Andrzej Seweryn i Dawid Ogrodnik: Zagraj ze mną jeszcze raz

Zdjęcie: Szymon Szcześniak/LAF

Jesteśmy umówieni na wywiad w Teatrze Polskim, w gabinecie dyrektora. przez uchylone drzwi widać, jak Razem podskakują, robią bloki i uniki. nietrudno się zorientować, że to figury koszykówki, w którą grają niewidzialną piłką. nie zaczynamy rozmowy, dopóki nie przećwiczą całego układu.

Na planie po raz pierwszy spotkaliście się trzy lata temu – przy okazji pracy nad „Ostatnią rodziną”. Pamiętacie, jakie mieliście na swój temat wyobrażenia?

Andrzej Seweryn: Wiedziałem wcześniej, kim jest Dawid, i byłem uradowany, że się z nim spotkam. Jestem spragniony młodości, tego, co nowe. Dużo się dowiaduję, chwilami uczę od młodych. Nawet gdy się z nimi nie zgadzam.

Dawid Ogrodnik: Pamiętam, że byłem podekscytowany możliwością wspólnej pracy, ale jakbym jeszcze miał się przejmować wyobrażeniami o tym, jaki to Andrzej Seweryn jest, tobym zwariował. Rola Tomka Beksińskiego wystarczająco mnie stresowała. Wiedziałem zresztą, że czas, który spędzimy razem, wiele rzeczy zweryfikuje. Szybko zorientowałem się, że Andrzej bardzo precyzyjnie wyznacza granice.

Czułeś przed nim respekt?

D.O.: Szacunek dla Andrzeja miałem, mam i będę mieć. Nie zmieni tego obecny charakter naszej relacji. Mam duże uznanie dla jego głębi, wiedzy i wrażliwości. Poza tym udało nam się ochronić coś, co jest dziś niezmiernie istotne – prosty kontakt człowiek – człowiek.

A.S.: Połączyła nas robota, dzięki której dotarliśmy się jako ludzie, przekonaliśmy się, że mamy sobie coś do powiedzenia. Na planie „Rojstu” odkryliśmy jeszcze w sobie to samo umiłowanie do koszykówki. Podczas poprzedniego naszego spotkania, przy „Ostatniej rodzinie”, nie było na to czasu. Tu już się lepiej znaliśmy i korzystaliśmy ze swojej obecności.

D.O.: Andrzej na planie „Rojstu” faktycznie często korzystał z mojej obecności, bo zawsze brał ode mnie papierosy [śmiech].

A.S.: Bo ja nie palę! Ale wróćmy do naszej wspólnej pracy – jak Dawid się rano pojawiał, to zaczynał się swego rodzaju koncert. Nie pamiętam, żeby mi się to kiedykolwiek przedtem zdarzyło. Widać jego wielkie zaangażowanie, które mi imponuje. To ma sens, to daje rezultaty w pracy całego zespołu. Teraz czekam na trzecią przygodę!

Dawid gra inaczej niż pan?

A.S.: Ja się Dawida w pewnym sensie uczyłem. Odkrywałem go krok po kroku. Dawid – mimo że nie milczy na zdjęciach, że wydaje się czytelny – odkrywa się powoli. To jest ciekawe.

(…)

Więcej we Wrześniowym numerze magazynu Zwierciadło

Wydanie 09/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.