Maluch przybywa

Corbis

Będzie nas więcej! Oczekiwany, nowy członek rodziny nareszcie w domu. I nic już nie pozostanie takie samo.
Narodziny dziecka. Chłopiec czy dziewczynka, niespodzianka czy też gość długo oczekiwany – nieważne. Rzeczywistość świeżo upieczonych rodziców zmienia się radykalnie i zawsze jest inaczej, niż miało być. Przejście z układu dwójkowego do trójkowego bywa trudne i obarczone problemami. Jak to przetrwamy, w którą stronę rozwinie się rodzicielstwo? Tym razem o tym, jak mały człowiek potrafi w domu… narozrabiać!

Mój najwspanialszy mężczyzna!

Michał zawsze marzył o synu. Dzień, w którym urodził się Piotruś, uznał za najszczęśliwszy w życiu. Do czasu. Bo Kasia, jego żona – jako matka – zmieniła się nie do poznania. Nie odstępuje synka na krok. Nie zgadza się przyjąć pomocy matki ani teściowej. Nikomu nie ufa, że dość troskliwie zajmie się jej maleństwem. W domu zapanował terror, goście są źle widziani, a kiedy Piotruś śpi, wolno mówić tylko szeptem. Raz Kaśka zrobiła karczemną awanturę, bo Michał pogłaskał śpiącego syna i ten się obudził. Żeby było jej łatwiej pielęgnować małego, przeniosła się do jego pokoju. Michał rozumie, że żona ma prawo być zmęczona ciążą, porodem i opieką nad synkiem, ale czas płynie, Piotruś już postawił pierwsze kroki, a Kaśce nie mija.

Michał: Coraz częściej czuję się jak intruz we własnym domu. Gdy bawię się z Piotrusiem albo go przewijam, Kaśka nieustannie patrzy mi na ręce. Stale krytykuje, że coś źle robię. Kiedy zaproponowałem, żebyśmy wyszli do kina czy znajomych, a Piotrusia na ten czas zostawili pod opieką mojej mamy, wykrzyczała mi, że chyba nie mam serca, skoro chcę zostawić dziecko samo.

Nie istnieje dla niej żaden inny temat rozmowy niż Piotruś. Unika zbliżeń ze mną, chociaż kiedyś seks był dla nas bardzo ważny i sprawiał nam wiele radości. Czuję, jak szybko się oddalamy. Brakuje mi naszej dawnej bliskości, żartów, rozmów, czułości. Wszystko to zarezerwowała dla syna. Nadal śpi z Piotrusiem w pokoju, bo uważa, że w każdej chwili może jej potrzebować. Ciągle jest przy nim, nieustannie go pyta, czy chce coś zjeść, wypić, pobawić się, obejrzeć film… Zgaduje jego myśli i pragnienia. Zachowuje się tak, jakby go nadal nosiła w brzuchu, są nierozłączni.

Wiele razy próbowałem z nią rozmawiać, że to już nawet nie chodzi o nas, ale że robi synowi krzywdę tą nadmierną opieką. Ona twierdzi, że po prostu go kocha, a ja nie rozumiem, co znaczy matczyna miłość. Moim zdaniem, to już nie miłość, tylko szaleństwo. Chwilami mam wrażenie, że to nie ja jestem jej mężem, ale nasz syn. Mówi do niego czule – „mój najwspanialszy mężczyzna”.

Jolanta Łagodzińska: Ze względów psychologicznych i fizjologicznych, kobieta, która urodziła dziecko, staje się z nim na jakiś czas nierozłączną parą. Jest to rodzaj szaleństwa, bo całe życie zostaje podporządkowane maleństwu, przez co mąż, siłą rzeczy, schodzi na dalszy plan. Wielu mężczyzn bardzo źle to znosi – jeszcze niedawno byli najważniejsi, a nagle trzeba się usunąć i zrobić miejsce nowej osobie. Mogą więc na nieświadomym poziomie pojawić się u nich różne trudne uczucia: zazdrość, złość czy rozżalenie. A ponieważ nie zawsze są w stanie zdać sobie z nich sprawę, wycofują się – w pracę, spotkania z kolegami, a w ekstremalnych przypadkach w romans.

To, jak świeżo upieczeni rodzice zareagują na zmianę w życiu, w dużej mierze zależy od tego, co otrzymali od własnych rodziców. Jeśli kobieta w dzieciństwie nie zaznała wystarczająco czułości, bliskości i opieki, wówczas urodzenie własnego dziecka i ta niezwykła z nim bliskość mogą stać się dla niej rekompensatą. Pojawia się uczucie niezwykłej jedności z dzieckiem i w takiej sytuacji może rzeczywiście zabraknąć miejsca dla jego ojca, który zaczyna być traktowany jak intruz przeszkadzający tej błogiej symbiozie.

Różne są przyczyny nadmiernej bliskości matki z dzieckiem – mają z nią problem szczególnie te kobiety, których ojcowie nie do końca akceptowali fakt, że urodziła im się córka, i dawali jej sygnały, że woleliby, by była chłopcem. Takie kobiety, kiedy urodzą syna, czują się tak, jakby wreszcie otrzymały namiastkę męskiego pierwiastka, a to sprawia, że są wreszcie dowartościowane. Na nieświadomym poziomie mają nadzieję, że syn już na zawsze z nimi zostanie i nigdy ich nie zawiedzie.

Innym powodem może być brak obecności ojca w dzieciństwie – taka kobieta, gdy urodzi się jej syn, pragnie mieć tego małego mężczyznę na własność.

Można powiedzieć, że w zaborczości Kasi widać zarówno niezaspokojoną tęsknotę za męskim pierwiastkiem, jak również wielkie pragnienie bliskości. Problem w tym, że ponieważ Kasia nie dopuszcza Michała do opieki nad Piotrusiem i do bliskości z nim, chłopiec nie ma szans stać się dzieckiem obojga rodziców, a to zaburza jego poczucie bezpieczeństwa.

Syn stanowiący z matką psychiczną parę to wygrany kompleks Edypa, przynoszący dziecku z jednej strony narcystyczną dumę, z drugiej – poczucie własnej niemocy wobec pełnienia roli ponad jego siły.

Kasia dewaluuje ojca w oczach Piotrusia, a więc pozbawia go pozytywnego wzorca mężczyzny. W przyszłości może to owocować agresywnym i pogardliwym stosunkiem jej syna wobec kobiet.

To pokazuje, jak bardzo jest ważne, żeby w pewnym momencie mężczyzna łagodnie, lecz stanowczo przeciął symbiotyczny związek matki i dziecka, wprowadzając do rodziny porządek.

Tylko my!

Dla Haliny – babci malutkiej Marysi – zachowanie córki i zięcia jest niezrozumiałe. W ubiegłym roku urodziła się im córeczka.

Halina: Marysia jest taka kochana, jednak czuję, że ja bardziej cieszę się z jej urodzin niż Monika i Czarek. Owszem, opiekują się maleńką, niczego jej nie brakuje, dbają o jej rozwój, ale sprawia to wrażenie wzorowo wypełnianych powinności, a nie prawdziwej miłości. Są tak zaabsorbowani sobą nawzajem, jakby nie dotarło do nich, że mają dziecko.

Niedawno Marysia skończyła roczek, a oni zakomunikowali mi, że pragną zrealizować swoje marzenie i na dwa miesiące pojechać do Brazylii. Kochają Amerykę Południową i już dawno planowali wybrać się tam na dłużej. Zapytali, czy zgodziłabym się zaopiekować przez ten czas małą. Zwykle robię to z wielką chęcią, ale tym razem uważam, że zostawianie tak małego dziecka na dwa miesiące jest skrajnie nieodpowiedzialne. Przecież córka będzie za nimi tęsknić! A może nawet ich nie pozna po powrocie!?

Nie wyobrażam sobie, bym na tak długo zostawiła Monikę, kiedy była mała. Wychowałam ją sama,
bo mąż odszedł do innej kobiety. Więc chyba wie, co znaczy nieobecność rodzica. Próbowałam im to wytłumaczyć, ale twierdzą, że przesadzam. Mówią, że Marysia mnie kocha, ja się nią wspaniale opiekuję i sprawia mi to prawdziwą przyjemność. Poza tym będzie rodziców widziała i słyszała na skypie, więc nie ma problemu. Wiele razy dziwiłam się, że każdą wolną chwilę poświęcają swoim przyjemnościom i pasjom, a nie Marysi. Woleli jechać na wielką noworoczną imprezę, zamiast pierwszego w życiu Marysi sylwestra spędzić razem z nią.

Jolanta Łagodzińska: Kiedy oboje rodzice pochylają się nad małym dzieckiem, ono bardzo wzbogaca ich związek, staje się jego ważnym elementem.

Ale zdarza się, że para jest tak hermetyczna i samowystarczająca, że trzeci element jest dla niej tylko niepotrzebnym intruzem zakłócającym spójność. A może dla Czarka i Moniki układ dwójkowy jest jedynym, w jakim potrafią funkcjonować. Wtuliwszy się w siebie, nie potrafią dzielić na trzy: uczuć, uwagi, miłości i troski – z obawy, że zabraknie tego dobra dla nich. Wbrew pozorom, nierzadko zdarzają się rodziny, w których rodzice realizują się, podróżują, prowadzą wspólne interesy, a dzieci powierzają opiekunkom czy dziadkom. I tak naprawdę nigdy nie osiągają z nimi prawdziwej bliskości.

Być może Monice i Czarkowi zabrakło w dzieciństwie miłości. Więc kiedy spotkali się i obdarzyli uczuciem, zapragnęli zrealizować wszystkie niezaspokojone potrzeby emocjonalne z tamtego czasu. Dają więc sobie absolutną uwagę. Boją się, że gdyby część tej miłosnej atencji oddali Marysi, sami zostaliby znów opuszczeni. Ten lęk separuje ich od dziecka. Żałują córce uczuć, bo sami cały czas czują ich niedosyt.

Ale tak naprawdę miłość partnera nigdy nie zastąpi brakującej miłości rodzica. I dopóki sobie tego nie uświadomią, nadal będą traktować własne dziecko jak intruza. Pewnie nawet nie zdając sobie sprawy, że tym razem oni sami, jako rodzice, fundują deficyt uczuć Marysi, a tym samym ryzyko, że w swoim dorosłym życiu powieli ona ich historię.

Jolanta Łagodzińska psychoterapeutka