fbpx

Tajemnice naszych upodobań – od czego zależy siła przyjemności?

Zasady przyjemności
Ilustracja: Anna Rudak

Dlaczego jedni lubią wegańskie serniki, a inni nie przeżyją dnia bez mlecznej czekolady? Dlaczego jedni gustują w zabawach z kajdankami, a inni wolą o tym jedynie poczytać? Profesor Paul Bloom, psycholog z Uniwersytetu Yale i autor poczytnych książek, odkrywa tajemnice naszych upodobań.

Od jakich przyjemności zaczyna pan dzień?
Od kawy, uwielbiam dobrą kawę. Jednak pełna odpowiedź brzmi: „Moje poranne przyjemności to kawa i praca”. Kiedy budzę się rano, piję kawę i przez godzinę pracuję nad ważnym projektem. Uwielbiam zanurzyć się w pisaniu i całkowicie skupić się na tym, co robię. Teraz jest to propozycja nowej książki dla wydawnictwa.

Co pan powie na filiżankę kawy fair trade i wegańskiego rogalika? Czy to większa przyjemność? Czym naprawdę się rozkoszujemy, pałaszując tak ostatnio modne roślinne curry?
Przekonaniem, że jesteśmy bardziej etyczni, dbamy o środowisko i zwierzęta, i to być może sprawia, że jedzenie smakuje lepiej. Znacznie częściej jednak takie jedzenie smakuje gorzej, bo jeśli łączysz posiłek z etyczną powinnością, to nie spodziewasz się, że będzie specjalnie smaczny. Jeśli myślimy, że coś jest moralne lub zdrowe, wtedy nasz mózg przestawia się na inne rejestry i odczuwamy mniej przyjemności z tego, co jemy. Moja żona chce, żebym jadł brązowy ryż. Mówi, że jest zdrowszy od białego, i pewnie ma rację. Pewnie też dlatego mi nie smakuje.

Może znacznie bardziej od smaku cieszy, że jemy zdrowo, modnie i drogo? Bo organiczna żywność jest droższa, a więc dostępna wybranym.
Rzeczywiście, to samo wino smakuje lepiej, jeśli myślisz, że kieliszek kosztuje sto złotych, niż wtedy, kiedy myślisz, że kosztuje dziesięć. W mojej książce pokazuję, że o tym, co lubimy, decydują ważniejsze niż kubki smakowe czynniki. Liczy się przede wszystkim to, co myślimy o prawdziwej istocie rzeczy, która daje nam przyjemność. Czyli o tym, co to jest, jaką ma historię i naturę. Prosty przykład: jeśli patrzysz na czyjąś twarz i nie znasz tej osoby, to dla ciebie po prostu czyjaś twarz i widzisz ją taką, jaka jest. Jeśli to twarz przyjaciela czy kochanej osoby, widzisz ją przez pryzmat swoich uczuć. Jeśli to twarz kogoś, kogo nienawidzisz – nawet jeśli w innych okolicznościach uznałabyś ją za piękną – nie wygląda dla ciebie dobrze. Ta sama zasada odnosi się do dzieł sztuki. W moim domu wiszą rysunki moich dzieci z czasów ich dzieciństwa. Są dla mnie bardzo piękne, bo wiem, kto je narysował.

Tajemnice naszych upodobań: od czego zależy siła przyjemności?
Czy rządzi nami potrzeba przyjemności? Co wpływa na intensywność jej odczuwania? (fot. iStock)

Jak mówi znane powiedzenie: piękno jest w oku patrzącego. Co jednak pięknego dostrzegamy w mlecznych czekoladach i czipsach kuszących nas z reklam i sklepowych półek? Zwłaszcza wtedy, kiedy nosimy rozmiar XXL i wciąż sprawiamy sobie przyjemność w postaci pudełka lodów czekoladowych.
Czekolada po prostu smakuje dobrze, ponieważ w toku ewolucji nauczyliśmy się lubić cukier. Jeśli głodujesz, cukier postawi cię na nogi. Ale przy tym jesteśmy sprytni na tyle, żeby stworzyć superbodźce, które uderzają w nasze ewolucyjne potrzeby sto razy mocniej niż dojrzały owoc, więc dla wielu z nas są nie do odparcia. Tłuste, słodkie lody to taki superbodziec. Innym jest pornografia. Ewolucja sprawiła, że nagie ciało drugiej osoby jest dla nas atrakcyjne. Za sprawą przemysłu pornograficznego tysiące nagich ciał mamy na wyciągnięcie ręki, więc niektórzy mężczyźni nawet nie wychodzą z domu, żeby znaleźć ciało realne. Podobnie gry komputerowe – są zaprojektowane tak, żeby zaspokajać nasze naturalne apetyty, ale w stukrotnie większym natężeniu niż realne życie.

Niektóre apetyty są, hm… specjalne. Co stoi za masochistyczną przyjemnością?
Mówiąc wprost: niektórzy lubią masochistyczny seks, inni nie, podobnie jak jedni lubią ostro przyprawione jedzenie, a inni nie. Ale każdy lubi trochę pocierpieć, szczególnie jeśli ma kontrolę nad nieprzyjemnymi doznaniami. Jest sporo ludzi, którzy lubią odczuwać ból i drobne upokorzenia, jeśli mogą powiedzieć „stop”, kiedy tylko zechcą. To tak jak oglądanie przerażającego filmu: możesz zamknąć oczy lub wyjść z kina; jak jedzenie ostrej potrawy; branie gorącej kąpieli lub zimnego prysznica. Przyjemność z cierpienia to forma gry i poznawania świata. Kiedy badamy świat czy to realnie, czy w wyobraźni, mamy tendencję do skupiania się na negatywnych doświadczeniach. Po to, żeby je zrozumieć i wyciągnąć z nich naukę. Podobnie jest z marzeniami na jawie: większość z nich jest nieco negatywna, często myślimy o smutnych lub trudnych sprawach. Nie dlatego, że coś z nami nie w porządku. Tylko dlatego, że ewolucyjnie korzystne jest dla nas myślenie o złych rzeczach.

Wydaje mi się, że miliony wielbicieli „Pięćdziesięciu twarzy Greya” nie zgodziłoby się, że czytanie o dziewczynie wciągniętej w masochistyczną grę upokarzania i bólu jest dla nich złą rzeczą. Jaka przyjemność stoi za tą lekturą?
Czytałem tę książkę i myślę, że powieść zaspokaja rozmaite apetyty, które ludzie mają i do których niekoniecznie się przyznają. Wiele kobiet pociągają bardzo silni, dominujący mężczyźni – i to jedna z fantazji, do jakich ta książka nawiązuje. Również potrzeba kontrolowania mężczyzn znajduje tutaj swoje zaspokojenie, bo na końcu bohaterka zostawia kochanka, czyli ostatecznie to ona decyduje o ich związku. Jeden motyw tej powieści wydaje się szczególny i w jakiś sposób czyni z niej seksowną wersję „Harry’ego Pottera”. Harry Potter odzwierciedla fantazję, że nie jesteś tylko dzieckiem. Jesteś szczególnym dzieckiem. Bohaterka „Pięćdziesięciu twarzy…” jest przeciętną studentką, ale ten niezwykły mężczyzna mówi jej: „Jesteś wyjątkowa. Jesteś najbardziej niezwykłą kobietą, jaką w życiu spotkałem. Byłem w wielu związkach, ale nigdy nie kochałem nikogo tak jak ciebie”. Każdy chce usłyszeć: „Jesteś wyjątkowa, jesteś wyjątkowy”. To absolutnie decydująca formuła. Psycholog ewolucyjny Steven Pinker twierdzi, że zakochujemy się, żeby to poczuć. Wiele naszych fantazji i opowieści zbudowanych jest na tym motywie.

Psychoanalityk powiedziałby, że całe nasze życie kręci się wokół potrzeby wyjątkowości, bo nie zaspokoiliśmy jej w dzieciństwie. Alexander Lowen, twórca popularnej w Polsce analizy bioenergetycznej, uważa, że nasza zdolność odczuwania przyjemności i miłości jest często zablokowana przez to, jak byliśmy traktowani przez rodziców.

Nie ma wielu dowodów, że rodzice są odpowiedzialni za to, co lubisz i jak odczuwasz przyjemność. Kiedy dzieci dorastają, zwracają uwagę na świat wokół nich i są kształtowane przez otoczenie. Twoje preferencje nie muszą być regulowane przez rodziców, z wyjątkiem tego, że dzielisz z nimi geny. Myślę, że podstawowy wyznacznik naszych pragnień to biologia. Biologia jest tak potężna, że nawet tego nie zauważamy. Traktujemy jako oczywiste to, że lubimy jeść, uprawiać seks, plotkować, słuchać muzyki i opowiadać historie. Oprócz tego kształtuje nas kultura, w której żyjemy. Jak wiele rzeczy nasze preferencje to kombinacja tych elementów. A oprócz tego liczy się coś w rodzaju przypadku, którego nikt nie umie wyjaśnić. Nie uważam, że to magia…

…ale?
Przypadki wpływają na to, jaki jest twój mózg. Nienawidzę sera. Moi rodzice lubią ser, moja żona lubi ser, wszyscy wokół mnie lubią ser. Musi być jakiś powód, że ja go nie cierpię, ale nie wiem jaki. Jeśli chodzi o nasze upodobania, to zawsze trzeba zostawić przestrzeń dla tajemnicy. Myślę, że dla tajemnicy i wyboru. Moja przyjaciółka wierzy, że to kwestia wyboru i pracy. Próbowała przekonać mnie do jedzenia sera, bo uważa, że jeśli mocno się postaram, to polubię ser.

Wydaje mi się bez sensu zmuszać się do polubienia czegoś, czego nie lubię. Czy nie lepiej czerpać radość z tego, co ją daje?
Czasami są przyjemności, których chcesz doświadczyć lub których warto doświadczyć. Na przykład opowiadasz mi o świetnej wystawie sztuki współczesnej, a ja mówię: „Mam w nosie sztukę współczesną! To po prostu nonsens!”. Ty odpowiadasz: „No nie, spróbuj to jednak polubić, bo wtedy zobaczysz, że to poszerza twoje horyzonty i dodaje życiu smaku”.

Przyznaję, że praca nad książką zmieniła moje nastawienie do przyjemności. Teraz doceniam, że nasza wiedza, np. o winie, muzyce czy filmach, zwiększa przyjemność, jaką czerpiemy z kieliszka chablis, słuchania koncertu czy oglądania serialu. Sposobem na to, żeby delektować się winem, nie jest kupowanie drogiej butelki, ale wiedza na temat wina. Sposobem na radość z muzyki jest rozumienie muzyki. Ktoś, kto wie wiele o muzyce klasycznej, docenia Bacha na innym poziomie itd. To sugeruje, że jest bliski związek między przyjemnością a wiedzą, i możemy wykorzystać go do poprawienia jakości życia.

Tymczasem większość z nas zamiast czytać o szczepach wina czy Bachu, woli się cieszyć nieszczęściem bliźniego, nawet jeśli wie, że to grzeszna przyjemność.

Schadenfreude jest szczególnie trudna do uniknięcia, jeśli jesteś pisarzem! [Śmiech]. To trochę smutne, ale jesteśmy stworzeniami hierarchicznymi i oceniamy siebie w stosunku do innych. Chcemy stać wysoko w hierarchii, być podziwiani i szanowani. Okropnie jest czuć, że jest się nisko. Schadenfreude pomaga nam poczuć, że jesteśmy wyżej, a oni są niżej. Wiemy, że nie powinniśmy tego czuć wobec przyjaciół, ale czasami czujemy. To taka sama przyjemność jak ta, kiedy przytrafia nam się coś dobrego. Jeśli nie masz niczego dobrego, z czego możesz się cieszyć, masz przynajmniej coś złego, co przytrafia się innym. Oscar Wilde powiedział coś w rodzaju: „Nie wystarczy, że ja odniosę sukces. Inni muszą ponieść porażkę”.

Podobno najlepszą obroną przeciwko schadenfreude jest skupienie na sobie, bo wtedy jest się zbyt zajętym swoimi sprawami, żeby cieszyć się z potknięć innych. A według pana na jakich przyjemnościach warto się skupiać?
Jest takie znane, przypisywane Freudowi powiedzenie: najważniejsze rzeczy w życiu to miłość i praca. Tak więc mogę powiedzieć, że najważniejsze są związki i projekty zawodowe. Nie chcę prawić morałów, ale raczej nie powinno się spędzać życia na szukaniu przyjemności, ponieważ są lepsze rzeczy do robienia. Ale jeśli ktoś chciałby ich szukać, to polecałbym takie radości, które poprawiają jakość życia i czynią ludzi szczęśliwymi. Jeśli cieszy cię przyjaźń, miłość i pomaganie innym, to są to dobre przyjemności, bo sprawiają, że inni też z nich czepią radość.

Czy to znaczy, że przyjemność i szczęście są nierozdzielne?
Można definiować je jako tę samą rzecz, ale ja uważam, że przyjemność to coś, czego doświadczasz krótko. Popijanie dobrej kawy lub śmiech z żartu to przyjemności. Szczęście to znacznie bardziej zrównoważony aspekt twojego życia. Ale istnieje związek między tym, ile odczuwasz przyjemności, a tym, jak szczęśliwy jesteś – życie pełne przyjemności to często życie szczęśliwe. Jednak szczęście i przyjemność są niezależne. Możesz więc mieć wiele przyjemności i być nieszczęśliwy, a możesz nie odczuwać przyjemności i być szczęśliwym człowiekiem. Ale jeśli chcesz mieć dobre życie, najlepiej mieć po trochu i przyjemności, i szczęścia.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze