1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. „Polki nie chcą starzeć się z godnością”

„Polki nie chcą starzeć się z godnością”

Kobiety z Europy Wschodniej znane są z tego, że zawsze starały się dbać o swój wygląd. Nawet kiedy czasy były ciężkie, one ambitnie stawały na wysokości zadania. Tak jest do dziś – coraz szerzej dostępna medycyna estetyczna jest dużo bardziej popularna w Polsce, niż w niektórych krajach Europy Zachodniej. Dlaczego więc Polki tak chętnie korzystają z zabiegów? Na te i inne pytania odpowiedziała Kalina Ben Sira, założycielka sieci Klinik La Perla.

Jakie zabiegi na przestrzeni lat zyskały na popularności w Polsce?

Szczególnie te mniej inwazyjne. Chirurgiczny lifting twarzy odszedł w zapomnienie, zastąpiły go m.in. ultradźwięki, dzięki którym możemy uzyskać ten sam efekt, ale bez skalpela i późniejszej rekonwalescencji. Rozwój technologiczny ma ogromny wpływ na branżę beauty, dlatego inspirujemy się najlepszymi ośrodkami w USA czy Izraelu, w których rodzą się nowe technologie w walce z przemijającym czasem i grawitacją, wpływającymi na nasz wygląd. Problem otyłości, nadwagi i zwalczania komórek tłuszczowych czy cellulitu jest powszechny, dlatego kobiety chętnie korzystają z wszelkich nowości, jakie medycyna estetyczna ma w tym temacie do zaoferowania. Duży wpływ na popularyzację zabiegów upiększających mają też media i celebryci, a także większa dostępność i przystępność cenowa.

Czy nastawienie Polek do zabiegów zmieniło się na przestrzeni lat?

Mają mniej obiekcji, ale więcej funduszy, które chcą przeznaczyć na upiększanie lub zatrzymanie oznak starzenia. Zmieniło się też podejście do kwestii wyboru kliniki lub lekarza – tak jak Polki wiedzą już, że nie muszą przez całe życie trzymać się jednej przychodni rodzinnej, tak samo zrozumiały, że ofert klinik medycyny estetycznej jest tak wiele, że z pewnością nie muszą trafić do pierwszej lepszej. Cierpliwie szukają najlepszego dla siebie miejsca.

Czego najbardziej obawiają się pacjenci?

Bólu, powikłań, siniaków i opuchlizny. Ale najbardziej jednak tego, że będzie widać, że ktoś ingerował w ich urodę. Po dekadzie przerysowanych kobiet następuje czas indywidualistek, które chcą podkreślić swoją urodę, oszukać czas, ale tak, aby nikt nigdy nie wypomniał im, co zrobiły. Efekty zabiegów mają być naturalne, wydobywające urodę, a nie zmieniające rysy twarzy.

Kiedy jest dobry czas na pierwszy zabieg z zakresu medycyny estetycznej?

Zabiegi prewencyjne na twarz dobrze jest zacząć wykonywać już około 30. roku życia. Efekty są subtelne, naturalne, skóra wygląda dużo lepiej, młodziej, promienniej, spłycają się zmarszczki, nikną przebarwienia, poprawia się zarys owalu. Taka kobieta, która zacznie wcześniej poprawiać kondycję skóry, w wieku 40. lat będzie wyglądać o 10 lat młodziej od rówieśniczki, która nie dbała o siebie systematycznie. Ale w przypadku takich zabiegów jak np. powiększanie ust najlepszy czas jest wtedy, kiedy kobieta po prostu ma na to ochotę.

Na jakie zabiegi najczęściej decyduje się Polka?

Zwłaszcza na te, które są okazyjne oraz takie, które polecił nam ktoś zadowolony z efektów wykonanych zabiegów, w tym także zabiegi polecane przez Gwiazdy. Według badań Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging, niezmienioną popularnością od lat cieszy się toksyna botulinowa, wypełniacze oraz mezoterapia[1]. W medycynie estetycznej występuje sezonowość, dlatego wiosną kliniki są pełne kobiet, które chcą wymodelować swoją sylwetkę przed latem. Stosunkowo często także kobiety w Polsce powiększają usta czy piersi.

Co odróżnia rynek medycyny estetycznej w Polsce od innych państw?

Przede wszystkim ogromny wybór technologii i gabinetów medycyny estetycznej. I bardzo dobrze, że jest w czym wybierać, ale warto wybierać rozsądnie. Zwracać uwagę na kwalifikacje lekarza/ kosmetologa oraz certyfikaty skuteczności (FDA) sprzętów.

Jakich narodowości pacjentki przyjeżdżają do Polski na zabiegi z zakresu medycyny estetycznej? Co najchętniej „poprawiają”?

Turystyka medyczna w Polsce dopiero się rozwija, obcokrajowców kusi niska cena zabiegów w porównaniu z podobnymi usługami w Anglii, Skandynawii, Niemczech czy Francji. Dlatego najchętniej wybierane są te najbardziej kosztowne zabiegi jak np. liposukcja czy powiększanie piersi. Niestety w Polsce brakuje światowych autorytetów wśród lekarzy, co zapewne hamuje rozwój turystyki medycznej, ale wierzę że już wkrótce się to zmieni. Mamy świetnych lekarzy, których wiedza w znakomitej większości nie odbiega od tej cenionych na całym świecie lekarzy z Włoch czy USA.

Co cechuje rynek zabiegów w Europie, a co w innych częściach świata, jakie są główne trendy?

Mieszkańcy obu Ameryk od lat są przyzwyczajeni do zabiegów operacyjnych, ich odsetek jest tam kilkukrotnie wyższy niż w Europie. Dlatego nie jest dla nich problemem poddanie się zabiegowi medycyny estetycznej w dobie, kiedy zaczynają one konkurować z chirurgią. Wciąż jednak większą popularnością cieszą się operacje plastyczne – to kwestia innej kultury. Niezmiennie od kilku lat w gronie najpopularniejszych w USA wymienia się liposukcję, operację powiększenia piersi, plastykę brzucha i plastykę powiek. 25 lat temu, kiedy operacje były tam już normą, w Europie była to jeszcze sfera marzeń. Kilka lat później, bardzo okrojony zakres usług dotarł także do nas. Stopniowo na europejskie rynki wdziera się także medycyna estetyczna, która przez swoją dostępność cenową i mniejszą inwazyjność, staje się coraz bardziej popularna. Trendem w Polsce jest jednak ciągle: tanio, szybko i z dużym efektem. Często jest to niemożliwe, stąd też rosnące przeświadczenie o nieskuteczności zabiegów, mnożąca się liczba pozwów, często zupełnie nieuzasadnionych. Jeszcze trochę potrwa, zanim różnice między podejściem w Ameryce i Europie się wyrównają. Możliwe nawet, że to nigdy nie nastąpi.

Które narodowości w Europie najchętniej korzystają z zabiegów, a które są nastawione negatywnie i dlaczego?

Zdecydowanie wszystkie Słowianki. Wynika to zapewne z naszej kultury, przekory do rzeczywistości – wciąż mamy z tyłu głowy wspomnienie czasów, kiedy żadne usługi kosmetyczne, a tym bardziej z zakresu medycyny estetycznej nie były dostępne, a my wyglądałyśmy zawsze dobrze, nie było czego się wstydzić! Dodatkowo może mieć na to wpływ utarty przez lata schemat, w którym mężczyzna był jedynym żywicielem rodziny – więc trzeba było go w jakiś sposób przy sobie zatrzymać. Oczywiście ten model już dawno się zmienił, ale nie zmienił się fakt, iż Polki i inne Słowianki nie chcą „starzeć się z godnością”, tak jak robią to na przykład Szwajcarki, w Szwajcarii klinik medycyny estetycznej jest niewiele. Nie mamy takiej jak one pewności siebie, nie potrafimy pogodzić się z defektami starzejącego się ciała. W Zurichu jest dosłownie kilka ośrodków takich jak Klinika La Perla, bo zainteresowanie pacjentów jest znikome. Poza Wschodnią Europą najwięcej klinik i gabinetów powstaje tam, gdzie osiedlają się Słowianie, na przykład w Szkocji czy w Anglii. To lokalni mieszkańcy tych krajów uczą się od nas mody na piękne ciało, zauważając, że za tym idzie nierozerwalnie pewność siebie i możliwość podjęcia wyzwań w osiąganiu rzeczy do tej pory niemożliwych.

Kalina Ben Sirazałożycielka i Prezes Klinik . Świetnie zna potrzeby i marzenia Kobiet i Mężczyzn, dzięki czemu z pasją i z oddaniem, już od kilkunastu lat, realizuje misję pomocy wszystkim tym, którzy pragną zachwycać urodą i klasą, niezależnie od wieku.

[1] Ankieta Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging: Badanie popularności medycyny estetycznej w Polsce, wrzesień 2017: W odpowiedzi na pytanie „Jaki jest najczęściej wykonywany zabieg w Pani/Pana gabinecie”, lekarze wymieniają toksynę botulinową (29%), w drugiej kolejności wypełniacze (28%), w trzeciej – mezoterapię (18%)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Antyoksydanty – sposób na młodość i sprawny mózg

Antyoksydanty – najsłynniejszą grupą przeciwutleniaczy wspierających mózg są flawonoidy (fot. iStock)
Antyoksydanty – najsłynniejszą grupą przeciwutleniaczy wspierających mózg są flawonoidy (fot. iStock)
Antyoksydanty, czyli przeciwutleniacze – to naturalni pogromcy wolnych rodników, niszczących nasze białkowe struktury. Zapewniają nam lepsze zdrowie, młodość, witalność i mocniejszy układ nerwowy.

Termin wolne rodniki może brzmieć całkiem atrakcyjnie, niczym nazwa zespołu grającego alternatywny rock, jednak w rzeczywistości to coś, czym należy się martwić. Są to dość paskudne cząsteczki cechujące się jednym, niesparowanym elektronem i bardzo dużą mobilnością, którą wykorzystują w poszukiwaniu brakującego elementu, a mogą go odzyskać tylko „kradnąc” go innej cząsteczce. Szkodliwy wpływ wolnych rodników na komórki, jeśli nie jest właściwie powstrzymywany, ma tendencję do szerzenia się. Niekontrolowane formowanie się i aktywność wolnych rodników w ciele i mózgu prowadzą do niszczenia białek oraz DNA i mogą skutkować powstawaniem wielu groźnych schorzeń, włącznie z nowotworami. Na szczęście przeciwutleniacze – mikro składniki o  działaniu przeciwrodnikowym  – mogą przeciwdziałać szkodliwej działalności wolnych rodników, a także wspomagać spowalnianie procesu starzenia się komórek. Nic dziwnego, że cieszą się one opinią wyjątkowych mikroskładników! Jednak trzeba pamiętać, że ciało nie jest w stanie ich samodzielnie wytwarzać, dlatego należy je dostarczać w diecie.

Choć istnieją tysiące różnych przeciwutleniaczy, a każdy ma swoją „specjalizację”, wszystkie są przyjazne mózgowi. Na przykład witamina C jest jednym z najskuteczniejszych i najbardziej wszechstronnych przeciwutleniaczy obecnych w diecie – między innymi wspomaga rozwój komórek nerwowych i produkcję otoczki mielinowej, która je chroni. Beta-karoten (prekursor witaminy A) znany jest ze swojego działania przeciwzapalnego, może też spowalniać degenerację procesów poznawczych. Witamina E nie tylko chroni komórki, lecz także zwiększa tkankę mózgową i pomaga w uwalnianiu dopaminy. A karotenoidy, takie jak luteina i zeaksantyna (przeciwutleniacze obecne między innymi w zielonych warzywach liściastych i marchewkach), mają opinię wzmacniających procesy poznawcze, w szczególności u osób w starszym wieku. Krótko mówiąc, przeciwutleniacze to kolejny i niebanalny powód, dla którego tak wiele warzyw, korzeni, owoców i innych produktów na bazie roślin tworzy zdrowe środowisko dla sprawnie funkcjonującego mózgu.

Naukowcy zasadniczo skupiają się na kilku przeciwutleniaczach, które cieszą się sławą związków chemicznych zarówno spowalniających degenerację układu nerwowego, jak i poprawiających procesy poznawcze. Astaksantyna pozyskiwana jest z alg i ma tak silne właściwości przeciwrodnikowe, że często jest nazywana „super-antyoksydantem”. Kurkumina, główny składnik kurkumy, cieszy się szczególną uwagą ze względu na jej zdolności między innymi do wspomagania pamięci, poprawiania nastroju i opóźniania starzenia się. Jednak najsłynniejszą grupą przeciwutleniaczy wspierających mózg są flawonoidy (zwane też bioflawonoidami). Należą do przeciwutleniaczy polifenolowych i zdają się cechować właściwościami wspomagającymi pamięć, uczenie się, podejmowanie decyzji i logiczne myślenie. Kolejna dobra wiadomość jest taka, że łatwo je zidentyfikować – to kolorowe pigmenty używane przez rośliny do barwienia kwiatów i  owoców  – a  po spożyciu działają niczym tarcza ochronna dla mózgu, ponieważ utrzymują neurony w optymalnej kondycji dzięki silnemu działaniu przeciwzapalnemu i antyoksydacyjnemu, a nawet wspieraniu komunikacji między neuronami oraz ich wzrostu. Liczne badania wskazują, że flawonoidy bardzo dobrze chronią przed degradacją funkcji poznawczych, co spowalnia lub zapobiega nawet takim zaburzeniom jak choroba Alzheimera czy Parkinsona. Flawonoidy występują w  produktach cechujących się naturalnie ciemnymi barwami, na przykład w czarnych jagodach, ciemnych winogronach, czarnym ryżu, gorzkiej czekoladzie, kawie, a  także w niektórych produktach czerwonych i pomarańczowych. (Co może zaskakiwać, niektóre z  tych najpowszechniej badanych flawonoidów – wspomagających wzrost neuronów – są obecne w różnych polifenolach występujących w miąższu owoców kawowca.)

Roślinne źródła przeciwutleniaczy

Żeby czerpać jak najwięcej korzyści z przeciwutleniaczy, najlepiej włączyć na stałe do menu całą paletę barw – buraki, brokuł, papryki we wszystkich kolorach, pomidory, awokado, jeżyny, truskawki, warzywa liściaste, gorzką czekoladę, marchewki i mnóstwo innych.

Fragment pochodzi z książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć” Julie Morris. Jeśli szukasz sposobów na wzmocnienie układu nerwowego, chcesz sprawniej myśleć, poprawić samopoczucie, zdolność uczenia się i kojarzenia  – warto z tej książki skorzystać.

  1. Moda i uroda

Laser frakcyjny - rewolucyjne odmładzanie

Technologia laserów frakcyjnych pozwala w mniej inwazyjny sposób niż wcześniej osiągać doskonałe efekty liftingu skóry. (Fot. iStock)
Technologia laserów frakcyjnych pozwala w mniej inwazyjny sposób niż wcześniej osiągać doskonałe efekty liftingu skóry. (Fot. iStock)
Laser frakcyjny pozwala na precyzyjny,  trwały i mało inwazyjny lifting skóry. Wymaga jednak specjalisty, który odpowiednio dostosuje parametry do potrzeb skóry. Rozmowa z dr. Franciszkiem Strzałkowskim z Kliniki Strzałkowski.

Lasery to ważne narzędzie w medycynie estetycznej. Dziedzina, która cały czas dynamicznie się rozwija. To prawda. Rozwój laseroterapii umożliwia nie tylko skuteczne leczenie różnych problemów skórnych, takich jak zmiany naczyniowe, blizny czy przebarwienia, ale też pozwala uzyskiwać spektakularne efekty ujędrnienia i odmłodzenia, dając naturalny efekt liftingu i przebudowy skóry.

W sieci nie słabnie zainteresowanie frazą „laser frakcyjny” - jak działa i dlaczego cieszy się taką popularnością? Pierwszy laser frakcyjny pojawił się w 2004 roku i  zrewolucjonizował zabiegi estetyczne. Zmiana polegała na tym, że technologia frakcyjna uszkadza tkanki, w sposób zamierzony, kontrolowany,  i tylko punktowo, tworząc w nich mikroskopijne „kolumienki” (słowo frakcyjny oznacza cząsteczkowy, ułamkowy), dzięki czemu proces gojenia się i przebudowy skóry zachodzi szybciej, a rekonwalescencja jest zdecydowanie krótsza. Trwa zaledwie 2-3 dni. Lasery niefrakcyjne działają natomiast na skórę jednolicie na całej powierzchni poddawanej zabiegowi i wiążą się z dłuższym okresem gojenia i większym ryzykiem powikłań.

Technologia laserów frakcyjnych pozwala w mniej inwazyjny sposób niż wcześniej osiągać doskonałe efekty przebudowy skóry poprzez stymulację produkcji kolagenu i elastyny oraz uruchomienie procesów naprawczych i regeneracyjnych.

Konsekwentnie używa Pan sformowania „przebudowy” skóry. Dlaczego? Bo istotnie dochodzi do przebudowy skóry w trakcie regeneracji. Odradzająca się skóra wzbogaca się o nowe włókna kolagenowe, i zmienia swoją strukturę.

Laser wywołuje mikrouszkodzenia skóry i frakcyjne przerwania jej ciągłości. Wokół tych uszkodzonych punktów pozostają obszary nienaruszonego naskórka, co pobudza tkanki do intensywnej regeneracji. W trakcie tego procesu powstaje nowa pokrywa nabłonkowa oraz nowe włókna kolagenowe, wytwarzane przez pobudzone fibroblasty. W efekcie skóra staje się grubsza, bardziej zwarta, gęsta i jędrna. Zaletą lasera frakcyjnego jest też to, że umożliwia on  precyzyjne dopasowanie mocy energii i rozstawu wiązek do indywidualnych potrzeb pacjenta.

Dopasowanie mocy energii jest bardzo ważną i kluczową sprawą - zbyt mała dawka może nie przynieść efektu, za duża może doprowadzić do powikłań, skóra będzie przekrwiona, obrzęknięta, mogą powstać przebarwienia pozapalne. Zadaniem lekarza jest znaleźć optymalne parametry. Inną energię używamy w różnych obszarach ciała - w zależności od potrzeb. Przy kolejnym zabiegu (bo zwykle robi się serię 2-3 zabiegów) można parametry zwiększyć - efekty będą lepsze, a za każdym razem tolerancja skóry się zwiększa.

Do czego najczęściej stosuje się laser frakcyjny? W mojej klinice laser frakcyjny najczęściej wykorzystywany jest do usuwanie blizn i odmładzania, a konkretnie: usuwania zmarszczek, poprawy jędrności, gęstości i napięcia skóry, co wpływa na owal twarzy. Efekty są naprawdę dobre nawet u pacjentów z bardziej zaawansowanymi objawami starzenia i fotostarzenia.

Czy dobrze zrozumiałam, że możliwość regulowania mocy pozwala stosować laser frakcyjny również na delikatniejsze obszary takie jak dekolt, szyja, skóra pod oczami? Tak, zwłaszcza skóra pod oczami to jest obszar, który zdradza wiek i słabą kondycję skóry. Coraz więcej kobiet ostatnio, pewnie przez noszenie maseczek, szczególnie zwraca na to uwagę.  Laserem można odmładzać też szyję, dekolt, dłonie, piersi.

Na czym polega bardzo modny resurfacing laserowy? Ten zdobywający coraz większą popularność zabieg polega na intensywnej przebudowie skóry poprzez pobudzenie w niej procesów regeneracji oraz stymulację produkcji kolagenu. Używa się do niego lasera frakcyjny ablacyjnego CO2. Podczas zabiegu jednocześnie mamy do czynienia z „odparowaniem” naskórka, dzięki czemu dochodzi do wygładzenia, odświeżenia, poprawy napięcia i kolorytu powierzchni skóry z niemal natychmiastowo widocznym efektem. Lasery CO2 starej generacji (niefrakcyjne) były bardzo uciążliwe dla pacjenta i wiązały się z wyłączeniem z codziennej aktywności przez co najmniej tydzień, na twarzy powstawała „skorupa” ze strupów, istniało też większe ryzyko powikłań, np. przebarwień. Nowoczesna technologia frakcyjna umożliwia przeprowadzenie bardzo silnego zabiegu odmładzającego z minimalnym okresem rekonwalescencji – przez kilka dni skóra jest mocno zaczerwieniona, może być lekko opuchnięta, widoczna też jest na niej charakterystyczna kratka (drobne strupki, kropeczki) po przyłożeniu aplikatora – ale w zasadzie przez cały czas można normalnie funkcjonować (już od 3. dnia można zamaskować rumień i kratkę makijażem, dlatego zabieg dobrze jest robić przed weekendem). Pacjentki są bardzo zadowolone z efektów – skóra staje się gładka, napięta, ujędrniona, zagęszczona. Co ważne, resurfacing laserowy jest metodą polecaną zarówno dla młodszej skóry (jako profilaktyka przeciwstarzeniowa), jak i dojrzałej – pozwala wygładzić siateczkę zmarszczek, zmniejsza bruzdy, likwiduje objawy fotostarzenia, odmładza też trudną okolicę oczu.

Energia, moc, stopień penetracji, wiązki światła, głębokość wnikania, długość fali - można się przestraszyć tej technologii hi-tech.  Co warto wiedzieć przed pierwszym zabiegiem? Trzeba wiedzieć, że zabieg laserem będzie skuteczny i przede wszystkim bezpieczny dla pacjenta, ale wymaga to doświadczenia i wiedzy osoby wykonującej procedurę. Prawidłowo wykorzystywane lasery są dobrym sposobem na szybką i nierzadko spektakularną poprawę wyglądu i jakości skóry. Rezultat rozwija się w czasie – najlepszy pojawia się w przeciągu trzech miesięcy po zabiegu.Aby nie zepsuć tego efektu, pamiętajmy, że w trakcie laseroterapii i do 4 tygodni po ostatnim zabiegu bezwzględnie trzeba stosować kremy ochronne z wysokim filtrem SPF, ponieważ skóra poddana działaniu lasera jest uwrażliwiona na działanie słońca i u nieostrożnych łatwo o przebarwienia. Dlatego też lasery najczęściej wykonujemy w okresie jesienno-zimowym.

  1. Zdrowie

Sposób na długowieczność? Poznaj tajniki diety sirt

Poprzez aktywowanie sirtuin, czyli nie poddając się stresowi, żyjąc aktywnie i jedząc w odpowiedni sposób, możemy naprawiać geny i struktury DNA. (Fot. iStock)
Poprzez aktywowanie sirtuin, czyli nie poddając się stresowi, żyjąc aktywnie i jedząc w odpowiedni sposób, możemy naprawiać geny i struktury DNA. (Fot. iStock)
Zrobiło się o niej głośno, kiedy wyszczupliła piosenkarkę Adele. Zwolennicy diety sirt podkreślają jednak, że jej głównym zadaniem jest aktywacja genu młodości. Należy do nich dietetyczka Małgorzata Wrzak.

Profesor Vetulani powiedział mi kiedyś: „dobre życie to mniej jedzenia, dużo seksu i wina”, bo to aktywuje gen sir zwany „genem młodości”. Dzięki temu nasze chromosomy zaczynają się mniej zużywać, a my wolniej się starzejemy. Czym są sirtuiny?
Sirtuiny to białka enzymatyczne, które znajdują się w naszym organizmie. Pewne rośliny, ale też sposób jedzenia polegający na czasowym ograniczaniu kalorii powodują, że w ciele zaczynają się aktywować sirtuiny, czyli tak zwany „gen sir”. Ludzie młodzi i zdrowi mają zwykle wysoki poziom sirtuin.

To sposób odżywiania, który wiąże się z epigenetyką, czyli z nauką badającą zmiany ekspresji genów. A to znaczy, że mamy wpływ na swoje zdrowie i życie, bo nasze organizmy dysponują ogromną siłą samoleczenia. Co więcej, zmieniając środowisko epigenetyczne, czyli nie poddając się stresowi, żyjąc aktywnie i jedząc w odpowiedni sposób, tworzymy lepsze warunki genetyczne również dla kolejnych pokoleń. Są badania, które potwierdzają, że możemy przerwać łańcuch chorób rodzinnych, na przykład cukrzycy.

Jakie błędy w żywieniu i stylu życia popełniamy najczęściej?
Nadal żyjemy pod wpływem dietetyki, która jako nauka zrodziła się z głodu, tuż po II wojnie światowej – czasach niedożywienia. Wtedy najważniejsze było, żeby zabezpieczyć organizm w odpowiednią ilość kalorii, białek, węglowodanów i tłuszczów. Większość diet opiera się dziś na tych czterech parametrach. Niby wszystko się zgadza, jednak komórki pozostają niedożywione. Dlaczego? Jemy bardzo dużo przemysłowo przetworzonej żywności, która jest pozbawiona witamin, mikroelementów, bioflawonoidów i niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych. Taka żywność, nawet przy prawidłowej ilości kalorii, białek, węglowodanów i tłuszczów, prowadzi do niedożywienia i wielu przewlekłych chorób cywilizacyjnych.

W jaki sposób możemy sobie pomóc, skoro żywność jest tak wysokoprzetworzona?
Istnieje wskaźnik, który nazywa się „gęstością odżywczą”. Mówi nam o tym, ile w danym pokarmie jest składników odżywczych na daną liczbę kalorii. To tzw. skala ANDI opracowana przez lekarza Joela Fuhrmana, którą można wydrukować i powiesić sobie na lodówce, żeby zobaczyć, czy jemy jakiekolwiek produkty wysokoodżywcze. Bo jeśli tego nie robimy, to nie odżywiamy naszego ciała na poziomie komórki. Dlatego bardzo możliwe, że prędzej czy później zaczniemy chorować, gdyż w organizmie wiele funkcji fizjologicznych nie będzie prawidłowo przebiegać.

Jakie produkty zaliczamy do wysokoodżywczych?
Na czele są wszystkie rośliny zielone, np. jarmuż, który w przytoczonej skali ma 1000 punktów. A także seler naciowy, szpinak, rukola, cebula, natka pietruszki, cykoria, lubczyk. Również produkty sirtuinowe, czyli owoce jagodowe, kurkuma, herbata matcha, kasza gryczana, kakao, orzechy, gorzka czekolada, winogrona, czerwone wino.

Nie znajdziemy tu białego lub żółtego sera ani mięsa, co nie znaczy, że są bezwartościowe, ale nie zapewniają najcenniejszych dla organizmu mikroelementów. Bo jeśli dostarczamy sobie kalorie, ale brakuje nam składników odżywczych, na których organizm może wykonywać różne procesy biochemiczne, pojawia się problem. Uruchamiają się mechanizmy oksydacyjne – utleniania i niszczenia komórek, co związane jest ze starzeniem się organizmu. A dzisiaj wiemy już, że jesteśmy w stanie naprawiać geny i struktury DNA właśnie poprzez aktywowanie sirtuin.

Podobno winogrona zawierają silny przeciwutleniacz resweratrol, który odpowiada za tzw. paradoks francuski, szczupłą sylwetkę Francuzów i Francuzek.
Resweratrol jest substancją, która działa przeciwoksydacyjnie, wpływa na poprawę układu krążenia i metabolizm. Pobudza także sirtuiny w naszym ciele. To biochemiczny klucz do szczupłej sylwetki.

Herbata matcha, o której pani wspomniała, zawiera skuteczne antyoksydanty, czyli katechiny, obecne w diecie Japończyków. Czy również aktywuje sirtuiny?
Jak najbardziej, dlatego ważne jest, żeby włączyć w naszą dietę różne produkty, które są najwyżej na skali ANDI i które pobudzają sirtuiny, a z czasem zwiększać ich ilość na talerzu. Warto też zwracać uwagę na pochodzenie produktu, bo przemysł niszczy cenne składniki w procesie obróbki. Dlatego ja używam tylko organicznej matchy.

Wszyscy chcemy mieć energię, być wypoczęci, zdrowi i mieć dużo siły. Jednak gdy nasze ciało jest karmione niewartościowym, pełnym konserwantów pożywieniem – tak się nie dzieje. Młodzi ludzie coraz częściej są przemęczeni, przychodzą do mnie po pomoc. Ich ciało nie ma na czym pracować, jest osłabione byle jakim jedzeniem, nadmiarem stresu i całkowitym brakiem ruchu.

Systemów żywieniowych jest wiele, rozumiem, że tutaj nie ma sztywnego kanonu, najważniejsze jest, żeby czerpać z natury?
Chodzi o to, żeby pobudzić naszą świadomość. Nie zakładajmy, że na starość czekają na nas tylko lekarstwa i choroby, tak nie musi być.

W takim razie od czego zacząć?
Gdy przychodzi do mnie nowa osoba, zazwyczaj robimy takie ćwiczenie – drukujemy listę produktów o wysokiej gęstości odżywczej, a ja proszę, żeby zaznaczyła na niej produkty, które lubi jeść. Co jeszcze? Rzadziej jeść. Wszyscy jemy za dużo posiłków, do tego sięgamy po przekąski – nasze ciało jest nieustannie w procesie trawienia. Powinniśmy jeść co trzy, cztery godziny, najlepiej trzy posiłki dziennie.

Poza tym często jemy naszą nieświadomością lub przyzwyczajeniem, a nie potrzebą ciała. Dlatego uważam, że zmiana sposobu odżywiania to proces rozwoju osobistego. Żywienie jest jednym z najsilniejszych nawyków. Jeżeli potrafimy zmienić swój sposób odżywiania, to jesteśmy w stanie zmienić w życiu wszystko. Nie jestem jednak zwolenniczką radykalnych zmian, na początek wystarczy połowa talerza złożona z roślin. To doprowadzi do ustabilizowania poziomu cukru w organizmie i mniejszego zmęczenia. Współczesny człowiek jest „przewęglowodanowany”, je za dużo mąki, słodkich rzeczy, pije za dużo napojów z dodatkiem cukrów, przez co sirtuiny pozostają nieaktywne.

Praca nad zmianą diety jest dzisiaj najczęściej pracą nad naszym uzależnieniem od cukru?
Uzależnienie od cukru dodatkowo nasila się w momencie stresu, gdy działamy z poziomu nieświadomego. Jednak trzeba pamiętać, że nasza homeostaza jest na określonym poziomie równowagi cukrowej. Nadmiar cukru powoduje, że organizm ją natychmiast obniża. To olbrzymi stres dla ciała, które odbiera ten stan jako zagrożenie dla zdrowia.

Dzisiaj wiele młodych mam boksuje się z babciami, które kupują wnukom słodkie rzeczy bardzo niskiej jakości. A dziecko nie może być pobudzane cukrem, wtedy jest rozdrażnione, bo podlega wzrostom i spadkom cukru. Na tego typu wahania wpływają także produkty z białej mąki czy syrop fruktozowo-glukozowy. To mieszanka, która uzależnia dziecko i spowoduje duże perturbacje zdrowotne w dorosłości. Z badań biometrycznych wiemy przecież, że cukier pobudza dokładnie te same obszary mózgu co narkotyki.

Czytałam, że polecany przez panią sposób odżywiania jest szczególnie wartościowy dla kobiet. Chodzi o układ hormonalny i równowagę?
Kobieta żyje w cyklu, który ulega comiesięcznym wahaniom. Ważne, żeby w momentach napięcia nie objadać się słodyczami, bo to gorzej wpłynie na nasz organizm będący w nierównowadze hormonalnej. Co nie znaczy, że nie można zjeść nic słodkiego. Warto sięgać po odpowiednie produkty, np. daktyle, które pobudzają sirtuiny.

A w jaki sposób pani dba teraz o swoje zdrowie?
Stosuję posty metodą dr Ewy Dąbrowskiej. Dwa czy trzy razy w roku robię sobie dwa tygodnie postu. Szczególnie gdy doświadczam życiowych trudności, mam problem z decyzyjnością lub czuję się źle i brakuje mi energii. W ciągu roku można też robić tak zwane przypominajki, np. post w poniedziałki, bo zazwyczaj weekendy są żywieniowo przeładowane.

Dla wielu osób rozwiązaniem jest stosowanie „okien żywieniowych”, czyli przerw w jedzeniu trwających od 12 do 16 godzin, wliczając w to noc. To oznacza, że jemy kolację o godzinie 21, a śniadanie nie wcześniej niż o 9. Wtedy stosujemy post przerywany, czyli dajemy swojemu organizmowi dość długi czas na bardzo niskiej kaloryce. To wszystko pobudza sirtuiny do pracy. Można też robić tak, że przez trzy dni jemy normalnie, a jeden dzień zdecydowanie mniej i spożywamy pokarmy roślinne, szczególnie te sirtuinowe.

Jak wybrać model najlepszy dla siebie?
Warto zobaczyć, na ile pozwoli nam ciało. Jeden dzień w tygodniu z obniżoną kaloryką to już bardzo dobrze. Bo im częściej pobudzamy sirtuiny, tym szybciej nasze ciało wejdzie w nawyk. Możemy stosować też różne detoksy sokowe i roślinne.

Czy pracuje pani również z emocjami?
Uważam, że kluczowym narzędziem do pracy z emocjami, z ciałem czy nieświadomością jest nasz oddech. Polecam książkę „Świadomość oddechu" Michała Godlewskiego, która pokazuje, w jaki sposób prowadzić takie sesje oddechowe. Jedno z fajniejszych ćwiczeń, które stosuję, polega na tym, żeby kilka razy w ciągu dnia – nie przerywając tego, co akurat robimy – wziąć pięć do ośmiu spokojnych oddechów. Liczy się zachowanie systematyczności. Dzięki temu wychodzimy z nieświadomego i rutynowego ciągu działań. Zwalniając oddech, uspokajamy układ nerwowy i regulujemy układ hormonalny.

Mam wrażenie, że jedyny detoks potrzebny każdemu w XXI wieku to detoks od stresu. Czy dieta sirt ma wpływ na to, jak przeżywamy stres i trudne emocje?
Problemem współczesnego człowieka jest to, że sam produkuje w swojej głowie stres. Mamy w ciele nawykowe napięcia, z których nie zdajemy sobie nawet sprawy. Dlatego warto parę razy dziennie łagodnie pooddychać. Pewne drogowskazy są stałe, co pokazuje nam natura, ale też współczesna nauka, która mówi: mniej jedz, spożywaj nieprzetworzoną żywność, ruszaj się i zapanuj nad stresem.

Małgorzata Wrzak, dietetyczka, pracuje w gabinecie Proszę Zdrowie.

Najsilniejsze aktywatory sirtuin to:

  • zielona herbata (szczególnie sproszkowana herbata matcha),
  • papryczka chili,
  • gryka,
  • kapary,
  • seler (w tym liście),
  • kakao,
  • oliwa z oliwek,
  • jarmuż,
  • lubczyk,
  • daktyle
  • Medjool,
  • pietruszka,
  • czerwona cykoria,
  • czerwona cebula,
  • czerwone wino,
  • ciemne winogrona,
  • rukola,
  • kawa,
  • soja,
  • truskawki,
  • kurkuma,
  • orzechy włoskie.

Etapy diety sirtfood:

  • ETAP 1. trwa minimum 3 dni, rekomendowana liczba kalorii spożywanych w ciągu dnia to maks. 1000 kcal. W tym czasie spożywa się warzywno-owocowe soki i koktajle bogate w antyoksydanty oraz jeden posiłek stały bogaty w aktywatory sirtuin.
  • ETAP 2. trwa minimum 4 dni, rekomendowana liczba kalorii spożywanych w ciągu dnia to maks. 1500 kcal. W tym czasie spożywa się warzywno-owocowe soki i koktajle bogate w antyoksydanty, a także sałatki i lekkie posiłki bogate w aktywatory sirtuin.
  • ETAP 3. może być stosowany całe życie, dieta o wysokiej gęstości odżywczej bez liczenia kalorii, bogata w aktywatory sirtuin. Należy unikać wysokoprzetworzonego jedzenia, rafinowanych tłuszczów, białego cukru oraz dużej ilości węglowodanów.

  1. Moda i uroda

CO2 dla urody

Już po pierwszym zabiegu dochodzi do znacznego zmniejszenia się blizn i redukcji rozstępów, a pacjenci zauważają mocne zagęszczenie skóry. (Fot. iStock)
Już po pierwszym zabiegu dochodzi do znacznego zmniejszenia się blizn i redukcji rozstępów, a pacjenci zauważają mocne zagęszczenie skóry. (Fot. iStock)
Medyczny dwutlenek węgla nazywany jest cudownym gazem. Nic dziwnego – jest bezpieczny i wszechstronny. Ujędrnia, wygładza, zmniejsza widoczność blizn i rozstępów, pomaga w przypadku cieni pod oczami i wypadania włosów.

Na jaką część ciała wykonuje się zabieg karboksyterapii? Zabieg wykorzystywany jest przede wszystkim do zagęszczania skóry, dlatego najczęściej wykonuje się go na twarz. Z powodzeniem można robić go również na wiotkiej skórze brzucha lub przy redukcji blizn głębokich, zanikowych czy pooperacyjnych. Już po pierwszym zabiegu dochodzi do znacznego zmniejszenia się blizn, a pacjenci zauważają mocne zagęszczenie skóry. Ponadto karboksyterapia bardzo dobrze radzi sobie z redukcją rozstępów.

Zabieg, który stosuje pani w swoim salonie, to Carbolift. Na czym dokładnie polega? Carbolift łączy w sobie dwie techniki zabiegowe – karboksyterapię (wstrzykiwaniu niewielkich dawek czystego dwutlenku węgla (CO2), do warstw skóry i tkanki podskórnej i mezoterapię frakcyjną (nakłuwanie). Do skóry przykłada się urządzenie ze specjalną końcówką, która w przypadku pierwszego zabiegu jest zaopatrzona w 13 igiełek. Po przyłożeniu do wybranego miejsca, z urządzenia w szybkim tempie wysuwają się igiełki na określoną głębokość tkanki (skóry właściwej). Podczas samego nakłucia, z igieł emitowana jest mikroilość dwutlenku węgla. Dzięki temu mechanizmowi skóra zostaje zmuszona do regeneracji, a do komórek dostaje się tlen oraz składniki odżywcze.

Czy zabieg boli lub piecze? Czy wymaga znieczulenia? Carbolift to zabieg, który raczej nie wymaga znieczulenia. Wyjątkiem jest wykonywanie go na niewielkim fragmencie, takim jak blizna na ciele czy okolice oczu. W przypadku stosowania go na duży obszar, taki jak twarz, szyja, brzuch czy dekolt, zwykle aplikuje się specjalną maść znieczulającą, która ma zwiększyć komfort pacjentki. Jeśli zabieg wykonywany jest poprawnie, w skórze może być odczuwalne lekkie szczypanie i rozpieranie. Po zabiegu można spodziewać się mikrosiniaczków i mikrouszkodzeń skóry, jednak już po dwóch dniach pacjentka może nakładać na twarz podkład i kosmetyki kolorowe.

Kiedy i jakie pojawiają się efekty? Jak długo się utrzymują? Pierwszych efektów możemy spodziewać się kilka dni po przeprowadzonym zabiegu. Jeśli mówimy o zagęszczeniu i regeneracji skóry, to pacjentka odczuwa znaczne jej napięcie już po trzech dniach. Natomiast w przypadku redukcji blizn i rozstępów, przez kilka czy kilkanaście dni po zabiegu skóra jest mocno zarumieniona, co świadczy o tym, że rozpoczął się proces zapalny i proces przebudowy skóry. Po zabiegu skóra znacząco się wygładza i napina, a zmarszczki zostają spłycone. Ten efekt jest przejściowy, utrzymuje się do dwóch tygodni. Pełne wyprodukowanie nowych włókien kolagenu i elastyny, uzupełnienie ubytków powstałych pod wpływem mikronakłuwania można zauważyć po 10 dniach od wizyty w salonie.

Karolina Martin, kosmetolog, założycielka sieci SC Beauty Clinic Karolina Martin, kosmetolog, założycielka sieci SC Beauty Clinic

  1. Moda i uroda

Epilacja laserowa - pozbądź się zbędnego owłosienia na zawsze

Depilacja nóg, pach, czy strefy bikini zabierają  sporo czasu, nerwów, a czasami wiąże się też z bólem. Epilacja laserowa pozwala na stałe pozbyć się uciążliwych włosków. (Fot. iStock)
Depilacja nóg, pach, czy strefy bikini zabierają sporo czasu, nerwów, a czasami wiąże się też z bólem. Epilacja laserowa pozwala na stałe pozbyć się uciążliwych włosków. (Fot. iStock)
Tęsknimy za latem, a w kalendarzu wciąż zima… Zamiast narzekać, lepiej wykorzystać ten czas na zabiegi, które można zrobić jedynie o tej porze roku. Jednym z nich jest epilacja laserowa - czyli usunięcie na zawsze zbędnego owłosienia. 

Tak, na zawsze - to jest możliwe. Po serii zabiegów włosy naprawdę nie odrastają. Bezpowrotnie można zapomnieć o maszynkach, piankach, golarkach, depilatorach, woskach i wszystkich problemach z tym związanych. Trwałe usunięcie owłosienia, które i tak ciągle było golone albo depilowane, to duża wygodna oraz oszczędność czasu, a czasem też bólu. I najlepsze rozwiązanie dla osób szukających w pielęgnacji ekologii - jeśli założymy, że w ciągu roku kobieta średnio zużywa 20 maszynek do golenia, a przygodę z depilacją zaczyna w wieku 15 lat, to jest o co zawalczyć. Czasem laser staje się też jedynym skutecznym rozwiązaniem na problem wrastających włosków - tak było w moim przypadku. Po wielu latach stosowania depilatora, w pewnym momencie, na moich nogach pojawiło się dużo ciemnych punkcików, czyli włosków, które nie był w stanie przebić się przez naskórek. Co gorsze, z czasem ciemne kropki zamieniały się w krostki. Jak do tego doszło? Włosy po depilacji, stają się coraz cieńsze i słabsze - trudno jest się im przebić przez naskórek, więc zaczynają rosnąć w poprzek, czasem widoczne są jako czarna nitka pod skórą. Mogą się też zakręcić w mieszku włosowym i spowodować stan zapalny. W moim przypadku nie pomagały pilingi, golenie w odpowiednim kierunku, ani specjalistyczna pielęgnacja. Epilacja laserowa okazała się wybawieniem -  już po pierwszym zabiegu problem wrastających włosów zniknął. A od  pond 15 lat nie wiem w ogóle co to zbędne owłosienie i depilacja.

Jak działa laser?

Laser wysyła wiązkę promieniowania - energia ta zamienia się w ciepło, które powoduje zniszczenie cebulki oraz macierzy włosa, czyli miejsca odpowiedzialnego za jego odżywianie i wzrost. Promieniowanie pochłaniane jest przez melaninę, czyli zawarty we włosie barwnik, szczególnie skoncentrowany w trzonie włosa. Im ciemniejszy włos, zawierający dużo pigmentu, tym lepszy efekt, bo bardziej nagrzewa się włos w trakcie zabiegu. Do niedawna blondynki właściwie nie miały większych szans na epilację laserową, ale najnowsze technologie zrobiły w tej dziedzinie postęp. Dobry sprzęt pozwala na jednoczesne usuwanie włosów ciemnych oraz jasnych - mówi dr Franciszek Strzałkowski założyciel Kliniki Starzałkowski. Stało się to możliwe m.in. dzięki technologii Diolaze XL, w której zastosowano mieszane długości fali (755+810 nm oraz 810+1064 nm). Laser z taką technologią stosujemy w naszej klinice. Dodatkowo laser ten, dzięki zróżnicowaniu emisji długości fal działa na mieszki płycej i głębiej położone, co zwiększa skuteczność zabiegu - przekłada się to na mniejszą liczbę serii koniecznych do uzyskania pożądanego efektu.

Dlaczego zabiegi epilacji laserowej trzeba powtarzać?

Cykl życia włosa  ma trzy fazy: intensywnego wzrostu, spoczynku i obumierania. W momencie wykonywania zabiegu tylko część włosów jest w fazie wzrostu zwanego anagenem i tylko one mogą być usunięte na zawsze. Dlaczego? W  tej fazie wzrostu cebulka jest ściśle połączona z macierzą  -  „ustrzelona” dokładnie w tym czasie, jest zniszczona skutecznie. Oznacza to, że po jednym zabiegu pozbywamy się na stałe około. 30 proc. włosów. Dla uzyskania optymalnego efektu należy wykonać kilka zabiegów w odstępach trzech, czterech tygodni.

Czy to boli?

Dużo zależy od tzw. indywidualnego progu bólu, ale jeszcze więcej od maszyny jaką wykonywany jest zabieg. W najnowocześniejszych laserach wbudowane są unikalne układ do chłodzenia powierzchni skóry. Większość naszych pacjentów uważa, że epilacja laserem DiolazeXL jest praktycznie bezbolesna, nawet na tak delikatnych obszarach, jak wąsik, pachy czy bikini. Jednak dla pacjentów, którzy mają niską wytrzymałość na ból można dodatkowo zastosować zewnętrzne dodatkowe chłodzenie powietrzem o temperaturze minus 24 stopnie C.— mówi dr. Strzałkowski .

Czy epilacja laserem jest bezpieczna?

Podczas zabiegu zniszczeniu, oprócz włosa, ulegają tylko maleńkie naczynka odżywiające opuszkę włosa, a to nie jest groźne dla całego systemu naczynek krwionośnych skóry. Zabieg jest bezpieczny, pod warunkiem że moc promieniowania jest odpowiednio dobrana. Źle wykonana epilacja może spowodować oparzenia, a następnie trwałe przebarwienia naskórka, dlatego lepiej wykonywać ją w sprawdzonym miejscu.

Czy do epilacji należy się przygotować?

Przede wszystkim epilacji nie wolno wykonywać na świeżo opalonej skórze, dlatego zima to najlepszy czas na serię zabiegów - mówi dr. Franciszek Strzałkowski. Minimum 4 tygodnie przed zabiegiem nie powinno się wyrywać - depilować włosków, ale golić można, a nawet trzeba, bo skóra do zabiegu musi być gładka. Przeciwskazaniem jest również stosowanie leków światłouczulających: m.in. antybiotyków. Musi minąć przynajmniej 2 tygodnie od zakończenia leczenia, żeby wykonać zabieg - dodaje dr Strzałkowski.

Ile to kosztuje?

Epilacja laserowa, przy wszystkich swoich zaletach, ma jedną wadę - jest dość droga, biorąc pod uwagę jednorazowy wydatek. Jeden zabieg epilacji nóg kosztuje 600-800 zł. W przypadku wykupowania serii, klinki zwykle oferują rabat. Kwoty te robią wrażenie, kiedy trzeba je wydać na raz, ale warto wówczas pomyśleć, że już nigdy nie wyda się ani złotówki na inne akcesoria do golenia, o oszczędności czasu  i wygodzie nie wspominając.