fbpx

Nowa kolekcja Anny Orskiej utkana w dolinie Inków

Nowa kolekcja Anny Orskiej utkana w dolinie Inków
Nowa kolekcja Anny Orskiej powstała wysoko w peruwiańskich andach (Fot. materiały prasowe)

Najnowsza kolekcja Anny Orskiej powstała w Peru. Projektantka stworzyła ją wysoko w Andach, pracując z lokalnymi rzemieślnikami. Ręcznie tkane i wyszywane kamieniami naturalnymi naszyjniki, bransolety i kolczyki zachwycą wszystkich miłośników biżuterii.

To już piąta wyprawa Anny Orskiej w ramach cyklu Warsztaty Świata. Aby zgłębić tradycyjne techniki tworzenia biżuterii projektantka terminowała już w warsztatach lokalnych mistrzów w Nepalu, na Bali, w Wietnamie, w Meksyku, a ostatnio w położonych 4 000 metrów nad poziomem morza andyjskich wioskach.

Głównym motywem kolekcji Peru są peruwiańskie tkaniny, które dzięki bogatej symbolice są opowieścią lokalnych tkaczy o życiu wśród monumentalnej przyrody, historii i wierzeniach całych społeczności. Wykorzystując tradycyjne tkaniny peruwiańskie w biżuterii, Anna Orska przeniosła te opowieści do Polski.
Tkaniny zostały udekorowane haftem koralikowym, w którym wykorzystano kamienie naturalne, takie jak szafiry, rubiny, granaty, akwamaryny, onyksy czy piryty.

Nowa kolekcja Anny Orskiej utkana w dolinie Inków
(Fot. materiały prasowe)

Z okazji premiery kolekcji Peru rozmawiamy z Anną Orską

Skąd wziął się pomysł, by część kolekcji, którą można kupić w butikach ORSKA powstawała we współpracy z rzemieślnikami z dalekich krajów?
Pomysł kształtował się stopniowo. Projektuję biżuterię od wielu lat i w swojej pracy spotykałam rzemieślników pełnych pasji, którzy zajmowali się najróżniejszymi technikami. Mistrzowie w swoim fachu odsłaniali przede mną tajniki rzadkich sztuk, czasami zapomnianych, wymierających. Eksplorowałam polskie rzemiosło, aż postanowiłam sięgnąć dalej, spojrzeć szerzej. Pomyślałam, że w różnych zakątkach świata mogę znaleźć specjalistów wykorzystujących w swojej pracy techniki o których nawet nie mam pojęcia. Postanowiłam, że będę ich szukać, by przybliżyć moim klientkom ich niezwykłe umiejętności, egzotyczne materiały i oryginalne wzory. Każde z miejsc, w którym powstawały podróżnicze kolekcje ORSKA, pełne jest symboli, których znaczenie bliskie jest także nam, Polakom. Okazało się, że fundamentalne kwestie są ponadczasowe, niezależne od zmieniającego się świata i równie ważne w każdej kulturze.

W sprzedaży właśnie pojawiła się kolekcja, którą tworzyłaś w Peru. Ale zanim trafiłaś w Andy, w poszukiwaniu inspiracji przemierzyłaś Meksyk, Bali, Wietnam i Nepal. Jak wygląda taka podróż? Jak znajdujesz warsztat, z którym później współpracujesz?
Najczęściej, jeszcze w Polsce, robię research i szukam informacji o ciekawych rzemiosłach. Następnie mój mąż, Przemek, który podróżuje ze mną i wspiera mnie w logistyce wyjazdów, rezerwuje bilety lotnicze i pierwszy nocleg. A potem zaczyna się prawdziwa przygoda! Wiemy czego szukamy, ale nie zawsze wiemy, gdzie to znaleźć. Podróżujemy, więc od wioski do wioski, poznajemy ludzi, rozmawiamy, pytamy. Najczęściej komunikujemy się językiem gestów i życzliwych uśmiechów. Czasem zdarza się tak, że rzeczywistość weryfikuje moje oczekiwania na dany temat i wówczas muszę być elastyczna i zmienić plany. Taka sytuacja miała miejsce w Wietnamie, do którego pojechałam po perły. Wymyśliłam sobie, że zatrudnię się na plantacji i wrócę do swojej pracowni z własnoręcznie zebranymi egzemplarzami. Na miejscu okazało się jednak, że zadanie nie jest proste – każde takie miejsce było nastawione na produkcję hurtową, a ja jednak w tym wymiarze jestem tylko detalistą. W efekcie, dzięki ogromnej determinacji i samozaparciu, w kolekcji pojawiły się perły, ale biżuteria powstała głównie w oparciu o starożytną technikę lakowania z warsztatu nieopodal Hanoi, który znalazłam będąc już na miejscu.

A co skradło Twoje serce w Peru? Jakie rzemiosło dominuje w kolekcji, którą stworzyłaś w tym kraju?
W Peru dominuje tkactwo. Miałam taki przedmiot na studiach i wydawało mi się, że ten rodzaj sztuki nie powinien sprawiać mi trudności. Okazało się jednak, że byłam w błędzie. Umiejętności peruwiańskich tkaczek są na absolutnie najwyższym poziomie. Panie tkają bardzo skomplikowane wzory z niemal matematyczną dokładnością i ponadludzką precyzją. Zanim jednak powstanie bogato zdobiona tkanina trzeba udać się w góry, powyżej wsi, i sprowadzić do gospodarstwa jedną z pasących się na zboczach alpak lub lam. Następnie należy ściąć wełnę i uprząść ją tradycyjnym sposobem, a uzyskany surowiec pofarbować w miejscowych naturalnych barwnikach, wysuszyć, zwinąć w motki, naciągnąć na krosna i w końcu zacząć tkać. To bardzo pracochłonny proces, miejscowa ludność wszystko robi samodzielnie. Na peruwiańskich wyżynach tkanie jest procesem społecznym. Cała wieś zbiera się by wspólnie pracować, dodatkowo dużą wagę przykłada się do tego, by praca dzielona była po równo i by każdy miał swoje zadanie do wykonania. Zachwyciła mnie ta wspólnotowość. Wykorzystałam wytworzoną przez andyjskich górali tkaninę, by stworzyć miękkie bransoletki, kolczyki i naszyjniki. Ta biżuteria tkana jest nitka po nitce ludzką ręką. Każdy kawałek ma swoje własne życie, które odzwierciedla ducha, umiejętności i osobiste historie twórcy. Ciosanie maczetą kopalowego drewna w Meksyku było dużo łatwiejszym zadaniem, naprawdę!

Nowa kolekcja Anny Orskiej utkana w dolinie Inków
(Fot. materiały prasowe)

W czasach szybkiej mody wielu z nas nawet nie wie na czym polega tkanie! Jak wygląda taki proces? Co sprawiło Tobie największą trudność?
Tkaniny, także te, które wykorzystałam w kolekcji, wykonane są w technice dwustronnej, dzięki niej powstaje materiał, w którym wzór jest taki sam po obu stronach, ale kolory są przeciwne.
Tkanie to praca niby prosta, lecz wyjątkowo żmudna. W skrócie polega na podniesieniu wybranych nici osnowy, przepuszczeniu nici wątku, podniesieniu innej partii osnowy i znowu przepuszczeniu wątku. Każde podniesienie osnowy tworzy rząd punktów, niby-pikseli, które dopiero złożone w całość dadzą obraz. Po każdym przejściu wątek jest ubijany za pomocą bijaka, nazywanego w Peru ruki lub wichuna. Rolę ramy krosna pełnią dwie listwy, do których mocuje się nici osnowy. Uzupełnia je wbity w ziemię kij (albo rurka, pręt, cokolwiek) i… tkaczka. Na kiju zawiesza się jedną z listew, a rzemieślnik, siedząc na ziemi w odległości około dwóch metrów, napręża osnowę. Tkaczki całymi godzinami siedzą z wyprostowanymi nogami na ziemi i tkają. Wokół talii mają przepasany pas tkacki z doczepioną drugą listwą z osnową – delikatnymi ruchami do przodu i do tyłu odpowiednio naciągają lub poluzowują osnowę. Przyznam szczerze, że najtrudniej było mi właśnie przyzwyczaić ciało do tej pozycji. Dla kobiety z odległej Polski była ona wyjątkowo nienaturalna i niewygodna.

Nowa kolekcja Anny Orskiej utkana w dolinie Inków
(Fot. materiały prasowe)

Inną trudnością była „matematyka”: liczenie nici osnowy, którą nić podnieść w którym momencie, żeby nie zepsuć wzoru – to wymagało niesamowitego skupienia i uważności. Błąd widać dopiero po kilku kolejnych liniach i właściwie nie do pomyślenia jest, aby cofnąć się i poprawić swoją pomyłkę Stopnie skomplikowania wzorów są różne: zaczyna się od prostych, pojedynczych, potem się je multiplikuje, aż do złożonych kompozycji opartych o matematyczne reguły. Dlatego tkałam tylko proste wzory, nie byłam w stanie nawet zbliżyć się do takiego poziomu umiejętności jaki reprezentują miejscowi artyści.

Z drugiej strony przyjemnością było farbowanie przędzy z użyciem indygo czy kwiatów kiko, dających żółty barwnik, ponownie też zetknęłam się tutaj z żyjącą na kaktusach cochinilla (Czerwcem kaktusowym), z którego również w Meksyku pozyskuje się naturalny, czerwony barwnik w różnych odcieniach.

Nowa kolekcja Anny Orskiej utkana w dolinie Inków
(fot. materiały prasowe)

Kto zajmuje się tkaniem w Peru? Kim są rzemieślnicy?
Nici przędą głównie kobiety, choć w niektórych regionach zdarza się, że tę pracę wykonują także mężczyźni. Robią to w ciągu dnia, głównie na polu, podczas wypasania zwierząt. W poszukiwaniu warsztatu, z którym mogłabym współpracować przejechałam wiele wsi i mniejszych miejscowości położonych wysoko w górach. Kiedy przemierzałam te tereny siedząc na pace ciężarówki, widziałam zielone zbocza gór usiane kolorowymi punktami – tkaczki ubrane w barwne stroje widać bowiem z daleka. Głównie dziewczynki uczą się tkać od najmłodszych lat, jest to bowiem najcenniejsza umiejętność jaką matka może przekazać córce. Sytuacja kobiet w tych społecznościach nie należy do najłatwiejszych; często są one niepiśmienne, mówią tylko w keczua i nie potrafią komunikować się w urzędowym w Peru języku hiszpańskim. Dopiero od niedawna sytuacja powoli się zmienia, dziewczynki chodzą do szkoły i uczą się czegoś więcej niż procesu tkackiego. Ekonomiczna sytuacja jest tam bardzo trudna, nie ma miejsca na zbytki – każdy zarobiony pieniądz miejscowi wydają na najpotrzebniejsze rzeczy, jak leki czy obuwie. Przywiązuję ogromną wagę do etycznej współpracy z lokalnymi rzemieślnikami, chcę by otrzymywali godne wynagrodzenie, dlatego zaakceptowałam proponowaną mi stawkę, wiem, że sporo wyższą, niż otrzymują handlarze tkaninami w miastach, którzy sprzedają turystom przygotowane w górach wyroby.

Nowa kolekcja Anny Orskiej utkana w dolinie Inków
(Fot. materiały prasowe)

Wspominasz o rozbudowanej symbolice, którą tkaczki wykorzystują w swojej pracy. Jakie wzory najczęściej pojawiają się na tkaninach?
Tkaczki rozwinęły szerokie słownictwo motywów i technik. Niektóre z nich to proste kształty geometryczne, inne przedstawiają rośliny, zwierzęta lub cechy geograficzne. Część z nich odnosi się do historycznych wydarzeń lub scen z codziennego życia, czasem sięgają do kultury i religijnych symboli. Drobny, podstawowy wzór może tworzyć skomplikowane kreacje poprzez lustrzane odbicie, odwrócenie go lub powielenie. Takie wzory mogą być następnie umieszczone obok siebie, tworząc szeroką tkaninę o niezwykłej złożoności. Zdolność tkaczy andyjskich do tworzenia ekstremalnie rozbudowanych wzorów bez pisemnych zapisów sprawia, że tkanie jest sztuką niemal magiczną.

Ponadto każda społeczność wypracowała swoje wzory i techniki. Wielokrotnie, będąc w jednej z kolejnych wiosek, pochodzenie mojego ponczo było bezbłędnie rozpoznawane, mimo dużych odległości i wysokości. W miejscowościach, w których pracowałam często pojawiał się motyw lamy symbolizujący opiekę i dobrobyt, węża, symbolizującego odrodzenie czy atrybuty pumy (ogon, pazur ślad łapy), która reprezentuje władzę. Jednym z bardziej znaczących symboli jest znak przypisany Inti, bóstwu słońca. Niektóre wzory mogą pojawić się tylko w określonych sytuacjach, np. karmiące się wzajemnie kolibry (symbol miłości małżeńskiej) zdobią tkaniny będące podarkiem ślubnym. Wszystkie te wzory, ale także wiele innych, odnaleźć można w biżuterii, którą przywiozłam z tego niezwykłego miejsca.

Nowa kolekcja Anny Orskiej utkana w dolinie Inków
(Fot. materiały prasowe)

W kolekcji wykorzystujesz powstałe na miejscu tkaniny, jednak wełna kojarzy się gównie z ubraniami, nie z biżuterią…
I na tym polega wyjątkowość tej kolekcji! Okazało się, że miękki materiał doskonale współgra z mosiądzem, który wykorzystujemy w pracowni ORSKA. Na przykład naszyjniki, które pojawią się w kolekcji są inspirowane taśmami z tradycyjnych kapeluszy, zwanych jakimas. Całość już w Polsce została przyozdobiona haftem koralikowym, w którym wykorzystane zostały ozdobne kamienie, m.in. szafiry, rubiny, granaty, akwamaryny, onyksy, piryty i wiele innych. Wszystkie kamienie są drobne i w większości fasetowane, dzięki czemu ornamenty peruwiańskie delikatnie połyskują. Wszystkie taśmy wykończone są dopasowanymi indywidualnie wykończeniami z mosiądzu.

Nowa kolekcja Anny Orskiej utkana w dolinie Inków
(Fot. materiały prasowe)

W kolekcji znajdują się głównie unikaty i serie limitowane składające się z kilku zaledwie sztuk. Poza długimi, zdobnymi naszyjnikami przygotowaliśmy również naszyjniki w formie taśm na szyję, utkane golfy, szerokie bransolety oraz duże kolczyki. Wszystkie elementy można nosić nie do pary, dowolnie mieszać z resztą biżuterii, bo łączy je peruwiański klimat. Kolekcję uzupełnia seria mosiężnych wzorów, w której wykorzystałam zaczerpnięte z tkanin symbole Inków.

Nowa kolekcja Anny Orskiej utkana w dolinie Inków
(Fot. materiały prasowe)

Ile czasu zajmuje wykonanie takiej tkanej bransoletki?
To dwa dni pracy, w trakcie których produkt przechodzi przez kilka par rąk. A naszyjnik? Ten zdobny, okazały powstawał ponad 30 godzin. To cztery dni robocze! Wyjątkowość kolekcji, która powstawała w odległych zakątkach Peru polega także na tym, że wiele osób poświęciło jej mnóstwo czasu, umiejętności i czułości. Każdy element jest osobistą opowieścią tkacza, unikatową manifestacją jego życia i społeczności ukrytą w symbolach. Nosząc biżuterię utkaną na peruwiańskich wyżynach, z każdym dniem dodając jej własnych znaczeń, możemy kontynuować historię zbudowaną na wątkach innych miejsc i kultur. Możemy dodać własny epilog.

Co najbardziej zapadnie Ci w pamięć z pobytu w tym niezwykłym kraju Ameryki Południowej?
Z każdej wyprawy przywożę niezwykłe historie ludzi, z którymi współpracuję. Kolekcja powstawała w trzech miejscowościach: Ccachin, Choquecancha i Chahuaytire, we współpracy z ponad dwudziestoma niezwykłymi tkaczkami i tkaczami. Szczególnie mocno zaprzyjaźniłam się z Lucio i jego żoną Rosą. Lucio to lider tkaczy, wszyscy spotykaliśmy się wcześnie rano u niego przed domem, na ogrodzonym murem, porośniętym trawą placu, aby wspólnie zacząć pracę. To on przyjął moje zlecenie i rozdzielił zadania pomiędzy całą swoją społeczność. Lucio jest bardzo doświadczonym tkaczem, który wyszkolił dużą grupę przyszłych mistrzyń i mistrzów tkactwa. To od niego czasem dostawałam liście koki do żucia, które pomagały mi w walce z chorobą wysokościową. W żadnym zakątku świata nie przełamywałam tylu swoich słabości. Omdlenia i ból głowy, spowodowane dużą wysokością i małą ilością tlenu, palące, niszczące skórę słońce, porywisty wiatr – Peru hartowało mnie codziennie przez cały pobyt, za każdym razem dając odczuć, że nie jestem stąd.

Nowa kolekcja Anny Orskiej utkana w dolinie Inków
(Fot. materiały prasowe)

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze