1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Pozytywne i negatywne skutki medycyny estetycznej

Pozytywne i negatywne skutki medycyny estetycznej

Najlepiej dbać o skórę już w młodości, myśleć o profilaktyce, zamiast sięgać po radykalne rozwiązania. Kiedy regularnie remontujemy mieszkanie, to nie musimy się martwić o remont generalny… (Fot. Fetty Images)
Najlepiej dbać o skórę już w młodości, myśleć o profilaktyce, zamiast sięgać po radykalne rozwiązania. Kiedy regularnie remontujemy mieszkanie, to nie musimy się martwić o remont generalny… (Fot. Fetty Images)
Dla współczesnej medycyny estetycznej granica młodości zdaje się nie istnieć. O pozytywnych i negatywnych tego skutkach opowiada specjalista dermatolog doktor Ewa Kaniowska.

Czy według pani, lekarza zajmującego się skórą, istnieje granica młodości? Skóra jest narządem najbardziej narażonym na działanie czynników zewnętrznych, a więc też na starzenie. Myślę, że 20 lat temu powiedziałabym, że istnieje granica młodości, teraz mam co do tego wątpliwości. Dla mnie jako dermatologa to, co było kiedyś niemożliwe, obecnie staje się możliwe. Dzieje się to dzięki ciągłym badaniom klinicznym i opracowywaniu terapii, których celem jest wzbudzanie procesów regeneracji tkanek. Poprzez wykorzystywanie czynników wzrostu, stymulacji syntezy kolagenu i elastyny, działanie na poziomie komórkowym uruchamiane są procesy samoregeneracji skóry powodujące jej odmłodzenie. Pomagają w tym nowe technologie – różnego rodzaju urządzenia, lasery, lampy ledowe. Według mnie największym osiągnięciem dermatologii w XX wieku było odkrycie tretinoiny (kwasu retinowego) czyli pochodnej kwasu witaminy A, która okazała się wprost zbawienna dla skóry. Nie można, oczywiście, stwierdzić, że granica młodości dla skóry nie istnieje, ale można cofać ją o kilkanaście lat.

Po co to robić? Wszystko zależy od tego, jak człowiek czuje się ze swoim wyglądem, czy przeszkadzają mu zmarszczki, czy nie. Bo jeżeli uważa, że wszystko jest w porządku, to nie ma potrzeby medycznej interwencji. Chodzi przecież o to, aby funkcjonować w zgodzie ze sobą, w wewnętrznej harmonii, czym zajmuje się stosunkowo nowa dyscyplina zwana psychodermatologią. Robiono badania stopnia depresji u pacjentek nieakceptujących swojego wyglądu. I co się okazuje? Że na przykład kobiety, którym rośnie broda, mają depresję odczuwalną w stopniu wyższym niż kobiety cierpiące na nowotwór. Jako dermatolog oceniam i to, co jest na zewnątrz, czyli skórę, jak i to, co wewnątrz, czyli samopoczucie. Mam pacjentkę, panią informatyk, niesamowity umysł, pracującą z młodymi ludźmi. Przyszła do mnie i mówi: „Pracuje nam się wspaniale, jedyne, co mi przeszkadza i mnie zawstydza, to kiedy pracuję na komputerze i na klawiaturze widzę moje dłonie pokryte starczymi plamami. One do mnie nie pasują”. Dermatologia ma na to sposób. Dlaczego z niego nie skorzystać?

Boimy się medycyny estetycznej, bo widzimy na ulicach opłakane jej skutki. Dla mnie też jest to przerażające, te wydęte usta, opuchnięte policzki. Usłyszałam ostatnio, że kobiety robią sobie krzywdę. Uważam, że to im się robi krzywdę. Bo jeżeli niemalże każdy, w tym kosmetyczka, która nie ma do tego prawa, może złapać za strzykawkę, to potem są takie skutki. Jestem lekarzem i leczę skórę. Jeżeli stwierdzam, że traci swoją podściółkę tłuszczową, która zanika zgodnie z naszym kodem genetycznym, i jeżeli komuś to przeszkadza, to ja tę dysfunkcję leczę tak, jak leczy inne dysfunkcje kardiolog czy ortopeda. Pierre Andre, francuski autorytet w dziedzinie dermatologii estetycznej, powiedział coś, czego sama bym się nie ośmieliła powiedzieć – że oprócz umiejętności technicznych lekarz musi być także artystą, ponieważ musi umieć odtworzyć twarz.

Odtworzyć? Tak, bo w zabiegach estetycznych nie chodzi o to, aby przerabiać twarz, zmieniać ją, tylko odtwarzać taką, jaką mieliśmy 10–15 lat temu, bo przecież zawsze patrzymy z przyjemnością na swoje zdjęcie sprzed lat. Zabiegi zmieniające twarz prowadzą do dysharmonii, nienaturalnego wyglądu. Powtarzam zawsze, że najlepiej dbać o skórę już w młodości, myśleć o profilaktyce zdrowej skóry tak, jak myśli się o profilaktyce chorób serca. Przekonuję do tego moje pacjentki obrazowym porównaniem: Jeżeli regularnie remontujemy mieszkanie, to nie musimy się martwić o remont generalny. Dla mnie sucha skóra jest oznaką takiego samego zaniedbania jak zepsute zęby czy brudne paznokcie. Ale gdy pacjentka prosi mnie o coś, „bo to jest modne”, odmawiam. Zawsze najpierw oceniam, czy dana terapia jest dla danego pacjenta wskazana. Dla dermatologa zmarszczka jest objawem takim jak dla internisty rzężenie w płucach. Bo jeżeli pojawia się u 30-latki, to zastanawiam się, z jakich uszkodzeń wynika, czy na przykład nie jest następstwem opalania. Staram się wtedy działać nie tylko dermatologicznie, ale także uświadamiać, czym grozi nadmierna ekspozycja na słońce.

Pokutuje opinia, że leczenie estetyczne jest drogie. I że to działanie wbrew naturze. Nieprawda, że wszystkie zabiegi są kosztowne, czasem wystarcza dobrze dobrany krem z odpowiednią ilością tretinoiny. To absolutnie nie jest działanie wbrew naturze! Skórę można stymulować do samoodbudowy, samoregeneracji za pomocą wielu metod: ultradźwięków, fal radiowych, osocza bogatopłytkowego, laserów, lamp ledowych, karboksyterapii, mezoterapii. Metoda zawsze musi być dobrana indywidualnie, a potem ewentualnie kontynuowana albo korygowana w zależności od tego, jak skóra na nią zareaguje. Dobrze zrobionego zabiegu nie widać. Moja pacjentka opowiadała mi, że jej koleżanki, wiedząc, że chodzi do mnie na zabiegi, mówiły z przekąsem: „Płacisz i nic nie widać”. Na co ona: „I za to właśnie płacę”. Świetnie wygląda, nie widać, że „jest zrobiona”, i tak ma być. Każdy narząd sprawuje jakieś funkcje: serce pompuje krew, nerki oczyszczają, skóra chroni. Jeśli skóra ma dobrze chronić, musi być zdrowa. Zdrowe jest ładne, a ładne jest zdrowe.

Dość powszechne jest zdanie, że zabiegi estetyczne funduje sobie ktoś, kto nie akceptuje upływu czasu, kto nie potrafi starzeć się z godnością. Co to jednak znaczy: starzeć się z godnością? Poddanie się chorobom, bierność? Pamiętam, jak 25 lat temu, kiedy robiłam pierwsze zabiegi, czyli pilingi, które poprawiały niesamowicie jakość skóry, z uśmieszkiem pytano: „Co tam w tych twoich zmarszczkach?”. Jakby zajmowanie się skórą było fanaberią. Tymczasem taki na przykład retinol, który leczy łojotok, trądzik, może być stosowany profilaktycznie w niektórych nowotworach skóry. Dbanie o skórę to dbanie o zdrowie, o samopoczucie, o psychikę. Znam ludzi, którym nie przeszkadza twarz cała w trądziku. I to ich prawo. Ale dajmy też prawo ludziom, którzy chcą coś zrobić ze zmarszczkami, bo mają z tym problem. Każdą wizytę zaczynam od wywiadu, co pacjentowi przeszkadza. Czasem odmawiam zabiegów, ponieważ oceniam, że akurat u tej pani może to pogorszyć jej stan zdrowia. Ważne, aby zabiegi wykonywali fachowcy znający się na medycynie estetycznej, która jest bardzo dynamicznie rozwijającą się dziedziną. Cieszę się, że pod auspicjami SLDE Fundacji Medycyny Anti-Aging – jestem jedną z jej fundatorek – udało się stworzyć w Warszawie Międzynarodowe Centrum Medycyny Anti-Aging. Szkoła, w której mam także przyjemność wykładać, powstała dla lekarzy chcących specjalizować się w tej dziedzinie, a jej misją jest nie tylko propagowanie i szerzenie wiedzy oraz doskonalenie praktyki, ale także dbałość o etykę w tym zawodzie. Tak jak nie wyobrażam sobie, żeby pacjent wymusił na ortopedzie zgodę na wycięcie rzepki, bo mu przeszkadza, tak samo nie wyobrażam sobie, żeby lekarz dermatolog wstrzyknął kwas kobiecie z już zniekształconą twarzą tylko dlatego, że ona sobie tego życzy. Twarz jest jedną z części naszego ciała, o którą trzeba dbać, tym bardziej że jest naszą wizytówką. Wydajemy ciężkie pieniądze na ciuchy, a skóra to jedyny ciuch, którego nigdy nie zmienimy, dlatego trzeba bardzo o nią dbać. Ale nie przeistaczajmy się w klony zmrożone toksyną z jednakowo wygiętymi ustami. Oddajmy swoją twarz w dobre ręce, tak jak oddajemy swoje serce w ręce dobrego kardiologa.

EWA KANIOWSKA dr n. med., specjalista dermatolog (Kanowiowscy Clinic), współzałożycielka i wiceprezes Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych, członek Europejskiego Stowarzyszenia Dermatologów Estetycznych, Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego i Polskiego Towarzystwa Mezoterapii, jest jedną z fundatorek fundacji Medycyny Estetycznej Anti – Aging i członkiem Rady Fundacji 

 

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Jak pielęgnować blizny po usunięciu znamienia?

(Fot. materiały partneta)
(Fot. materiały partneta)
Znamiona usuwa się głównie z dwóch powodów – zdrowotnych oraz estetycznych. Po usunięciu nawet niewielkiego pieprzyka na naszym ciele pozostaje blizna. Jej pielęgnacja jest procesem długotrwałym, który wymaga cierpliwości i systematyczności. By uzyskać najlepszy efekt, leczenie należy rozpocząć już w pierwszych dniach zabliźniania się rany. Jak dbać o bliznę, by prawidłowo się goiła, ale także by była jak najmniej widoczna i dokuczliwa? Zapytaliśmy o to dermatologa dr Łukasza Preibisza z Prebisz Skin Doctors.

Zarówno chirurgiczne jak i laserowe usuwanie znamion niesie ze sobą tę samą konsekwencję – nieestetyczne blizny. Chwilę po zabiegu ślady są czerwone lub ciemnoróżowe. Z upływem czasu będą blednąć. Rekonwalescencja po zabiegu powinna przebiegać w sposób kompleksowy. Stosowanie odpowiednich produktów może znacznie poprawić wygląd blizn.

Jak pielęgnować blizny po usunięciu znamienia?

Miejsce cięcia początkowo osłania opatrunek, który zabezpiecza uszkodzoną skórę i pomaga jej się zasklepić. W żadnym wypadku nie można go moczyć, a po zdjęciu rana musi pozostać sucha i czysta, gdyż łatwo o zakażenie. Należy myć ją delikatnymi preparatami i osuszać łagodnie jednorazowymi ręcznikami lub gazikami. Ranę trzeba także regularnie dezynfekować. Gdy już skóra się wygoi, a wszystkie strupki odpadną czas wdrożyć terapię na blizny – pierwszoliniową, nieinwazyjną i bezpieczną kurację preparatami na bazie silikonów.

Blizcare - w trosce o Twoją bliznę!

Międzynarodowy Zespół ds. Leczenia Blizn rekomenduje silikon medyczny jako złoty standard w terapii zapobiegania i leczenia blizn. Proces kształtowania się blizny trwa ok. 1. roku, więc wskazane jest rozpoczęcie kuracji już w tym okresie. W ofercie marki Blizcare® znajdują się produkty, plastry i żele na bazie silikonu o wysokim profilu bezpieczeństwa i potwierdzonej biozgodności z ludzką skórą.

Plastry są przezroczyste, hipoalergiczne i występują w różnych rozmiarach, dzięki czemu łatwo można je dopasować do obszaru objętego kuracją. Tworzą na skórze cienką, oddychającą, nieprzepuszczalną dla wody membranę, która utrzymuje właściwą wilgotność skóry oraz zabezpiecza bliznę przed kontaktem z otoczeniem. Zapobiegają nadmiernemu wzrostowi tkanki bliznowatej, a regularnie stosowane pomagają zmniejszyć rozmiar blizny, rozjaśniają ją i zmiękczają, sprawiają, że staje się bardziej płaska i elastyczna oraz pomagają wyeliminować takie dolegliwości jak świąd i ból.

Plastry powinno się zmieniać średnio co ok. 5-7 dni, należy unikać ich wielokrotnego stosowania ze względu na ewentualne uszkodzenie warstwy adhezyjnej podczas usuwania.

W leczeniu blizny zwłaszcza tej o nieregularnym kształcie, którą trudno będzie zaopatrzyć plastrem (np. na twarzy), rekomenduje się stosowanie specjalistycznego żelu.

Żel Blizcare® jest przeźroczystym oraz szybko schnącym produktem medycznym. Jak go stosować? Należy nałożyć cienką warstwę żelu na bliznę kolistymi ruchami. Co ważne, nie ma określonej częstotliwości aplikacji żelu na zmianę skórną. Należy jednak pamiętać, by cienka, nieprzerwana warstwa żelu pokrywała całą bliznę, tylko wówczas działanie silikonu na bliznę będzie efektywne.

Stosowanie silikonowych, medycznych żeli oraz plastrów BLIZCARE to nieinwazyjna metoda w leczeniu blizn, w tym także po usunięciu znamion. Produkt pomaga skutecznie poprawić wygląd skóry, jednocześnie dbając o komfort pacjenta.

Więcej o tym, jak stosować plastry i żele na blizny BLIZCARE po usunięciu znamienia, by uzyskać jak najlepszy efekt zobaczycie w TU:

  1. Psychologia

Samokrytyka – wewnętrzna mowa, która cię osłabia

Twoja świadomość, twoje wartości, twoja intuicja – wszystko to jest ściśle związane z twoim głosem wewnętrznym. (Fot. iStock)
Twoja świadomość, twoje wartości, twoja intuicja – wszystko to jest ściśle związane z twoim głosem wewnętrznym. (Fot. iStock)
Jeśli zaprogramujesz swój głos wewnętrzny, aby mówił ci pozytywne rzeczy, może on stać się twoim najwierniejszym kibicem i siłą napędową, która będzie cię pchać ku sukcesowi.

Komunikaty, które otrzymałaś i uwewnętrzniłaś w dzieciństwie, zespoliły się z twoim obrazem ciebie samej i nadały ton twojemu wewnętrz nemu głosowi, który często określa się mianem „mowy wewnętrznej”, „monologu wewnętrznego” lub „autorozmowy” (ang. self-talk). Składają się na niego wszystkie nasze myśli, zarówno te świadome, jak i podświadome. Przez cały dzień coś myślimy – formułujemy opinie na własny temat, analizujemy zdarzenia i rozważamy przeszłe, teraźniejsze i przyszłe zamiary.

Zatrzymaj się na moment i zastanów, jakie myśli przebiegają przez twoją głowę dokładnie w chwili, gdy czytasz to zdanie.

Myślę, że: ….

Niektórzy ludzie opisują mowę wewnętrzną jako „głos” w swoich głowach, a jeśli nie masz skłonności do introspekcji, uświadomienie sobie, że ty też go słyszysz, może sprawić, że poczujesz się lekko zwariowana, lecz w rzeczywistości jest to całkiem normalne. Wszyscy go słyszymy i nie ma to nic wspólnego z halucynacjami ani z rozdwojeniem jaźni. Jest to po prostu część bycia człowiekiem i następstwo posiadania wysoce rozwiniętego mózgu – i, tak między nami, może to być cudowny dar. Twoja świadomość, twoje wartości, twoja intuicja – wszystko to jest ściśle związane z twoim głosem wewnętrznym. W rzeczywistości samo uświadomienie sobie, że się go posiada, jest niezmiernie ważnym krokiem na drodze do samopoznania i pełniejszego zrozumienia własnego sposobu myślenia. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że jeśli zaprogramujesz swój głos wewnętrzny, aby mówił ci pozytywne rzeczy, może on stać się twoim najwierniejszym kibicem i siłą napędową, która będzie cię pchać ku sukcesowi.

Mowa wewnętrzna a wczesne przekazy

Naszą mowę wewnętrzną często kształtują komunikaty, które faktycznie odbieramy lub tylko dopowiadamy sobie w trakcie dorastania; nie kiedy rozbrzmiewają w niej te same głosy, które słyszeliśmy jako dzieci. Jeśli byłaś stale krytykowana lub ganiona przez innych, to istnieje większe prawdopodobieństwo, że wykształciłaś silny krytyczny wewnętrzny głos, na okrągło powtarzający reprymendy, które otrzymywałaś – lub nadal otrzymujesz – od innych ludzi. Kiedy zaczniesz już wsłuchiwać się w swój wewnętrzny głos, bądź szczególnie czujna w chwilach, gdy zdaje się on odzwierciedlać lub naśladować komunikaty na twój temat, które otrzymywałaś lub w które uwierzyłaś w przeszłości. (…)

Wpływ negatywnej mowy wewnętrznej na poczucie własnej wartości

Kobiety z niskim poczuciem własnej wartości wykazują zazwyczaj negatywne wzorce myślowe, zwłaszcza gdy dotyczą ich samych. Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, głos w naszej głowie może przyjąć postać wewnętrznego krytyka, który osądza każdy nasz krok. U kobiet z niską samooceną ten wewnętrzny cenzor ma tendencję do surowego potępiania ich poczynań i deprecjonowania ich jako ludzi. Jeśli cechujesz się niskim poczuciem własnej wartości, prawdopodobnie wyrzucasz sobie w nieskończoność najdrobniejsze potknięcia, podajesz w wątpliwość własne decyzje i surowo ocenisz każde swoje posunięcie w nieustającym strumieniu mowy wewętrznej.

W książce opisane są historie Suzanne i Caroline Obie znajdo wały się w tym samym położeniu: musiały sobie radzić z napastliwym szefem. Różnice w samoocenie i sposobie mówienia do siebie sprawiły jednak, że czuły się i reagowały zupełnie inaczej.

Koncepcja mowy wewnętrznej opiera się na założeniu, że o tym, co czujemy, nie decydują same zdarzenia; wyznacznikiem naszych emocji, nastroju i ostatecznego toku postępowania jest natomiast sposób, w jaki o nich myślimy. Suzanne zżerały myśli, że nie jest dostatecznie dobra i bystra. Czuła się bezsilna i tkwiła w pracy, w której była niedoceniana, a nawet molestowana seksualnie. Natomiast Caroline ta sama sytuacja sprowokowała do myślenia, że takie traktowanie jest niedopuszczalne. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić coś, aby poprawić swoje położenie. Poniższa historia również jest przykładem tego, jak wielką moc ma wewnętrzny głos.

Niskie poczucie własnej wartości może uniemożliwić ci obiektywne spojrzenie na sprawy w sytuacji, gdy coś idzie nie tak, jak powinno. Możesz zakładać, że to wszystko twoja wina, i nie dostrzegać szerszego kontekstu, gdyż wychodzisz z założenia, że to ty jesteś zła lub niegodna. Zamiast wziąć pod uwagę, że istnieje wiele możliwych wyjaśnień – szef właśnie się rozwodzi, u kasjerki dopiero co zdiagnozowano raka, a przyjaciółka ma kiepski dzień – będziesz zakładać, że przyczyną każdego konfliktu jest to, że z tobą jest coś nie w porządku.

Więcej w książce „Poznaj, zaakeptuj i pokochaj siebie” Megan MacCutcheon. Została ona napisana z myślą o kobietach stojących przed wyzwaniami związanymi z niską samooceną oraz o tych, które pragną zyskać pewność siebie i większą wewnętrzną siłę. Stanie się również wsparciem dla każdej kobiety, która czuje się zniechęcona lub ma poczucie niespełnienia w jakiejś sferze życia. To dobre narzędzia służące do podniesienia samooceny i mogące przynieść korzyść niemal każdemu, niezależnie od tego, z jakiego rodzaju przeciwnościami się mierzy.

  1. Moda i uroda

Ekspresowy lifting skóry. Odmładzanie przez nakłuwanie

Nowoczesne zabiegi gabinetowe pozwalaja w krótkim czasie i w mało inwazyjny sposób pięknie odświeżyć skórę, przywrócić jej naturalną promienność.  (Fot. iStock)
Nowoczesne zabiegi gabinetowe pozwalaja w krótkim czasie i w mało inwazyjny sposób pięknie odświeżyć skórę, przywrócić jej naturalną promienność. (Fot. iStock)

Hitem ostatnich miesięcy wśród zabiegów gabinetowych jest Dermapen. Czy jest lepszy od klasycznej mezoterapii? Co dla kogo? Pytamy dr. Franciszka Strzałkowskiego z Kliniki Strzałkowski.

Dermapen to dobra propozycja dla osób, które boją się zabiegów z użyciem igły. Dlaczego? Bo zamiast strzykawki z igłą tu używa się malutkiego urządzenia z głowicą, w której znajdują się mikroigiełki - nie widać ich, i nie czuć. Wędrująca po skórze główka z mikroigiełkami pulsuje, tworząc równomierną i bezpieczną sieć mikronakłuć. Dermapen 4 generuje aż 1920 ukłuć na sekundę. Cieniutkie jednorazowe igiełki molibdenowe nie dają reakcji alergicznych, bo nie zawierają chromu ani niklu. Wbijają się na głębokość od 0,5 mm do 3 mm według wskazań określonych przez specjalistę. Zabieg wykonuje się po wcześniejszym miejscowym znieczuleniu twarzy, albo innego obszaru ciała, który poddawany jest zabiegowi. Podczas zabiegu na skórę aplikowane są wybrane wcześniej preparaty ze składnikami aktywnymi.

Na czym polega sekret skuteczności Dermapenu?

- To zabieg, który działa na dwa sposoby: po pierwsze przez mikrourazy wywołane nakłuwaniem, w mechaniczny sposób stymuluje fibroblasty do produkcji kolagenu - mówi dr  Franciszek Strzałkowski z Kliniki Strzałkowski. Nasilają się w ten sposób czynniki wzrostu, które prowadzą do przebudowy skóry. Inicjowane są procesy naprawcze: tworzą się nowe naczynia krwionośne, wzmożona jest synteza kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. W efekcie skóra staje się gęstsza, bardziej jędrna, lepiej odżywiona, ukrwiona i nawilżona. Po drugie mikronakłuciami „otwieramy” drogę do wniknięcia substancji czynnych do naskórka i skóry właściwej - dodaje dr Strzałkowski.

W trakcie zabiegu nakładane są na skórę aktywne preparaty bądź pozyskane z krwi pacjenta osocze bogatopłytkowe. W zależności od potrzeb skóry, w poszczególnych obszarach, można precyzyjnie dopasować składniki, których najbardziej skóra potrzebuje - np. co innego zaaplikować pod oczy, co innego na czoło, na którym występują przebarwienia.

Po zabiegu skóra jest lekko zaczerwieniona, w delikatnych obszarach np. pod oczami mogą pojawić się lekkie wybroczyny, ale przez to, że są to mikonakłucia, szybko znikają. Po Dermapenie nie występują siniaki ani krwiaki. Skóra goi się szybko i już następnego dnia można wrócić do normalnego funkcjonowania, a ewentualne niedoskonałości da się zamaskować makijażem. Po 3-4 dniach może pojawić się delikatne złuszczanie naskórka. Po 5-7 dniach od zabiegu skóra zyskuje „nowy wygląd”: jest bardziej jędrna i elastyczna. Nawet jeden zabieg przynosi widoczne efekty, ale najlepsze rezultaty uzyskuje się po serii 3-4 zabiegów.

Czy nowy Dermapen wyprze klasyczną mezoterapię?

Przypomnijmy - mezoterapia to zabieg, do wykonania którego używa się igły i strzykawki z przygotowanymi wcześniej i dobranym indywidualnie preparatami tzw. mezokoktajlami. Przed nakłuwaniem, wybrane miejsce zostają znieczulone. Nakłuć śródskórnych dokonuje lekarz. Po nakłuciach tworzą się małe depozyty, które w ciągu kilkudziesięciu godzin znikają. Zabiegu zwykle wywołuje delikatny obrzęk skóry, zaczerwienienie, mogą też pojawić się drobne siniaczki a nawet krwiaczki. Już po jednym zabiegu widać poprawę wyglądu skóry, ale najlepsze efekty daje seria.

- W tym sezonie obserwujemy, że wiele naszych klientek nie chce innego zabiegu, chcą tylko Dermapen, bo widzą błyskawiczne efekty, doceniają szybki czas rekonwalescencji po i dlatego zabieg ten w ich ocenie jest najlepszy. Buzia po serii zabiegów jest nie tylko zliftingowana, czy „wyczyszczona” z przebarwień”, ale też wyraźnie odżywiona i rozświetlona. Jest to też dobry zabieg dla początkujących i odpowiedni dla każdej cery.  Ponadto Dermapen można robic przez 12 miesiecy w roku. Jednak przewagą mezoterapii igłowej jest możliwość podania większej ilości preparatu w miejscach, które szczególnie tego wymagają - mówi dr Strzałkowski.

  1. Moda i uroda

Nowość w gabinetach medycyny estetycznej NEAUVIA Nlift

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kilka dni temu miał oficjalną premierę zabieg NEAUVIA Nlift. O nowej metodzie odmładzania środkowej części twarzy opowiadali eksperci: dr Kamila Stachura oraz dr Paweł Kubik. Spotkanie poprowadziła prezenterka telewizyjna Dorota Gardias, która zdradziła, że poddała się temu zabiegowi i gwarantuje, że efekty są fantastyczne.

W drugiej części spotkania można było zobaczyć, jak w praktyce wygląda kilkuetapowy protokół Nlift.

NEAUVIA Nlift warto poznać  bliżej, bo jest to zabieg, który bazując na dobrze znanych procedurach, daje spektakularne możliwości odmłodzenia twarzy.

Jak dowiedzieliśmy się z filmu NEAUVIA Nlift to innowacyjna procedura zabiegowa bazująca na połączeniu technologii urządzenia ZAFFIRO z głęboką mezoterapią NEAUVIA Hydro Deluxe, wypełniaczami NEAUVIA oraz profesjonalnej pielęgnacji kosmeceutykami i suplementami NEAUVIA.

Zabieg Nlift składa się z dwóch sesji zabiegowych. W trakcie pierwszej wizyty wykonywana jest głęboka mezoterapia NEAUVIA Hydro Deluxe. Zabieg dogłębnie nawilża skórę i przywraca jej jędrność i blask. Po tygodniu, w czasie drugiej wizyty, lekarz wykonuje zabieg termoliftingu urządzeniem ZAFFIRO oraz zabieg wolumetrii środkowej części twarzy wypełniaczami NEAUVIA. Efektem jest poprawa napięcia i owalu twarzy. Następuje remodeling włókiem kolagenowych. W rezultacie zmniejsza się widoczność zmarszczek i bruzd. Twarz wygląda młodziej, a skóra jest doskonale napięta i lśniąca.

Jako kontynuację procedury Nlify każdy pacjent otrzymuje zestaw kosmeceutyków oraz suplementów NEAUVIA, które będą potęgować efekty przeprowadzonej w gabinecie terapii.

Skuteczność zabiegu Nlift została potwierdzona badaniami klinicznymi, w których zaobserwowano widoczną poprawę jakości skóry, w tym jej nawilżenia i jędrności, oraz minimalizację odpowiedzi immunologicznej organizmu, czyli działań niepożądanych.

A efekty potwierdzone badaniami są spektakularne, bo jest to wzrost fibroblastów o 101% po 21 dniach!

Eksperci NEAUVIA Nlift Show:

dr n. med. Kamila Stachura, specjalista dermatologii, lekarz medycyny estetycznej, założycielka Kliniki Dr Stachura w Szczecinie.

 

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

dr n. med. Paweł Kubik, lekarz medycyny estetycznej, właściciel i dyrektor medyczny Centrum Medycznego dr Kubik.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

  1. Psychologia

Taka, jaka jesteś – jesteś ok

Siła kompleksów zależy od naszego nastawienia. (Fot. iStock)
Siła kompleksów zależy od naszego nastawienia. (Fot. iStock)
Przychodzimy na świat z ciałem, które zostało nam dane. Służy nam do odczuwania siebie i świata, ale też wyraża naszą osobowość i unikalność. Nikt drugi na świecie nie ma takich linii papilarnych jak ty, ale też takiego nosa i rąk, takiego błysku w oku. Dlaczego zamiast docenić ten dar, ciągle doszukujemy się w nim rys i pęknięć?

Z badań samooceny kobiet, których komentatorką była terapeutka Joanna Godecka, wynika, że tylko 20 proc. uważa się za ładne czy atrakcyjne. Oznacza to, że 80 proc. ma kompleksy. – Kompleks z psychicznego punktu widzenia jest brakiem samoakceptacji, samoodrzuceniem – mówi Joanna Godecka. – Odrzucamy jakąś część siebie, osądzając ją jako gorszą i ukrywając to, co uważamy za mankamenty.

My, kobiety, mamy w tym sporo praktyki. Nosimy spodnie odpowiednio maskujące krągłe łydki, wkładamy biustonosze typu push-up, by ukryć brak krągłości piersi. Zagęszczamy włosy, pudrujemy piegi, brak talii skrywamy pod luźnymi ubraniami, chociaż wcale nam się nie podobają. Skąd biorą się te kompleksy? – Często z dzieciństwa spędzonego wśród bliskich, którzy sami mieli kompleksy – odpowiada terapeutka. – Z badań wynika, że matki uważające się za niezbyt atrakcyjne indukują swój model myślenia córkom. Jeśli nie czują się dobrze w swoim ciele i komentują jego niedoskonałości, uczą dzieci postrzegania siebie przez pryzmat słabych stron.

Nawet jeśli w domu nie doświadczamy oceny swojego wyglądu, możemy ją usłyszeć od rówieśników, a ci bywają okrutni. Zaszczepione w dzieciństwie kompleksy zwykle ugruntowują się w okresie nastoletnim, kiedy zmienia się i kształtuje nasza sylwetka – dziewczynom rosną piersi, zaokrąglają się biodra, ale też pojawiają się wypryski czy nadmierne owłosienie. Chłopcy mają z kolei pierwszy zarost, przechodzą mutację. W efekcie później bardzo surowo się oceniamy i nie czujemy się ze swoim wyglądem komfortowo.

Jestem za gruba, więc nie wychodzę z domu

Kompleksy rzutują na wiele sfer życia – towarzyską, uczuciową, zawodową. Utrudniają realizację marzeń, blokują sprostanie aspiracjom. Stajemy się defensywni i koncentrujemy się na przewidywaniu negatywnych scenariuszy, zakładając, że nie mamy szans na spełnienie swoich oczekiwań. Że nie jesteśmy warci sukcesu. Czasem niedoskonałości mogą urosnąć do rangi tak wielkich problemów, że bycie szczęśliwym staje się niemal niemożliwe. Długotrwała koncentracja na wadach i słabych stronach wiąże się z obniżeniem nastroju i większą podatnością na depresję.

– Jeśli lęk przed konfrontacją, wynikający z kompleksów, jest tak silny, że zaczynamy się wycofywać z jakiejś aktywności, będzie on zajmował kolejne obszary – mówi Joanna Godecka. – Jeśli nie pójdę na firmową imprezę, ponieważ uważam, że jestem za gruba, to za jakiś czas nie wybiorę się też na spotkanie w małym gronie znajomych i zacznę popadać w niebezpieczną izolację. Skupiając się na lęku i uznając jego przewagę, daję mu moc. Kiedy zaś coraz bardziej się rozpanoszy, utwierdzę się w przekonaniu, że jakieś drzwi są już dla mnie zamknięte. I może mimo że jestem singielką i pragnę związku, przestanę spotykać się z mężczyznami. Lęk nasyca kompleks, który staje się coraz potężniejszy.

Sprowokowane

Joanna Godecka jako terapeutka uczestniczyła w programach telewizyjnych przy metamorfozach wyglądu kobiet i zauważyła, że skutecznym sposobem na kompleksy są prowokacje. Polegają one na obezwładnianiu kompleksu poprzez wyciąganie go na światło dzienne. Od natężenia lęku zależy, na ile warto próbować robić pewne rzeczy trochę na przekór sobie. – Kobiecie, która dopiero w mocnym makijażu, perfekcyjnej fryzurze i eleganckim ubraniu, może wyjść na ulicę, poradziłabym, żeby przespacerowała się po galerii handlowej nieumalowana, w dżinsach i T-shircie, z włosami związanymi gumką – mówi terapeutka. – Ludzie, którzy uważają się za mało atrakcyjnych, żyją w przekonaniu, że ich mankamenty są nie tylko widoczne, ale wręcz wytykane palcami. A podczas takiego eksperymentu okazuje się, że wzbudzamy takie samo zainteresowanie jak bez maskujących zabiegów. To może być uwalniające przeżycie, bo zaczniemy oswajać się z sytuacjami, które wydawały się groźne. Przestaniemy tkwić w pułapce, że musimy coś zrobić, żeby było dobrze, i dojdziemy do wniosku, że nie musimy już odwracać uwagi od kompleksów.

Dlatego kobiecie uważającej się za zbyt wysoką zalecane jest chodzenie w szpilkach, a niskiej – w balerinach. To nam pomoże w akceptacji siebie i zaprzestaniu odrzucania siebie. – Akceptacja jest dłuższym procesem, który trzeba wspierać – mówi Joanna Godecka. – Nie możemy czekać wyłącznie na wyniki pracy wewnętrznej. Na to, aż prawdziwie pogodzimy się z tym, jakie jesteśmy. Tego typu prowokacje przyśpieszają ten proces. Po pewnym czasie potrzeba prowokacyjnych zachowań znika. Nie chodzi o to, żeby właścicielka masywnych ud zawsze chodziła w legginsach, ale żeby mogła bez problemu chodzić na basen i spacerować w kostiumie kąpielowym po plaży, ciesząc się słońcem i wakacjami.

Nie walcz i nie uciekaj

Siła kompleksów zależy od naszego nastawienia. Ucieczka od kompleksów poprzez zabiegi odwracania od nich uwagi tak naprawdę nasila koncentrację na nich. Joanna Godecka sama zmagała się z lękiem przed wystąpieniami publicznymi, zdarzało się, że podczas emisji na żywo była jak sparaliżowana. – Nie chciałam jednak z tej części mojej pracy rezygnować – opowiada. – Najpierw po prostu mówiłam na wizji, że mam tremę i z tego powodu mogę nie wypaść idealnie. Potem odkryłam, że im mniej myślę o lęku, tym słabiej go zasilam i mniej go we mnie jest. Za to starałam się być dobrze przygotowana i skupiałam się na tym, że wiem, co mam powiedzieć. To był mój drugi sposób. Potem wreszcie pomyślałam sobie – czy ja muszę za każdym razem dawać niebywały występ? Jeśli coś nie pójdzie, to trudno.... To też było pomocne. Jeżeli chcemy coś zwalczyć, za bardzo się napinamy i osiągamy efekt odwrotny.

Kompleksy sprawiają, że podświadomie rywalizujemy z osobami wyższymi, o bardziej gładkiej cerze, mądrzejszymi. Wtedy stajemy w kontrze, prowadzimy wojnę, a to osłabia. Według Nathaniela Brandena, autora książki „6 filarów poczucia własnej wartości”, akceptacja jest odmową bycia własnym wrogiem. – To już wystarczy – mówi Joanna Godecka. – Jeśli nie jesteś swoim wrogiem, to znaczy że jesteś życzliwy i wspierający. Jeśli jesteś wrogiem, walczysz. To, co robisz, i to, co myślisz, jest destrukcyjne, niszczy cię.

Jeśli krytykujesz swoje cienkie włosy, zapytaj się, czy jesteś swoim wrogiem czy przyjacielem. Czy powiedziałabyś to samo komuś bliskiemu? Tym, co człowieka wzmacnia, jest bezpieczeństwo emocjonalne. Dlatego mimo kompleksów, a może zwłaszcza z nimi, okazujmy ludziom otwartość i życzliwość. Chociaż boimy się odrzucenia z powodu nadwagi, podejmijmy próbę kontaktu. Wtedy kompleksy stracą swoją moc. – Zaobserwowałam, że tym, co wręcz magicznie działało na kobiety, które zgłosiły się do programu telewizyjnego, żeby przejść metamorfozę wyglądu, było wsparcie całej ekipy pracującej przy programie. Każdy chciał pomóc: fryzjer, makijażystka, stylistka. Ta życzliwość okazała się uzdrawiająca. Dlatego namawiam do zapraszania ludzi do swojego życia – kiedy dostajemy wsparcie, zaczynamy się czuć bezpieczniej. Zapewnijmy je sobie i innym.

Ćwiczenia z akceptacji

Nauczycielka jogi Tiffany Cruikshank w swojej książce „Zredukuj wagę dzięki medytacji” proponuje dwa ćwiczenia ku większej akceptacji swoich niedoskonałości i swoich atutów.

Ćwiczenie 1. Przezwyciężenie perfekcjonizmu

Nasze niedoskonałości są częścią ludzkiej natury, bez nich bylibyśmy jak roboty, a życie byłoby niesamowicie nudne. To niedoskonałości otwierają nas na relacje i dostrzeganie podobieństw w drugim człowieku. Perfekcjonizm i doskonałość każą trzymać się na dystans. Zatem czy mając tego świadomość, możesz zacząć postrzegać swoje wady jako coś, co czyni cię idealnie nieidealną? Jako część siebie, która pozwala ci nawiązać lepszy kontakt ze światem? Niezależnie od tego, czy są to piegi, cellulit, czy przerwa między zębami.

Wybierz jedną niedoskonałość, która twoim zdaniem szczególnie cię wyróżnia, np. kształt nosa. Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie, że wszyscy ludzie na świecie mają ten sam kształt ciała? Po czym byśmy ich wtedy odróżniali? Może to właśnie niedoskonałości nadają nam charakter? Zastanów się, jak to jest żyć w twoim ciele z twoim nosem. A teraz wybierz trzy cechy, które cię wyróżniają – czy bez nich byłabyś sobą? Cokolwiek wybrałaś: piegi, kształt nosa czy rozstępy po ciąży – zastanów się, jaką rolę te niedoskonałości odegrały w ukształtowaniu ciebie, np. gdyby nie twoje rozstępy, nie byłabyś teraz matką. Jeśli bardzo nie lubisz jakiejś części swojego ciała, spróbuj odpuścić sobie negatywne odczucia na jej temat tylko na jeden dzień. Sprawdź, jak się wtedy poczujesz.

Ćwiczenie 2. Przyjmowanie swojego piękna

Wiele kobiet praktykuje codziennie różne rytuały związane z urodą – robią makijaż, układają włosy, starannie wybierają ubrania. Ale ta rutyna może zamienić się w obowiązkowe przygotowania przed pokazaniem się światu. Przez myśl im nie przejdzie, by wyjść z domu bez makijażu albo z rozczochranymi włosami. Gdy więc zdarzy się im mieć włosy w nieładzie, nie będą czuły się sobą – mimo że nadal sobą będą. A przecież wszystkie mamy w sobie naturalne piękno, które widać też na zewnątrz: uśmiech, blask skóry, długie nogi czy wyraziste oczy. Uwydatnianie naszego piękna i przyciąganie do niego uwagi jest sprytnym sposobem na zaprezentowanie siebie. Kiedyś jednak trzeba powiedzieć „dosyć”. Czy jesteś pewna, że nie możesz pójść do pracy bez makijażu? Przyjrzyj się uważnie swoim nawykom związanym z urodą i zastanów się, czy codzienna rutyna nie stała się obowiązkiem, bez którego wpadasz w panikę. Czy jesteś w stanie bardziej odsłonić swoje naturalne piękno? Zacznij się doskonalić w dostrzeganiu tego piękna – myśl o tych elementach fizyczności, z których jesteś najbardziej zadowolona.

Wymyśl jeden lub dwa sposoby na naturalne podkreślenie urody, które zaczniesz stosować od teraz. Może to być picie większej ilości wody, szczotkowanie włosów aż do połysku czy relaksująca kąpiel z olejkami zapachowymi. Chodzi o metody zupełnie różne od dotychczasowych. Zastanów się też, co możesz wyeliminować z codziennej rutyny dbania o wygląd. Może zrezygnować z jakiegoś kosmetyku? Kupując balsamy i kosmetyki do makijażu, nabywamy jednocześnie przekaz, że nasze piękno zależy od ich użycia. Uświadom sobie, że to, jaka pokazujesz się światu, wysyła innym podświadomy komunikat o tym, czy wierzysz w swoje wrodzone piękno, które kryje się w skórze lub uśmiechu, a nie w warstwie podkładu.

Emocjonalna myśl, która została stłumiona

Pojęcie kompleksu narodziło się na przełomie XIX i XX wieku. Jako pierwszy użył go Josef Breuer, austriacki lekarz i filozof, który współpracował z twórcą psychoanalizy Zygmuntem Freudem. Razem opracowali metodę katartyczną, która polegała na uwalnianiu się od traumatycznego wspomnienia w stanie hipnozy. Zaobserwowali, że po uświadomieniu traumy związanej z konkretnym wydarzeniem i opowiedzeniu o nim, ustępowały objawy nerwicy. W psychologii pojęcie kompleksu rozpowszechnił wybitny szwajcarski psycholog i psychiatra Carl Gustav Jung, dla którego oznaczało ono zbiór ukrytych w nieświadomości myśli, przeżyć i doświadczeń, ujawniających się pod wpływem określonego bodźca. – Dzisiaj kompleks potocznie oznacza dyskomfortowe uczucia, które pojawiają się w związku z ekspozycją społeczną – mówi Joanna Godecka. – Z kompleksem Breuera, Freuda i Junga łączy go to, że najczęściej jest związany z przeżywaniem lęku i wstydu. Kompleksy w jakimś stopniu dotyczą każdego z nas i nikt jeszcze nie wymyślił złotej recepty na ich całkowite uleczenie.