1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Listy do Psychologa

33 lata w nieudanym związku, jak się z tym pogodzić?

„Słyszałam czasem o kobietach po 50., które mężowie porzucają w pogoni za mijającą młodością, ale odpychałam od siebie te myśli jak natrętne muchy. Jednak stało się” – pisze nasza czytelniczka. (Ilustracja: iStock)

Ze związku wyniosłam kompletny brak wiary w siebie, lęk przed światem, depresję, nerwicę lękową, stres pourazowy i chorobę nowotworową. Owładnęło mną uczucie totalnej klęski. Nie mam pracy, własnych dochodów, nie jestem w stanie uwierzyć, że coś dobrego może mnie jeszcze spotkać. Co więc trzyma mnie przy życiu? Córki. Z jednej strony wiem, że jestem im teraz bardzo potrzebna, a z drugiej boję się, żeby nie być dla nich zbyt dużym obciążeniem. Nigdy w życiu nie czułam się tak rozdarta. Jak kochać, wspierać, pobudzać do pozytywnego spojrzenia na świat, trwając samemu w depresji i płacząc w środku? Sama już nie wiem, czy walczę, czy udaję. Boję się o swoją materialną przyszłość. Muszę znaleźć pracę, tylko że obecnie jest na to najgorszy moment. Właśnie zaczęłam przyjmować chemię, wkrótce dawka zostanie wzmocniona. Z drugiej strony jeśli pracy nie poszukam, będę skazana na skromne alimenty i wsparcie córek, co będzie dla mnie bardzo trudne.

Weszłam w dorosłe życie jako energiczna i wykształcona dziewczyna. Z radością podjęłam pracę nauczycielki historii i pewnie uczyłabym po dziś dzień, gdyby nie redukcje w szkole. Od tamtej pory łapałam tylko roczne zastępstwa i mój entuzjazm zdecydowanie słabł. Ponadto rola matki, w którą akurat wchodziłam, pochłonęła mnie bezgranicznie. Słyszałam czasem o kobietach po 50., które mężowie porzucają w pogoni za mijającą młodością, ale odpychałam od siebie te myśli jak natrętne muchy. Jednak stało się. Piszę ten list ku przestrodze, bo wiem, jak wiele kobiet jest gotowych powielić podobny scenariusz. Pociesza mnie jedynie to, że moje córki podzielają nowe wartości i nie są tak skłonne do poświęcania się na ołtarzu życia rodzinnego.
50+

Ewa Klepacka-Gryz: Witaj! Mam wrażenie, że celem twojego listu było przede wszystkim „wylanie” wszystkich trudnych emocji, których prawdopodobnie nie możesz już pomieścić. Jeśli tak jest, to zapewniam Cię, że Twój list uważnie przeczytałam. Gdybyś siedziała naprzeciwko mnie, miałabym ogromną ochotę Cię przytulić, bo czuję, że jesteś w trudnym momencie życia. Co powinnaś teraz zrobić? Dyktuje Ci to twoje ciało – jesteś chora i najważniejsze, abyś zadbała o siebie. To naturalne, że w stanie zagrożenia zdrowia i życia budzą się w nas liczne wątpliwości: co teraz robić, co będzie lepsze dla mnie, a co dla moich dzieci… I znowu, warunki dyktuje tu choroba. Musisz się przede wszystkim leczyć – po to, by mieć jak największe szanse na wyzdrowienie.

Być może ze względu na stan zdrowia przysługują Ci większe alimenty albo jakiś zasiłek chorobowy. Tego nie wiem, ale w różnych fundacjach kobiecych pełnią darmowe dyżury prawnicy. Warto, żebyś się w tej sprawie skonsultowała z jakimś prawnikiem. Często w takich fundacjach dyżurują również psycholodzy. A Ty teraz najbardziej potrzebujesz kogoś, kto usłyszy Twoje emocje. Nie jesteś w stanie przyjmować żadnych rad.

Nie dziwię się, że masz obiekcje, czy robić ze swoich córek powierniczki. W końcu to rodzice powinni wspierać dzieci, a nie odwrotnie. Jednak prawdopodobnie Twoje córki nie są już dziewczynkami, więc możesz im powiedzieć, że czujesz się bardzo zmęczona chorobą, że Ci trudno, że czeka Cię kilka ważnych decyzji. Dzieci przede wszystkim powinny znać prawdę. Chory, słaby, zagubiony rodzic też zasługuje na miłość. Mam tylko jedną radę: nie zajmuj się teraz analizowaniem swojego – jak uważasz – zmarnowanego życia. To odbiera energię, której potrzebujesz, żeby zawalczyć o siebie. Nie wstydź się prosić o pomoc. Życzę Ci wszystkiego, co najlepsze.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze