Jak budować bliskość z córką?

fot. iStock

Temat: bagaż

W rozmowach z kobietami, matkami córek i córkami matek, często pojawia się to pytanie: Dlaczego właśnie ta relacja bywa tak gorąca i trudna? Chciałoby się, żeby dawała najwięcej tego, co dobre, ale nie zawsze tak się dzieje.

Są pozytywne rzeczy, które pamiętam z domu, i staram się je przełożyć na naszą relację: bycie razem i chęć rozmowy – wspomina Magda. – Ale to, co mi ciążyło, to moje chorobliwe uwiązanie do matki, która chciała mnie zatrzymać blisko siebie. Nie chcę tego przekazać dziecku, jednak to zawsze było dużym wyzwaniem i tu przeczuwam zagrożenie.

Chyba „odbiłam się” od mojej mamy – zastanawia się Anna. – Była nadopiekuńcza, przekazała mi tysiące swoich lęków. W najtrudniejszych sytuacjach mnie wspierała, ale była zbyt krytyczna, co podważało moją wiarę we własne umiejętności. Później człowiek musi w dorosłym życiu udowadniać sobie wiele rzeczy: że sobie poradzi, że nikt go nie porwie na lotnisku, że nie zgubi kluczy i dokumentów, nie zaśpi na egzamin, że w ogóle przeżyje następny dzień i kolejny. Uporanie się z tym zajęło mi dużo czasu, ale dzisiaj już tak surowo nie oceniam relacji między nami, staram się być wdzięczna za to, co dostałam od niej dobrego. Wybaczyłam, że nie jest matką idealną, zrozumiałam, że nie mogła mi pewnych rzeczy dać, choć na swój sposób się starała. Ważne, że sama mogę być matką bardziej świadomą. Daję córce przestrzeń do podejmowania własnych decyzji. Zachwycam się tym, że jest tak piękna i inna ode mnie.

Jak nie manipulować i nie przekazywać problemów „po matce”? – To jest cholerne wyzwanie – mówi Magda – i myślę, że pierwszym krokiem do tego jest świadomość własnych ograniczeń i tego, co się dostało od mamy. Poszłam na terapię przede wszystkim dlatego, że było mi ciężko w relacji z mamą i tatą, ale też dlatego, że czułam, że to wpływa na moją rodzinę, którą wtedy stanowili mój syn i mąż. Będąc w terapii, zaszłam w ciążę. Okazało się, że to córka. Kiedy terapeutka zapytała, co płeć dziecka dla mnie znaczy, nie rozumiałam. Urodziłam Manię i z perspektywy czasu widzę, że w ciąży i zaraz po urodzeniu trudno mi było zaakceptować to, że mam dziewczynkę. To zapewne z powodu moich doświadczeń z mamą, ale do dziś mam do siebie o to pretensje. Przed oczami stoi mi scena, kiedy Mania jako miesięczny niemowlak leżała na przewijaku, a ja się nagle na nią otworzyłam. Stało się to, kiedy poczułam, że ona ma taki sam kobiecy zapach! Od tego momentu popłynęła moja miłość. Niesamowite przeżycie, najbardziej wzruszający moment – jednocześnie zwierzęcy, biologiczny i głęboko emocjonalny. Dopiero wtedy zrozumiałam terapeutkę i tak naprawdę stałam się matką DZIEWCZYNKI.

Temat: rozstanie

– Etap nastolatki to fajny czas, ale widzę, że one już mnie trochę odpychają – wzdycha Łucja. – Nagle z mamy ogarniającej trzeba się nastawić na rolę typu: „Gdybyś mnie potrzebowała, to jestem!”. W stanie gotowości, w razie czego, ale bez pytań w stylu: „Pomóc ci w czymś? A jak było w szkole?”. Im bardziej się wpycham, tym mocniej się odsuwają. To jest dobre, naturalne, ale dla mnie jeszcze trudne. Zwłaszcza że pojawiają się w tym ich dorastaniu smutki, trudności. Dziewczyny zmagają się z relacjami, z ciałem, z otoczeniem i chciałabym im pomóc. Ale mogę im coś dać tylko wtedy, kiedy któraś do mnie po to przyjdzie. Jak słyszę: „Mamooo!!!”, podskakuję z radości: „O, wołają mnie, potrzebują”. Chciałabym cały czas móc je obserwować, być w bliższym kontakcie, ale dostaję komunikat: „Już dziękujemy, czas się skończył”. Boli. Ale uśmiecham się, kiedy to mówię, bo to jest słodko-gorzkie. To fascynujące, kiedy dziewczynka staje się kobietą.

Czy można przeżyć dorastanie córki bez walki i nastoletniego buntu, który potrafi wykończyć wszystkich? – To, co na pewno w rozwoju potrzebne, to przejście przez fazę, w której dziecko, wchodząc w okres dojrzewania, buduje własną odrębną tożsamość – mówi Danuta Golec. – Często przebiega to wybuchowo, bo dziecko potrzebuje skonstruować własne przekonania, gusta – wszystko! Bywa totalna walka i nie tylko postawa matki na to wpływa, istnieje wiele czynników. Ale dziecko może się też spokojniej oddalać, zaznaczając odrębność swoich poglądów i gustów. Nie muszą latać pióra po całym domu. Niepokoi mnie więc nie tyle brak fazy ostrego buntu, ile sytuacja, kiedy nie ma fazy różnicowania, oddalania.

Najtrudniejsze są relacje z córkami bardzo podobnymi do swoich matek, bo tym mocniej muszą się „porozrywać”. Tych tarć nie należy się więc bać, z tego należy się cieszyć. To oznacza, że wychowujemy kobietę, która się oddzieli od nas, żeby założyć własną rodzinę bez wielkich problemów emocjonalnych w tym obszarze, i symbolicznie „wróci”, by mogły spotkać się z matką już jako dorosłe kobiety.

Lena twierdzi, że nie przeżyła buntu, bo nie potrzebowała. – Rodzice pozwalali mi na wiele, w razie problemów dyskutowali ze mną, podsuwali argumenty, przekonywali. Tak było z harcerstwem, które chciałam rzucić, ale dzięki nim tego nie zrobiłam, i po trzech latach powstało z tego coś super.

Anna z Leną uważają, że „rozstawały się” spokojnie, ponieważ od początku wiadomo było, że są całkiem różne. Anna: – W wielu kwestiach mamy inne poglądy, ale szanujemy to, nie próbuję rzeźbić jej na swoje podobieństwo. Lena: – Bo się nie daję! Jestem asertywna, choć wolę rozmawiać niż się kłócić. Lubię mieć wszystko uporządkowane, mama wręcz przeciwnie. I tutaj się spieramy, czasem jestem wręcz upierdliwa, powtarzając: „Posprzątaj, goście przyjdą” [śmiech].

Jesteśmy osobne, nie układam jej życia, nie wybieram towarzystwa – stwierdza Anna. – Doświadczenie musi zdobyć sama. Całkowicie jej ufam, wierzę w jej mądrość i intuicję. Akceptuję jej wybory, kibicuję, a w razie potrzeby jestem tuż obok. Może z dwojga rodziców to ja byłam tym dobrym policjantem, niespecjalnie zabraniałam, sama zresztą nie lubię zakazów, ale też trafił mi się dojrzały egzemplarz.

Temat: ciało

Ciało to w przypadku matek i córek temat rzeka: a w nim kobiecość, fizjologia, seks, stosunek do własnej cielesności. Według psychoterapeutki to podstawa, do której potem dołączają wpływy zewnętrzne. – Na początku matka stwarza to, jak dziecko czuje się ze swoim ciałem. Wpływają na to dotyk, czułość czy niechęć, nawet skrywana. Na dalszym etapie można córkę wzmocnić albo zranić słowami (nie garb się, za gruba jesteś etc.). Jednak jakkolwiek dobre byłyby relacje z dziewczynkami, w okresie dojrzewania może być z nimi więcej tarć niż z chłopcami. Córka, tak podobna do matki, nieświadomie jest przez nią traktowana jak przedłużenie jej samej.

To ekstremalnie ważny temat w naszym domu – mówi Magda. – Mam w sobie głód, który pewnie wynika z doświadczeń związanych z emocjami i przekłada się na moje ciało, a to jest mniej lub bardziej okrągłe. Jako dziecko też byłam okrąglaskiem, przeżywałam to, uważałam, że jestem gruba. A u mnie w domu nie było tematu ciała. To więc wyzwanie w moich relacjach z Manią i widzę, że dla niej to też niełatwy temat. Jest za to bardzo sprawna fizycznie, czego ja nie miałam. Wypycham ją na różne treningi i rozmawiamy o ciele, ona na szczęście dzieli się ze mną swoimi rozterkami. Zdaję sobie jednak sprawę, że z jednej strony mówię jej o akceptacji ciała, a z drugiej – pokazuję coś trochę innego własnym ciałem. Dostaje niespójny komunikat.

Istnieje coś takiego, jak przekaz nieświadomy – potwierdza Danuta Golec. – Często obserwuję to w pracy z pacjentkami. Jeśli przychodzi kobieta, która widzi, że w jej rodzinie od paru pokoleń dominuje negatywny przekaz w stosunku do ciała, a ma córkę i chce uniknąć wrzucania jej na plecy tego bagażu, mogę jedynie zasugerować: „Trzeba to samej przepracować, na swoim terenie”. Mówi się, że gdy matka karmi piersią, to oprócz mleka przekazuje uczucia. To nie magia, z tego wynika praktyczny wniosek. Dla matek. Jeśli czujesz, że jest problem, to nie czytaj następnego poradnika, tylko przyjrzyj się sobie.

Temat: dojrzewanie

Łucja: – Znasz swoje ciało i nagle, z dnia na dzień, ktoś je zabiera i daje ci coś obcego. Nie mieścisz się w niczym, pachniesz inaczej. To brutalne i szybkie zmiany. Dużo myślałam, jak moim dziewczynom w tym pomóc, zwłaszcza starszej córce. I wtedy spojrzałam na swoje koleżanki: są chude, okrągłe, wysokie, niskie. Tak różne i tak w tym piękne, a do tego już w momencie, kiedy osiągnęły pełnię kobiecości. Zabieram więc Józię na te spotkania, bo chcę, żeby oprócz sztucznych kobiet z Photoshopa zobaczyła prawdziwą kobiecość.

Rozmowę o sferze seksu Łucja uważa za wyzwanie, bo dzisiejsze dzieciaki są bardziej narażone na różne treści: – W Wielkiej Brytanii co czwarty ośmiolatek miał kontakt z pornografią, w Polsce tego nie zbadano, ale ja się nie oszukuję. Trzeba ośmielać córki i zachęcać do rozmowy, ale kiedy to robisz, możesz usłyszeć: „A co to jest seks analny?”. I wtedy każdą matkę zatyka, a przecież nie wykręcisz się bocianem, musisz mówić delikatnie, z wyczuciem, ale wprost. One wstydzą się trochę i ja też się wstydzę, zwłaszcza że sama tego nie dostałam. Ale wiem, że i tak się dowiedzą przez Internet, od koleżanek. A że to niekoniecznie będzie prawdą, wolę wcześniej przekazać swój pogląd.

 

Anna z pewnym żalem mówi: – Nie mamy dogłębnie przerobionego tematu ciała i seksu. U babć był on wyparty. Ja nie napierałam na rozmowy, uważałam za coś oczywistego – chyba błędnie – że samemu sięga się w miarę potrzeby po takie wiadomości. Zajmują mnie inne rzeczy – sztuka, kreatywność, podążanie za marzeniami. To staram się przekazywać. „Lena, jak było z okresem?” Lena: „Przyszłam do ciebie, spytałaś, czy wszystko w porządku, i tyle. Nie odczułam, żeby było za mało rozmowy. Gdybym czegoś nie wiedziała, to przyszłabym zapytać, zawsze powtarzasz, że mogę. Ale jak mam kłopot w innej sferze, to najpierw idę przegadać problem z bratem, jesteśmy trochę jak bliźniaki”.

Lena uważa, że często to ona uczy mamę cielesności, wyrażania kobiecości: – Mama czasem podgląda, jak się maluję, albo pyta, czy pożyczę jej krem. Ale jeśli chodzi o dobór ubrań, to ona robi to fajniej.

– Nie przewracajmy oczami, że dziewczynki są powierzchowne, bo myślą o ciuchach – mówi psychoterapeutka. – Nie przypadkiem najpierw wszystkie odkrywają, że są lalkami Barbie, a potem wszystkie są w glanach, bardzo oryginalne, czyli takie same. One są takim stadem. Zanim dziewczyna się wyodrębni, to się po drodze zidentyfikuje z koleżanką, z aktorką, z mamą.

Temat: zmiana wzorca

Rozmówczynie czują, że ich model macierzyństwa, mimo że zanurzony w doświadczeniach z własnymi matkami, jest już inny. – Nasze matki były matkami ofiarnymi, które składały się na ołtarzu rodziny, często ze szkodą dla siebie i dzieci, bo takie miały wzorce – uważa Anna. – Sądzę, że matka też ma prawo się realizować, a córka może wziąć z niej dobry przykład. Bo osoba spełniona jest lepszą matką. Nowoczesne macierzyństwo według mnie polega m.in. na tym, żeby nie wychowywać córek w poczuciu, że muszą odgrywać jakąś konkretną rolę, której tzw. społeczeństwo od nich oczekuje. Jeśli Lena będzie chciała mieć stado dzieci, psów i kotów – OK, jeśli będzie chciała być architektką, być niezależna – też dobrze.

Lena odpowiada: – Mam już plan na życie. Chcę założyć rodzinę, ale na pewno nie będę kobietą, która tylko siedzi w domu, przejęłam od rodziców gen aktywności!

Magda też dostrzega pokoleniowe różnice w podejściu do macierzyństwa, choć chce mówić tylko za siebie. – Wychodzę z założenia, że Mania nie jest mi nic winna. Może życie to zweryfikuje, ale teraz nie uważam, że kiedy się zestarzeję, to ona będzie miała obowiązek coś dla mnie robić. Jeśli będzie miała taką potrzebę, to super, ale nie ma to być relacja wymagająca poświęcenia. Ja się dla córki nie poświęcam.

Co dla Łucji znaczy być matką kobiet, które za chwilę ruszą w świat? – To dodatkowo oznacza, że muszę zaprotestować przeciw opiniom, że kobiety czegoś nie mogą. To, że są kobietami, nie oznacza też, że coś muszą. Czuję, że to ja mam być osobą, która także swoją postawą pokaże im, że w przekazie, który płynie z mediów, „czynników oficjalnych”, społeczeństwa, nie wszystko jest prawdą. W radiu, telewizji, w kinie czy Internecie nadal dominują napompowane celebrytki, dziewczyny lalki do zabawy. A jest przecież mnóstwo kobiet, które robią odkrywcze rzeczy w rozmaitych dziedzinach i pokazują różne modele kobiecości oraz sposoby życia. Mój przekaz jest taki: mogą być sobą, decydować o sobie i swoim ciele.

Łucja przyznaje, że sama wciąż nie ma pewności, czy wszystkie jej matczyne koncepcje wychowawcze wydadzą wyłącznie dobre owoce. Magda mówi, że w tak bliskiej relacji jak ta matki i córki nie da się nie przekazać także niechcianych wzorców, które nosi się pod skórą. Wszystkie znają koncept „wystarczająco dobrej matki”, ale wiedzą, że realizowanie go nie jest proste.

– Bo to nie tylko chwytliwe hasło poradnikowej poppsychologii, ale coś prawdziwego, niezwykle ważnego – mówi terapeutka Danuta Golec.
Chodzi o to, że ta prawdziwa dobra matka i nasza wewnętrzna dobra matka to właśnie matka wystarczająco dobra. Taka matka popełnia błędy, ale nie boi się tego, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że one są nieuniknione. Potrafi się nad tymi błędami zastanowić, naprawić, co się da, a jednocześnie wie, że dziecko nie jest z cukru. Pozwala, żeby córka mogła się sama podnieść. Biegnąc za każdym razem z pomocą, wysyłamy komunikat: „Nie poradzisz sobie”. A nie to chcemy im przekazać. Chcemy, żeby wiedziały: „Dasz sobie radę, a w razie czego ja tu jestem”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »