1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Materiał partnera

„Warto zawrzeć z ciałem pokój” – rozmowa z Agatą Głydą

(Fot. materiały partnera)
„Ciałożyczliwość to odnoszenie się do swojego ciała z troską niezależnie od tego, czy nam się podoba, czy nie. To nauka myślenia, mówienia i traktowania siebie w inny sposób niż do tej pory – pełen szacunku i troski” – mówi Agata Głyda, autorka książki „Ciałożyczliwość”.

Swój drugi poradnik zaczynasz słowami: „Tę książkę piszę w wieku 38 lat, jako weteranka wojny domowej. Śmiało mogę przyznać, że wróciłam z pola bitwy jako doświadczona fighterka”. Czy mogłabyś opowiedzieć więcej o doświadczeniu walki z samą sobą? Zdaje się, że jest ono wspólne dla naprawdę wielu kobiet…
Niezadowolenie z wyglądu to faktycznie doświadczenie kolektywne wielu kobiet. I mnie nie ominęło poczucie, że nie wyglądam dobrze. Takie pierwsze kompleksy pojawiły się w okresie dojrzewania, jednak najtrudniejszy moment w relacji z ciałem przeżyłam po urodzeniu pierwszej córki. Mam do siebie żal, że bardzo się siebie czepiałam. Te chwile koncentracji na swoim wyglądzie odebrały mi możliwość cieszenia się z naprawdę wyjątkowych chwil życia – pierwszych miesięcy w roli mamy. Z perspektywy czasu jest mi głupio, że nie potrafiłam okazać ciału życzliwości i wdzięczności za to, co mi wtedy dało – zdrowe dziecko. Zamiast tego postanowiłam się jak najszybciej odchudzić. Przeszłam na swoją pierwszą w życiu dietę pod płaszczykiem walki o zdrowie, ale chodziło mi w dużej mierze o wygląd. Nie sprawdzałam wyników badań, tylko kontrolowałam skrupulatnie stracone kilogramy. Źle się czułam, ważąc prawie 100 kg, ale teraz – po drugiej ciąży – wiem, że mogłam podejść do siebie z większym spokojem, szacunkiem i wyrozumiałością. Restrykcje żywieniowe i zbyt intensywny trening summa summarum pogorszyły moje zdrowie, zamiast mi pomóc. Po urodzeniu drugiej córki byłam już mądrzejsza i uzbrojona w wiedzę, doświadczenie i świadomość, czym jest obsesja piękna oraz kultura diet. Podeszłam do siebie zupełnie inaczej. Efekty nie były szybkie i spektakularne, ale odzyskałam dobrą kondycję, czuję się pewnie w swoim ciele. Mamy fajną i bliską relację. Umysł i ciało wreszcie grają w jednej drużynie, jedno nie musi panować nad drugim.

Czym dla Ciebie jest tytułowa ciałożyczliwość? Jak rozumiesz to pojęcie?
Ciałożyczliwość to odnoszenie się do swojego ciała z troską niezależnie od tego, czy nam się podoba, czy nie. To nauka myślenia, mówienia i traktowania siebie w inny sposób niż do tej pory – pełen szacunku i troski. To skupienie się bardziej na tym, co w środku, niż na zewnątrz. To zadawanie sobie pytań o swoje samopoczucie w różnych obszarach. Na przykład zamiast zastanawiać się: „Czy wyglądam w tym grubo?”, zachęcam do zapytania siebie: „Jak się czuję w tym ubraniu?”, „Jak ma się moje ciało w tych spodniach/butach?”. Ciałożyczliwość skupia się na jednostce – na budowaniu zdrowej relacji z ciałem, a dzięki temu na zwiększeniu poziomu akceptacji i ogólnej satysfakcji, a także na byciu bardziej tolerancyjnym dla innych. Pozwala zbudować większą pewność siebie. Własne samopoczucie staje się ważniejsze niż opinia innych na temat naszego ciała. Z czasem ta postawa umożliwia budowanie życia na własnych zasadach, nie pod dyktando innych.

Czy ciałożyczliwość ma dla Ciebie szczególne znaczenie jako dla mamy dwóch córek? Co chciałabyś im przekazać?Chciałabym, aby wiedziały, że są kimś więcej niż „ładnym wyglądem”. Gdyby nie one, pewnie nie zainteresowałabym się tematami związanymi z akceptacją ciała. Jednak fakt, że są dziewczynkami, bardzo motywuje mnie do pracy w tym obszarze. Czuję się odpowiedzialna, by uodpornić je na szkodliwy przekaz kulturowy. Badania przeprowadzone przez WHO kilka lat temu ujawniły, że polskie dziewczyny mają najgorszy obraz ciała wśród rówieśniczek z 43 krajów. To z jednej strony bardzo mnie zasmuca, a z drugiej daje ogromnego kopa, by prowadzić psychoedukację w obszarze relacji z ciałem i jedzeniem. Współpraca z wydawnictwem daje mi możliwość wyjścia z tymi treściami poza media społecznościowe, od których wszystko się zaczęło. „Ciałożyczliwość” i „Równowaga” są niczym kamienie rzucone w wodę. Ja daję impuls, a kręgi rozchodzą się szerzej i szerzej. Mimo że to jeszcze nie są bardzo popularne treści, to mam nadzieję, że dorzucam swoją cegiełkę do zmiany, która zadzieje się na przestrzeni kolejnych lat.

Agata Głyda (Fot. materiały partnera)

Twoja pierwsza książka „Równowaga. Jak ogarnąć dietę i odzyskać spokój” spotkała się z niezwykle ciepłym przyjęciem i okazała się bestsellerem. Czytelniczki często podkreślały, że żałują, że nie przeczytały jej wcześniej, bo w końcu – po wielu latach zmagań z kulturą diet – pomogła im ułożyć wiele rzeczy w głowach. Czy pisząc „Ciałożyczliwość”, myślałaś również o tym, że dla wielu osób to będzie prawdziwa rewolucja?
Tak, myślałam o tym. Myślałam o swoich czytelniczkach. O kobietach, z którymi mam na co dzień kontakt w mediach społecznościowych. To im zadedykowałam tę książkę, by jeszcze bardziej podkreślić, że to dla nich powstała „Ciałożyczliwość”. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że ten poradnik może bardzo wiele zmienić w relacji z ciałem. Podobnie było z „Równowagą”, miała niesamowicie pozytywny wpływ na kobiety i ich relację z jedzeniem. Rzeczywiście wiele z nich napisało, że żałują bardzo, że takie treści nie były dostępne 10-15 lat temu. Też żałuję. Wiele kobiet przekazało moją książkę do szkół, do bibliotek. Była wykorzystywana na warsztatach dietetycznych i polecana wielu pacjentom przez psychologów, dietetyków, psychodietetyków, a nawet lekarzy! Efekt kuli śnieżnej trwa nadal, bo „Równowaga” cały czas świetnie się sprzedaje i zbiera fantastyczne recenzje. Życzę takiego sukcesu też młodszej siostrze – „Ciałożyczliwości”.

Czy czytelniczki często dzielą się z Tobą swoimi historiami?
Praktycznie codziennie. Dzięki prowadzeniu jednego z najbardziej popularnych kont psychodietetycznych na Instagramie (@psycholog_o_diecie – ponad 60 tys. obserwujących, głównie kobiet) mam bliską relację z czytelniczkami. Niektóre historie są dramatyczne. Bolesna przeszłość, niezadowolenie z ciała od młodego wieku, wiele prób odchudzania. W efekcie rodzą się zaburzenia odżywiania i obrazu ciała, nieraz w pakiecie z zaniżoną samooceną i licznymi chorobami współtowarzyszącymi. Te wszystkie trudne historie stanowią dla mnie największą inspirację do tworzenia treści. Dzięki zaufaniu, którym darzą mnie czytelniczki, mogę pisać praktyczne poradniki, które adresują występujące u nich problemy.

Od czego radziłabyś zaczynać proces odbudowywania zdrowej relacji z ciałem?
W książce „Ciałożyczliwość” zawarłam mój autorski program odbudowy relacji z ciałem. Pierwszym krokiem z programu jest nauka zauważania sprawności swojego ciała. Chodzi o to, by zrozumieć, że jest ono czymś więcej niż tylko pięknym obiektem. Ciało jest dobre, bo działa. Codziennie wykonuje masę zadań, byśmy mogły zachować zdrowie i równowagę. Warto zacząć dostrzegać tę jego ciężką pracę. Ocena siebie tylko przez pryzmat wyglądu jest trochę jak cieszenie się z prezentu na podstawie samego opakowania. Warto zajrzeć głębiej, tam czeka prawdziwy dar i wartość.

W jaki sposób starasz się być dla siebie ciałożyczliwa na co dzień? Jak najchętniej odpoczywasz?
Świetnie, że zapytałaś akurat o odpoczynek. Myślę, że w naszych czasach, w których praca ponad siły jest mocno gloryfikowana i istnieje moda na zabieganie oraz zmęczenie, nie ma nic bardziej ciałożyczliwego niż odpoczynek. I dla mnie osobiście ten właśnie obszar pracy nad sobą jest najważniejszy. Odpoczywam na przeróżne sposoby, stworzyłam całą listę pomysłów na to, jak mogę odpoczywać. Tak dla równowagi – przy całej liście spraw do zrobienia. Oczywiście pomysłami na odpoczywanie dzielę się też z czytelniczkami w „Ciałożyczliwości”. Odpoczynek dostosowuję do swoich aktualnych potrzeb. Gdy spędzam czas wśród ludzi, jestem przebodźcowana – lubię odpoczywać w samotności, najlepiej w naturze. Kiedy pracuję dużo przed komputerem, lubię odpoczynek aktywny – pracę w ogrodzie lub sprzątanie w domu, bardzo mnie to wtedy odpręża. Codziennie też staram się poświęcić kilka minut na leżenie i patrzenie w sufit. Na tak zwane nicnierobienie. Kiedyś sprawiało mi to problem, w głowie od razu pojawiały się myśli o tym, co jeszcze mam do zrobienia. Nauczyłam się rozmawiać z tymi myślami i dawać sobie pełne prawo do odpoczynku. Warto codziennie sprawdzać „co u mnie w środku”. Jak się czuję, jak ma się moje ciało. Jest to dobry sposób, by zachować zdrowie psychiczne i fizyczne. Relacja ze swoim ciałem jest wyjątkowa. Ze sobą jesteśmy w relacji najdłuższej i najbliższej. Warto być dla siebie życzliwym i zawrzeć z ciałem pokój.

(Fot. materiały partnera)

Książka „Ciałożyczliwość. Jak zaakceptować swoje ciało i żyć w zgodzie ze sobą” dostępna jest TUTAJ.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze