Nowy wizerunek na nowy etap życia – jak go stworzyć?

Radykalna zmiana wizerunku często idzie w parze z dużymi zmianami w życiu. (Fot. iStock)

Za dużo tej blondynki w lustrze. Beznadziejny bilans: niewykonane postanowienia, dziesięć kilogramów więcej, spodnie nie chcą się zapiąć. Czy to Bridget Jones 20 lat później? Nie, to Katarzyna Droga łaknąca nowego wizerunku na nowy etap życia. Z fachową pomocą trenerki rozwoju osobistego Barbary Kohlbrenner podpowiada, jak go stworzyć.

Skąd wiadomo, że jest nam potrzebna zmiana wizerunku?
Już samo rozważanie tego tematu to sygnał, że coś jest nie tak, że chyba nie czuję się ze sobą dobrze. Kiedy spotykam się z kobietami, pytam je: „Co w sobie najbardziej lubisz?”. Zapada cisza. A potem mówią: „Lepiej zacznijmy od tego, czego w sobie nie lubię”. I tu cała litania: „Nie lubię bioder, ud, cellulitu…”. A skupienie się na atutach to podstawowy punkt wyjścia do zmiany. W każdej osobie jest coś ładnego – trzeba to odkryć, eksponować i pielęgnować. Pewna klientka przyszła do mnie i mówi: „Mam wielką pupę i szerokie biodra, jak ja ich nie lubię!”. Ubrałam ją i pokazałam, że to właśnie jest jej atut, bo takiej pupy kobiety o sylwetce chłopczycy mogą jej tylko pozazdrościć.

Budowanie wizerunku to stawienie czoła kompleksom?
Kompleksom i stereotypom, które nam kiedyś zaszczepiono. Bo jeśli jako nastolatce ktoś mi powiedział: „Masz krótkie nogi i dużą pupę”, to takie słowa zapadają w pamięć. Trudno się od tego odciąć. Dlatego budowanie wizerunku to projekt na całe życie. Owszem, klientka może przyjść do mnie, pójdziemy na zakupy, dokonamy metamorfozy, ale potem ją z tym zostawiam i ona każdego następnego dnia buduje pewność siebie. Poza tym my się zmieniamy, nie jesteśmy takie same jak wtedy, kiedy miałyśmy 18 czy 30 lat. Nie tylko ciało ulega zmianom, ale i psychika – mamy inne spojrzenie na świat i świat sam też się zmienia. Zatem trzeba uważać, żeby nie utknąć gdzieś w przeszłości, dać wyraz swojemu dojrzewaniu i nowemu etapowi właśnie w nowym ubiorze i wizerunku.

Nowym etapem może być nowy rok. Albo mój przypadek: właśnie zostałam babcią. Wizerunek babci w naszej kulturze nie jest budujący: pani w koczku i okularach, z robótką w ręku albo wesoła emerytka z reklam maści na stawy. Jak czuć się z tym dobrze?
Jest niezawodny sposób: być autentyczną. Bo tak naprawdę co się zmienia wraz z narodzinami wnuka? Tylko to, że przybycie nowego członka rodziny może dodać wigoru, świadomości, że jesteśmy dodatkowo potrzebne, że mamy jeszcze jedną osobę do kochania. To nowa energia i cudowne doświadczenie. Czasy się całkowicie zmieniły. Żyjemy coraz dłużej, mamy medyczne narzędzia, by zadbać o zdrowie, więc jesteśmy młode. Dagmara Skalska, która zajmuje się badaniem trendów, nazywa obecne pokolenia „forever young”, czyli „wiecznie młodzi”. Bo młodość to stan umysłu. Można czuć się starym i zmęczonym, mając dwadzieścia kilka lat lub pełnym sił i wigoru po siedemdziesiątce. Dlatego kobieta, która została babcią, powinna nadal być sobą. Jeśli jej zawód i tryb życia wymagał tego, żeby chodziła na obcasach i w garsonkach, to niech nadal w nich chodzi. Oczywiście, że jeśli wybiera się z wnuczkiem do piaskownicy, to zmienia żakiet na strój sportowy, ale to nadal będzie ona. Współczesne babcie po pięćdziesiątce to kobiety, które odżywają, dostrzegają w sobie prawdziwą kobiecość i zaczynają ją podkreślać, także strojem. Teraz dopiero mają czas, by zatroszczyć się o siebie, rozwijać pasje i spełniać marzenia.

Tak, ale samo słowo, też element wizerunku, brzmi słabo. Zostanie babcią dowodzi upływu czasu, kwalifikuje w starość.
I ta starość w czasach kultu młodości jest źle postrzegana. A mogłaby być postrzegana pozytywnie jako dojrzałość, doświadczenie, dzielenie się z innymi, bycie ekspertem. To zewnętrzne cechy starości sprawiają, że odbieramy ją negatywnie. Kojarzy się z czymś niedołężnym, boimy się tego. Ale zawsze to powtarzam: to od nas zależy, jak postrzegamy siebie. Czy damy się wpuścić w te niemodne konotacje słowa „babcia”, czy powiemy sobie: „Jestem superbabka, mam ochotę na wygłupy z wnuczkiem, na zjeżdżalnię i kolorowe ciuchy”.

Ale wygłupy i młodzieżowe stroje mogą prowadzić do śmieszności. Gdzie jest ta granica, którą niebezpiecznie jest przekroczyć?
I znów podkreślę, chodzi o autentyczność. Udawanie, że nie jestem babcią, ale licealistką, więc zakładam krótką spódnicę, cekiny i kolorowe rajstopy – nie uda się, bo to będzie przebranie. Co innego jeśli ktoś cały czas ubierał się jak kolorowy ptak, to niech robi tak na starość, jak słynna Iris Apfel. Niemal tuletnia ikona mody, zawsze megakolorowa, z mnóstwem biżuterii i śmiesznymi okularami. Nikt nie ma wątpliwości, że to cała ona. Ale nie ma co przebierać się z powodu wejścia w nową rolę. Lepiej poprawić aktywność fizyczną. Potraktować to nie jako przymus, ale wyraz tego, że chcę być sprawna, aktywna, atrakcyjna. Pomoże w tym fajny strój, buty do biegania, dresy…

Czyli zakupy! Zabieramy się do zmiany ubioru. Jak?
Pierwszy krok: zaglądamy do szafy i sprawdzamy, czy tam nadal „mieszkamy” my, czy tylko wspomnienia i złudzenia. Czy są tam ubrania, które rzeczywiście lubimy, po które z ochotą sięgamy i w których czujemy się atrakcyjnie. Czerwone światło powinno się zapalić, kiedy pojawiają się takie myśli: „Ta sukienka jest fajna, nosiłam ją na weselu córki… 12 lat temu”. Albo: „Całkiem nienoszone, nigdy tego nie założyłam… szkoda wyrzucić”, „Te dżinsy założę, kiedy schudnę”.
Drugi krok: robimy gruntowne sprzątanie szafy. Zostawiamy tylko te ubrania, które lubimy i komfortowo się w nich czujemy. Piękny sweter, który gryzie, nie spełnia tych kryteriów. Porządek w szafie powoduje, że oczyszcza się nasza wewnętrzna energia. A w szafie robi się miejsce, więc namawiam, żeby zaraz potem kupić kilka rzeczy. Jakich? Takich, które pasują przede wszystkim do nas i do siebie – łatwo będzie komponować z nich zestawy na różne okazje. Nie musi ich być dużo. Trzeba stworzyć sobie konkretną bazę szafy, czyli bazę ubrań klasycznych, w miarę spokojnych, o stonowanych kolorach. Kiedy mamy zbudowaną bazę, możemy sobie pozwolić na różne szaleństwa modowe – w zależności od budżetu. Jeśli trudno nam rozstać się z jakimiś ubraniami, a są już za ciasne, to trzeba przynajmniej je schować.

Zwłaszcza że frustrują.
Nie frustrujmy się ubraniami, które są za ciasne! Trzeba je schować do wora albo wydać, na pewno znajdzie się osoba, która się z nich ucieszy. Potem robimy listę rzeczy niezbędnych do kupienia: wygodne dżinsy, dopasowane do sylwetki, ciepły sweter w kolorze, w którym jest nam do twarzy. Porządny płaszcz, dobre buty, może coś na specjalne okazje. Ubranie nie zbuduje pewności siebie, ale bardzo w tym pomaga. Kiedy mamy gorszy dzień, nie ma nic gorszego niż ubrać się w byle jaki porozciągany dres. Nastrój siądzie totalnie. A kiedy umalujemy usta mocniejszą szminką, uczeszemy się, uśmiechniemy i wyjdziemy do ludzi, to naprawdę świat zacznie wyglądać inaczej. Jeszcze ktoś powie nam komplement i cały podły nastrój pójdzie w niepamięć. Mówmy sobie komplementy. Szczere, bo każdy z nas ma coś ładnego. I nie przejmujmy się tym, że nie wyglądamy już jak wtedy, gdy miałyśmy 20 lat.

Ale otoczenie patrzy na nas. Czytelnicy na spotkaniach, rodzina… Wydaje się, że tak, a nie inaczej powinna wyglądać pisarka czy dziennikarka.
Co to znaczy „powinna”? Nie ma przecież jakiegoś szablonu, jak powinna wyglądać wzorowa pisarka, dziennikarka czy nawet żona polityka. Mamy panią prezydentową Brigitte Macron, sześcdziesięciolatkę, która nosi miniówki. Mają jej to za złe, ale jeśli ona czuje się w tym dobrze, to w czym problem? Wprawdzie w świecie biznesu i wysokiej polityki obowiązuje formalny dress code, ale jeśli chodzi o wolne zawody, jak artyści i dziennikarze, to naprawdę można puścić wodze fantazji. Weźmy Monikę Olejnik, kobietę dojrzałą, świetnie ubraną, niebanalną. Prowadzi rozmowy z politykami, wydawałoby się, że od niej wymaga się raczej powściągliwego wizerunku. A ona przeciwnie, nosi długie kolczyki, kolorowe stroje, słynne buty na obcasach. Czy jest przez to mniej profesjonalna?

Nie mamy się podobać wszystkim, to jest niemożliwe, mamy się czuć dobrze sami ze sobą. Zresztą naturalność, miłość i szacunek do siebie przekładają się na to, jak inni nas odbierają. Ludzie wyłapują sztuczność. Gdy bije od nas pozytywna energia, chcą z nami przebywać.

„Znalazłam nową pracę”, „Mam nowego partnera”, „Wyszłam z domu po długim siedzeniu z dzieckiem, słucham komplementów”… – takie maile dostaję od klientek po wspólnej pracy nad ich wizerunkiem. Piszą: „Zmieniłam tylko sposób ubierania się, a zadziała się jakaś magia”. Ciuch, niby tylko ciuch, a sprawia, że chce nam uśmiechać się do ludzi. Niech więc ta magia trwa przez cały nowy rok i przez całe życie.

Barbara Kohlbrenner doradca wizerunkowy, coach, prowadzi warsztaty z zakresu wizerunku i budowania stylu. Występuje jako mówca na konferencjach. Jako stylistka TVN przeprowadzała metamorfozy uczestników w programie „W poszukiwaniu piękna”.

Czas na zakupy z klasą!

Wielka akcja rabatowa „Zakupy z klasą”
Weekend 25-27 października 2019
Tylko z listopadowym Zwierciadłem rabaty do 60%
W sklepach stacjonarnych i zakupach online
Ponad 2900 sklepów i punktów usługowych w całej Polsce!