1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. „Mój tata tańczy w balecie”. Nie tylko dla dziewczynek, które uwielbiają piękne sukienki

„Mój tata tańczy w balecie”. Nie tylko dla dziewczynek, które uwielbiają piękne sukienki

mat.pras. Teatr Wielki - Opera Narodowa
mat.pras. Teatr Wielki - Opera Narodowa
Nakładem wydawnictwa Teatru Wielkiego - Opery Narodowej ukazał się wyjątkowy album o balecie widzianym oczami dziecka, „Mój tata  tańczy w balecie”. Zdjęcia pokazują dzień Maksima Woitiula, pierwszego solisty zespołu baletowego Teatru Wielkiego - Opery Narodowej.  W naszej rozmowie tancerz opowiada o pracy nad książką, w której towarzyszyła mu córka Amelia.

Czy można zarazić się pasją tańca, czytając tę książkę? Nie wiem, ale na pewno może ona być pierwszym krokiem do tego, żeby wejść do świata teatru i baletu. O tym myślałem, pracując nad nią.

Twoja córka Mela obserwowała cię w pracy, komentowała zapewne także twoje poczynania. Czego nauczyłeś od niej przy tej okazji? Amelka jest w teatrze od najmłodszych lat i dla niej to, że tańczę, że widzi mnie w różnych spektaklach, jest normalną rzeczą. Zazwyczaj mówi tylko o różnych wróżkach myszach, to na niej robi większe wrażenie i raczej to komentuje (śmiech).

Mówi się potocznie, że taniec uczy dyscypliny. To się jakoś przekłada na wychowanie Meli? Wydaje ci się, że jesteś przez to  bardziej surowy? Taniec a zwłaszcza balet bardzo dyscyplinuje, uczy pokory, obowiązkowości. Ja jestem bardzo wymagający dla siebie, bezkompromisowy i dość szorstki w pracy, ale w domu jest zupełnie inaczej. Mam bardzo miękkie i wrażliwe serce, moje dzieci są dla mnie wszystkim, bardzo je kocham i raczej jestem czasami do przesady kochający i nadopiekuńczy. Zwłaszcza dlatego, że mam córeczki.

Zdjęcia robił artysta fotografii Robert Wolański. Czego nowego dowiedziałeś się o waszej z Melą relacji, oglądając te portrety? Amelka jest jak kotka, która chodzi własnymi drogami. Tak jak już powiedziałem, uwielbiam ją, zawsze jestem gotów zamknąć ją w objęciach i uściskach, z czego ona wcale nie jest taka zadowolona… Oglądając zdjęcia, przekonałem się o tym i utwierdziłem w tym, że jest także niezłą artystką. Chyba droga do szkoły aktorskiej będzie jedyną, najlepszą dla niej drogą zawodowa w przyszłości.

Dla kogo ta książka jest? Wyobrażasz sobie jakoś waszego, twojego i Meli, czytelnika? Myślę,  że ta książka jest przede wszystkim dla dziewczynek, które lubią tańczyć i uwielbiają piękne sukienki. No a na drugim miejscu dla tych dorosłych, którzy przychodzą do teatru, kiedy tańczę. Dla moich wielbicieli.

 

„Mój tata  tańczy w balecie”, Zdjęcia: Robert Wolański / SONY, tekst: Iwona Witkowska, Teatr Wielki - Opera Narodowa, 2016, s.120

Zobacz także: sukienki damskie kolorowe

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Książki dla dzieci pod choinkę. Poleca szefowa działu kultury "Zwierciadła"

Kto uważa, że książka pod choinkę to dla dziecka prezent drugiej kategorii, ten nie miał w ręku wyjątkowych nowości wydawniczych. (Fot. iStock)
Kto uważa, że książka pod choinkę to dla dziecka prezent drugiej kategorii, ten nie miał w ręku wyjątkowych nowości wydawniczych. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Za chwilę Gwiazdka, a wam wciąż brakuje pomysłów na prezenty dla dzieciaków? Oto pomysły na prezenty last minute, czyli pięć rewelacyjnych książek dla młodszych czytelników (w różnym wieku). Kto uważa, że książka pod choinkę to dla dziecka prezent drugiej kategorii, ten nie miał w ręku tych wyjątkowych nowości wydawniczych.

Anna Skowrońska „Wiatr”, wyd. Muchomor, wiek 10+

Wiatr? Po prostu wieje i tyle. Co jeszcze można tu dodać? Oj, można wiele. Autorka Anna Skowrońska zabiera czytelników przygląda się równie uważnie potężnym historycznym żaglowcom i nowoczesnym wiatrakom, co niesionym podmuchami wiatru pyłkom kwiatowym czy pająkom, które równie chętnie korzystają z tego środka transportu. Jak się tworzy cyklon tropikalny? Czy w kosmosie jest wiatr? Jak się mierzy jego prędkość? Co kogut, kaczka i owca robiły w pierwszym na świecie pasażerskim balonie? Znajdziecie tu odpowiedzi na te i inne pytania. Całość zilustrowały świetne graficzki Agata Dudek i Małgorzata Nowak, nic dziwnego, że „Wiatr” nominowany został do do nagrody graficznej Książka Roku 2020 Polskiej Sekcji IBBY.

Anna Skowrońska „Wiatr”, wyd. Muchomor Anna Skowrońska „Wiatr”, wyd. Muchomor

Eric Linklater „Wiatr z Księżyca”, wyd. Muchomor, wiek 6+

I kolejna książka z wiatrem w tytule. Na tym koniec podobieństw, bo ta napisana w 1944 roku przez Erica Linklatera powieść to klasyka brytyjskiej literatury dla dzieci. Nie straciła nic ze swojego uroku i na aktualności. Rozpala wyobraźnię i mimo że pozornie wydarzają się tu rzeczy naprawdę zwariowane, magiczne, surrealistyczne – ma walor edukacyjny. Bohaterkami są tu dwie dziewczynki, siostry Dora i Flora, którym bardzo się nudzi, co daje początek niezwykłym przygodom. Co tu się będzie działo! Z zamienianiem się w kangury i pobytem w więzieniu włącznie. W Polsce książka ukazała się pierwszy raz w latach ’60 i tym razem także wydana jest z kultowymi ilustracjami Zbigniewa Lengrena, taty „przekrojowego” Pana Filutka.

Eric Linklater „Wiatr z Księżyca”, wyd. Muchomor Eric Linklater „Wiatr z Księżyca”, wyd. Muchomor

Ester Gaya „Fungarium”, wyd. Dwie Siostry, wiek 7+

Były już „Botanicum”, „Animalium”, „Dinozaurium”, „Planetrium”. Wszystkie wydane w formie wielkoformatowych, eleganckich albumów. „Fungarium” to kolejna część tej niezwykłej serii.  W roli głównej, oczywiście, grzyby. Mamy tu więc odmiany, budowę, jest tu także sporo o odkryciach naukowych, miejscach występowania różnych gatunków. Szata graficzna (autorką ilustracji jest znana z „Botanicum” i „Animalum” Katie Scott) nawiązuje do XIX-wiecznych ryciny z atlasów botanicznych, ale opisy są w duchu bardzo współczesne, pełno tu ciekawostek i strawna porcja wiedzy. Wszystko to podane jest taki sposób, że „Fungarium” to w gruncie rzeczy prezent dla każdego, nie tylko dla dzieci.

Ester Gaya „Fungarium”, wyd. Dwie Siostry Ester Gaya „Fungarium”, wyd. Dwie Siostry

Jörg Mühle „Dwa dla mnie, jeden dla ciebie”, wyd. Dwie Siostry, wiek 3+ 

Niedźwiedź po drodze do domu znajduje w lesie grzyby. A zaprzyjaźniona łasica smaży je na patelni pośrodku lasu na profesjonalnej kuchence elektrycznej, tuż obok stoi elegancki kredens z zastawą stołową oparty o drzewo. Kiedy niedźwiedź i łasica wreszcie siadają do stołu, pojawia się problem: grzyby są trzy, no a ich jest dwoje. Co robić? To historia napisana i zilustrowana przez Jörga Mühle, któremu międzynarodową popularność przyniosła seria o króliczku (m.in. „Śpij, króliczku”, „Nie płacz, króliczku”). Wystarczy rzut oka na „Dwa dla mnie, jeden dla ciebie” i już wiadomo, że to jedna z najurokliwszych książeczek dla małych dzieci wydanych w mijającym roku.

Jörg Mühle „Dwa dla mnie, jeden dla ciebie”, wyd. Dwie Siostry Jörg Mühle „Dwa dla mnie, jeden dla ciebie”, wyd. Dwie Siostry

Agnieszka Syczyło „O Malwinie i tajemnicy Dziadka piwnicy”, wyd. Zielona Sowa, wiek 7+

Zwycięska książka w konkursie „Piórko 2020”. Napisana przez Agnieszkę Syczyło i rewelacyjnie, dynamicznie zilustrowana przez Magdalenę Starowicz. Opowieść o 8-letniej Malwinie i o tym, na jakie skarby można trafić w piwnicy, szukając czegoś, co przyda się na lekcję plastyki. A właściwie nie w piwnicy tylko w miejscu nazywanym przez domowników „drugą piwnicą”, prowizorycznej pracowni fotograficznej nieżyjącego już dziadka, do której od dawna nikt nie zaglądał. Malwina znajduje tam pewną starą fotografię z tajemniczym podpisem na odwrocie i rozpoczyna własne śledztwo w tej sprawie. To także mądra opowieść o dorastaniu i pamiętaniu.

Agnieszka Syczyło „O Malwinie i tajemnicy Dziadka piwnicy”, wyd. Zielona Sowa Agnieszka Syczyło „O Malwinie i tajemnicy Dziadka piwnicy”, wyd. Zielona Sowa

  1. Kultura

Książki pod choinkę dla dzieci. Poleca Joanna Olech – pisarka, graficzka, krytyczka literacka

Lista książek pod choinkę 2020. Joanna Olech - pisarka, graficzka i krytyczka literacka. (Fot. materiały prasowe)
Lista książek pod choinkę 2020. Joanna Olech - pisarka, graficzka i krytyczka literacka. (Fot. materiały prasowe)
Ofiarowując dziecku książkę, mamy szansę zarazić go miłością do czytania. Aby jednak tak się stało, książka musi być trafiona, czyli taka, która małego czytelnika wciągnie, zassie i nie puści. Sprawi, aby miało ochotę na jeszcze więcej liter, zdań i ilustracji, które przenoszą go do świata wyobraźni.

W księgarniach, tych rzeczywistych i tych internetowych, jest mnóstwo książek dla dzieci i młodzieży. Trafić jednak na dobrą pozycję wcale nie jest jednak tak łatwo. Dlatego warto szukać rekomendacji. Ja od lat w wyborze lektur dla moich dzieci podążam za wskazówkami Joanny Olech - pisarki, graficzki i krytyczki literackiej. Joanna jest autorką kilku wspaniałych książek dla dzieci, z których najbardziej znane to "Dynastia Miziołków" i "Pompon w rodzinie Fisiów". Nie tylko pisze, ale również sama je ilustruje. Od pewnego czasu rekomendacjami dzieli się również na swoim profilu na fejsbuku. Dla nas przygotowała listę 10 książek dla dzieci w różnym wieku, które - jak sama mówi - czyta się duszkiem.

Joanna Olech poleca książki dla dzieci pod choinkę

Stina Wirsen, cykl: Kto decyduje?/ Kto się złości? / Czyje spodnie? / Komu leci krew?, wyd. Zakamarki

wiek: 2+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Arcyproste, bezpretensjonalne historyjki z życia malca. Bohaterowie z reguły mają kształt ameby z uszami, ale trafiają w samo sedno dziecięcych uczuć - radości, zazdrości, przepychanki z opiekunami o to „kto tu rządzi”. Cokolwiek napisze (i narysuje) Stina Wirsen - czyta się duszkiem. Obok tych czterech rozrywkowych książeczek, w sam raz pod choinkę, warto sięgnąć także po znakomitą (!), ale poważniejszą, miniaturową opowieść obrazkową „MAŁE”.

Bjorn F.Rorvik, il. Per Dybvig, cykl: Leśna Gazeta/ Bieg z zagadkami/ Kropkoza, wyd. druganoga

wiek: 4+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Jeśli wasze dzieci lubią humor abstrakcyjny - to książki dla nich! Mały Prosiak i cwany Lis mają się za bystrzaków i spryciarzy, ale ich wspólne przedsięwzięcia z reguły kończą się efektowną klapą. Dwaj przyjaciele to ekscentrycy i naiwniacy po trosze, pełni rozczulającego entuzjazmu. Komiczna trylogia mnoży nonsensy, żongluje absurdem. Wspaniałe (pazurem drapane) ilustracje!

Oyvind Torseter, Dziura, wyd. format

wiek: 5+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Dzieci pokochają was za tę książkę, a cała rodzina, niezależnie od wieku, będzie ją sobie wyrywać z rąk. Blok książki - dużej, w twardej oprawie - jest „przedziurawiony” na wskroś. I to ten okrągły OTWOREK jest w istocie bohaterem książki. Pojawia się nieoczekiwanie w pustym mieszkaniu, podczas przeprowadzki i burzy spokój nowego lokatora. Dziura stale zmienia położenie. Z trudem daje się uwięzić w tekturowym pudle, po czym podróżuje przez całe miasto do laboratorium, gdzie poddana zostanie naukowym testom. Dalej będzie tylko dziwniej…

Marta Kisiel, cykl: Małe licho i tajemnica Niebożątka/ Małe Licho i anioł z kamienia/ Małe Licho i lato z diabłem, wyd. Wilga

wiek: 8+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Świetna „trylogia” dla wczesnej podstawówki - zabawna, nasycona fantazją. Oto w starym domu na uboczu mieszka zwyczajna (na pozór) rodzina: nieduży chłopiec, mama, wujek… Ale dom ma także innych lokatorów. Lista jest długa: dobroduszny anioł w bamboszach, potwór o wielu mackach, widma gadające po niemiecku, podziomek i dżin (ten z butelki). A to nie koniec. Domowników niebawem przybędzie. Przybędzie też zwariowanych przygód…Kto raz pozna „Niebożątko”, z pewnością upomni się o tomy kolejne. Uwaga! Książki i ich autorka zdobyli liczne nagrody.

Maria Strzelecka, Beskid bez kitu, wyd. Libra

wiek: 8+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Rewelacyjny debiut, natychmiast dostrzeżony i nagrodzony w konkursach wydawniczych. Sklejona z dwóch części opowieść o dziecku, które z pomocą „przyszywanej” babci -Łemkini poznaje tajemnice Beskidu i jego polsko-łemkowskiej przeszłości. Część pierwsza rozgrywa się w latach 50-tych, w PRL-u, gdzie żywe są jeszcze blizny po Akcji Wisła. Historia wysiedlenia Łemków i zacierania śladów łemkowskiej kultury przedstawiona jest z perspektywy dziewczynki - wrażliwej, naiwnej, ciekawej wszystkiego Terki, uważnie obserwującej otoczenie i przyrodę. Niewiele tu dydaktyki wykładanej łopatą, raczej jest to czuła ballada o lesie, ziołach, zwierzętach i wyludnionych wsiach wokół. Cześć druga to współczesna kontynuacja tych wątków - tym razem bohaterką jest współczesne dziecko uzbrojone w smartfona i nowomodne gadżety, ale równie ciekawe świata. Być może to wnuczka Terki?

Adam Wajrak & Nuria Selva Fernandez, Kuna za kaloryferem, wyd. Agora

wiek: 9+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Wznowienie bestselleru najbardziej znanej w Polsce pary entuzjastów i niezmordowanych obrońców przyrody. Książka nie wymaga reklamy, za całą rekomendację niech posłużą kilometrowe kolejki po autograf na targach. Czyta się „Kunę” jak kryminał (bez trupa). Fenomen książki polega na tym, że frajdę ma z niej cała rodzina: dzieci, podrostki, rodzice i wnuki, a wszyscy jednako zadowoleni. Gęba się śmieje podczas lektury do opisanych w książce zwierząt, którymi Nuria i Adam zajmują się z poświęceniem i odwzajemnioną miłością.

Katherine Rundell, Złodziejaszki, wyd. Poradnia K.

wiek: 10+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Katherine Rundell to znakomita, brytyjska autorka, pięknie władająca językiem. Podobnie jak poprzednie książki pisarki ( wyguglujcie, ukazało się ich w Polsce pięć) „Złodziejaszki” obfitują w mnóstwo przygód, forteli, podstępów, pościgów i dramatycznych okoliczności. Bohaterowie tej książki to szajka utalentowanych nastolatków, którzy dokonują nieprawdopodobnych - i często nielegalnych - wyczynów w dobrej sprawie. A wszystko to w ubiegłowiecznej scenerii Nowego Yorku, w latach prohibicji i gangów. To ten rodzaj literatury, który zasysa czytelnika i nie puszcza przez długie godziny. Dla chłopców i dziewcząt jednako.

Michelle Harrison, Szczypta Magii, Odrobina czarów, wyd. Literackie

wiek: 10+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Dwa tomy przygód okraszonych magią. Bohaterkami są trzy siostry Wspaczne, żyjące na ponurym końcu świata i dotknięte klątwą - żadna z nich nie może przekroczyć granic wyspy, na której mieszkają. Dorastające pod opieką surowej i stanowczej babki, dziewczyny są posiadaczkami magicznych przedmiotów. W krytycznej sytuacji zamierzają ich użyć, aby przełamać czar klątwy. Siła charakteru dziewcząt, wzajemna lojalność i siostrzana pomoc okazują się bronią niezawodną w każdej opresji.

Annet Schaap, Lampka, wyd. Dwie Siostry

wiek: 11+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Piękna, chwilami bardzo przejmująca opowieść, w której - nieprzypadkowo - doszukamy się śladów baśni Andersena i „Tajemniczego Ogrodu” F.H.Burnett. Niderlandzka autorka przefiltrowała klasykę literacką przez własną wyobraźnię i powstała książka o wielkim emocjonalnym ładunku. To kapitalna baśń-nie-baśń o półsierocie, córce piratów, która oddana zostaje na służbę do tajemniczego domu, w którym jakoby mieszka POTWÓR.

Yuval Noah Harari, Sapiens. Opowieść graficzna. cz.1, wyd. Literackie

wiek: 12+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Spełnione marzenie belfrów - ważna książka edukacyjna, nafaszerowana wiedzą jak keks, a przy tym …błyskotliwy thriller komiksowy. Jest to obrazkowa wersja międzynarodowego bestselleru Harariego. Świetnie zilustrowana, klarowna i przejrzysta. Część pierwsza (będą kolejne) mówi o korzeniach dzisiejszej cywilizacji. A także o mechanizmach, jakie doprowadziły do wyginięcia innych, egzystujących współcześnie z homo sapiens gatunków ludzi. Fascynująca historia rozpisana została na dowcipne dialogi i zróżnicowane, kapitalne typy ludzkie. Głównym bohaterem jest sam Harari i jego rezolutna, mała siostrzenica Zoe. W roli obrońcy patriarchalnej rodziny występuje… Jan Kowalski :)

M.T. Anderson & Eugene Yelchin, Zabójstwo Brangwina Kąkola, wyd. Dwie Siostry

wiek: 12+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Wspólne dzieło pisarza i rysownika, sporządzone „na cztery ręce”. Historia misji pewnego Elfa, który wysłany został jako emisariusz i „gołąbek pokoju” do plemienia odwiecznych wrogów - Goblinów. Tytułowy Brangwin Kąkol - posłaniec i dostarczyciel cennego klejnotu dla goblińskiego władcy, ląduje szczęśliwie po drugiej stronie gór, gdzie czeka na niego przewodnik i opiekun - historyk Werfel. Panowie Elf i Goblin wydają się sobie nawzajem nieokrzesanymi dzikusami i z zapałem utrwalają stereotypy „wroga", w jakich wyrośli. Dziwnie znajoma fabuła? To mądra opowieść (z happy endem) o dwóch poróżnionych plemionach, oczadziałych od propagandy i nienawiści.

Christelle Dabos, seria „Lustrzanna”: Zimowe zaręczyny/ Zaginieni z Księżycowa/ Pamięć Babel (premiera 10 grudnia), wyd. entliczek

wiek: 13+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Rewelacyjna tetralogia dla młodzieży i lubiących inteligentną literaturę fantasy dorosłych (na tom czwarty trzeba poczekać). Francuzka autorka wykreowała własny kosmos, rządzony hierarchiczną władzą klanów, wyposażonych w różne ponadludzkie umiejętności. Główna bohaterka - Ofelia - jest „lustrzanną” - potrafi przemieszczać się pomiędzy lustrami. Ma także inną właściwość - „czyta” przedmioty, które bierze do rąk - odtwarza ich losy, historię i okoliczności, jakich obiekty były świadkiem. Któregoś o rękę dziewczyny - szarej myszy tkwiącej w archiwach - upomina się arogancki ważniak z sąsiedniej „arki”(arki to dryfujące w przestrzeni okruchy planety, rozłupanej z złości przez boga). Ofelia podąża za narzeczonym do obcego, nieprzyjaznego świata. A tam czekają na nią dworskie intrygi, pogarda, a nawet…zbrodnie.

  1. Kultura

Kicia Kocia - seria oczami autorki Anity Głowińskiej

Anita Głowińska, autorka serii książeczek
Anita Głowińska, autorka serii książeczek "Kicia Kocia". (Fot. Paweł Klein)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Jej książeczki uwielbiają i dzieci, i ich rodzice. Nie tylko za sympatyczną mordkę głównej bohaterki, ale przede wszystkim za to, że o istotnych sprawach opowiada się tu w genialnie prosty sposób. – Mam marzenie, żeby dzieci wychowane na Kici Koci były lepszymi dorosłymi – mówi autorka i ilustratorka kultowej serii dla najmłodszych Anita Głowińska.

