Joanna Szczepkowska: Nie chcę być mamą artystką

Zdj. Weronika Ławniczak

Nie jestem od przemawiania, tylko od słuchania. Gdy córki przychodzą z jakimś problemem, to o nim opowiadają, a ja potakuję. Czasem szyja mnie potem boli. Często myślę: „Co ona mówi, inaczej powinna na to spojrzeć”, ale powtarzam sobie: „Nic się nie odzywaj, sama do tego dojdzie” – tłumaczy aktorka Joanna Szczepkowska, mama Marysi (36 lat) i Hani (34 lata), babcia Zosi (6 lat).

Zanim zostałam mamą, miałam różne wizje swojego macierzyństwa, zależnie od tego, czy urodzi się syn, czy córka. Bo w tamtych czasach nie znało się tak wcześnie płci dziecka. Zastanawiałam się, jak to jest mieć syna, czy potrafię być mamą chłopaka, co to w ogóle za rodzaj wyzwania. Do dziś zresztą uważam, że być mamą syna to coś zupełnie innego niż być mamą córki. Wyobrażałam sobie, że dla syna mama jest pierwszą kobietą, wzorem kobiecości. Z kolei o córce myślałam jak o przyjaciółce. Wyobrażałam sobie zawsze taką scenę: wklepuję krem w łazience, a ona siedzi na brzegu wanny i sobie gadamy. Przyznam, że nie zakładałam jednej rzeczy: że matka i córka działają na siebie nie tylko jako matka i córka, ale też jako kobiety. To, że oddziałuję na nie jako kobieta, zauważyłam, kiedy miały osiem, dziesięć lat. Pamiętam, jak po wywiadówce, na którą poszłam nieumalowana, Hania powiedziała z żalem: „Inne mamy mają taki róż na policzkach, a ty nie”.

Czy chciałam być taką matką jak moja mama? Moja mama nie pracowała, zawsze miała czas dla swojej jedynej córki (nie mogła mieć więcej dzieci), byłam dla niej najważniejsza. Wiedziałam, że choćby z tego powodu, że pracuję, będę siłą rzeczy inną mamą. Wiedziałam też, że na pewno nie chcę wychować córek, które będą kalką mnie, czyli trochę tak, jak chciała wychować mnie moja mama. Ona była naprawdę niezwykłą kobietą. Kiedyś chciałam być do niej podobna, ale w pewnym momencie życia zdałam sobie sprawę, że patrzę jej oczami, że nie wiem, co mi się naprawdę podoba, za to wiem, co ona by chciała, żeby mi się podobało. Dlatego jako mama od początku byłam bardzo uważna, żeby córki nie chciały się do mnie upodobnić.

(…)

Więcej w czerwcowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 06/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.