fbpx

Mali agenci

Norma Cornes/123RF.com

Preparaty sprzedawane w aptekach najczęściej nie rzucają się w oczy, nie kuszą też wspaniałymi zapachami i aksamitnymi konsystencjami. Ich siła tkwi w czymś innym – zostały stworzone do zadań specjalnych. Jest tylko jeden mały kłopot. To, że kupiliśmy krem w aptece, wcale nie musi oznaczać, że jest on właśnie kosmeceutykiem.

Profesor dermatologii z Uniwersytetu Pensylwanii Albert Montgomery Kligman 25 lat temu wymyślił pojęcie „kosmeceutyku”, czyli „środka kosmetycznego o działaniu leczniczym”. Kiedy jednak ogłosił to na dorocznym spotkaniu Towarzystwa Chemików Kosmetycznych, spotkał się głównie z drwinami i niechęcią. Tworzenie odrębnej kategorii dla produktów, które nie są ani lekami, ani kosmetykami, uznano za zbyteczne. „Niechcący wywołałem spór, który trwa po dziś dzień” – wspomina prof. Kligman we wstępie do zbiorowej pracy o kosmetykach aptecznych („Kosmeceutyki” pod red. Zoe D. Draelos). Termin wymyślony przez profesora zaczął jednak funkcjonować. Najpierw w środowisku dermatologów, potem w języku reklamy. Większość z nas zdążyła się już z nim zetknąć. I choć z punktu widzenia prawa kosmeceutyki nie istnieją, nie oznacza to jednak, że ich nie ma. Używa ich przecież prawie jedna trzecia Polek! Pytanie tylko, czy zawsze wiemy, co kupujemy.

Więcej niż kosmetyk, mniej niż lek

„Dermokosmetyk”, „kosmetyk aktywny”, „kosmetyk funkcjonalny” czy wreszcie „kosmeceutyk” to synonimy określające pewien typ preparatów. – Dermokosmetyki tworzone są z myślą o określonych rodzajach skóry. Oprócz funkcji kosmetycznych mają za zadanie wspomagać leczenie chorób skóry – mówi dr nauk med. Anna Pura-Rynasiewicz, specjalista dermatolog. Nie mają one natomiast działania leczniczego, bo wtedy należałoby sklasyfikować je jako leki. Wytyczne dotyczące rozgraniczania leków i kosmetyków zostały opracowane przez Komisję Europejską i zapisane w specjalnych dyrektywach wiążących prawnie firmy kosmetyczne i farmaceutyczne.
Według powszechnie przyjętej definicji kosmetyki są preparatami, które możemy wcierać, nakładać czy rozpryskiwać na dowolną część ciała w celu oczyszczania, upiększania i zwiększania jego walorów – tłumaczy Katarzyna Grużewska, kierownik Laboratorium Badawczo-Wdrożeniowego w firmie Oceanic produkującej tradycyjne kosmetyki i kosmeceutyki. – Zawarte w kosmetykach związki chemiczne nie powinny ingerować w strukturę komórek skóry i procesy metaboliczne zachodzące w skórze.

Okazuje się jednak, że granica między kosmeceutykiem i lekiem bywa dość nieostra. – Kosmeceutyki miewają działanie zbliżone do leków, zwłaszcza te, które zapobiegają rozwojowi chorób skóry we wczesnych stadiach – mówi dr nauk med. Carmen Vincent, kierownik Pracowni Badań In Vivo w Laboratorium Kosmetycznym Dr Irena Eris, gdzie testowane są receptury zarówno tradycyjnych, jak i aptecznych kosmetyków.

W składzie nowoczesnych kremów znajdują się czasem związki chemiczne, które mają zdolność modyfikowania czynności komórek skóry, a więc charakteryzują się jedną z cech zarezerwowanych dla leków. – Takie preparaty lekami nie są, ale nie można też powiedzieć, że są typowymi kosmetykami – zwraca uwagę Katarzyna Grużewska.

Nazwa „kosmeceutyk” nie ma statusu prawnego. – Dotychczas zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie kosmeceutyki nie są zalegalizowane i egzystują pod pojęciem kosmetyku lub ukrywają się wśród leków, które można kupić bez recepty – mówi Katarzyna Grużewska.

 

Z pieczątką dermatologa

Zawsze, kiedy mam jakieś kłopoty ze skórą, szukam pomocy w aptece. Liczę na to, że znajdę tam produkty, które przywrócą cerze równowagę. Wybierając preparat apteczny, mniej się też obawiam podrażnień i alergii. Moje przekonanie potwierdza dr Anna Pura-Rynasiewicz. – Kosmeceutyki produkowane są często na bazie wód termalnych, które dzięki zawartości różnych niezbędnych oligoelementów (takich jak żelazo, miedź, cynk, mangan, selen) oraz krzemu mają właściwości ochronne, przeciwzapalne i kojące. Produkty takie są zwykle dobrze tolerowane przez skórę także dzięki temu, że włącza się w ich skład dodatkowe substancje łagodzące.

Kosmeceutyki stanowią dobrą alternatywę dla kosmetyków drogeryjnych, jeśli cierpimy na alergię lub mamy bardzo wrażliwą skórę. – Specyfika dermokosmetyków polega między innymi na tym, że działają one albo dużo łagodniej, albo dużo silniej niż kosmetyki tradycyjne – tłumaczy dr Carmen Vincent. – Preparaty dla skóry alergicznej i wrażliwej mają krótką listę składników, dzięki czemu ryzyko podrażnień jest mniejsze: usunięto z nich konserwanty, kompozycje zapachowe i barwniki. Sprzedawane są w sterylnych opakowaniach lub w postaci jednorazowych minidawek. Zawierają tylko niezbędne minimum substancji aktywnych, więc ich głównym i często jedynym zadaniem jest odbudowywanie uszkodzonej bariery skórnej i nawilżanie. Na drugim biegunie są preparaty przygotowujące skórę do zabiegów dermatologicznych (np. pilingów) oraz przyspieszające gojenie – działają one dużo silniej niż przeciętny kosmetyk.

Odwiedzając apteki, mam często wrażenie, że bywają one równie dobrze zaopatrzone jak porządna drogeria. Wielka różnorodność produktów budzi jednak niepokój. Czy nie jest tak, że apteka jest po prostu kolejnym kanałem dystrybucji dla kosmetyków niemających żadnego specjalnego działania?

– Nie ma regulacji prawnych określających, które kosmetyki można przyjąć do sprzedaży w aptece, a które należałoby odrzucić – mówi mgr Małgorzata Kapowicka, farmaceutka z jednej z warszawskich aptek. – Kosmetyk przyjmowany do dystrybucji musi być dopuszczony do obrotu. Natomiast to, czy będzie sprzedawany w aptece, zależy od umowy między apteką a producentem czy dystrybutorem preparatu.

Dlatego na aptecznych półkach sąsiadują ze sobą łagodne produkty dla alergików, silnie działające preparaty na rozmaite dolegliwości dermatologiczne oraz kosmetyki do pielęgnacji skóry zdrowej. Jak się w tym wszystkim nie pogubić? Możemy o radę poprosić dermatologa. Okazuje się też, że robienie zakupów w aptekach ma dużą zaletę. – Mamy możliwość zasięgnięcia fachowej porady farmaceuty. Taka pomoc jest w moim odczuciu bardzo cenna. Kupując kosmetyki w drogerii czy supermarkecie, często zdani jesteśmy na własny, mniej lub bardziej trafny, wybór – mówi mgr Małgorzata Kapowicka.

Apteka zamiast drogerii?

Ekonomiści obliczają, że kosmeceutyki to bardzo dynamicznie rozwijający się sektor branży kosmetycznej, rosnący w tempie 40 proc. rocznie. Z prognoz specjalistów od marketingu wynika też, że kosmetyczne zakupy w aptece będziemy robić coraz częściej. Powód jest oczywisty – potrzebujemy produktów wspomagających leczenie skóry.
– Coraz więcej osób zapada na choroby skóry związane z rozwojem cywilizacji, czyli spowodowane przez nadmiar stresu, złe odżywianie, zanieczyszczone środowisko czy promieniowanie UV – wyjaśnia dr Carmen Vincent. – Z roku na rok przybywa pacjentów cierpiących na atopowe zapalenie skóry czy różnego rodzaju alergie.
Zwiększa się też liczba osób o bardzo wrażliwej cerze – dermatolodzy szacują, że może ona stanowić nawet 25 do 50 proc. populacji. – Zainteresowanie dermokosmetykami jest coraz większe również dlatego, że rynek usług kosmetycznych rozwija się w szybkim tempie, a ludzie częściej niż kiedyś zwracają się o poradę do dermatologa – mówi dr Anna Pura-Rynasiewicz.

Czy kosmeceutyki staną się kiedyś osobną kategorią, obok leków i kosmetyków? Wydaje się to wątpliwe, bo niechętni są temu sami producenci. Uzyskanie przez preparat oficjalnego statusu „kosmetyku leczniczego” nie jest bowiem możliwe bez konieczności przejścia przez bardzo kosztowny i czasochłonny proces badań klinicznych, podobny do tego, jaki muszą przejść leki. Najprawdopodobniej więc pojęcie „kosmeceutyk” będzie nadal funkcjonować w języku potocznym, stanowiąc sygnał, że mamy do czynienia z preparatem o specyficznym i mocno ukierunkowanym działaniu.                                                           

Korzystałam z książki „Kosmeceutyki” pod redakcją Zoe Diana Draelos, pierwsze wydanie polskie pod redakcją Andrzeja Ignaciuka, Wydawnictwo Medyczne Urban & Partner, Wrocław 2006.                                                  

?>