Rozgryzłaś już, na czym polega fenomen Kici Koci? Bo nie będziesz chyba zaprzeczać, że fenomenu nie ma?
Jestem już na tym etapie, że przestaję się krygować [śmiech]. Chociaż ciągle słyszę w tyle głowy, że nieładnie się chwalić, dziewczynki powinny być skromne… Ale rzeczywiście czasem zastanawiam się, jak to się stało, że nawet w jednym z kryminałów przywołana jest „Kicia Kocia”, że do czytania jej swoim dzieciom przyznają się też politycy…

No i?
Pierwsza książeczka była pisana, a właściwie rysowana, dla mojej dwuletniej wówczas córeczki (która teraz ma 18 lat).

Czyli stworzona z serca.
I może właśnie to czują dzieci? Nawet przez myśl mi nie przemknęło, że to zostanie wydane. Córeczka uwielbiała koty. Rysowałam je więc i przywieszałam nad łóżkiem. A ona upodobała sobie kotkę z wielkimi oczami. Domagała się, byśmy opowiadali o niej historie. Czasem nazywała kotkę Kicia, czasem Kocia, potem jej się mieszało – i tak powstała Kicia Kocia. Malowała ze mną tę kotkę, to znaczy popychała moją rękę i tak się bawiłyśmy. Dlatego książki wyglądają tak, a nie inaczej. One są odpowiedzią na potrzeby mojego dziecka.

Jak w takim razie zawędrowały do innych domów?
Natchnął mnie do tego mąż. Przeprowadziliśmy się z Torunia, gdzie oboje studiowaliśmy, do mojego rodzinnego miasta, Gdańska. Kończyłam konserwację zabytków, ale nie pracowałam w zawodzie, pomagałam mężowi w prowadzeniu firmy.

I książki dla dzieci nie były w ogóle w orbicie twoich zainteresowań?
Nie tylko książki, lecz nawet dziecięcy świat. Odkryłam go dopiero w momencie urodzenia córki. Zaczęłam chodzić do księgarń, kupować, co wpadło mi do ręki, ale wówczas nie za bardzo było w czym wybierać. A ponieważ tęskniłam za aktywnością, która nawiązywałaby do tego, co robiłam przed urodzeniem – pogodziłam potrzeby wynikające z nowej roli z potrzebą tworzenia. Spisałam i zilustrowałam dwie historyjki, a mąż zrobił skład i w formie książeczek wydrukował na domowej drukarce. Córka była zachwycona! Potem jedną z nich podarowaliśmy jej koleżance na urodziny. I to był ważny zwrot, bo okazało się, że inne maluchy podobnie na nią reagują.

Pomyślałaś: „Może warto wydać?”.
Tak. A ściślej to mąż powiedział: „Ja zajmę się Lenką, domem, a ty usiądź, namaluj, napisz i wyślij swoje portfolio do wydawnictwa”. Tak też zrobiłam.

I?
Nikt się nie odezwał.

To cię zniechęciło?
Więcej, to mnie dotknęło, poczułam się odrzucona, przepłakałam parę godzin. Próbowałam to sobie przepracować, mówiąc: „Nie znają się” [śmiech]. Ale i tak dominowała myśl, że moje książki są beznadziejne. Wrzuciłam je więc do szuflady. A potem urodził się nasz syn. Wyjęłam je z powrotem i co widzę? Synek też je uwielbia! Mąż znowu zaczął namawiać: „Spróbuj jeszcze raz, może tam się ludzie wymienili, może mieli wtedy zły humor”. Więc wysłałam, i tym razem trafiłam na wspaniałą redaktorkę Marysię Bosacką z Media Rodziny, która natychmiast odpowiedziała: „Ruszamy z dwiema książkami”. To był 2010 rok.

„Kicia Kocia w mieście, tekst i ilustracje Anita Głowińska „Kicia Kocia w mieście, tekst i ilustracje Anita Głowińska

Od razu sukces?
Poszło przyzwoicie jak na zupełny brak reklamy. To znaczy reklama była oddolna: rodzice polecali sobie książki, jakaś mama napisała o nich na blogu.

A teraz? Pisanie to twój zawód?
Jestem wśród tych szczęśliwych autorów, którzy mogą powiedzieć, że żyją z pisania. Każda książka jest dokładnie przeze mnie przemyślana. Krótka forma nie pozwala na literackie szaleństwa, dlatego każde zdanie ma znaczenie. A ponieważ nie chciałabym przynudzać, tworząc instruktaże zachowania, mam niezłą intelektualną gimnastykę. To mnie uczy dyscypliny. Zależy mi na tym, żeby książki bawiły, ale jednocześnie przekazywały wartości, w które wierzę.

Czyli?
To wszystko, czego pragnę dla moich dzieci: świata pięknego, otwartego, tolerancyjnego, przyjaznego, który traktuje każdego człowieka z szacunkiem, niezależnie od tego, czy ten człowiek ma lat pięć, 50, czy 90, czy ma inny kolor skóry, inną orientację seksualną. Angażuję w pisanie swój intelekt, szukam inspiracji, szperam w poradnikach psychologicznych, ale także odwołuję się do mojej intuicji. Chciałabym, byśmy potrafili zadawać pytania i byli ciekawymi świata oraz drugiego człowieka. Dla mnie słowo „ciekawość” jest kluczowe.

„Kicia Kocia gra w piłkę”, tekst i ilustracje Anita Głowińska „Kicia Kocia gra w piłkę”, tekst i ilustracje Anita Głowińska

Autorzy traktują po macoszemu literaturę dla tak małych dzieci, a to fundamentalny czas w rozwoju. Czy kierowałaś się takim imperatywem, żeby tę lukę wypełnić?
Ja tego wszystkiego dowiedziałam się dopiero po tym, jak zostałam mamą. I pomyślałam, że mogę coś zrobić nie tylko dla syna i córki, lecz także dla pozostałych maluchów. Także dla rodziców, bo przecież moje książki czytane są również przez nich. Oczywiście większość mam i ojców to świetni rodzice, ale czasem „Kicia Kocia” otwiera jakieś drzwi.

Jakie na przykład?
„Kicia Kocia na basenie” powstała dlatego, że moje dzieci potwornie bały się wody. Kicia Kocia na początku też boi się do niej wejść, ale nikt jej nie zmusza. Przyjaciele spokojnie czekają, aż w końcu sama do tego dojrzeje. W przypadku moich dzieci trwało to kilka lat, teraz mój syn jest świetnym pływakiem. Może ta historyjka oswoi dzieci z wodą, a rodziców zainspiruje do cierpliwości?

Pomysły zawsze czerpiesz od swoich dzieci?
Bardzo często, ale też od dzieci naszych znajomych. Śledzę również Internet i historie, które opowiadają sobie rodzice. I jestem zdecydowanie bardziej świadoma tego, co chcę powiedzieć. I tym większą czuję odpowiedzialność, bo zdaję sobie sprawę, że wpływ moich słów już dawno przekroczył próg domu. Marzy mi się, by dzieci wychowane na „Kici Koci” były lepszymi dorosłymi.

U ciebie nie ma złego świata, tylko dobry i piękny. Świadomie idealizujesz?
Tak. Jako dziecko dosyć często się bałam. Moi rodzice mnie kochali, ale mieli taką pracę, że często zostawałam sama, więc żyłam w permanentnym strachu. A bajki to też był strach. I jako dorosła osoba chcę powiedzieć, że świat jest nie tylko okrutny, lecz także piękny, to tylko kwestia tego, na co mamy fokus. Są autorzy, którzy lubią pisać dramatyczne historie, i to jest w porządku. Ja wolę na czym innym skupiać uwagę. Ale też na przykład w książce „Kicia Kocia. To moje!” kotka jest samolubna, nie chce dzielić się zabawkami. Albo w „Nie chcę się tak bawić” opowiadam o koledze Kici Koci, Marcysiu, który tak polubił dziewczynki, że zaczął je przytulać na siłę. Nie wytykam, że tak nie wolno, tylko pokazuję, że nie zawsze to, co sprawia przyjemność nam, jest tak samo atrakcyjne dla innych. W pozytywny sposób chciałam pokazać proste reguły, którymi należy się kierować. Nie bierz niczego siłą, nie zmuszaj, nie ignoruj uczuć drugiego człowieka, pytaj. I to dotyczy nie tylko relacji męsko-damskich.

Kicia Kocia ma braciszka Nunusia”, tekst i ilustracje Anita Głowińska Kicia Kocia ma braciszka Nunusia”, tekst i ilustracje Anita Głowińska

Pobrzmiewają w tych słowach nuty feministyczne.
Nadal tkwimy w patriarchalnych okowach. Sama łapałam się na tym, że czego innego wymagam od syna, a czego innego od córki. Często dyskutujemy z mężem na ten temat i oboje zauważyliśmy, że on jest nieświadomym strażnikiem przywilejów własnych, a ja jestem nieświadomą strażniczką przywilejów męskich. Zresztą trudno, żebym nie była, skoro tak zostałam wychowana. Walczę z tym. Dlatego kiedy moja Kicia Kocia sprząta, to pomaga jej w tym tata. Zależy mi, aby dzieciom od najmłodszych lat pokazywać pozytywne wzorce i żeby widok zmywającego naczynia mężczyzny nie budził w nich zdziwienia. Równouprawnienie powinno polegać nie na tym, że kobiecie dokłada się obowiązków, tylko na tym, że to mężczyzna rezygnuje z przywilejów, które były mu dane wyłącznie z racji jego płci, a nie jakichś szczególnych cech. Jeśli panowie potrafią wbijać gwoździe, poradzą sobie również z odkurzaniem. Inaczej mówiąc, jest sprawiedliwe, gdy mężczyzna zajmuje się domem.

Mówimy: pomaga kobiecie.
No właśnie, nie o to chodzi, żeby pomagał, ale żeby razem z nią wziął odpowiedzialność za wychowanie, dom, za wszystko.

Zawsze byłaś feministką?
Zawsze, ale przez kilka ostatnich lat uświadomiłam sobie, jak byłam ograniczona w swoim myśleniu. Moja optyka była męskim punktem widzenia. Ze wszystkiego się tłumaczyłam, próbowałam dopasować, by zasłużyć na pochwałę, lub przeciwnie – starałam się udowodnić, że jestem silna i skuteczna tak samo jak mężczyźni. I nawet teraz, rozmawiając z tobą, czuję się dziwnie, gdy chwalę się sukcesem. Ale pracuję nad tym i widzę rezultaty. Moja córka całkiem niedawno powiedziała: „Ja takiego problemu nie mam, ty mnie nauczyłaś szanować się jako kobieta”. Mam takie marzenie, żeby dożyć czasów, kiedy chłopiec w spódnicy nie budzi niczyjego lęku czy zdziwienia. Chciałabym, żeby to było tak samo naturalne jak fakt, że dziewczyny noszą spodnie. Bo równouprawnienie cały czas polega na przyzwoleniu, by kobieta goniła męskie wzorce, ale już to, co „kobiece”, mężczyźnie nie przystoi.

Zabrałaś publicznie głos po słowach prezydenta, że „LGBT to ideologia, a nie ludzie”. Napisałaś list otwarty. To był impuls?
Nie, sprzeciw wobec dzielenia ludzi rósł we mnie od dawna. Ale się powstrzymywałam, bo bałam się, że moja reakcja będzie odczytana jak polityczny manifest.  Do tej pory całym sercem wspierałam walkę o równość, chodziłam na marsze, często w tej sprawie dyskutowałam, ale prywatnie. Wydawało mi się, że to wystarczy, że moje książki są odpowiednim świadectwem przyzwoitości i że nie muszę dodatkowo zabierać głosu jako autorka. Jednak przyszedł moment, kiedy nie mogłam dłużej milczeć. To kwestia życia. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co muszą czuć te wszystkie wykluczane dzieciaki, co czują ich rodzice. Nie mamy prawa zostawiać ich samych i godzić się na ludzką krzywdę. Poza tym rzecz dotyczy przecież wszystkich dzieci. Nawet jeśli staramy się je wychować tak, by szanowały każdego człowieka – co z tego, jeśli będą żyć w atmosferze nienawiści? Mój list to było upomnienie się o podstawowe ludzkie prawa.

Nie żałujesz?
Nie! Jeśli czegoś żałuję, to tego, że zrobiłam to tak późno. I jestem pozytywnie zaskoczona reakcją ludzi w komentarzach – 90 proc. solidaryzowało się z tym, co napisałam. Książki tworzę z myślą o każdym dziecku i staram się, aby wartości, jakie w nich przekazuję, były uniwersalne, niezależne od światopoglądu rodziców. I cieszy mnie, że większość rodziców właśnie to zauważyła. To pokazuje, że polityka idzie swoim torem, a my jesteśmy jednak fajnym, wrażliwym społeczeństwem.

„Kicia Kocia w Afryce”, tekst i ilustracje Anita Głowińska „Kicia Kocia w Afryce”, tekst i ilustracje Anita Głowińska

Co cię zajmuje oprócz pisania?
Ostatnio zaczęłam się uczyć grać na pianinie. Niewykluczone, że w muzyce także bym się spełniła. Nasze dzieci grają na skrzypcach, chodzą do szkoły muzycznej. Mąż też jest muzykalny.

Twój mąż przewija się przez całą naszą rozmowę.
Bo to supergość. To on zauważył moc i siłę, które tkwią w moich książkach, i bardzo mi we wszystkim pomagał. Miałam szczęście, że trafiłam na niego, że się wspólnie odnaleźliśmy. Przeszliśmy razem naprawdę bardzo wiele. Po przeprowadzce do Gdańska stracił klientów, a ja byłam na bezrobociu. To był czas, gdy nasi ojcowie ciężko chorowali, a potem, w półrocznym odstępie, zmarli. Po kolejnym pół roku spaliło się nam mieszkanie. Uciekaliśmy w kapciach, w środku nocy, z malutką córeczką na rękach. Przygarnęła nas mama. Przez kilka lat siedzieliśmy jej na głowie. I tak sobie myślę, że przetrwaliśmy, bo mieliśmy siebie, bo okazało się, że możemy w stu procentach na sobie polegać. Jak myślę o moim mężu, to czuję wzruszenie. Chyba na tym polega miłość.

A powiesz w końcu, na czym polega fenomen Kici Koci?
Może na tym, że dzieci się z nią identyfikują niezależnie od płci – chłopcy traktują ją jako swoją przyjaciółkę, ale czasami też chcą być jak ona, i to jest super. Bo dla dzieci Kicia Kocia to jedno z nich, nie ona czy on. Dzieci nie przyklejają etykietek. I tego my, dorośli, powinniśmy się od nich uczyć.

  1. Kultura

Sto lat Herkulesa

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Najbardziej znany detektyw świata, Herkules Poirot, odcisnął piętno nie tylko na jednym gatunku literackim, ale na historii literatury w ogóle. Jest z nami już całe stulecie i nic nie wskazuje na to, aby jego przygody miały się zakończyć.

Na rynku pojawiła się bowiem nowa powieść Sophie Hannah pt. Morderstwa w Kingfisher Hill. Autorka za zgodą rodziny i właścicieli praw Agathy Christie kreuje dalsze losy słynnego detektywa. To już czwarta część nowych przygód Poirota – po Inicjałach zbrodni, Zamkniętej trumnie i Zagadce trzech czwartych – i na pewno nie ostatnia.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Powstają też kolejne adaptacje filmowe. Po zainscenizowanym z rozmachem Morderstwie w Orient Expressie z 2017 roku w reżyserii Kennetha Branagha, jednocześnie odtwórcy głównej roli, już w grudniu tego roku będziemy mogli obejrzeć jego kontynuację, Śmierć na Nilu. Obok Branagha, który ponownie stanie również za kamerą, zobaczymy m.in. Gal Gadot, Annette Bening czy znaną z serialu Gra o tron Rose Leslie.

Wiek od debiutu

Wszystko zaczęło się jednak dokładnie sto lat temu; jesienią 1920 roku ukazała się Tajemnicza historia w Styles. W tej książce Herkules Poirot pojawia się po raz pierwszy i to właśnie wtedy rodzi się jego legenda. Debiut Agathy Christie, w którym przyszła Królowa Kryminału nakreśliła postać niezwykle eleganckiego, choć miejscami ekscentrycznego – a już na pewno pedantycznego – detektywa rodem z Belgii, wcale nie zapowiadał wielkiego przełomu czy obietnicy kontynuacji na kartach kolejnych tomów. Nawet wydana dwa lata później powieść bez Poirota (Tajemniczy przeciwnik) czy następna, po roku, już z udziałem kultowego detektywa (Morderstwo na polu golfowym), które wyróżniały się solidną i precyzyjną strukturą fabularną, były znane głównie wielbicielom gatunku. Nie znaczy to jednak, że te trzy powieści były przeciętne czy też sztampowe. Bynajmniej! W trzech pierwszych książkach Agatha Christie uwypukliła najważniejsze cechy swojego stylu: zwięzłość, zegarmistrzowską precyzję w konstruowaniu intrygi, a także unikanie zbędnych elementów jak nic niewnoszące do treści opisy. Autorka już w tych powieściach wyróżniała się na korzyść spośród współczesnych twórców prozy gatunkowej. Jej pomysłowość, a także nieoczekiwane rozwiązania fabularne wprawiały czytelników to w zachwyt, to w zdumienie, to w szczery podziw.

Prawdziwy sukces i niemała popularność miały dopiero nadejść, a to za sprawą Zabójstwa Rogera Ackroyda, powieści, która została opublikowana w 1926 roku. Jakaż to była wówczas sensacja! Niezwykle trudno jest pisać o tym, kto okazał się mordercą i o czym jest sama opowieść (lub jak pomysłowo została skonstruowana), ale to dobrze – nie psujmy zabawy osobom, które nie miały jeszcze okazji zapoznać się z tym klasycznym dziełem. Warto wspomnieć jednak w tym miejscu, że już w dniu swojej premiery Zabójstwo Rogera Ackroyda okrzyknięto wyjątkowo nowatorskim majstersztykiem, a dziś powieść ta zajmuje 5. miejsce wśród 100 najlepszych powieści kryminalnych świata według Stowarzyszenia Pisarzy Literatury Kryminalnej (ang. Crime Writers’ Association, CWA) oraz 49. pozycję na liście 100 książek XX wieku przedstawionej przez czasopismo „Le Monde”. I, co ważniejsze, kolejne wydania tego tytułu (w Polsce wydawane przez Wydawnictwo Dolnośląskie) cieszą się ogromną popularnością po dziś dzień.

Dla przyszłej Królowej Kryminału i postaci wąsatego Belga Zabójstwo Rogera Ackroyda było jednak dopiero rozgrzewką.

Poirot ikoną gatunku

Christie wydała bowiem ponad 90 powieści i sztuk teatralnych, jako Mary Westmacott wyszła poza ramy kryminału, by pisać powieści obyczajowe, tworzyła też poezję i monumentalne dzieła wspomnieniowe (Autobiografię, Moją podróż po Imperium oraz Opowiedz, jak tam żyjecie). Jej prace przetłumaczono na 45 języków, a łączny nakład wszystkich jej książek to, bagatela, miliard kopii w języku angielskim oraz drugi miliard w pozostałych językach. Co jest takiego wyjątkowego w tych opowieściach, że czytają je kolejne pokolenia z niemal takim samym zaangażowaniem jak odbiorcy sprzed wieku?

– Niewątpliwie jest to splot kilku bardzo ważnych czynników, które sytuują twórczość Agathy Christie znacznie wyżej niż konkurencyjne książki – mówi Monika Kaczmarek, dyrektor wydawnicza grupy Publicat S.A., właściciela imprintu Wydawnictwo Dolnośląskie, które powieści Christie wydaje nieprzerwanie do ponad dwudziestu lat. – Przede wszystkim nie ma w tych historiach zbędnych i nużących fragmentów. Christie zawsze ceniła umiar, dokładność i precyzję. Umiała przyciągnąć tym czytelnika. Moim zdaniem, zwłaszcza w dzisiejszym zagonionym świecie, ta cecha nadaje jej powieściom nowoczesnego i łatwo przyswajalnego charakteru. Intryga, choćby nie wiadomo jak skomplikowana, daje się rozgryźć, nie sprawiając wrażenia wydumanej czy nieprawdopodobnej. Przeciwnie, wszelkie dziwne i niezrozumiałe wątki w pewnym momencie zgrabnie się łączą i nabierają sensu, prowadząc czytelnika do spektakularnego finału. Dziś mało kto potrafi tak pisać. Drugim, może nawet ważniejszym elementem są bohaterowie wykreowani na kartach jej powieści. Panna Marple, Tommy i Tuppence, ale przede wszystkim fenomenalny Poirot.

Herules Poirot jest jak chodzący wzorzec z Sèvres genialnego, ale jednocześnie nieco ekscentrycznego detektywa. Poirot to dandys, obsesjonat porządku i symetrii, analizujący najbardziej nietypowe, ale też mroczne zbrodnie za pomocą żelaznej logiki i chłodnej kalkulacji. Bardzo często stawia na psychologię; próbuje wejrzeć w sens postępowania oraz postawę złoczyńcy, wyobraża sobie jego sposób myślenia i działania, wnika w jego umysł na tyle skutecznie, że bywa zawsze o krok przed organami ścigania. A wszystko dzięki jego „małym szarym komórkom”, niekiedy nie ruszając się z domu i nie wstając z własnego fotela.

– Dzisiejsza popkultura wiele zawdzięcza Herkulesowi Poirot – opowiada Patryk Młynek z Wydawnictwa Dolnośląskiego. – Postać diablo inteligentnego detektywa, który jedynie dzięki bezbłędnej dedukcji dochodzi do prawdy, jest obecna w wielu współczesnych serialach, filmach, ale też w książkach. Popkultura lubi takich bohaterów. Z jednej strony mamy pewność, że nie zawiodą, a z drugiej tolerujemy ich liczne wady, które u innych bohaterów znacznie bardziej by nas irytowały. Zaryzykuję stwierdzenie, że tego wąsatego, niskiego Belga, który jako jedyny potrafi dojść do prawdy i uskutecznić sprawiedliwość, uwielbiamy właśnie dzięki jego wadom.

Nowe wydania na nowe czasy

W jubileuszowym 2020 roku (warto tu dodać, że obok 100-lecia debiutu jest to także 130-lecie urodzin Agathy Christie) Wydawnictwo Dolnośląskie postanowiło wydać dziesięć najlepszych tekstów Królowej Kryminału z Poirotem w roli głównej. Wszystkie tytuły będą zawierać posłowia badaczki literatury, prof. Anny Gemry z Uniwersytetu Wrocławskiego. Edycja w luksusowych twardych oprawach wydana zostanie etapami.

– Pięć wybraliśmy my wraz z ekspertami, pozostałe pięć wyłoniliśmy głosami czytelników w drodze plebiscytu, który, nawiasem mówiąc, okazał się bardzo popularny i sprawił nam wiele przyjemności – przyznaje Patryk Młynek z Wydawnictwa Dolnośląskiego. – Wyszło na to, że książki Agathy Christie nie tylko są ponadczasowymi bestsellerami, ale również mówi się o nich, poleca się je, analizuje. Po dziś dzień żyją one własnym życiem.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Jakie tytuły wejdą w skład dziesięcioczęściowego luksusowego zbioru? Obok Tajemniczej historii w Styles pozostałe typy wydawcy to Morderstwo w Orient Expressie, Śmierć na Nilu i ABC, które już zostały wydane w listopadzie 2019 roku, a także Zabójstwo Rogera Ackroyda. Natomiast najwięcej głosów we wspomnianym plebiscycie otrzymały: Pięć małych świnek (ponad 52 procent wskazań), Dwanaście prac Herkulesa (50 procent), Morderstwo w Mezopotamii (39 procent), Morderstwo w Boże Narodzenie (37 procent) oraz Kurtyna (35 procent). Na swoje ulubione tytuły można było głosować metodą wielokrotnego wyboru. Bonusowym, jedenastym tytułem będzie antologia dwunastu opowiadań Christie pt. „Zbrodnie zimową porą”.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

– Jesienią 2020 roku miały ukazać się wszystkie wymienione wyżej tytuły. Niestety, w wyniku pandemii koronawirusa musieliśmy nieco zmodyfikować nasze plany. Teraz zostaną wydane cztery książki, a pozostałe cztery prawdopodobnie na początku 2021 roku – mówi Monika Kaczmarek. – O szczegółach informujemy na bieżąco na naszym facebookowym profilu i na Instagramie @agathachristiepolska. Już teraz szykujmy się na wielkie święto: sto lat legendy Herkulesa i sto trzydziesty jubileusz narodzin Królowej Kryminału. Życzymy Wam przyjemnej i satysfakcjonującej lektury!

  1. Psychologia

Kultura zaczyna się od dziecka. Jakie książki czyta twoje dziecko?

Dzieci mają bardzo chłonne i otwarte umysły. Jeśli zaproponujemy im coś wciągającego, np. wspólne czytanie ciekawej książki, to telewizor będzie mieć poważną konkurencję.(Fot. Getty Images)
Dzieci mają bardzo chłonne i otwarte umysły. Jeśli zaproponujemy im coś wciągającego, np. wspólne czytanie ciekawej książki, to telewizor będzie mieć poważną konkurencję.(Fot. Getty Images)
- W konsumpcyjnym świecie rzeczy dla dzieci tworzy się często nie z myślą o nich, lecz o wielkich zyskach. Wykorzystuje się to, że dziecko jest niezwykle podatne na manipulację. Tymczasem dając mu kicz i szmirę, nie wychowamy wrażliwego i twórczego człowieka – mówi pedagog Katarzyna Szantyr-Królikowska.

Coraz więcej rodziców gubi się w wyborze książek, filmów i zabawek dla swoich pociech.
To prawda. Żyjemy w epoce konsumpcjonizmu, która z dziecka uczyniła klienta, przy czym – w odróżnieniu od dorosłych – jest to klient doskonały. Z racji wieku niewiele posiada, więc dużo chce mieć, a do tego jest łatwowierny i kompletnie bezkrytyczny. Stąd taka mnogość wszelkiej maści produktów dla najmłodszych, wyjątkowo tandetnych, często wręcz szkodliwych dla psychiki małego człowieka, ale obliczonych na duży zysk producentów. Ten zysk powstaje w momencie sprzedaży, dlatego tak wielką wagę przykłada się do atrakcyjności opakowania i reklamy. Rodzice, mający coraz mniej czasu na spokojny namysł, kupują to, co wybiera za nich dziecko.

Dlatego coraz więcej reklam kieruje się do dzieci.
Lub wręcz zatrudnia się w nich dzieci, nawet jeśli produkt nie jest przeznaczony bezpośrednio dla nich. W przeciwieństwie do rodziców dziecko ma na ogół sporo wolnego czasu, który spędza przed telewizorem i stąd czerpie wiedzę o świecie. W sferze wszelkich nowości jest zazwyczaj najlepiej poinformowaną osobą w rodzinie.

Ambasadorem marki…?
W konsumpcjonizmie chodzi o coś więcej: dziecko ma być ewangelistą marki! I pozyskiwać dla niej nowych wyznawców. Trzeba pamiętać, że dla małego człowieka najważniejszym punktem odniesienia jest grupa rówieśnicza. Jeśli wśród dzieci panuje kult jakiejś marki, rodzice przeważnie są bezbronni. Nawet ci, którzy sami zostali wychowani inaczej. Z jednej strony mają świadomość, że nie powinni hołdować snobizmom i spełniać kolejnych zachcianek dziecka, ale z drugiej – kochają swoje dziecko, więc nie pozwolą, aby czuło się inne, gorsze. Kupują mu więc to, co akurat jest modne, a tak naprawdę to, co dyktują reklamodawcy.

Nie kupując, naraziliby swoje dziecko na odrzucenie?
Bardzo się tego boją i na tym właśnie polega siła reklamy, która w kleszczach przymusu kupowania trzyma i dzieci, i dorosłych. Tymczasem mądrzy rodzice powinni umieć odmawiać dziecku. Pamiętam, jak w podstawówce marzyłam o prawdziwych dżinsach z Peweksu, bo koleżanki takie miały. Ale nie dostałam ich, ponieważ rodzice uznali, że byłoby to demoralizujące. Takie spodnie kosztowały dwie pensje mojej mamy nauczycielki! Wtedy było mi przykro. Dziś jestem ogromnie wdzięczna za tę stanowczość i konsekwencję, z jaką hartowano mój charakter. Będąc dorosłą osobą, nie boję się podejmować decyzji, nie muszę mieć tego co inni, robić jak inni i myśleć jak inni, by czuć się dobrze. Taka postawa jest rezultatem wychowania, którego częścią było właśnie racjonalne odmawianie.

To ważny przykład: rodzice powinni mówić „nie”, ale muszą wiedzieć, co jest wartościowe. Jednak trudno poruszać się w takim gąszczu propozycji, np. książkowych.
Króluje publishing business. Weźmy choćby obrazkowe książki dla najmłodszych dzieci – są bez treści, za to z brokatem na okładce i pozytywką do kompletu. Produkuje się je przeważnie w Azji w milionowych nakładach i sprzedaje głównie w supermarketach. Nazwałabym je produktami książkopodobnymi, bo na pewno nie są to wartościowe książki, choć bardzo podobają się dzieciom. Często są tańsze niż paczka papierosów, aby rodzice nie mieli przy kupnie żadnych rozterek.

Jak rozpoznać dobrą książkę dla dziecka?
Nie bójmy się sięgać po książki autorów, których nie znamy z własnego dzieciństwa. Literatura dla najmłodszych nie skończyła się na Tuwimie, Brzechwie czy Chotomskiej. Swoich godnych następców wśród ilustratorów ma też Szancer. Wybierajmy książki stworzone z pasją i humorem. Książki z treścią, mądre, które traktują o sprawach istotnych dla dziecka, pomagają oswajać otaczający świat, uczą krytycznie myśleć i wyciągać wnioski. Takie, które budują system wartości małego człowieka oparty na szacunku do innych, kształtują kulturę uczuć i obyczaje. Piękne, żeby wzbogacały słownictwo i poczucie estetyki dziecka. I wreszcie – intrygujące, by mogły konkurować z telewizją i PlayStation.

Takie właśnie są bajki z Bajki, czyli książki, które pani wydaje?
Tak, bo tworzymy je z myślą o dzieciach. Bajka to wydawnictwo pasjonatów, skupia twórców od lat związanych ze „Świerszczykiem” i „Misiem”, zostało założone przez byłych redaktorów naczelnych tych czasopism. Nasze książki są i mądre, i pięknie zilustrowane, i frapujące, ale też dopracowane redakcyjnie i wydrukowane z wykorzystaniem najlepszych materiałów. Uważam, że to, co dajemy dzieciom: książki, filmy czy zabawki, zawsze powinno być najwyższej próby.

Dzieciństwo to fundamentalny okres w rozwoju człowieka, także dla kształtowania jego poczucia estetyki. Nie wolno zapychać dziecku głowy śmieciami.
Dając dziecku kicz i szmirę, nie wychowamy szlachetnego, wrażliwego i – co najważniejsze – twórczego człowieka. Niestety, bagatelizuje się w naszym kraju znaczenie wychowania estetycznego, a przecież światowej sławy twórca teorii takiego wychowania Stefan Szuman był Polakiem. W wychowaniu estetycznym bardzo ważna, niezastąpiona rola przypada książce. Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele zależy od jakości książek i w ogóle kultury dla dzieci. Dokonując pewnego skrótu myślowego, można powiedzieć, że ta jakość przekłada się na przyszły obraz naszych miast, ulic, domów, a nawet na stan przyrody. Dobrze wiedzą o tym Szwedzi. W Szwecji szanuje się w dziecku człowieka. U nas upatruje się w nim prawie wyłącznie małego klienta.

Na wydawcach książek dla dzieci spoczywa więc duża odpowiedzialność.
Prawda jest smutna: niewielu wydawców książek dla dzieci to ludzie z misją i odpowiednimi kompetencjami. Są wydawcy i producenci książek. Warto mieć tego świadomość. Ci ostatni często zaczynają pracę nad książką od… kalkulacji technicznej, to znaczy wyboru formatu, papieru etc. Dopiero potem kombinują, jak i czym te puste strony zapełnić. Jeszcze jako naczelna „Świerszczyka” odbyłam podyplomowe studia edytorskie. Pewien prezes dużego wydawnictwa dokładnie tak przedstawiał produkcję książki. Na koniec dowiedzieliśmy się, kim jest dla niego autor – „dostarczycielem wypełniacza tekstowego”. Powiedział to publicznie, bez cienia żenady. W taki sposób na pewno nie tworzy się wartościowych książek dla dzieci!

Napisała pani w katalogu, że chce przywrócić rangę beletrystycznej książce dla dzieci.
Oprócz wielkiego biznesu na rynku książki dziecięcej jest jeszcze inne, skrajnie różne zjawisko – lilipucie wydawnictwa, które publikują książki bardzo wysublimowane artystycznie. Takich książek dzieci nie chcą, i słusznie, bo dlaczego ośmiolatka ma bawić coś, co śmieszy dwóch panów, którzy mają po 50 lat i abstrakcyjne poczucie humoru? U dziecka myślenie abstrakcyjne wykształca się w pełni w wieku 12 lat. Wydawcy książek dla dzieci powinni posiadać elementarną znajomość psychologii rozwojowej. Ten kompletny brak myślenia o małym czytelniku, lekceważenie jego potrzeb i możliwości poznawczych lub traktowanie przedmiotowo, zarówno z chęci zysku, jak i osobistych ambicji wydawcy, spowodowały w ciągu ostatnich kilkunastu lat utratę znaczenia książki dziecięcej, zwłaszcza beletrystycznej. Czyż literatura dla dzieci nie jest traktowana w naszym kraju jako gorsza w stosunku do literatury dla dorosłych? Czy minister kultury zdołałby wymienić choć pięciu współczesnych twórców dla dzieci? A przecież kultura zaczyna się od dziecka. To myśl przewodnia naszej działalności wydawniczej. Postanowiliśmy wydawać książki według najlepszych wzorców, jakie sami pamiętamy z dzieciństwa, ale oczywiście rzeczy całkiem nowe. Zmienił się przecież świat i inne problemy nurtują dziś dzieci.

Jakimi kryteriami kieruje się pani, wybierając tekst do publikacji?
Po pierwsze, musi być znakomity pod względem literackim. Po drugie, musi mieć walory wychowawcze, uczyć wartości, tłumaczyć świat. Odrzucam banał i stereotypy. Z dziećmi można rozmawiać o bardzo poważnych i trudnych sprawach, nie tylko o radosnych misiach i kolorowych biedronkach. Książka jest po to, żeby wesprzeć małego człowieka we wspinaczce na coraz wyższe szczeble rozwoju. Powinna więc traktować o sprawach istotnych, koniecznie w sposób akceptowalny przez dziecko, czyli przystępnie. Oczywiście bardzo ważny jest humor, żeby dzieci czytały książki z przyjemnością.

Ostatnio panuje moda na bajki pisane przez gwiazdy i tzw. bajki terapeutyczne.
Oba te zjawiska odnoszą się do marketingu książki dziecięcej i potwierdzają tezę o degrengoladzie kultury dla dzieci. Bo nie jest tak, że dla dzieci „pisać każdy może”, że nie potrzeba do tego literackiego kunsztu. Natomiast tzw. bajki terapeutyczne, niestety równie często nieudolnie napisane, są podsuwane rodzicom jako antidotum na wszelkie problemy wychowawcze. Tymczasem każda wartościowa bajka ma charakter terapeutyczny.

Czy książki mogą wygrać z telewizją?
Myślę, że nie muszą z nią przegrywać. Dzieci mają bardzo chłonne i otwarte umysły. Jeśli zaproponujemy im coś wciągającego, np. wspólne czytanie ciekawej książki, zabawę, to telewizor będzie mieć poważną konkurencję. Ale nie wyłączajmy go dziecku przed nosem. Szanujmy w nim człowieka i dajmy możliwość dokonania samodzielnego wyboru. Do nas należy zadbanie o to, aby dziecko miało z czego wybierać.