1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Niech nas stopy niosą

Niech nas stopy niosą

Dbanie o stopy to nie tylko pedicure, ale również ćwiczenia, wzmacniające mięśnie i ścięgna.(Fot. Getty Images)
Dbanie o stopy to nie tylko pedicure, ale również ćwiczenia, wzmacniające mięśnie i ścięgna.(Fot. Getty Images)
Krem do rąk większość z nas ma w torebce. Krem do stóp najlepiej postawić na nocnej szafce i wieczorem wymasować stopy. Jeśli skóra jest bardzo sucha, można na noc założyć bawełniane skarpetki. Rano stopy będą gotowe do wsunięcia na nie klapek.

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

1. Naturalny zmiękczający krem do stóp z Olejem Macadamia i Avokado bebio 75 ml/15,99 zł (bebiocosmetiqs.pl). Oleje intensywnie odżywiają, natłuszczają i chronią skórę stóp przed wysuszeniem. Zawarty w kremie ekstrakt z owoców rośliny Microcitrus australasica, rosnącej w nadmorskich obszarach Australii, działa jak naturalny piling, delikatnie wygładzając skórę.

2. Krem-maska do stóp na silne zrogowacenia Bielenda 100 ml/9,5 zł. Zawiera zmiękczający mocznik i chłodzący ekstrakt z mięty. Zmiękcza stwardniały naskórek. Szybko się wchłania.

3. Naturalny kojący krem do stóp Alladale wygładza, nawilża, regeneruje. Tworzy na skórze płaszcz ochronny zapobiegający odparowywaniu wody z naskórka. Natura siberica 75 ml/26,25 zł.

4. Foot Serum 24h Power of Minerals L’Orient 100 ml/60,80 zł (ufranciszka.pl). Działa antybakteryjnie i nawilżająco. Łączy w sobie skuteczność solanki z Morza Martwego z ekstraktami roślinnymi.

5. Thera Intensive Foot Cream – gęsty, odżywczy krem z olejami awokado, migdałowym i jojoba oraz wyciągiem z krwawnika, olejkiem mirtowym i z drzewa herbacianego. Lavido 120 ml/129 zł (lavido.pl).

6. Regenerujące serum do stóp z CBD. Olej konopny w połączeniu z olejem z drzewa herbacianego i miętą polną daje efekt regeneracji ran, podrażnień, otarć czy odcisków. Hemp king 100 ml/46,90 zł (hempking.eu).

7. Pachnący i rozgrzewający balsam do stóp Refreshing Foot Balm zawiera olejki eteryczne z grejpfruta i cyprysu, które wspomagają krążenie krwi, a wyciągi z imbiru, cyprysu i lawendy zmniejszają obrzęk. erbaviva 50 g/69 zł (galilu.pl).

8. Sztyft SOS kuracja do pięt z mocznikiem i alantoiną. Zmniejsza problem rogowacenia pięt. Balerina by Floslek 20 g/22,99 zł.

9. Baby Feet – naprawdę sprawia, że stopy są jak u dziecka. Koloidalna mąka owsiana zmiękcza naskórek i zapobiega jego pękaniu, a filtrowany śluz ślimaka nawilża i wygładza. Diego Dalla Palma 75 ml/104 zł (diegodallapalmapro.pl).

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Waga zmiany – epidemia otyłości [RAPORT]

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Z jednej strony karmieni jesteśmy reklamami szczupłych, idealnych ciał. Z drugiej – tyjemy w tempie ekspresowym. Jest i trzecia strona – ruch body positive. Moje ciało jest moje i nikomu nic do tego – słyszymy. Jak znaleźć złoty środek?

Wiedziałam, że jest mnie za dużo. Miałam świadomość ryzyka zdrowotnego, wyobrażałam sobie swoje otłuszczone organy, wysiłek, jaki musi wykonać serce, żeby pompować krew – opowiada Dorota Zygmunt, ambasadorka kampanii „W Nowym Kształcie”, skierowanej do osób zmagających się z otyłością. – Bliscy zawsze mnie akceptowali, ale od obcych ludzi doświadczałam ośmieszania, wytykania palcem. Pamiętam szczególnie jedno wydarzenie. Moment dla mnie przełomowy. Byliśmy w Łebie. Zawsze uwielbiałam wakacje nad morzem, choć już sama myśl o wciskaniu się w kostium i wychodzeniu na plażę była trudna. Uparłam się, żeby popłynąć rowerem wodnym. Chętnych było dużo, czekaliśmy, a kiedy w końcu wsiedliśmy, okazało się, że rower przechyla się niebezpiecznie na stronę, po której siedziałam. Pan z obsługi powiedział, że nie da rady. Musimy wysiąść. Patrzył na nas, na mnie, tłum ludzi. Wstyd, jaki wtedy czułam, pamiętam do dziś. Dotarło do mnie, że muszę sobie pomóc.

Boli własne odbicie w lustrze. I nie tylko to. – Nikt, kto nie był otyły, nie zrozumie przeżyć otyłego – mówi Dorota. – Tego, co czuje w samolocie, co, kiedy musi usiąść na leciutkim krzesełku na szkolnych akademiach dzieci, co, gdy biegnie do autobusu, gdy uprawia seks. To zawsze ogromna samotność. Nawet jeśli ktoś, kogo kochasz, mówi ci: „Jest OK”. Otyli bywają weseli, przymilni, swoim zachowaniem walczą o akceptację. Ale to jedynie maska.

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka, dodaje: – Osoby otyłe często mówią, że kiedy idą alejką pośrodku samolotu czy autokaru, widzą, jak wszyscy patrzą z przerażeniem: usiądzie koło mnie czy nie? W dodatku takie przekonanie potrafi siedzieć im w głowie, nawet kiedy zgubią już nadmiarowe kilogramy. Znam chłopaka, który schudł z otyłości olbrzymiej do normy. I w samolocie nadal wydawało mu się, że wszyscy na niego patrzą. W głowie ciągle był gruby. Z drugiej strony – są ludzie, którzy zmianę w życiu odkładają do czasu, aż schudną. „Mam beznadziejną pracę, ale zacznę szukać nowej, kiedy schudnę”. Albo: „Nie układa mi się z mężem, ale o tym, czy chcę z nim być, pomyślę, kiedy już będę szczupła”. Nie są tak naprawdę gotowi na kolejną zmianę, więc hamują tę pierwszą.

Kod E66

Problem dotyczy wielu z nas. Bo jako społeczeństwo tyjemy. Najszybciej w Europie. Szybciej niż Ameryka. Około 58 proc. Polek i 68 proc. Polaków ma zbyt wysoką masę ciała. Na otyłość choruje 25 proc. z nas. Rok pandemii, rok, który wielu z nas spędziło, pracując w domu, zrobił swoje. Wstajemy od komputera często tylko po to, by sięgnąć do lodówki. Zamknięte siłownie usprawiedliwiają brak aktywności fizycznej. Przed ekranem (komputera czy telewizora) spędzamy o półtorej godziny więcej, a na wadze przybywa nam średnio 1,8 kilograma. Przy czym osoby z nadwagą przytyły 1,98 kilograma, a otyłe – 3,2 kilograma. Profesor Piotr Myśliwiec, chirurg bariatra, ekspert kampanii „W Nowym Kształcie”, mówi: – Problem rośnie. Moim zdaniem wynika to z braku ruchu i z niezdrowego odżywiania. Może to kwestia mentalności, może wygody? Zmęczeni rodzice nie idą z dzieckiem na rower, na spacer. Włączają telewizor, dają komputer: „Zajmij się”.

Nawet szczupłe dzieci nie mają wystarczająco dużo ruchu. A są przecież i takie, które mają skłonność do otyłości. Rodzice otyli to 70 proc. prawdopodobieństwa, że w wieku dorosłym dziecko też będzie otyłe. Czy to kwestia genów? – Wiemy, że są geny, które warunkują otyłość, choć nie zidentyfikowaliśmy ich wszystkich – mówi profesor Myśliwiec. – Są pojedyncze mutacje, które sprawią, że człowiek będzie otyły, nawet leczenie operacyjne nie da pożądanego efektu. Ale częściej występują geny predysponujące do otyłości. Jeśli jednak odżywiamy się prawidłowo, otyłość się nie ujawni.

Otyłość jest chorobą. Od roku 1996. Na liście opublikowanej przez WHO oznaczona została kodem E66. Jest też matką innych chorób. Każdy nadmiarowy kilogram masy ciała to większe ryzyko zawału czy nowotworu złośliwego. Profesor Myśliwiec tłumaczy: – Otyłość musimy leczyć, by przedłużyć życie. Poprawić jego jakość. Zapobiec powikłaniom cukrzycy, chorób serca. Jest cała lista chorób, których częstość zmniejsza się po operacji otyłości – od udaru mózgu, migreny, przez zaburzenia miesiączkowania, niepłodność i nietrzymanie moczu, po nowotwory, takie jak rak przełyku, trzustki, jelita, piersi czy trzonu macicy. Ludzie otyli mają bezdech senny, nie wysypiają się w nocy, zasypiają w środku dnia, trudno im skupić uwagę. A chorzy otyli mają dużo mniejsze szanse wyzdrowienia z ciężkiej postaci COVID-19 – ich płuca już na początku są uciśnięte przez wysoko ustawioną przeponę z powodu dużej ilości tkanki tłuszczowej w jamie brzusznej. Nazywamy to małą rezerwą oddechową. To główny czynnik śmiertelności w zakażeniu koronawirusem.

Zostają z tym sami

Brak ruchu, zła dieta to z pewnością najważniejsze przyczyny otyłości. Ale wydaje się, że jest coś jeszcze. Praprzyczyna, z której dwie powyższe wynikają. To braki w edukacji. Na żadnym etapie nauki szkolnej uczniowie nie poznają zasad właściwego odżywiania. Nic więc dziwnego, że jako dorośli nie umieją się na tym polu poruszać.

Mówi dietetyczka Katarzyna Błażejewska-Stuhr: – Z jednej strony masowo kupujemy poradniki, ogromną popularnością cieszą się programy kulinarne, w których mówi się także o tym, jak kupować, na co zwracać uwagę, jak ważne jest czytanie składu produktów. Magda Gessler idzie do kuchni restauracji i robi to samo, co robiła dziesięć sezonów wcześniej, czyli wyrzuca mrożoną, wysokoprzetworzoną, „chemiczną” żywność. Gdyby restauratorzy ze świadomością obejrzeli choć jeden odcinek, powinni wiedzieć, co dobre, a co złe.

Może nie chcemy tego rozumieć? Zwłaszcza że na drugim biegunie są reklamy. Na przykład „zdrowy” wafelek dla dzieci: mleko i orzechy. Kupujemy, sumienie mamy czyste. – Mój mąż w dobrej wierze karmił córkę płatkami „dla dzieci” – mówi Katarzyna Błażejewska-Stuhr. – Dla mnie to najgorsze świństwo. On słyszał, że siedem witamin i żelazo i był pewny, że daje dziecku to, co najlepsze – a dawał cukier i chemię. To, co uzależnia, truje i wprowadza na ścieżkę do otyłości.

Nie pomagają też lekarze. W gabinecie otyli pacjenci słyszą: „Musi pani schudnąć”. Albo: „Trzeba się więcej ruszać”. I tyle. – Takie słowa nie są czarodziejską różdżką – mówi Dorota Zygmunt. – Nie motywują. Lekarze nie edukują pacjentów. Może sami nie wiedzą, co z tym zrobić. Albo nie potrafią na tak delikatny, drażliwy, bo dotyczący także wyglądu temat rozmawiać. Poza ogólnymi hasłami, tak naprawdę pustymi, nie dają nam żadnych konkretów. Osoby otyłe wychodzą potem z gabinetu i zamiast iść na siłownię, pocieszają się kolejnym batonikiem. Mnie lekarze podsuwali ulotki, wspominali, że są tabletki odchudzające, że diety. I już.

Zostawałam z tym sama. Próbowałam, na chwilę działało. Potem kilogramy wracały z supergratisem. Bo proces chudnięcia to jedno, a utrzymanie wagi, codzienna praca ze słabościami, z nawykami – to coś zupełnie innego. Nikt tego nie uczy. Choćby – że po jedzenie trzeba sięgać dopiero, kiedy czuje się głód. Fizyczny głód, nie smutek, nie radość, nie stres. Nikt nie mówi o mechanizmach, które rządzą często działaniem osób otyłych, o zajadaniu emocji. O roli jedzenia jako pocieszyciela: jest mi smutno, wiem, że jestem za gruba – to osłodzę sobie życie. Albo wchodzi przekora. OK, i tak jestem gruba, to zjem jeszcze jednego gofra. Teraz pocieszenia szukam już w spacerze, nie w czekoladzie. Ale to długa droga – droga budowania świadomości.

Zgubne nawyki

Codziennie podejmujemy ok. 250 decyzji związanych z jedzeniem. Gdybyśmy każdą z nich analizowali osobno i racjonalnie, oszalelibyśmy. Musimy więc w dużej mierze kierować się przyzwyczajeniami. I to robimy. Problem w tym, że te przyzwyczajenia często nie są właściwe. Przy półce z jogurtami w supermarkecie Polak spędza średnio sześć sekund. Francuz – 15. Kupujemy „to, co zawsze” i biegniemy dalej, nie ma co tracić czasu na rzeczy nieważne! Coraz więcej się mówi o konieczności czytania składów, ale niewielu z nas to robi.

Warto raz wykonać pracę, przeanalizować, które marki mają produkty o dobrym składzie, i na zakupy iść z listą. Nie kupować niczego, czego na niej nie ma. – Miniemy w ten sposób półkę z ciasteczkami, bo tych na listę nie wpisaliśmy. Jeśli w domu są słodycze, to zawsze gdy na nie spojrzymy, musimy podjąć decyzję: „Nie zjem tego”. Tak dokładamy sobie problemów – uważa Katarzyna Błażejewska-Stuhr. Radzi też, by uważać na… ekopułapkę. – Producenci – choćby jogurtów – robią jogurty bio, bo takich szukamy – mówi Katarzyna. – I dodają do nich biocukier. Jak mówi koleżanka dietetyczka: „OK, to będziemy mieć biocukrzycę”. Często ludzie płacą trzy razy więcej, tymczasem to, co kupują, niczym się nie różni od innych produktów – poza certyfikatem.

Kolejny zgubny nawyk to jedzenie non stop. Między posiłkami. Podjadanie. Kilka orzeszków, jabłko, batonik, drożdżówka – to przecież nie posiłek. Tymczasem właśnie tak rozregulowujemy metabolizm.

Tyją dzieci. – Teraz, w pandemii, urywa mi się telefon od zaniepokojonych rodziców – mówi Katarzyna Błażejewska-Stuhr. – Nagle zobaczyli, po co dzieci sięgają, jakie mają żywieniowe nawyki. A że wszyscy są zmęczeni, rodzice wolą już kupić dzieciom to, czego one chcą, niż walczyć, żeby jadły warzywa. Nie pomaga skład produktów dla dzieci – wszystko jest dosładzane! Ostatnio chciałam kupić naturalny sok z marchwi. W większości sklepów – nie do dostania. Wszystkie to głównie jabłko albo banan. A jak już jest sama marchew, to dosładzana miodem. Trzeba mieć świadomość i zaparcie, żeby kupić coś naturalnego.

50 lat temu w klasie było średnio jedno otyłe dziecko. Nie miało lekko, było „niezdarą”, „grubasem”. Teraz dzieci z nadwagą jest więcej. Mniej stygmatyzacji, wyśmiewania, przezywania. Lepiej. Z drugiej strony – oswajamy nadwagę. Staje się ona nową normą.

To się leczy

Otyłość buduje się latami. Nie ma więc sposobu, żeby znikła w miesiąc czy dwa. Trzeba znaleźć w sobie motywację i gotowość na ciężką pracę. – Po urodzeniu pierwszego dziecka ważyłam 90 kilogramów – opowiada Dorota Zygmunt. – Zaczęłam się odchudzać i w efekcie... doszłam do 123 kilogramów przy 164 centymetrach wzrostu. Jakiś czas dieta, potem złe z niej wychodzenie, efekt jo-jo – i tak bez końca. Brak konsekwencji, brak świadomości. Nie potrafiłam zrozumieć, że o tym, jak wyglądam, decyduje, co, kiedy i jak jem. To trochę tak jak z alkoholikiem. Wieczne samousprawiedliwianie. Winy szukamy gdzie indziej. Że problemy endokrynologiczne. Obciążenie genetyczne. Grube kości. I tak to trwa. Któregoś dnia weszła do mojego biura koleżanka, która poddała się operacji bariatrycznej. I przycisnęła mnie do ściany. Nie byłam gotowa na tę rozmowę, ale ona nie dała się zbyć. Niby wiedziałam, że są takie operacje, ale myślałam, że to dla wybrańców, że kosztuje majątek. Wtedy zrozumiałam, że może to dla mnie jedyna droga.

– Powyżej pewnego etapu otyłości leczenie dietą nie zda egzaminu – potwierdza profesor Myśliwiec. – Bo nawet jeśli straci się ileś kilogramów, jest duże prawdopodobieństwo, że wrócą one z nawiązką. Statystyki pokazują, że zaledwie 1 proc. osób z BMI powyżej 40 trwale zmniejsza masę ciała bez operacji. U osób operowanych to powyżej 80 proc.

Jednak sama operacja nie kończy sprawy. – Wielu pacjentów i, co gorsza, chirurgów, uważa, że wykonanie operacji zmieni ich życie – tłumaczy profesor Myśliwiec. – Nie jest to prawda. Operacja zmniejsza żołądek, często apetyt i, przejściowo, masę ciała. To tylko narzędzie, które pacjent dostaje i które może wykorzystać lub nie. Ale jeśli nie towarzyszy mu zmiana nawyków żywieniowych i aktywność fizyczna, jest to nietrwałe. Ja pacjentom po operacji mówię, że teraz rodzą się na nowo. Muszą nauczyć się jeść, chodzić, biegać, jeździć rowerem. Staramy się do chorych dotrzeć. Tłumaczymy, że konieczne jest leczenie zespołowe, że potrzebują wsparcia dietetyka, psychologa, fizjoterapeuty, mających doświadczenie z pacjentami bariatrycznymi. Otyłość jest trudną chorobą, sama operacja nie zmienia podświadomości. Wystarczy na chwilę odpuścić, a zaprowadzi nas do lodówki.

W standardach operacyjnego leczenia otyłości są przynajmniej po dwie wizyty przed operacją u dietetyka i psychologa. Po operacji niezbędny jest regularny nadzór, a nie wszystkie ośrodki mają psychologów i dietetyków. Profesor Myśliwiec od lat czeka na takie poradnie leczenia otyłości, jak na przykład w Danii, gdzie pacjent znalazłby kompleksową opiekę, z konsultacjami różnych specjalistów w ciągu jednego dnia dla jego komfortu i lepszych wyników leczenia.

Akceptacja

Jesteśmy karmieni reklamami i programami kulinarnymi z jednej strony, z drugiej – szczupłymi kobietami z boskimi ciałami. W kwestii żywienia często mówi się o wyglądzie: „Zjesz to, nie zjesz tamtego, to schudniesz”. Rzadko: „Będziesz mieć więcej energii, wątroba będzie mniej otłuszczona, a tętnice czystsze”. Panuje terror szczupłego ciała. – A ja zawsze uważałam, że cudowna jest różnorodność kobiet – mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller. – To, że są małe, szczupłe, wysokie, krąglejsze. A dziś takie piękne kobiety jak Marilyn Monroe nazywa się grubymi. To absurd, skandal i w gruncie rzeczy przemoc. Zaprzeczamy czemuś tak normalnemu jak kobiece kształty.

Dlatego pewnie ruch body positive padł na podatny grunt. Nie chcemy, żeby ktoś dyktował nam, jak mamy wyglądać, mówimy: „Odczepcie się, moje ciało jest moje, nic nikomu do tego”. Katarzyna Miller uważa, że rzeczywiście, akceptacja siebie jest niezwykle ważna. – Ale „akceptuję siebie” nie znaczy: „nie rozwijam się”. Zawsze lubiłam jeść. I zawsze to w sobie lubiłam – opowiada. – Jak każda kobieta mogłam sobie powiedzieć, że tu czy tam jest za dużo, ale lubiłam moje ciało. Nadal uważam je za moje kochane ciało, ale na schody trudno mi się wchodzi, trochę mi niewygodnie, no i boli mnie kręgosłup. Poszłam na dietę. Zmieniłam styl jedzenia. Nie będę mówić, ile zrzuciłam, bo nie o wyniki chodzi, ważne, że zaczęłam proces. Nie zamierzam się katować, będę taka, jak mi to wyjdzie. Na coś mnie stać, to to robię. Oczywiście mam system zaprzeczeń, każdy ma, każdy troszkę się sam oszukuje, takie jest życie. Czasem się zostawiam, ale potem wracam i za to zostawienie się przepraszam. I znowu sobie towarzyszę. Wolę mówić właśnie o towarzyszeniu sobie niż o braniu się za siebie. Nie można traktować siebie jak przedmiotu. I trzeba mieć do siebie dystans. Czasem kiedy do kogoś dzwonię, mówię: „Kasia Miller, wie pan, ta gruba ruda”. „Ale dlaczego pani tak o sobie mówi?” – słyszę. – Tak mówię, bo taka jestem. Gruba i ruda. Wszystkim się podobać nie będę, ale to dla mnie nie problem.

Mówimy o akceptacji ciała, ale kiedy tylko wychodzi słońce, atakują nas w sieci hasła: „Przygotowanie do bikini”, „Gotowa na plażę?”, „Pięć kroków do idealnej sylwetki”. – Tak jakby ktoś, kto ma za dużo kilogramów, nie miał prawa na tę plażę wejść. I jakby na plaży wszyscy myśleli tylko o tym, żeby obejrzeć każdy centymetr twojego ciała – śmieje się Katarzyna Miller. – Dlaczego nieustanne poddajemy się ocenie? Dlaczego nie mówimy o radości z ciała, o spontaniczności, o używaniu ciała do przyjemnych rzeczy? Zachęca się nas do aktywności fizycznej, owszem, ale ta aktywność ma służyć „odpowiedniemu wyglądowi”. Pamiętam, kiedy byłam młodą dziewczyną, pewien fajny chłopak chciał ze mną pojechać na wakacje. I co od razu pojawiło się w mojej głowie? Oczywiście: „Muszę schudnąć!”. Ale szybko oprzytomniałam: „Zaraz, zaraz, po pierwsze, nie mam ochoty. Po drugie, on wie, jak wyglądam, i właśnie mnie na ten wyjazd zaprosił. Po trzecie, jak mu się nie będę podobać, to trudno”. Poddajemy się ocenom innych, jesteśmy zewnątrz­sterowni. I cała masa ludzi przez to cierpi. Niepotrzebnie.

Katarzyna Błażejewska-Stuhr mówi jednak o tym, że często osoby z otyłością oddzielają się od swojego ciała. Nie akceptują go. – Jeśli nie lubię mojego ciała, jeśli się go brzydzę, to nie ma szans, żebym o nie naprawdę zadbała i karmiła kiszoną kapustą i sałatą. Myślę, że body positive to dobry trend. Nie chodzi o gloryfikowanie otyłości. Jeśli jednak dzięki temu ruchowi będziemy mówić, że 90 proc. kobiet ma cellulit, że jesteśmy piękne, bo jesteśmy różne, że niedoskonałość jest normalna i dobra, to zaczniemy patrzeć na nasze ciała z sympatią i troską. Jeśli będziemy traktować ciało jako integralną część nas, myśleć, że jest z nami na dobre i na złe – i raczej na dobre, że pozwala nam chodzić, biegać, pracować, tańczyć, uprawiać seks – będziemy chciały dać mu więcej dobrego. To najlepsza motywacja żywieniowa. A nie – że się odchudzimy, zagłodzimy i wciśniemy w kostium kąpielowy w rozmiarze 34. Ruch body positive może spuścić z nas napięcie, uświadomić, że nie chodzi o dążenie do nieosiągalnego ideału, ale o traktowanie siebie z mądrą miłością.

Profesor Myśliwiec: – Jestem za tym, by każdy akceptował siebie takim, jaki jest, co nie znaczy, że nie powinniśmy robić wysiłków, żeby być zdrowym. Można zaakceptować bóle kręgosłupa, stawów i brać tabletki, a można zmniejszyć ilość niezdrowego jedzenia, ćwiczyć i czuć się lepiej. Mam pacjentów, którzy po latach odzywają się do mnie: „Doktorze, odmienił pan moje życie. Mogę iść z synem na rower. Poznałem kogoś, z kim jestem szczęśliwy czy szczęśliwa”. A szczęście to chyba dobra motywacja.

  1. Zdrowie

Zespół metaboliczny — czym jest, kogo dotyczy i jak często występuje

Zbilansowana dieta i regularna aktywność fizyczna to profilaktyka wielu schorzeń, w tym zespołu metabolicznego. (Fot. iStock)
Zbilansowana dieta i regularna aktywność fizyczna to profilaktyka wielu schorzeń, w tym zespołu metabolicznego. (Fot. iStock)
Zastanawiasz się, czy problem zespołu metabolicznego dotyczy również ciebie? Brzmi dość niepozornie, ale powoduje spustoszenie w całym organizmie. Wśród elementów tego zespołu znajdziemy otyłość brzuszną, która bardzo łatwo rozwija się w kierunku cukrzycy typu 2, chorób układu krążenia czy dolegliwości w obrębie stawów. Ponadto zespół obejmuje jeszcze insulinooporność, zaburzenia gospodarki lipidowej i nadciśnienie tętnicze. Jak widać, każde z tych schorzeń brzmi poważnie i stanowi zagrożenie nawet dla życia, a co dopiero, gdy wystąpią razem jako cały zespół metaboliczny. Należy zadać sobie pytanie, co zrobić, by nie dopuścić do pojawienia się tego zespołu, albo co zrobić, by zminimalizować jego skutki.

Profilaktyka – regularne badania mogą w odpowiednim momencie zwrócić naszą uwagę na kondycję organizmu. Im wcześniej dowiemy się, z czego wynikają zwiększony obwód brzucha czy przewlekłe uczucie zmęczenia, tym szybciej i skuteczniej zmienimy nasze podejście do jedzenia, aktywności ruchowej, długości snu bądź stresu.

Kiedy mamy do czynienia z zespołem metabolicznym?

Jednoznaczne wytyczne co do diagnozowania zespołu metabolicznego rodziły sporo kontrowersji. Ostatecznie udało się ustalić następujące parametry:

  • otyłość brzuszna mierzona w obwodzie pasa (mężczyźni > 102 cm; kobiety > 88 cm)

+ minimum dwa czynniki ryzyka:

  • stężenie trójglicerydów na czczo > /= 150 mg/dL (1,7 mmol/L)
  • stężenie HDL cholesterolu [mężczyźni < 40 mg/dL (1,04 mmol/L); kobiety < 50 mg/dL (1,29 mmol/L)]
  • ciśnienie tętnicze > /= 130/85 mm Hg
  • stężenie glukozy na czczo > /= 100 mg/dL (5,6 mmol/L)

Ponadto w zespole metabolicznym często występują również skłonności do pojawiania się zakrzepów i stanów zapalnych. Chociaż nie dają one objawów klinicznych, to mogą wskazywać na zwiększone ryzyko miażdżycy tętnic, chorób serca, udaru mózgu, chorób nerek czy przedwczesnej śmierci. Nieleczone schorzenia wchodzące w skład zespołu metaboliczne-
go spowodują powstanie powikłań w ciągu piętnastu lat. Jeśli jesteś osobą palącą i masz zespół metaboliczny, to te rokowania są jeszcze gorsze.
Przyczyną rozwoju zespołu metabolicznego są przede wszystkim złe nawyki żywieniowe i siedzący tryb życia. Rozpoznaje się go często u osób z niedawno wykrytym nadciśnieniem tętniczym i ze źle kontrolowaną cukrzycą. Tutaj można już zadać sobie pytanie: skoro tyle schorzeń i powikłań zdrowotnych tak ściśle jest związanych z żywieniem, a właściwie nieodpowiednią dietą i złymi nawykami, to być może da się odwrócić tę karuzelę i zmieniając sposób żywienia, wyleczyć lub chociaż zminimalizować stany chorobowe i zapalne w organizmie? Warto nad tym pomyśleć.

Wszystkie czynniki związane z zespołem metabolicznym są współzależne. Otyłość, zwłaszcza w obrębie brzucha, oraz brak aktywności fizycznej i złe nawyki żywieniowe prowadzą do insulinooporności. Ta wywiera negatywny wpływ na syntezę tłuszczów w wątrobie, zwiększając produkcję cholesterolu LDL i poziomu trójglicerydów we krwi i obniżając jednocześnie HDL. W wyniku tych zaburzeń dochodzi do odkładania depozytów tłuszczowych w ścianach tętnic, co z czasem prowadzi do chorób sercowo-naczyniowych, zakrzepów krwi i udarów.

Nadmiar insuliny zwiększa retencję sodu w nerkach, co powoduje wzrost ciśnienia tętniczego krwi i może prowadzić do nadciśnienia. Z kolei przewlekle podwyższone stężenie glukozy we krwi uszkadza naczynia krwionośne i narządy oraz prowadzi do rozwoju cukrzycy.

Jak to się zaczyna?

Badacze nie są jednomyślni, jeśli chodzi o ustalenie przyczyn zespołu metabolicznego, natomiast najczęściej jako wspólny mianownik wskazują otyłość wisceralną jako punkt wyjścia do stanów zapalnych i pojawienia się kolejnych schorzeń, charakterystycznych dla zespołu metabolicznego.
Wszystko zaczyna się w brzuchu, więc trzeba skupić na nim szczególną uwagę, poznać zasady funkcjonowania, potrzeby i – wychodząc im naprzeciw – zmienić nawyki żywieniowe, a tym samym zapobiec rozwojowi zespołu metabolicznego. Ponadto brak ruchu i wysokoenergetyczna dieta to kolejne czynniki zwiększające ryzyko chorób. W pierwszej kolejności z reguły pojawia się otyłość brzuszna i/lub insulinooporność, a dalej już lawinowo uruchamiają się kolejne schorzenia.

Zespół metaboliczny występuje u mniej niż 6% mężczyzn o prawidłowej masie ciała, natomiast znacznie częściej u mężczyzn z nadwagą czy otyłością (odpowiednio u 22% i 60%). Według badań przeprowadzonych w Polsce dotyczy on około 20% dorosłej populacji, czyli mniej więcej 5,8 miliona rodaków. Częściej występuje też u kobiet niż u mężczyzn. Na świecie problem ten może dotyczyć nawet 33% populacji Stanów Zjednoczonych, 27% populacji Chin, a w Europie od 15% Francuzów do 34% Włochów i Finów.

Zespół metaboliczny wiąże się ze zwiększoną częstością występowania cukrzycy, zdarzeń sercowo-naczyniowych i śmiertelności.
Według wielu badań dwuipółkrotnie zwiększa ryzyko wystąpienia zawału mięśnia serca, półtora raza groźbę śmiertelności całkowitej i dwukrotny wzrost incydentów sercowo-naczyniowych. O ile zespół metaboliczny diagnozuje się około sześćdziesiątego roku życia, o tyle otyłość brzuszną czy insulinooporność już u nastolatków, więc jeśli w porę nie zostaną wyeliminowane, to diagnoza zespołu metabolicznego może być stawiana nawet o dwadzieścia lat wcześniej.

Ankieta wspomagająca wstępną diagnozę choroby

  • Twój obwód pasa w stosunku do obwodu bioder przekracza 1
  • Twoje ciśnienie tętnicze przekracza 130/90
  • Poziom glukozy na czczo przekracza 110
  • Twoja aktywność fizyczna ogranicza się do 1–2 razy w ciągu tygodnia lub nie ma jej wcale
  • Jesz nie więcej niż 3 posiłki w nieregularnych odstępach
  • Twój wskaźnik BMI wynosi >25
  • Palisz papierosy
  • Towarzyszy ci uczucie zmęczenia i miewasz spadki energetyczne w ciągu dnia
  1. Styl Życia

Sztuka pielęgnacji duszy i ciała

Kobieta powinna być dla siebie ważna! (Fot. iStock)
Kobieta powinna być dla siebie ważna! (Fot. iStock)
Lato to doskonały czas, by dopieścić swoje ciało. Spokojnie, nikt nie zapomniał o psyche. Jest obecna i zadowolona, bo kobieca dusza bardzo lubi swoje ciało – czy to dusza Japonki, Francuzki, czy Słowianki. Która jest ci najbliższa? Katarzyna Droga testuje egzotyczne i rodzime teorie pielęgnacji z popularnych poradników.

”Kobieta powinna być dla siebie ważna!” – to najładniejsze zdanie, jakie znajduję na stronach poradników urodowych, których na rynku bez liku. Chcę być dla siebie ważna, więc buszuję wśród metod i teorii dotyczących naturalnej, zdrowej, przyjemnej pielęgnacji, także diet i ćwiczeń. Programów i pomysłów tyle co kultur, filozofii i doświadczonych terapeutek czy kosmetyczek. Który najlepszy? Ten dostosowany do osobowości. Kim jesteś w głębi duszy? Wdzięczną Francuzką, harmonijną joginką czy może rodzimą Słowianką? Ja każdego dnia wcieliłam się w jedną z nich. Do jakich wniosków doszłam?

Indyjska Parwati - piękno po indyjsku

Promienna, szczęśliwa i spokojna. Najłagodniejsza z żon Śiwy, piękna bogini z odsłoniętymi piersiami. A jednak…. Parwati robi, co chce. Zirytowała boskiego męża, bo usnęła z nudów, gdy czytał jej Wedy. Jeśli czujesz z nią więź, weź kurs na Indie, ku odwiecznej mądrości ajurwedy. Spodoba ci się, ale pod warunkiem że:

  • próbowałaś ćwiczyć jogę lub masz na to ochotę,
  • masz naturę spokojną, lubisz ciszę lub łagodną muzykę,
  • pociąga cię słowo „harmonia”,
  • podoba ci się pomysł, by piękno emanowało z wnętrza kobiety,
  • wierzysz w siłę oddechu.

Kasia Bem w książce „Happy uroda. Piękno jest w tobie” (wyd. Edipresse 2017) proponuje specjalny program zadbania o ciało i duszę, oparty na technikach jogi, naturalnej diecie i ćwiczeniach oddechowych. Plan „Happy uroda w 6 krokach” kończy się 3 holistycznymi programami dla ciała i duszy. Najistotniejszy jednak jest cel: piękno, które emanuje z kobiety nie dlatego, że zna arkana makijażu i mody, waży tyle, nie tyle i tuszuje wiek – ale dlatego że zna i akceptuje siebie. Jak to może wyglądać w praktyce?

Słoneczny poranek witam z wdzięcznością. Pierwszy pokarm dla ciała to woda z połówką cytryny. Ćwiczę świadomy oddech, który uświadamia mi, że prawdziwe życie przebiega tu i teraz. Jest wiele technik oddychania, ja lubię kwadrat. Daje energię i uspokaja, a do tego jest prosty: licząc do 4, wykonujesz powolny wdech, zatrzymujesz powietrze, też licząc do 4, wydychasz je w rytmie 4 i znów zatrzymujesz. Kwadrat powtarzam 10 razy. Potem kilka ćwiczeń jogi, na przykład: „pies z głową w dół” potem „pozycja dziecka”. To, co ważne, a nie pamięta o tym pospieszna cywilizacja Zachodu: energia kumuluje się w bezruchu. Każdą sesję jogi warto zakończyć śavasaną, czyli pozycją trupa. Brzmi fatalnie, ale jest to przyjemne 20 minut spokojnego leżenia przy muzyce relaksacyjnej. Rzeczywiście wchodzi się w dzień z nową energią. Tego dnia nie jem mięsa, piję toniki upiększające, które są miksem owoców i warzyw. Dieta dla zdrowia i urody opiera się dziś na kaszy jaglanej, zielonych warzywach, tłuszczu dostarczy awokado. Po drodze joga twarzy – kilka prostych ćwiczeń, wieczorem pielęgnacja naturalnymi kosmetykami: maseczka z avocado, peeling kawowy lub cukrowy, aromatyczna kąpiel, masaż olejkami. I jeszcze pudełko wdzięczności, do którego wrzucasz karteczki z tym, za co jesteś wdzięczna. Moim zdaniem może być też zeszyt, a nawet chwila refleksji, by podziękować za to, co przyniósł dzień. A przyniósł i wymagał wiele. Happy uroda wymaga sporo zachodu, odpowiednich zakupów i przygotowań. Choćbym chciała, nie umiem przeprogramować dnia, by skupić się tylko na tym. Mogę jednak do swojej codzienności wprowadzić cenne elementy.

Co biorę?

Na przykład pozytywne hasło na poranek – od dziś mówię sobie: „przydarzą mi się same dobre rzeczy” – i głęboki kwadratowy oddech przed oknem. Potem mały relaks „na trupa” w ciągu dnia (nieruchomo leżę przez kwadrans przy muzyce, przykryta kocykiem), kasza jaglana od czasu do czasu i koniecznie całowanie sufitu (podnoszę podbródek i wysyłam całusa do sufitu – wierzę, że wpłynie zbawiennie na owal twarzy).

Dumna Marianna - piękno po francusku

Marianna to symbol wolności, Francji, no i naszego myślenia o francuskich kobietach. Te zaś są inne niż wszystkie, bo potrafią żyć wdziękiem i radością. Jak to robią? Mireille Guilliano, która ujawniła już światu, dlaczego Francuzki nie tyją, w kolejnej książce „Francuzki nie potrzebują liftingu” (wyd. Znak 2016) podpowiada, jak – po francusku – zachować wieczną młodość. To trop dla ciebie, jeśli:

  • jesteś żywiołowa, masz poczucie humoru,
  • słowa: „systematycznie”, „wysiłek”, „mozoł” budzą twoją niechęć,
  • lubisz ładne buty, a jeszcze bardziej ładne i wygodne,
  • lubisz seks, śmiejesz się często, śpisz smacznie.

No i rób tak dalej. To, co urzeka w stylu francuskim, to zero przymusu. W życiu ma być przyjemnie! Marianna do każdego wyzwania podchodzi tak, jakby było stworzone dla jej radości. Dieta? Nie, dziękuję. Diety uzależniają, stają się zmorą życia. Nie znaczy, że jedząc jak Marianna, jem byle jak. Jadam teraz ślicznie i kreatywnie. Dbam, by spożywać pięć kolorów: na talerzu ma być białe (twarożek), czerwone (papryka, buraczek), żółte (ser, cytryna, kurkuma), zielone (choćby brokuł), brązowe (chleb, ziemniak). Marianna chętnie wypije kieliszek wina i dużo więcej wody, najlepiej w dobrym towarzystwie. Ruch? Bez spinki. Żadnych ćwiczeń na siłowni, biegania w pocie czoła ani reżimu aerobiku. Ruch staje się częścią mojego dnia. Marianna po zakupy jedzie rowerem, na randkę idzie pieszo, tańczy, bo lubi, a spośród wszystkich form aktywności ciała preferuje seks. Jej życie płynie zgodnie z naturą, więc oznacza pobudkę o poranku, a sen wczesny i długi, bo nie ma lepszego kosmetyku niż smaczne spanie. Marianna unika jedzenia przed komputerem, sztucznego światła i dusznych pomieszczeń. Jej dzień, czyli też i mój, zaczyna się od uśmiechu, a kończy przyjemnościami sypialni – od niej zależy, czy są to słodkie sny w miękkiej pościeli czy doznania we dwoje.

Co biorę?

Zasadę trzech darów natury. Są to: woda, światło, powietrze. Jako stałe elementy codzienności działają jak najlepsze antyoksydanty i źródła energii. Coś dla szczupłej sylwetki: aktywność przed śniadaniem, choćby rozciąganie lub taniec przy muzyce. Organizm czerpie wtedy z zapasów, i spala tkankę tłuszczową. No i to kolorowe menu (przynajmniej raz dziennie), a także każdą możliwą zamianę środków lokomocji na rower lub piechotę. Oraz życiowe motto: „działaj z pasją, a będziesz wiecznie młoda”!

Madame Butterfly - piękno po japońsku

Właściwie tragiczna, lecz piękna i pełna wdzięku. Dla świata – ikona japońskiej kobiecości. Była niezwykle urodziwa i bardzo kochała mężczyznę z obcej kultury. Dla miłości złamała zasady własnej tradycji i zapłaciła za to najwyższą cenę. Symbolizuje istotę tego, co uznajemy za godną zazdrości urodę Azjatek o nieskazitelnej cerze. Jesteś (bywasz) Butterfly jeśli:

  • interesujesz się kulturą Dalekiego Wschodu,
  • lubisz owoce morza,
  • zależy ci na pięknej cerze,
  • jesteś systematyczna, spokojna, delikatna,
  • wiele poświęcasz dla miłości.

Skąd w Azjatkach tyle uroku, jak to robią, że po czterdziestce mają cerę niemowlęcia? Otóż potrzebę dbania o urodę i wiedzę o tym, jak to robić, dziedziczą z pokolenia na pokolenie – czytam w książce Charlotte Cho „Sekrety urody Koreanek” (wyd. Znak 2016). Chroń twarz przed słońcem, oczyszczaj, nawilżaj, zdrowo jedz, unikaj stresu – właściwie wszystkie dobrze znamy te zasady. Ale... Azjatki mają zdecydowanie lepsze wyniki niż białe kobiety. Czy chodzi o geny? Cho zdecydowanie twierdzi, że nie, a ja sądzę, że chodzi o pewną filozofię. „Sekrety urody Koreanek” opisują cały proces krok po kroku. Jak pielęgnować skórę: od powolnego, dokładnego oczyszczania, ze szczególną czułością dla powiek, poprzez nawilżanie, aż do delikatnego makijażu, który jest a jakoby go nie było. Solidnie, codziennie, od chwili, gdy dziewczynka staje się dziewczyną, bynajmniej nie wtedy, gdy ujrzymy pierwszą zmarszczkę. Pielęgnacja i kult skóry staje się rytuałem, sztuką i przyjemnością. Wspiera ją dieta bogata w owoce morza, dużo wody i zielonej herbaty, minimum używek. Cho proponuje program „dbanie o skórę twarzy w dziesięciu krokach”. Owszem, kusi mnie dokładność, personalizacja, wyniki porannych i wieczornych działań przed lustrem, ale prawdę mówiąc, nie do zrobienia codziennie, przynajmniej dla mnie. Za to przekonuje mnie pasja i uważność dla swojej skóry i urody, którą kobieta dostała od natury.

Co biorę?

Szacunek dla twarzy wyrażany przy codziennej pielęgnacji. Owoce morza od czasu do czasu. Zmianę myślenia o chwilach spędzonych przed lustrem. Żegnajcie pac, pac kremem, pudrem i pośpiesznie nakładany tusz. To ma być zatrzymanie, miłe spotkanie ze sobą.

Słowiańska Dziewanna - piękno po polsku

Dziewanna – polska bogini miłości i wiosny, jej kamień szlachetny to biała perła, jej kolor to czerwień, nosi kwiecistą sukienkę, jest odwrotnością Marzanny. Lubi zmysły – w końcu to królowa lata, biegnie przez łąki z wierną suką i sarenką. Innymi słowy: wracamy do korzeni. Pielęgnacja słowiańska będzie dla ciebie idealna, jeśli:

  • chociaż raz w życiu miałaś ochotę upiec własnoręcznie chleb,
  • jesteś żywiołowa i ciekawa świata,
  • własna tradycja jest dla ciebie wartością,
  • zdarzyło ci się zbierać zioła, hodować miętę i majeranek,
  • kochasz lato i zwierzęta.

„Sekrety urody babuszki. Słowiański elementarz pielęgnacji” Ukrainki Raisy Ruder (wyd. Znak 2017) to nic innego jak znakomity poradnik domowego recyklingu i maksymalnego wykorzystania darów natury w zasięgu ręki i z własnego regionu. Babuszka autorki tego programu, także Ukrainka, była zielarką, słowiańską znachorką. Miała radę na wszystko: na sińce pod oczami, na zmarszczki, na porost rzęs, a nawet na szczęście w związku. Mnogość maseczek, jaką proponuje, przyprawia o zawrót głowy: maseczka przed balem absolwentów, przed randką, przed ważnym wystąpieniem, bociankowa, czyli dla pań w ciąży… Miksujemy oleje z przyprawami, truskawki, ogórki, czekoladę. Brzmi smakowicie i działa. Jestem z Podlasia, więc niektóre sposoby znam od dawna: piwo albo jajko na włosy, sok z cytryny, który działa jak pianka powiększająca objętość fryzury. Maseczka z ogórka lub ze startego jabłka na rozjaśnienie cery. Kompresy herbaciane na podpuchnięte oczy. Nowe było dla mnie zastosowanie aspiryny: jako przeciwłupieżowy dodatek do szamponu. Ciekawa baza produktów, bo podstawowe składniki magii babuszki to ziemniaki, woda, mleko, oliwa i jajka. Jakie to słowiańskie i odległe od awokado i imbiru… Chociaż babuszka nie gardzi egzotycznymi roślinami. Dlatego może być fajnie zaufać jej miksturom! Masz wątpliwość, czy warto ubijać w moździerzu zioła w czasach, gdy można kupić wszystko? Babuszka grozi palcem: kupujesz trzy razy drożej, w dodatku marnujesz resztki żywności.

Co biorę?

Inaczej będę patrzeć na skórki ogórka i łupiny cebuli, przynajmniej czasami. To nie tylko oszczędność – także wolność, bo nie zależysz od koncernów kosmetycznych, tylko od własnej kreatywności. Można w każdej chwili urwać się z codzienności, zamknąć w kuchni wśród naturalnych produktów i żyć naturalnie jak Dziewanna.

Piękna Europa

Mitologiczną Europę uważano za najpiękniejszą kobietę na świecie. Królewna była tak cudna, że bóg wszystkich bogów – Zeus – musiał ją mieć i porwał do groty na Krecie. My, Europejki, córy królewny, też będziemy piękne i pożądane, takie jak chcemy. Na koniec program uniwersalny adresowany do Europy. Jesteś nią, jeśli:

  • często i z przyjemnością używasz słowa „dziękuję”,
  • lubisz podstawy naukowe wszelkich teorii,
  • wierzysz w energię i potęgę miłości,
  • nie obawiasz się lustra, kartki i flamastrów. Uwaga – zupełnie nie musisz umieć rysować.

„Pokochaj swoje ciało w 30 dni” Małgorzaty Gąski (wyd. Fabryka Siebie) to książka i program, który odwołuje się do fizyki kwantowej i filozofii, którą znam z metody dwupunktowej. Wszystko jest energią, nasze ciało jest zbiorem wibrujących cząsteczek, możemy na nie wpływać z poziomu uczuć – a z tych najsilniejsza jest miłość i wdzięczność. Mamy tu do czynienia z dzienniczkiem wdzięczności, ale nastawionym na ciało. Myśl podstawowa: jakiekolwiek jest, zasługuje na podziw i wdzięczność. Według metody Ewy Gąski należy energię dobrego uczucia, nakierowaną na daną część ciała, łączyć z czynnością motoryczną: rysować! Całą siebie, kolejne części ciała, z wdzięcznością i marzeniem, jakie mogłyby być. Śladem wskazówek obdarzam uwagą i rysuję kolejno: oczy, usta, plecy, nogi, strefy intymne, dłonie, biodra. Każdej dziękuję. Brwiom, że chronią oczy i są właściwą tylko mi dekoracją twarzy. Plecom, że tak wiele noszą, skórze, że oddziela mnie od całego świata… Co mogę dla was zrobić? Plecy wyprostować, skórę nawilżać i karmić, stopy masować. I tak przez 30 dni.

Co biorę?

Osobistą odpowiedź na pytanie, za co siebie kocham i poczucie, że mam wpływ na swój wygląd i zdrowie. Dzienniczek wdzięczności? Znam od dawna, polecam. To naprawdę działa.

  1. Moda i uroda

Kiss Kiss - pocałunek blasku, pocałunek pielęgnacji, pocałunek natury

Przeciętna kobieta w ciągu życia zjada około czterech kilogramów szminki. Nowe lśniące Kiss kiss shine bloom zawierają 95 proc. naturalnych składników. Nadają ustom świeży kolor, który wcale nie tak łatwo „zjeść”. 

Guerlain wszedł zdecydowanym krokiem na ścieżkę prowadzącą w kierunku natury, zmieniając formuły ikonicznych produktów na bardziej naturalne. Na pierwszy ogień poszły podkład L’Essentiel, Terracotta (słynny puder brązujący) oraz pomadki KissKiss.

KissKiss Bloom przyciąga wzrok
olśniewającym, nowym złotym blaskiem. Pod
złotą powłoką nowa szminka pięknie lśni na
ustach, zapewniając łatwą aplikację i chwilę
czystej zmysłowości za jednym pociągnięciem.KissKiss Bloom przyciąga wzrok olśniewającym, nowym złotym blaskiem. Pod złotą powłoką nowa szminka pięknie lśni na ustach, zapewniając łatwą aplikację i chwilę czystej zmysłowości za jednym pociągnięciem.

Według Guerlain makijaż bez szminki jest niepełny. KissKiss to od 2005 roku ikona marki, część jej DNA. Mimo że same pomadki były w sprzedaży od 1994 roku, dopiero 11 lat później zmieniły się w prawdziwe klejnoty wraz z nowym opakowaniem zaprojektowanym przez Hervégo van der Straetena, francuskiego projektanta biżuterii, mebli i oświetlenia. Jesienią ubiegłego roku premierę miała kolekcja matowych szminek Tender Matte. Teraz, wiosną, przyszedł czas na pocałunki w wersji błyszczącej.

Kiss od shine - mokry połysk i niezwykła
zmysłowość.Kiss od shine - mokry połysk i niezwykła zmysłowość.

Paleta pomadek zainspirowana kolorem kwiatów - każdy
odcień zapewnia świeży, soczysty i żywy
efekt naturalnego piękna.Paleta pomadek zainspirowana kolorem kwiatów - każdy odcień zapewnia świeży, soczysty i żywy efekt naturalnego piękna.

Kolory nowych pomadek KissKiss Shine Bloom inspirowane są płatkami kwiatów. Świeże, radosne odcienie łatwo dobrać do każdej karnacji, a formuły mają pielęgnacyjne właściwości. Cząsteczki kwasu hialuronowego w połączeniu z ekstraktem z konjacu i masłem shea dają uczucie komfortu i nawilżenia przez 24 godziny. Olejek z japońskiej kamelii wygładza usta. Za fantastyczny połysk (i przyjemny poślizg przy nakładaniu) odpowiada zaś roślinny wosk Candelilla.

Pomadki są dostępne w 20 odcieniach, ale cztery sztandarowe mają specjalne szczęśliwe numery wybrane według chińskiej numerologii.

Te numery to szczęśliwe  liczby w chińskim horoskopie. Od lewej: 258 – MY KISS GLOW; 775 – POPPY KISS ; 521 – KISS TO SAY; 520 – LOVE BLOOMTe numery to szczęśliwe liczby w chińskim horoskopie. Od lewej: 258 – MY KISS GLOW; 775 – POPPY KISS ; 521 – KISS TO SAY; 520 – LOVE BLOOM

Za jednym pociągnięciem usta nabierają trójwymiarowego blasku dzięki soczystej, świeżej i wystawnej palecie odcieni.

KissKiss Shine Bloom Guerlain 185 złKissKiss Shine Bloom Guerlain 185 zł

  1. Moda i uroda

Skóra sucha, blizny, rozstępy. Jak zaopiekować się skórą, która wymaga troski i uwagi? Poradnik świadomej pielęgnacji

Jak dbać o skórę (Fot. materiały partnera)
Jak dbać o skórę (Fot. materiały partnera)
Każda skóra jest inna. Jedna jest zupełnie bezproblemowa, a inna wymaga dużej troski i uwagi. Jak zadbać o skórę suchą, z bliznami i rozstępami?

Spis treści:

Skóra sucha. Co trzeba o niej wiedzieć?

Przyczyny i objawy suchej skóry

Jak dbać o suchą skórę?

Rozstępy. Co trzeba o nich wiedzieć?

Skąd biorą się rozstępy?

Jak radzić sobie z rozstępami?

Blizny. Co trzeba o nich wiedzieć?

Jak radzić sobie z bliznami?

Skóra sucha. Co trzeba o niej wiedzieć?

Woda jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania całego naszego organizmu, w tym skóry. Większość wody związanej w tym organie znajduje się w skórze właściwej. Z kolei komórki najbardziej zewnętrznej warstwy naskórka – warstwy rogowej – zawierają stosunkowo mało wody, około 13%. Jednak nawet niewielkie wahania tego poziomu powodują nieprawidłowe funkcjonowanie skóry. Spadek zawartości wody poniżej 10% w korneocytach, czyli komórkach warstwy rogowej, sprawia, że ich wzajemne przyleganie jest osłabione, a skóra staje się sucha, szorstka, spękana.

Przyczyny i objawy suchej skóry

Istotna dla utrzymania optymalnego poziomu wody w skórze jest sprawnie działająca bariera naskórkowa, do czego przyczyniają się m.in. NMF i międzykomórkowe spoiwo lipidowe. NMF (natural moisturizing factor – naturalny czynnik nawilżający) to kompleks substancji występujących w naskórku, odpowiadający za zatrzymanie wody wewnątrz korneocytów. Woda w korneocytach jest niezbędna m.in. do utrzymania ich właściwego kształtu i wzajemnego przylegania, a co za tym idzie integralności warstwy rogowej, optymalnego poziomu ucieczki wody na zewnątrz i ochrony przed wnikaniem czynników zewnętrznych do środka. Do składników NMF należą m.in. mocznik, kwas mlekowy i mleczany. Z kolei międzykomórkowy cement lipidowy otacza komórki warstwy rogowej i składa się z kwasów tłuszczowych, ceramidów i cholesterolu. Cement lipidowy odpowiada za spajanie i nawilżanie komórek warstwy rogowej, zatrzymuje wodę i NMF w naskórku.

Zaburzenia w składzie lub ilości NMF oraz cementu lipidowego sprawiają, że spada zawartość wody w naskórku i skóra przestaje prawidłowo działać. Staje się bardziej przepuszczalna dla wody na zewnątrz i dla alergenów oraz substancji drażniących do środka. Pojawia się problem suchej skóry. Taka skóra swędzi, piecze, jest szorstka, mniej elastyczna, łuszczy się, bywa nadwrażliwa i bardziej podatna na niekorzystne działanie czynników zewnętrznych, np. wiatru, temperatury, promieniowania UV czy detergentów.

Warto przy tym pamiętać, że każdego dnia ze zdrowej skóry osoby dorosłej odparowuje nawet filiżanka wody. Wędrówka wody od najgłębszych warstw skóry na zewnątrz i jej odparowanie jest zjawiskiem normalnym, a poziom tej ucieczki jest określany wskaźnikiem TEWL (transepidermal water loss – przeznaskórkowa utrata wody). Jest on miarą sprawności bariery naskórkowej. Przy suchej skórze poziom TEWL może wzrosnąć wielokrotnie.

Za pojawieniem się problemu suchej skóry mogą stać takie czynniki jak uwarunkowania genetyczne, starzenie się skóry, choroby przewlekłe, zaburzenia hormonalne, niektóre leki, czynniki środowiskowe, w tym nieprawidłowa pielęgnacja skóry. Sucha skóra towarzyszy niektórym dermatozom, np. atopowemu zapaleniu skóry, łuszczycy i rybiej łusce.

Jak dbać o suchą skórę?

Skóra sucha wymaga regularnego nawilżania i natłuszczania. W pielęgnacji suchej skóry istotne jest zwiększenie zatrzymania wody w naskórku. Pomocne w tym będą składniki tworzące na powierzchni skóry warstwę okluzyjną, ograniczającą odparowywanie wody z naskórka. Poprzez działanie pośrednio nawilżające zmiękczą skórę i uelastycznią ją. Do tej grupy składników należą m.in. silikony, parafina czy oleje roślinne. Te ostatnie dodatkowo dostarczą skórze nienasyconych kwasów tłuszczowych, naturalnie występujących w skórze. Warto pamiętać, że skóra sucha zwykle jest skórą wrażliwą, nadreaktywną, bardziej podatną na podrażnienia i reakcje alergiczne. Z tego powodu należy wybierać kosmetyki delikatne, pozbawione najczęstszych alergenów, a wszelkie nowości kosmetyczne wprowadzać do pielęgnacji ostrożnie.

Zarówno do smarowania suchej skóry twarzy, jak i całego ciała, dobrze sprawdzi się Olejek Naturalny Bio-Oil. Zawarte w preparacie liczne oleje roślinne, m.in. sojowy, z nasion słonecznika i krokosza bawarskiego, jojoba i z pestek granatu, dostarczą skórze nienasyconych kwasów tłuszczowych, ograniczą przeznaskórkową utratę wody, nawilżą i uelastycznią skórę. Z kolei bogaty w witaminy i białka roślinne olejek z kiełków pszenicy wspomoże regenerację komórek skóry, a bisabolol oraz olejki lawendowy, rumiankowy i nagietkowy zapewnią działanie przeciwzapalne i łagodzące. Oleje zawarte w preparacie zostały dobrane pod kątem zawartości kwasów tłuszczowych, naturalnie występujących w skórze oraz szybkiego wchłaniania, bez pozostawiania nieprzyjemnej, lepkiej warstwy. Preparat nie zawiera najczęstszych alergenów zapachowych ani syntetycznej kompozycji zapachowej, pozbawiony jest również barwników, co zmniejsza ryzyko podrażnienia często wrażliwej skóry suchej.

Olejek do suchej skóry (Fot. materiały partnera)Olejek do suchej skóry (Fot. materiały partnera)

Rozstępy. Co trzeba o nich wiedzieć?

Rozstępy to wrzecionowate pasma ścieńczałej skóry, przypominające blizny. W odróżnieniu od nich, rozstępy nie powstają w wyniku urazu. Do utworzenia rozstępów przyczyniają się uwarunkowania genetyczne, czynniki biochemiczne oraz czynniki mechaniczne. Zmiany te mogą powstać w konsekwencji wahań hormonalnych, związanych np. z ciążą, dojrzewaniem czy niektórymi chorobami. Do ich wytworzenia przyczynia się też rozciągnięcie skóry spowodowane przyrostem tkanki tłuszczowej lub mięśniowej. Ze względu na uwarunkowaną genetycznie mniejszą grubość skóry i zmniejszoną zawartość w niej włókien kolagenowych i elastynowych, rozstępy częściej występują u kobiet niż u mężczyzn. Do powstawania rozstępów predysponuje także ciemny fototyp skóry.

Skąd biorą się rozstępy?

W skórze występują włókna kolagenowe i elastynowe, które, jeśli są prawidłowo zbudowane, nadają skórze elastyczność, wytrzymałość i sprężystość. Z powodu m.in. intensywnego rozciągania skóry czy na skutek zmian hormonalnych dochodzi do ich uszkodzenia. Zyskują nieprawidłową strukturę, są porozrywane i źle ułożone, przez co nie spełniają swojej roli. Skóra w tych obszarach traci elastyczność i sprężystość. W konsekwencji uwidaczniają się rozstępy, które ze względu na reakcję zapalną i rozszerzenie naczyń krwionośnych najpierw są czerwone, a z czasem bledną i stają się perłowo-białe. Rozstępy charakteryzują się ścieńczeniem skóry, zmniejszoną pigmentacją, brakiem włosów i elementów wydzielniczych. Zwykle mają kilka centymetrów długości i występują w skupieniach. Najczęstszym problemem są rozstępy na udach, brzuchu, pośladkach oraz rozstępy na plecach - w okolicy krzyżowo-lędźwiowej, u kobiet dodatkowo na piersiach, a u mężczyzn - na bicepsach i kolanach.

Jak radzić sobie z rozstępami?

Walka z rozstępami jest trudna, dlatego istotne są działania profilaktyczne, zmniejszające ryzyko ich powstania. Należy unikać gwałtownych wahań masy ciała i dbać o zbilansowaną, zdrową dietę. Przydatne są również masaże oraz naprzemienne zimne i ciepłe prysznice, a także aktywność fizyczna. Gdy rozstępy już powstaną, warto zadbać o dobre nawilżenie i natłuszczenie skóry w tym obszarze. Przydatne będą preparaty bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe oraz witaminy A, C i E. Specjalistyczny olejek do pielęgnacji skóry Bio-Oil zawiera bogactwo emolientów, m.in. unikalny PurCellin, odpowiadający za szybkie wchłanianie preparatu i skuteczne dostarczanie jego aktywnych składników. Specjalistyczny olejek do pielęgnacji skóry Bio-Oil zawiera także pochodną witaminy A – palmitynian retinolu. To główna, naturalnie występująca w naskórku forma witaminy A, o dużej cząsteczce i stabilności. Palmitynian retinolu stosowany zewnętrznie korzystnie wpływa na skórę – zwiększa grubość naskórka oraz poziom syntezy kolagenu i innych białek. Z tego powodu znalazł szerokie zastosowanie w przemyśle kosmetycznym, zwłaszcza w produktach przeciwstarzeniowych czy wspomagających walkę z niedoskonałościami – bliznami, rozstępami. Przeprowadzone badania kliniczne dowodzą skuteczności specjalistycznego olejku Bio-Oil w walce z rozstępami. W badaniu z udziałem 38 kobiet, posiadających rozstępy różnego pochodzenia, wykazano, że już po 2 tygodniach nakładania olejku na skórę dwa razy dziennie, bez towarzyszącego masażu, u 95% badanych poprawił się wygląd rozstępów.1

Olejek do pielęgnacji skóry (Fot. materiały partnera)Olejek do pielęgnacji skóry (Fot. materiały partnera)

Blizny. Co trzeba o nich wiedzieć?

Blizna powstaje w wyniku gojenia się rany i stanowi tkankę zastępczą – tkanka łączna włóknista zastępuje ubytek skóry właściwej. Blizny powstają na skutek różnego rodzaju urazów - mechanicznych, termicznych, chemicznych. Urazy, a dalej blizny, mogą powstać np. w wyniku zabiegów operacyjnych czy estetycznych, chorób skóry (np. ospy wietrznej, trądziku), tatuaży, szczepień czy ukąszenia owadów. Często powstawaniu blizn towarzyszy stan zapalny. Podobnie do rozstępów, blizny charakteryzują się mniejszą grubością naskórka, brakiem włosów i gruczołów potowych i łojowych. W tym obszarze zanikają włókna elastynowe, co powoduje sztywność i niesprężystość blizny.

Prawidłowe gojenie się skóry obejmuje kilka etapów, trwających wiele tygodni, stąd ostateczny kształt blizna uzyskuje po około 12 miesiącach od powstania urazu. Zwykle gojenie się ran prowadzi do powstania nieznacznej zmiany. Dojrzała, prawidłowa blizna jest płaska, niewystająca, perłowo-biała. Zdarza się jednak, że proces gojenia jest nieprawidłowy, dochodzi do bliznowacenia i powstania blizn zanikowych, o dnie blizny leżącym poniżej powierzchni skóry, oraz blizn przerostowych i keloidów, które wystają ponad powierzchnię skóry. W prawidłowej bliźnie włókna kolagenowe są cienkie i rozmieszczone regularnie, z kolei w bliznach przerostowych są grube, przypadkowo rozmieszczone i jest ich więcej niż w skórze zdrowej i prawidłowych bliznach.

Jak radzić sobie z bliznami?

Podobnie jak w przypadku rozstępów, istotne jest działanie zapobiegające powstawaniu blizn. Zaleca się stosowanie miejscowych preparatów, a ich działanie powinno być wielokierunkowe – powinno skupiać się m.in. na poprawie uwodnienia, działaniu przeciwzapalnym, przeciwobrzękowym, zmiękczającym, ograniczającym świąd. Specjalistyczny olejek do pielęgnacji skóry Bio-Oil zawiera liczne emolienty, m.in. parafinę, trójglicerydy oraz wspomniany wcześniej PurCellin. Natłuszczają skórę i tworzą skuteczną warstwę okluzyjną, dzięki czemu ograniczają ucieczkę wody z naskórka. Nawilżają, zmiękczają i uelastyczniają skórę. Stanowią także bazę dla substancji aktywnych, a ich specjalnie dobrana kompozycja zapewnia szybkie wchłanianie produktu, wysoką wydajność i łatwe rozprowadzanie. W specjalistycznym olejku do pielęgnacji skóry Bio-Oil znajdziemy także ekstrakty roślinne – olejek rumiankowy, lawendowy, rozmarynowy i nagietkowy, nadające preparatowi właściwości regenerujące, wygładzające i łagodzące. Preparat zawiera wspomnianą wcześniej pochodną witaminy A oraz bisabolol, odpowiadający za właściwości przeciwzapalne. W badaniu z udziałem 36 kobiet, które stosowały specjalistyczny olejek Bio-Oil dwa razy dziennie przez 8 tygodni na blizny nie starsze niż 3 lata, stwierdzono poprawę wyglądu tych zmian u 92% pacjentów2. Z kolei olejek stosowany 2 razy dziennie przez 10 tygodni na świeże blizny potrądzikowe doprowadził do ogólnej poprawy ich wyglądu u 84% z 44 pacjentów3.

Skuteczność olejku Bio-Oil (Fot. materiały partnera)Skuteczność olejku Bio-Oil (Fot. materiały partnera)

1. Badanie przeprowadzone w 2010 roku przez proDERM Institute for Applied Dermatological Research, Hamburg, Niemcy. Wyniki opublikowano w "A reviewof the effects of moisturizers on the appearance of scars and striae." International journal of cosmetic science 34.6 (2012): 519-524. Dostęp: https://onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1111/j.1468-2494.2012.00751.x

2. Badanie przeprowadzone w 2010 roku przez proDERM Institute for Applied Dermatological Research, Hamburg, Niemcy. Wyniki opublikowano w "A review of the effects of moisturizers on the appearance of scars and striae." International journal of cosmetic science 34.6 (2012): 519-524. Dostęp: https://onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1111/j.1468-2494.2012.00751.

3. Badanie przeprowadzone w 2012 roku przez Department of Dermatology, Peking University First Hospital, Pekin, Chiny.

Bibliografia:

Oliveira, Marcela B., et al. "Topical application of retinyl palmitate-loaded nanotechnology-based drug delivery systems for the treatment of skin aging." BioMed research international 2014 (2014).

Rawlings, A. V., S. Bielfeldt, and K. J. Lombard. "A review of the effects of moisturizers on the appearance of scars and striae." International journal of cosmetic science 34.6 (2012): 519-524.

Summers, Beverley. "The effect of a topically-applied cosmetic oil formulation on striae distensae." South African Family Practice 51.4 (2009).

Martini, Marie-Claude, et al. Kosmetologia i farmakologia skóry. Wydawnictwo Lekarskie PZWL, 2008.

Kołodziejczak, Anna, et al. Kosmetologia. Tom 1. Wydawnictwo Lekarskie PZWL, 2020.