1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Listy do Psychologa

Czy to więź czy więzy?

„Mam ponad 30 lat i zauważyłam, że robię wszystko to, czego dawniej chciałam uniknąć. Niby jestem świadoma, że dzieci muszą mieć wolność, są niezależne, nie przymuszam ich do niczego, a jednak widzę, że chcę, aby były grzeczne, a do córki mówię często, żeby się mnie słuchała” – pisze nasza czytelniczka. (Fot. iStock)

Chciałam się trochę wygadać. Czy tak musi być, że rodzice dorosłych dzieci wciąż wpływają na ich życie, wybory i decyzje? Mam ponad 30 lat i zauważyłam, że robię wszystko to, czego dawniej chciałam uniknąć. Niby jestem świadoma, że dzieci muszą mieć wolność, są niezależne, nie przymuszam ich do niczego, a jednak widzę, że chcę, aby były grzeczne, a do córki mówię często, żeby się mnie słuchała. Wieczorem zaganiam je do swojego pokoju, jakbym nie umiała spędzać z nimi czasu. Drugi aspekt tego problemu jest taki, że ciągle chcę zasłużyć na uwagę i akceptację mojego taty. Nawet ciężko mi się o tym pisze, ale ciągle zależy mi, żeby zwrócił na mnie uwagę. Ostatnio na przykład w rozmowie z nim bez sensu skrytykowałam kogoś znajomego, na zasadzie, że jego praca nie wymaga dużego wysiłku, na co tata odpowiedział, że to dokładnie taka sama praca jak moja. No jak tak można dopiec własnemu dziecku?! Nie rozumiem… Po prostu zagaduję czasem, aby z nim o czymkolwiek rozmawiać, a tu taka riposta. Takich przykładów mam wiele. Czy taką więź warto utrzymywać za wszelką cenę?
Aniela

Ewa Klepacka-Gryz: Droga Anielo, nie bardzo rozumiem, o co pytasz. Czy chodzi o to, że zachowujesz się podobnie w stosunku do własnych dzieci, jak zachowywali się rodzice w stosunku do Ciebie? Jeśli tak, to jest to zupełnie naturalne. Wszyscy bez wyjątku zarzekamy się: nie będę taka jak moja matka/jak mój ojciec – a potem albo robimy dokładnie to samo (bo takie zachowanie jest nam najbliższe, robimy to nawykowo, nie znamy innego modelu…), albo zachowujemy się zupełnie odwrotnie (np. dzieci z rodzin, w których panowała surowa dyscyplina, nie mają żadnych wymagań w stosunku do swoich dzieci, nie stawiają im żadnych granic). Co lepsze? Myślę, że metoda złotego środka.

Piszesz, że bardzo zależy Ci na tym, żeby tata zwrócił na ciebie uwagę, ale z miłością i troską, bo choćby jego aluzje do twojej pracy są dla Ciebie raniące. Rozumiem, że to trudne. Ciekawe, czy jako osoba już dorosła zdołałabyś powiedzieć ojcu, że jego słowa Cię ranią, że jest dla Ciebie ważny czy że zależy Ci na waszej relacji… Będąc dzieckiem, nie miałaś takiej możliwości, nie byłaś w stanie tego zrobić – dziś to możliwe. Jeśli chcesz, jeśli masz odwagę, jeśli nie boisz się konsekwencji, że ojciec np. się obrazi, że zerwie relację. On może to zrobić, ale Ty także masz prawo stanąć w obronie swoich uczuć. W ten sposób, bez względu na reakcje ojca i dalszy los waszej relacji, masz szanse uzdrowić rany z dzieciństwa. Tylko wtedy, jeśli to zrobisz (ukochasz swoje wewnętrzne dziecko, staniesz się dla niego kochającym rodzicem), sama będziesz w stanie pełnić rolę matki z serca, a nie z głowy, z miłości, a nie z powinności, bez poczucia winy, że coś robisz nie tak (widzę, że nie jest Ci ono obce). Życzę Ci tego z całego serca.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze