1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Regeneracja – zanurz się w naturze

Regeneracja – zanurz się w naturze

Hipoteza biofilii, postawiona przez Ericha Fromma, sugeruje, że ludzie mają wrodzoną tendencję do poszukiwania związków z naturą i innymi formami życia.(Fot. Marta Wojtal)
Bezkresne przestrzenie, zielone łąki, gęste lasy – to najlepsze miejsca, żeby odpocząć. Przywrócić ciału zdrowie, siły i piękno.

Patrząc z perspektywy historii gatunku ludzkiego, jeszcze nie tak dawno żyliśmy w lasach. Jeśli przyjmiemy, że homo sapiens ma około 50 lat – w miastach mieszkamy od jakichś dwóch tygodni. Wcześniej teren Europy porastały dzikie puszcze. „Tu czuliśmy się bezpiecznie. Mieliśmy pod ręką żywność i wodę, skóry i rośliny lecznicze, budowaliśmy schronienia, wieczorami paliliśmy ogniska i patrzyliśmy w gwiazdy. Bez pośpiechu. W nocy było ciemno. W dzień łagodne, zielonkawe światło koiło wzrok. Las wyostrzał zmysły, inspirował, skłaniał do obserwacji i wyciągania wniosków… I właśnie gdzieś tam narodziła się medycyna” – tak pisze doktor nauk medycznych Katarzyna Simonienko w swojej książce „Terapia lasem w badaniach i praktyce”, która stanowi kompendium wiedzy na temat jednej z technik dbania o zdrowie – ekspozycji na środowisko naturalne.

Wyjdź z domu

Żyjemy w dużych miastach, na zatłoczonych przestrzeniach – trochę jak zwierzęta na fermach hodowlanych. Na własne życzenie zamknęliśmy się w małych klatkach ze szkła i betonu. U ptaków i ssaków trzymanych w zamknięciu możemy zaobserwować znaczny spadek odporności oraz zaburzenia psychiczne i irracjonalne zachowania wywołane stresem. My reagujemy podobnie. W Japonii, która szybko rozwija się technologicznie, a aglomeracje miejskie są gęsto zaludnione, zaobserwowano zjawisko hikikomori. Tak nazywa się ludzi, którzy unikają kontaktów społecznych, czasem całymi latami nie opuszczają swoich mieszkań, żyjąc jedynie w wirtualnej rzeczywistości. Nie dziwi więc, że Japończycy zaczęli szukać równowagi w naturze. To właśnie tam w latach 80. pojawiła się technika terapeutyczna nazywana shinrin-yoku, czyli kąpiel leśna. I choć sceptycy śmieją się z „przytulania się do drzew”, zyskuje ona coraz więcej zwolenników na całym świecie. Według shinrin-yoku ważne jest, by zanurzyć się w naturze w ciszy, bez telefonów komórkowych i rozmów. Nie musisz zrobić 10 tysięcy kroków, dystans nie ma znaczenia. Chodzi o to, żeby chłonąć przyrodę wszystkimi zmysłami.

Naukowcy udowodnili, że poza kojącym układ nerwowy wpływem zieleni bakterie znajdujące się w glebie pobudzają wydzielanie się w organizmie człowieka serotoniny nazywanej hormonem szczęścia. (Fot. Marta Wojtal)

Zanurz ręce, weź oddech

Hipoteza biofilii, postawiona przez Ericha Fromma, sugeruje, że ludzie mają wrodzoną tendencję do poszukiwania związków z naturą i innymi formami życia. Fromm pisał: „Człowiek ma naturalną miłość do życia i wszystkiego, co żyje”. Myśl tę rozwinął socjobiolog Edward O. Wilson w swojej książce „Biophilia” (1984), sugerując, że człowiek na etapie ewolucji został genetycznie uwarunkowany tak, aby pozytywnie reagować na środowisko naturalne. Natura, każda zieleń, daje poczucie bezpieczeństwa i spokoju, co ułatwia odzyskiwanie sił i zdrowia. W Anglii pacjentom skarżącym się na spadek nastroju zalecana jest hortiterapia (praca w ogrodzie).

Naukowcy udowodnili, że poza kojącym układ nerwowy wpływem zieleni bakterie znajdujące się w glebie pobudzają wydzielanie się w organizmie człowieka serotoniny nazywanej hormonem szczęścia. Na przykład Mycobacterium vaccae – bakteria glebowa, z którą mamy kontakt, uprawiając ogródek. Pomaga walczyć z chorobami skóry wynikającymi głównie z auto­agresji (atopowe zapalenie skóry, łuszczyca), a także depresją i stanami wyczerpania. Nie masz ogrodu? Idź na spacer do parku lub jeszcze lepiej do lasu, w miejsce, gdzie znajdziesz nienaruszony przez człowieka ekosystem. Albo wybierz się na grzyby. Mycobacterium vaccae osadza się na liściach w terenach wiejskich właśnie wczesną jesienią i wiosną.

Najlepsza pora na taki spacer to poranek. Powietrze w lasach czy na łąkach przesycone jest różnego rodzaju mikroorganizmami i związkami organicznymi produkowanymi przez rośliny (bakterie, strzępki grzybów, fragmenty glonów, zarodniki, pyłki). W leśnym powietrzu, w przeciwieństwie od tego miejskiego, znajdują się też fitoncydy. To substancje wydzielane przez różne gatunki roślin w celach obronnych i komunikacyjnych. W naszych drogach oddechowych nie tracą swoich właściwości i nadal działają bakterio- i wirusobójczo, ułatwiając walkę z infekcjami. Mogą też wpływać ochronnie na komórki nerwowe, wspomagając pracę mózgu. Na podobnej zasadzie działają olejki eteryczne wydzielane przez rośliny, pozwalając nam szybciej się zrelaksować, poczuć spokój i zadowolenie. W naturalnym środowisku jest też inna niż w mieście jonizacja powietrza – ma zdrowsze dla nas wartości ujemne. Największe natężenie tych wszystkich składników jest właśnie rano.

Najważniejsza jest przyjemność z troski o własne ciało: nie trzeba przesadnie się starać, żeby cieszyć się doskonałymi efektami.(Fot. Marta Wojtal)

Naturalne piękno

Zapach pól, lasów i łąk ma się ochotę zabrać do własnej łazienki, ale w naturalnej formie olejków eterycznych, a nie sztucznie perfumowanych produktów. Nie byłam zwolenniczką własnoręcznie przyrządzanych kosmetyków do czasu, aż ukazała się książka „Atlas naturalnego piękna”, w którym ekskluzywna francuska marka kosmetyczna Officine Universelle Bully dzieli się swoją wiedzą na temat roślin i kosmetycznymi recepturami. Testowałam już aromatyczną kąpiel „Żegnajcie smutki”. Przepis jest prosty: w miseczce należy ubić dwie łyżeczki olejku z wiesiołka z trzema łyżkami soli Epsom i dwoma kroplami olejku eterycznego z szałwii muszkatołowej. Całość rozpuścić w wodzie, a potem wejść do wanny na dziesięć minut. Taka kąpiel naprawdę przywraca siły. Polecam też jesienną maseczkę rozświetlającą. Dziesięć czarnych winogron zmiksować w blenderze z łyżeczką oleju z pestek winogron i nałożyć na twarz na mniej więcej dziesięć minut. Potem spłukać ciepłą wodą. Skóra jest miękka i rozjaśniona. W planie mam jeszcze oczyszczającą i wzmacniającą kąpiel paznokci z rumiankiem. Książka jest skarbnicą przepisów na domowe, naturalne sposoby radzenia sobie z kryzysowymi sytuacjami – oparzeniami słonecznymi, ząbkowaniem u niemowlaków czy żądnymi krwi komarami (w sam raz na spacery po lesie!). Dowiedziałam się też, że w 1652 roku angielski zielarz i lekarz Nicholas Culpeper zalecał stosowanie winorośli w postaci płynu do płukania ust: popiół ze spalonych pędów tej rośliny sprawi, że czarne jak węgiel zęby staną się białe jak śnieg. Jednak przede wszystkim lektura przypomina, że najważniejsza jest przyjemność z troski o własne ciało: nie trzeba przesadnie się starać, żeby cieszyć się doskonałymi efektami. Wystarczy kilka łagodnych ruchów oraz składniki, które zapewnia nam hojnie, a często również tanio natura.

1. Koniczynowy ziołoocet, płukanka do włosów wypadających dla kobiet, KOSMETYKI DLA 100 g/19 zł. 2. Skin Food Light, krem natychmiastowo i silnie nawilżający, Weleda 75 ml/45,90 zł. 3. Sosnowa włosomyjka, szampon do włosów przetłuszczających się, kosmetyki DLA 35 g/26 zł. 4. Intensywna kuracja do skóry nadwrażliwej dr. HAUSCHKA 40 ml/185 zł. 5. Ratunkowy krem do twarzy Svitanyé 50 ml/149 zł. 6. Krem nawilżający Miłość – dziewięć ziół JARDIN 30 ml/75 zł (cosibella.pl). 7. Serum rewitalizujące Revier (kupując ten produkt, zapewniasz posadzenie 1 m² „Lasu na zawsze”) SKINTRA 30 ml/52 zł. 8. Formula Nº 7.09, przeciwstarzeniowy krem do cery suchej i wrażliwej, D’Alchemy 50 ml/187 zł.

Ziołowe kadzidła

Najlepiej w miarę możliwości korzystać z tego, co rośnie w pobliżu. Przyjrzyjmy się temu na przykładzie kadzideł. Pokochaliśmy palo santo i białą szałwię. Warto jednak wiedzieć, że przez tę modę palo santo – święte drzewo rdzennych Amerykanów – jest na wymarciu. Tradycyjnie drewno pozyskiwano z drzew, które naturalnie obumarły. Teraz są one masowo wycinane. Z kolei popularność białej szałwii sprawiła, że pod jej plantacje wycina się kolejne obszary lasów. A przecież można robić kadzidła DIY z lokalnych ziół zbieranych w etyczny sposób (zrywamy niewielką ilość roślin z obszarów, które nie są objęte ochroną). Z dziko rosnących bylic, piołunów, wrotyczy, krwawników, a zimą z jałowca, można własnoręcznie stworzyć kadzidła pachnące lasem, dziką przyrodą. Do okadzania możesz też wykorzystać zioła, których używasz w kuchni: szałwii ogrodowej, rozmarynu, mięty. Pięknie pachną, a zawarte w nich olejki eteryczne działają odkażająco. Smużka dymu z żywicznej sosny może zaś uspokoić myśli i otoczyć przyjemnym aromatem dom, zastępując kultowe palo santo. Jeśli potrzebujesz inspiracji (lub chcesz kupić gotowe kadzidła), polecam obserwować na Instagramie konta @rozkwity czy @plonka.podlesna. Przy odrobinie szczęścia można trafić tam na informację o warsztatach na temat ziół, czule zwanych chwastami, zielskiem i badylami.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze