1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Masaż – rozluźnienie ciała i zmysłów

Masaż – rozluźnienie ciała i zmysłów

Jedyne, co trzeba zrobić podczas masażu, to powiedzieć swojej głowie, żeby odpuściła kontrolę nad ciałem i pozwoliła terapeutce spokojnie kręcić naszymi kończynami w dowolne strony i ugniatać mięśnie. Niech ciało się rozluźnia. (Fot. iStock)
Stres i napięcia usztywniają ciało, zbijają mięśnie w kamień, a my czujemy zmęczenie i niemoc. Ciało tęskni za czułym dotykiem, masażem, który je zmiękczy i pozwoli płynąć życiodajnej energii.

Dobry masaż sprawia, że ciało się rozluźnia, spada ciężar z barków, a krok odzyskuje lekkość. Jeśli czuję, że mam spięte ramiona, obolały kręgosłup i potrzebuję szybkiej pomocy, lubię pójść na masaż tajski. W salonie dostaje się luźne bawełniane spodnie i koszulkę, a potem zwykle niepozorna, drobna Tajka z siłą, o którą nikt by jej nie podejrzewał, uciska i rozciąga twoje ciało, aż spięte mięśnie się poddadzą i rozluźnią. Masaż tajski nazywa się często jogą dla leniwych. Łączy akupresurę z elementami pasywnej jogi, rozciągania i refleksologii. W Tajlandii korzystałam z masażu codziennie. Starałam się wybierać miejsca, dokąd chadzali miejscowi. Żadna z sesji nie była do siebie podobna. Czasem terapeutka długo masowała wybrane miejsca, innym razem skupiała się na rozciąganiu, a jeszcze kolejnego dnia przez większość czasu tylko uciskała punkt na dłoniach, aż w oczach kręciły mi się łzy. Salony masażu, do których wejść można prosto z ulicy bez wcześniejszego umawiania się, są w Tajlandii na każdym kroku. A tajska przewodniczka opowiadała mi, że płaci swojemu wnukowi, żeby pochodził jej po plecach, bo to najlepszy sposób na rozluźnienie po godzinach oprowadzania wycieczek lub siedzenia w autokarze.

Żałuję, że u nas dotyk i manualne techniki pracy z ciałem nie są tak popularne i łatwo dostępne. Większość korzysta z masaży raczej od święta lub gdy ciało zacznie już tak protestować, że po prostu nie ma innego wyjścia. Lubię klasyczny tajski masaż za to, że wykonuje się go przez ubranie, nie wymaga więc przygotowań czy mentalnego przełamywania oporu przed rozebraniem się w obecności obcej osoby. Jedyne, co trzeba zrobić, to powiedzieć swojej głowie, żeby odpuściła kontrolę nad ciałem i pozwoliła terapeutce spokojnie kręcić naszymi kończynami w dowolne strony i ugniatać mięśnie. Niech ciało się rozluźnia. Jeśli jednak możesz zorganizować sobie więcej wolnego czasu, tak żeby po seansie nie biec zaraz do pracy lub z dziećmi na plac zabaw, zapisz się na lomi lomi nui lub masaż Pressla.

Taniec hula wokół ciała

Lomi lomi nui to jest nie tylko masaż, ale cała ceremonia lub, jak mówi terapeutka holistyczna Joanna Przybyła, „masaż intencyjny, transformujący”. Gdy przyszłam do jej gabinetu, zanim jeszcze zaczęła się główna część seansu, terapeutka wręczyła mi świeczkę i zostawiła mnie na kilka minut samą w pokoju, żebym mogła się zastanowić, czego w tej chwili najbardziej pragnę, potrzebuję. Z intencją osiągnięcia tego celu zapala się świeczkę, która płonie przez cały czas masażu. Zdmuchujemy ją przed wyjściem, już z zupełnie inną energią. Joanna Przybyła jest dyplomowaną terapeutką i nauczycielką Aloha International – organizacji, która zasady masażu lomi lomi nui opiera na filozofii huny, czyli starożytnej wiedzy polinezyjskich kahunów. Zgodnie z ich naukami tył ciała symbolizuje przyszłość, czyli coś, czego nie jesteśmy w stanie zobaczyć, natomiast przód to przeszłość. „Mówię o tym ludziom przed masażem, żeby mogli wsłuchać się w swoje ciało. Plecy, pośladki, łydki, kark – te rejony mamy zwykle najbardziej spięte. Gdy stopniowo się rozluźniają, możemy otworzyć się na przyszłość. Poczuć, że czeka na nas, piękna i bezpieczna. Z kolei masaż brzucha i przestrzeni między piersiami to moment, w którym możemy puścić złe wspomnienia, głęboko odetchnąć. Nasza przeszłość, jakakolwiek była, jest do uznania, czułego spojrzenia na nią, zaopiekowania się nią. To już minęło, nie zmienimy tego, nasze przeszłe doświadczenia, nawet jeśli wymagające, pozwalają po przetransformowaniu zmienić je w mądrość i moc” – mówi terapeutka.

Celem masażu jest przywrócenie ciału lekkości i giętkości. W miękkim ciele może bowiem płynąć swobodnie mana, czyli energia życiowa, w innych systemach nazywana praną, qi lub czi. Sam masaż też jest płynny, z dużą ilością olejków, robiony posuwistymi, niemalże tanecznymi ruchami. „Osoba, która masuje, jest jak tancerz hula. Porusza się tymi samymi tanecznymi krokami, na ugiętych kolanach, ruchy ramion są rytmiczne i płynne, ale jednocześnie silne i zdecydowane – mówi Joanna Przybyła. – Zależy mi na tym, by każda osoba, która do mnie przychodzi, poczuła się zrelaksowana i otoczona miłością. Pełen akceptacji dotyk daje szansę na prawdziwy kontakt ze sobą, pozwala odpocząć, zatroszczyć się o siebie, zatrzymać się i z refleksją poczuć swoje ciało, swoje życie”.

Masaż Pressla: To, co płynie, jest ruchem

Ciepło, dotyk i bliskość to także najważniejsze elementy masażu, który opracował niemiecki lekarz Simeon Pressel (1905–1980), czerpiąc inspirację z antropozoficznego spojrzenia na człowieka głoszonego przez Rudolfa Steinera. Nie ukrywam, że to mój ulubiony masaż, za którym fizycznie tęsknię, gdy kolejną wizytę w gabinecie odkładam zbyt długo. Technika masażu rozwijała się i dojrzewała przez lata wraz z kolejnymi życiowymi doświadczeniami doktora Pressla. Najpierw, gdy jako 17-letni chłopak zapadł na ciężką chorobę, skierowano go na masaże w trakcie długiej i złożonej rekonwalescencji. Doświadczył wówczas czegoś w rodzaju wyrzeźbienia ciała, ukształtowania go od nowa. Jednak ostateczny kształt autorskiego masażu Pressla zrodził się w trakcie kilkunastoletniego pobytu w sowieckim łagrze. W ekstremalnych warunkach, aby utrzymać przy życiu towarzyszy, zaczął ich masować. Nauczył też od razu swojego masażu współwięźniów po to, by tą metodą można było wspomagać jak największą grupę osób. Ci uczyli następnych. Już jako doktor Pressel masował swoich pacjentów, ponieważ uważał, że to najlepszy sposób na przeprowadzenie diagnozy (nazywał to rozmową przez dotyk), ale też skuteczna metoda poprawy stanu zdrowia. W praktyce masaż doktora Pressla składa się z dwóch części. „To oznacza, że dopiero dwie sesje stanowią całość. Za pierwszym razem masowany jest intensywnie obszar łydek i krzyża. Druga część to gruntowny masaż pleców, barków, rąk, kręgosłupa szyjnego i potylicy. Ważne są ciepłe wełniane skarpetki, wełniane koce, termofory, które otulają i ogrzewają w czasie całego masażu” – mówi terapeutka Dobrochna Grott-Korzeniowska.

Masaż Pressla podnosi komfort cieplny. Ciało jest dokładnie szczotkowane, żeby pobudzić krążenie, a potem masowane kolistymi, rytmicznymi ruchami z użyciem naturalnych olejków roślinnych. Takie połączenie działa głęboko i bardzo intensywnie. To, że pierwsze spotkanie zaczyna się od masażu nóg, a nie jak w większości technik – od pleców, jest nietypowe. „W masażu jest dużo ruchów krążących wokół kostki, ścięgna Achillesa, łydki, ponieważ doktor Pressel uważał, że jeśli te miejsca nie są sprężyste, giętkie, trudno jest mierzyć się z rzeczywistością i układać sobie plany na przyszłość. Używał nawet określenia »skarpetki przyszłości« do opisania miejsc, o które trzeba szczególnie zadbać, właśnie tam, gdzie zwykle jest gumka od klasycznej skarpetki” – opowiada ekspertka. Lewa łydka według teorii Pressla odpowiada za przemianę materii, prawa odwołuje się do serca (organu i emocji). „Gdy ciało jest poruszone i cieplutkie, można powiedzieć, że jest w pewnym sensie miękkie. Zdarza się, że kończę masaż postawieniem baniek. Używam baniek zasysanych, nie ogniowych – jest to zupełnie wystarczające, ponieważ jakość ognia, którą ceni się w bańkach, zawarta jest już w samym masażu. Ich rolą jest wytworzenie podciśnienia i jeszcze silniejsze pobudzenie przepływu krwi i limfy. Bańki nie należą do kanonu masażu Pressla. Dlatego czasem je stawiam, a czasem nie, decyzję podejmuję intuicyjnie, ale też w zależności od tego, czy masowana osoba ma czas na przeżycie tego procesu – luzowania, oddawania, wypuszczania. Masaż Pressla jest masażem poruszającym i najczęściej ludzie mają ochotę po nim spać. Po bańkach jest to jeszcze silniejsza potrzeba. Gdy więc wiem, że po wizycie dana osoba musi zaraz gdzieś pędzić, nie ma sensu stawiać baniek. Poza tym bańki to jest swoista zabawa z systemem immunologicznym, który zostaje pobudzony i zaktywizowany, ale zazwyczaj po każdym takim pobudzeniu jest spadek formy. Dlatego zawsze mam prośbę, żeby przez półtorej godziny po masażu, po powrocie do domu, usiąść, otulić się, żeby uniknąć zawiania. Kilka godzin w zupełności wystarczy, potem można iść na tańce” – mówi Dobrochna Grott-Korzeniowska.

Według Pressla miejsca, które nas bolą, to takie, w których coś się zablokowało, nie ma przepływu. Zadaniem masażu jest przywrócenie tego przepływu, płynnego nurtu sił witalnych. Dzięki temu wzrasta nasza motywacja do podejmowania decyzji, a „skarpetki przyszłości” dobrze leżą.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze