paproci, licząc, że nowe hobby wyleczy ją z apatii.

Wiktoriańskie lasy w słoiku - czy wraca moda paprociowe szaleństwo?
Obraz „The fern gatherer,” Charles Sillem Lidderdale, 1877 (Fot. (Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna)

Nie wszyscy entuzjastycznie podchodzili do kolekcjonerskich zapędów i pieszych wycieczek, w których uczestniczyły kobiety. Pisarz Charles Kingsley uważał, że zbieranie paproci to zajęcie frywolne i w protekcjonalny sposób wypowiadał się o nowej modzie, określając ją mianem pterydomanii. Ponieważ polowania na paprocie były modne wśród obu płci, często kończyły się romansami, a czasem małżeństwem, jak w przypadku botaników Sary Plummer i Johna Gill Lemmona.

Paprociowa gorączka zakończyła się mniej więcej po pięćdziesięciu latach i jak się później okazało, zagroziła niektórym lokalnym odmianom roślin. Gatunek Killarney został niemal całkowicie wyeliminowany z brytyjskich lasów, ale w zamian pojawiło się mnóstwo nowych paproci, sprowadzonych z całego świata. Po pterydomanii pozostały nie tylko nowe odmiany roślin, ale także idea uprawiania ich w zamkniętych naczyniach, nazywanych dziś lasami w słoikach i ogrodami w szkle.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze