fbpx

Jesienna chandra? Proste sposoby na poprawę kondycji psychicznej

Jesienna chandra? Zobacz jak poprawić kondycję psychiczną!
Nasz mózg raczej bagatelizuje miłe i przyjemne wiadomości, za to wyolbrzymia to, co potencjalnie groźne. (Fot. Getty Images)

W porze depresji sezonowej warto pamiętać, że nasz naturalny stan to wcale nie szczęście, euforia i samozadowolenie. Raczej umiarkowany pesymizm i niepewność siebie. Dlatego aby cieszyć się życiem, trzeba popracować nad kondycją psychiczną. Najlepiej codziennie.

Nasz mózg jest jak radar, który wyłapuje zagrożenia. Tak twierdzi między innymi dr Rick Hanson, autor „Umysłu Buddy”. Czuły radar był nam (a raczej naszym przodkom) potrzebny przez całe wieki życia jaskiniowego. Im szybciej wychwytywał niebezpieczeństwo, tym skuteczniej nasi „prapra” mogli się przed nim bronić. Ci, którzy dożyli wieku dorosłego, to byli ci umiarkowani pesymiści – szukający dziury w całym, a raczej wypatrujący mamuta w krzakach, nasłuchujący grzmotów burzy czy tętentu wrogiego plemienia. Dzięki temu, że usłyszeli/zobaczyli/przewidzieli na czas niebezpieczeństwo, uniknęli zagrożenia, mieli więc czas dorosnąć, urodzić albo spłodzić dzieci i przekazać im swoje geny oraz wiedzę o tym, jak świat funkcjonuje. A wraz z tą wiedzą – lęk i czujność.

Optymizm i radość życia oczywiście też się opłacały, skłaniały do prokreacji, wzmacniały system immunologiczny, nie były jednak kluczowe dla przetrwania gatunku. Dlatego nasz mózg raczej bagatelizuje miłe i przyjemne wiadomości, za to wyolbrzymia to, co potencjalnie groźne. Tylko to nie jest potrzebne w czasach, w których są piorunochrony, za to nie ma mamutów. Szare komórki jednak nie nadążają za ewolucją i jeśli chcemy je przechytrzyć, poczuć więcej radości z życia – musimy nad nimi trochę popracować. Znieczulić je na potencjalne zagrożenia i wyczulić na to, co piękne. Jak to zrobić? Sposobów, okazuje się, jest sporo.

Sto szczęśliwych dni

Hashtag #100happydays był kilka lat temu jednym z najpopularniejszych na Instagramie. Rozsławił go Dmitry Golubnichy. Ten mieszkający w Szwajcarii ukraiński chłopak był w dołku: jego kariera utknęła w miejscu, gnieździł się na 55 metrach kwadratowych mieszkania w Zurychu, tęsknił za podróżami, a w dodatku zimą 2013 roku śniegu w Alpach było za mało do jazdy na nartach. Dmitry poskarżył się na swój los ukraińskim kumplom, ale ci okazali się nieczuli na jego lamenty. Byli szczęśliwi, choć od skończenia szkoły wykonywali wciąż tę samą pracę, mieli tę samą dziewczynę i spotykali się co tydzień w tym samym miejscu na piwo, zamiast podróżować.

„Skoro oni mogą być szczęśliwi, mając to, co mają, to ja też mogę” – doszedł do wniosku Golubnichy i zaczął rozglądać się wokoło, szukając powodów do radości. To, co znalazł – fotografował i umieszczał na Instagramie. I tak przez 100 dni. Od tego czasu (mniej więcej od dwunastej fotografii…) niemal non stop się uśmiecha. Zaraził swoim pomysłem (i uśmiechem) innych, a potem jeszcze innych, jeszcze innych… W końcu zrobiło się z tego grono około 1,5 miliona osób z 220 krajów. Znalazł się wśród nich coach Mateusz Grzesiak, który swoje 100 zdjęć (wraz z opisami) opublikował w książce „100happydays, czyli jak się robi szczęście w 100 dni”. – Na początku było mi trudno znaleźć to jedno zdjęcie dziennie – przyznaje Dmitry. – Ale potem znajdowałem ich dziesięć.

Doktor Rick Hanson, jeśli zna historię Dmitry’ego, pewnie nie jest zdziwiony jego pozytywną przemianą. „Sposób, w jaki korzystasz z mózgu, zmienia go: na lepsze albo na gorsze” – pisał na kilka lat przed projektem #100happydays w książce „Rozwiń w sobie mózg Buddy”. „Jeżeli regularnie karmisz go zmartwieniami, samokrytyką i złością, twój mózg stopniowo przyjmie kształt, rozwinie nerwowe struktury i dynamikę niepokoju, niskiego poczucia własnej wartości i drażliwej reakcji wobec innych ludzi. Z drugiej strony, jeżeli regularnie opierasz umysł na, przykładowo, zauważaniu, że w chwili obecnej wszystko u ciebie w porządku, dostrzegając w sobie dobre strony oraz odpuszczając – twój mózg stopniowo przybierze kształt spokojnej siły, pewności siebie i wewnętrznego spokoju”.

Krótko mówiąc: trening przynosi efekt. Musi jednak być regularny, co jest tą gorszą wiadomością: jak wynika z informacji na stronie 100happydays.com, 71 proc. osób nie ukończyło programu, podając za powód: brak czasu.

Masz wszystko

„Kto chce, znajdzie powód, komu się nie chce, znajdzie pretekst…” – taka internetowa mądrość krążyła ostatnio po sieci. Eric Weiner, kolejny mężczyzna z depresją, doszedł do wniosku, że rzeczywiście prawie żadne obiektywne warunki do tego szczęścia nie są nam potrzebne; 55 metrów mieszkania w Zurychu absolutnie wystarczy. A nawet 15 metrów w Katmandu.

Weiner, amerykański dziennikarz, wybrał się w podróż w poszukiwaniu radości życia. Szukał odpowiedzi na pytanie, co sprawia, że mamy dobrą kondycję psychiczną. Swoje obserwacje zapisał w „Geografii szczęścia”. A konkretnie? Ludzie w stosunkowo ubogim Bhutanie są szczęśliwsi od katarskich bogaczy, pławiących się w luksusie, ale także… od Mołdawian, którzy nie dość, że są biedni, to jeszcze nie mają zaufania nawet do swoich bliskich. Zdaniem Weinera, jeśli mamy co jeść, gdzie spać, nie grozi nam żadne bezpośrednie niebezpieczeństwo i jesteśmy otoczeni przyjaznymi ludźmi – możemy być szczęśliwi. Wystarczy miska zupy, niezłe relacje z bliskimi i przyrodą oraz praca, która choćby w minimalnym stopniu daje nam poczucie sensu, żeby czuć radość.

Dobry humor jest więc w zasięgu praktycznie każdego z nas. Także twoim. Warunkiem jednak jest – jak to podkreślał i Hanson, i Golubnichy – systematyczność. Jeśli nie masz ochoty na fotografowanie rzeczywistości i wrzucanie zdjęć na Instagram, możesz skorzystać z innych metod. Na przykład prowadząc dzienniczek wdzięczności.

– Badania potwierdzają, że celebrowanie wdzięczności podnosi nastrój i zmienia strukturę mózgu – twierdzi dr Daniel Amen, autor książki „Uwolnij moc kobiecego mózgu”. Ale działa też notowanie w pamiętniku pozytywnych refleksji, przyklejanie post-itów ze wspierającymi komunikatami na lustro czy lodówkę, medytacja oraz codzienna modlitwa, jeśli zawiera element wdzięczności.

Praktyka uważności

Specjaliści od mindfulness, czyli uważności – a należą do nich Jon Kabat-Zinn (polecam jego książkę „Świadomą drogą przez depresję”) czy Thich Nhat Hanh (przeczytaj jego „Spokój umysłu”) – uważają, że zawsze, kiedy jesteśmy w pełni tu i teraz, jesteśmy szczęśliwi. Nie ma innej opcji. Nieszczęście jest zawsze w przeszłości (jeśli rozpamiętujemy nieprzyjemne wydarzenia i zadręczamy się wyrzutami sumienia) oraz w przyszłości (gdy wyobrażamy sobie mroczne scenariusze czy rzekome efekty naszych działań, które przecież nie muszą się zdarzyć). Za każdym razem, gdy sprowadzimy naszą uwagę do „tu i teraz”, mamy szanse ukoić lęk i poczuć się naprawdę dobrze. Nawet ból, cierpienie, rozczarowanie – kiedy je zauważymy, dostrzeżemy, przyjrzymy mu się z uwagą – w tej samej sekundzie, kiedy to zrobimy, zaczyna odchodzić. Medytacje mindfulness (choćby trzyminutowe skanowanie ciała) to jedna z terapii, którą Kabat-Zinn poleca przy depresji. Praktykowana regularnie pomaga uśmierzyć każdy ból duszy.

Sięgnij po wspomagacze

Kiedy już zrobisz postanowienie, że będziesz szczęśliwsza i rozpoczniesz trening, możesz wspomóc się pozytywnymi dopalaczami. Są nimi: światło, zdrowa dieta i ruch. Te trzy elementy wymieniają chyba wszyscy eksperci od zarządzania chandrą. Odpowiednia dawka światła (dla źrenic) i generowanej przez słońce witaminy D3 (dla skóry) działa antystresowo. – Według statystyk większą zachorowalność na depresję zanotowano jesienią i zimą – potwierdza Dorota Gromnicka, autorka książki „Depresja. Jak pomóc sobie i bliskim”. – Przyczyny SAD, depresji sezonowej (seasonal affective disorder) kojarzone są z funkcjonowaniem układu hormonalnego, na który ujemnie oddziałuje zmniejszona ilość światła. Kiedy ono dociera do oka, przetwarzane jest na impuls nerwowy, który, przekazywany do mózgu, stymuluje wydzielanie hormonów.

Także tych odpowiedzialnych za poczucie szczęścia: serotoninę, noradrenalinę i dopaminę. Dlatego jak najwięcej czasu spędzaj na dworze, gdy jeszcze jest jasno. A po zmroku – koniecznie zapalaj światło. Skandynawowie odkryli, że nawet sztuczne oświetlenie pomaga w eliminowaniu objawów SAD. Podobnie jak odpowiednia, czyli racjonalna i bogata w składniki odżywcze, dieta. Bogata w kwasy omega-3, białka i węglowodany złożone. Zapewnia nie tylko zdrowie (jego brak może być przyczyną potężnego stresu), ale też stabilny poziom cukru we krwi (chroniąc przed huśtawkami poziomu energii i nastroju) oraz białka (na pewno słyszałaś o szklance mleka na dobranoc – zawarty w nim tryptofan przynosi ukojenie skołatanym nerwom).

Trzeci element to ruch. Wiele badań wskazuje na to, że działa również antydepresyjnie. Tak zwana euforia biegacza pojawia się mniej więcej po pół godzinie intensywnego wysiłku. To z kolei przyjemny prezent, który przekazali nam przodkowie: nasz organizm produkuje potężną dawkę endorfin właśnie po 20–30 minutach, byśmy mogli biec dalej, uciekać przed mamutem. Skorzystaj z tego, nawet gdy nie musisz uciekać.

Doktor Amen, specjalista od mózgu i autor książki „Uwolnij moc kobiecego mózgu”, podkreśla jeszcze, że warto zrobić badania tarczycy i wziąć pod kontrolę hormony, tak żeby Hashimoto, PMS czy menopauza nie decydowały o naszym poczuciu szczęścia. Potwierdza to też Dorota Gromnicka: – Nadczynność tarczycy przyczynia się do zmienności nastrojów, braku koncentracji, bezsenności, rozdrażnienia – pisze. – Niedoczynność tego gruczołu objawia się między innymi zmęczeniem i przygnębieniem.

Jeśli cierpiałaś na którąś z tych chorób albo choć raz doświadczyłaś dotkliwego PMS – potraktuj to jako dodatkowy argument, by zrobić badania. Zaopatrzona w wyniki i wiedzę, jak działa mózg, możesz świadomie wyruszyć na poszukiwanie radości życia. I uniknąć w tym roku zimowej chandry, a także uodpornić się na rodzinne dyskusje przy świątecznym stole.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze