Autopromocja
1200300
1200300
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wnętrza
  4. >
  5. Minimalizm, który przynosi ulgę. Z wizytą u Jolanty Hofman, założycielki marki biżuteryjnej ParelParel

Minimalizm, który przynosi ulgę. Z wizytą u Jolanty Hofman, założycielki marki biżuteryjnej ParelParel

Projektantka biżuterii Jolanta Hofman postawiła na czyste formy i prostotę. Dlaczego? Bo takie mieszkanie pozwala odpocząć i zregenerować siły. Uporządkowane, spokojne otoczenie pozytywnie wpływa też na koncentrację oraz kreatywność. A to w jej zawodzie bardzo ważne.

Mieszkanie, w którym gościmy, Jola zaprojektowała zupełnie sama, choć miała obawy, czy poradzi sobie z remontem. Na co dzień pracuje jednak twórczo, co ośmieliło ją do zmiany rozkładu pomieszczeń i nadzorowania prac wykończeniowych. Z wykształcenia jest specjalistką marketingu i ponad 10 lat spędziła w korporacji, ale przez cały ten czas czuła, że jej życie zmierza do świata designu. Założyła markę biżuteryjną ParelParel, której każda nowa kolekcja oddaje hołd twórczości znanych artystek: Hilmie af Klint, Claude Lalanne, Louise Bourgeois czy Georgii O’Keeffe. Niedawno powstał pierwszy flagowy butik marki przy Alejach Ujazdowskich 18.

Inspiracji do swojego mieszkania szukała w magazynach wnętrzarskich oraz mediach społecznościowych. Podglądała też prace wybitnych architektów, jak Joseph Dirand czy Jeremiah Brent, których ceni za perfekcyjne łączenie klasycznych elementów z nowym designem. Nieoceniony okazał się również Pinterest. – Do każdego pomieszczenia stworzyłam oddzielną tablicę z inspiracjami. Dzięki temu miałam pod ręką kopalnię pomysłów. Pomogło mi to nie tylko w urządzaniu poszczególnych przestrzeni, ale i złożeniu wizji w całość – tłumaczy. Choć dokładnie planowała każdy etap remontu, nie uniknęła błędów i nietrafionych wyborów. Musiała na przykład wymienić za małą kanapę oraz mało funkcjonalne meble – jak stolik kawowy w salonie. Każdą wpadkę potraktowała jako naukę i pretekst do kolejnych modyfikacji. Mieszkanie, w którym mieszka z mężem już ponad pięć lat, cały czas żyje i się zmienia.

Historia tuż za rogiem

Poszukiwania idealnego mieszkania w kamienicy zajęło małżeństwu aż dwa lata. – Zależało nam na niepowtarzalnym klimacie, wysokich sufitach i dużych oknach, które dają poczucie przestrzeni, oraz ciekawych detalach, jak sztukaterie czy oryginalne skrzypiące podłogi, których próżno szukać w nowoczesnych budynkach – mówi Jola.

Magia przedwojennych budynków polega również na tym, że każdy ich kąt kryje jakąś historię. Ale mieszkanie w kamienicy to również sporo niedogodności i wyzwań. – Najczęściej brakuje parkingu, czasem też windy. Klatki oraz części wspólne nie zawsze są zadbane, a i z sąsiedztwem może być różnie. Nie wspominając już o kwestiach własnościowych. Wiele mieszkań w przedwojennych budynkach w Warszawie jest objętych reprywatyzacją albo ma budzące wątpliwości zapisy w księgach wieczystych. Przed zakupem mieszkania w przedwojennym budownictwie trzeba zrobić dokładny research – tłumaczy.

Kamienica, w której Jola z Tomkiem znaleźli swoje miejsce, została wybudowana w 1912 roku i jest przykładem modernistycznej architektury tamtego okresu. Dokładnie 100 lat od jej powstania budynek został wpisany do gminnej ewidencji zabytków. Zaprojektowali go wybitni przedwojenni architekci: Henryk Stifelman i Stanisław Weiss, którym Warszawa zawdzięcza wiele pięknych kamienic. W sąsiedztwie znajdują się: Zamek Ostrogskich, w którym jest Muzeum Fryderyka Chopina, szklany gmach Centrum Chopinowskiego, park i Akademia Muzyczna. Podczas Powstania Warszawskiego nieopodal znajdowały się barykada zgrupowania „Krybar” i szpital polowy z punktem opatrunkowym. Przez frontową część do kamienicy wpadła bomba, która na szczęście okazała się niewypałem.

Po wojnie dość szybko odbudowano budynek. Niestety, balkony z pięknymi kutymi elementami nie przetrwały i nie zostały odtworzone. Z prawdziwych elementów z epoki zachowały się: klatka schodowa, gdzie wciąż można podziwiać oryginalne kute balustrady oraz zabytkowe lastryko. Ostatnio wspólnota mieszkaniowa zastąpiła starą windę z czasów PRL stylizowaną i pasującą do stylu modernistycznego, co jeszcze bardziej podkreśla indywidualny charakter kamienicy. W mieszkaniu Joli i Tomka również zachowały się oryginalne fragmenty – drewniana podłoga w gabinecie i większa część sztukaterii. To właśnie one tworzą niezwykły klimat mieszkania z ponadstuletnią historią.

– Urządzając wnętrze, zależało mi na tym, żeby dodatkowo odtworzyć kilka elementów z epoki, które podkreśliłyby charakter budynku. Drzwi do pokoi zaprojektowałam w klasycznym kasetonowym stylu warszawskim. A nad wejściem do łazienki dodaliśmy duży, drewniany świetlik, przez co mamy w łazience naturalne światło – dodaje Jola.

Kuchnia, która łączy

Centralnym miejscem mieszkania jest kuchnia. I choć podczas sesji sprawiała wrażenie niezwykle eleganckiej i sterylnej, na co dzień tętni tu życie. Gospodarze uwielbiają gotować i gościć znajomych. Kuchnia wyposażona jest w sporą wyspę, a duża powierzchnia blatów roboczych pozwala na swobodne przygotowywanie posiłków oraz spędzanie czasu z gośćmi podczas wspólnego gotowania. Dobrze zaprojektowaną i funkcjonalną kuchnię łatwo posprzątać, co ma znaczenie, zwłaszcza jeśli jest ona integralną częścią jadalni i salonu.

Pasaż trzech równych pomieszczeń (gabinet, kuchnia, salon), częściowo połączonych i dobrze doświetlonych, daje wrażenie o wiele większej przestrzeni niż faktyczne 110 metrów. najczęściej. – Ostatnio klasyczny wzór (S) od Thoneta zastąpi[1]łam innymi klasykami od firmy Matteograssi (MG5) i Gastone Rinaldiego (Sabrina). Nie lubię mieć tego, co wszyscy. Gdy jakiś model staje się zbyt popularny, szukam kolejnych perełek z rynku wtórnego – mówi Jola.

Kiedy ponad pięć lat temu urządzała mieszkanie na Tamce, nie było jeszcze tak wielu portali z wyborem mebli vintage. Na szczęście była Aleksandra Schmidt, pionierka rynku wtórnego mebli i właścicielka sklepu Nostalgia, gdzie koneserzy mogli spełniać designerskie marzenia. Dziś znalezienie pięknych markowych ikon designu jest dużo prostsze.

Inną pasją właścicieli jest oświetlenie. W mieszkaniu znajduje się już prawdziwa kolekcja klasyków: Cobra projektantki Grety Grossman, Taccia i Snoopy marki Flos, Shogun marki Artemide czy Pipistrello od Martinelli Luce. Lampy, podobnie jak krzesła, można dość łatwo wymieniać, żeby zaspokoić potrzebę kreatywnej zmiany. Dlatego co jakiś czas w mieszkaniu przy Tamce zmieniają się meble, oświetlenie i dodatki.

Klasyka, która się nie starzeje

Prostota, która jest dominującą cechą klasyki, to wbrew pozorom wielkie bogactwo – daje ogromne możliwości w aranżowaniu dodatków w mieszkaniach. A to właśnie detale tworzą ich indywidualny styl. Ponadczasowe wnętrze w stonowanych kolorach z łatwością można zmieniać czy uzupełniać o nowe elementy bez obawy, że zaburzy się jego harmonia. W takich przestrzeniach łatwo można też wyeksponować osobiste akcenty: obrazy czy rzeźby ulubionych artystów. – Doceniam wszystkie szalone koncepty, bogate kolorystycznie i z oryginalnym designem, na przykład w stylu Memphis, ale ja w takim otoczeniu nie odpoczywam, nie potrafię efektywnie myśleć. Dobrze i komfortowo czuję się jedynie w klasycznych wnętrzach, takich, które tworzą atmosferę spokoju i elegancji – wyznaje Jola.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE