1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Listy do Psychologa

Zakochałem się w krewnej

„Zakochałem się jak szczeniak i nie potrafię poradzić sobie z tym, że nie mogę mieć ukochanej osoby przy sobie” – pisze nasz czytelnik. (Ilustracja: iStock)

Moja historia jest dość zagmatwana. Oboje – ja i córka mojej kuzynki – mamy za sobą nieszczęśliwe małżeństwa, a problemy z partnerami zbliżyły nas do siebie. Częste rozmowy, wypady na kawę i lody sprawiły, że między nami zaiskrzyło. Nie wiemy jednak, co robić z tym uczuciem. Rodzina powtarza, że jesteśmy zbyt blisko spokrewnieni i nie możemy być razem. Ale serce nie sługa i nie słucha rozumu, pomimo więzów krwi oboje czujemy, że nadajemy na tych samych falach. Moja kuzynka sprzeciwia się temu związkowi i kategorycznie zabrania córce spotkań ze mną. Co mamy zrobić? Czy naprawdę jesteśmy zbyt bliskimi krewnymi? Może nasze rodziny jednak się mylą i nie stanowimy dla siebie żadnego zagrożenia, jeśli chodzi o geny? Zakochałem się jak szczeniak i nie potrafię poradzić sobie z tym, że nie mogę mieć ukochanej osoby przy sobie.
Robert

Tomasz Srebnicki: Twoja sytuacja jest rzeczywiście dość zagmatwana, a pytanie o „zagrożenie, jeśli chodzi o geny” lepiej zadać genetykowi. Tak jak rozumiem, niepokój waszych bliskich dotyczy wizji narodzin cierpiącego na wady genetyczne potomstwa i tutaj absolutnie nie czuję się kompetentny, by zabierać głos. Rozumiejąc twoje uczucia, pozwolę sobie na podzielenie się moją perspektywą. Uważam, że faktycznie wraz z kuzynką naruszacie tabu – nie wy pierwsi, nie wy ostatni. Przeciwko temu protestują wasi bliscy. Ty z kolei podkreślasz, że zostałeś zniewolony przez miłość, że zakochałeś się jak szczeniak. Być może właśnie ta sytuacja uwidacznia pewien styl funkcjonowania waszego środowiska rodzinnego. Wydaje mi się, że zagadnienie do przemyślenia przez was może dotyczyć nadmiernej kontroli i moralności. Nadmiernej, czyli hamującej rozwój i przynoszącej cierpienie. Być może od zawsze zwracano u was uwagę na zasady, konieczność ich sztywnego przestrzegania. Być może warunkiem bycia kochanym i akceptowanym było ścisłe stosowanie się „do zaleceń”. Jeżeli jest w tym ziarno prawdy, to wasza relacja może być dobrym pretekstem do zezłoszczenia się na to. Miłość (na którą niby nie mamy wpływu) pozwala tę złość wyrażać bezpiecznie, minimalizując ryzyko całkowitego odrzucenia. I jak napisałem na początku: od genów jest genetyk. Z uczuciem zrobicie, jak uważacie, choć warto też widzieć szersze jego „zastosowania”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze