Michał Piróg: Robię swoje

TVN/Adam Pluciński/Move Picture.

W jego przypadku nie ma mowy o letnich uczuciach. Widzowie go uwielbiają albo nie znoszą. Nowa edycja programu „Top Model”, którego jest prowadzącym, to dobry pretekst do rozmowy.

Jak się masz?

Świetnie. To dobry moment. Wiele się u mnie zmieniło przez ostatni rok.

Na przykład?

Zdecydowałem się w końcu, że wezmę udział w programie „Azja Express”. To jednak nie praca. Przed kamerą byłem zwykłym uczestnikiem, za nic nie odpowiadałem, miałem się tylko dobrze bawić. Fajne doświadczenie, a dla mnie dodatkowo sprawdzian, bo po ponad dziesięciu latach od poważnego wypadku zdecydowałem się wrócić do aktywności fizycznej. Pomyślałem: „Dobra, przekonamy się. Strzeli mi kręgosłup, nie strzeli?”. Przeżyłem, więc uznałem, że skoro tak, to może trzeba wrócić do teatru. W grudniu mieliśmy premierę, teraz gramy po 25 spektakli w miesiącu. Non stop podróżujemy po Polsce. Pracuję jak nienormalny i jestem zadowolony. Po powrocie z Indii nakręciliśmy jeszcze program „Mistrzowskie cięcie”, dopiero co skończyła się emisja drugiego sezonu. No i przeprowadzka, w Azji poczułem, że potrzebuję takiej zmiany.

Daleko?

Cztery ulice od mojego poprzedniego mieszkania. Jeśli mieszkać w mieście, to tylko w centrum. Są ludzie, którzy szukają spokoju, potrzebują natury, a są ludzie tacy jak ja.

Czyli jacy?

Tacy, którzy boją się, że coś ich ominie. I trochę leniwi. Nie wyobrażam sobie, że wracam po pracy do domu, jeszcze bym gdzieś poszedł, gdzieś coś grają, ale muszę tam jechać godzinę. To nie dla mnie. Nie poszedłbym.

Uważasz, że jesteś szczęściarzem? Jesteś wdzięczny losowi?

Dla mnie to nie jest kwestia wdzięczności. Pamiętam, jak byłem właściwie jeszcze dzieciakiem, przeprowadziłem się z Kielc do Krakowa. I jak zobaczyłem park i przepiękną kamienicę w Krakowie. Pieniędzy nie miałem wcale, zarabiałem śmieszne kwoty, ale wymyśliłem sobie, że będę mieszkać tylko tam. Zacząłem wypytywać wszystkich, których znałem, czy przypadkiem nie słyszeli o kimś, kto tam mieszka i kto chciałby tam coś wynająć. Ktoś słyszał. Okazało się, że mieszkanie do wynajęcia jest, tylko że w strasznym stanie. Ale właśnie dzięki temu stać mnie było na to, żeby je wynająć. W końcu się dogadałem, że będę płacić jeszcze mniej, ale remonty i naprawy będą na mojej głowie. Ulica Retoryka, przy Wawelu i Plantach. Pięknie. Inna sprawa, że miałem w oknie dziurę, jakby ktoś z armaty strzelił, i wiało jak cholera. Tak więc wracając do twojego pytania – nie czuję wdzięczności, raczej upieram się przy pewnych rzeczach. Nawet ich nie wymuszam, same do mnie przychodzą. A ja nigdy nie bałem się po nie sięgać.

(…)

Więcej w październikowym numerze magazynu Zwierciadło

Wydanie 10/2018 dostępne jest także w wersji elektroniczn