Jakich wyzwań doświadcza mężczyzna, gdy rodzi mu się córka, a jakich gdy syn?

fot.IStock

Przed jakimi wyzwaniami stoi mężczyzna, gdy rodzi mu się córka, a przed jakimi, gdy rodzi się syn? „Te wyzwania są różne, a jednocześnie podobne: ojciec poznaje swoje dziecko, istotę o niepowtarzalnym potencjale. Od jakości tego spotkania będzie zależała jakość ich życia” – mówi psychoterapeuta BENEDYKT PECZKO.

Oby tylko była córka!” – życzą sobie młodzi mężczyźni. Coraz więcej kobiet mówi o tym, że ich partnerzy pragną córek, a nie synów, co je zdumiewa. Być ojcem córki wydaje się łatwiejsze, bezpieczniejsze? Przed jakimi wyzwaniami stoi ojciec, gdy rodzi mu się córka, a przed jakimi, gdy rodzi się syn?

Spora część mężczyzn świadomie lub nieświadomie obawia się synów. Mają mieszane uczucia – z jednej strony syn to znany świat: „Też byłem chłopcem, więc wiem, jak to jest”. Teoretycznie więc powinno być łatwiej oswoić się z rolą ojca chłopca niż dziewczynki. Jednak dochodzą do głosu atawistyczne wzorce: oto pojawi się kolejny samiec w stadzie.

Uruchamia się nawyk walki o władzę i dominację?

Od lat pracuję z synami, którzy borykają się z takim właśnie dziedzictwem. Dominujący ojciec, który za wszelką cenę, przy każdej okazji musi postawić na swoim, wygrać, bo wie lepiej – to jest plaga życia rodzinnego. Ojcowie narzucają synom swoją wolę, chcą decydować o ich życiu, bo przecież „gówniarz dużo jeszcze musi się nauczyć”. Sytuacja dodatkowo się komplikuje, gdy synek od dziecka jest faworyzowany przez mamę. To do niego mama mówi: „kochanie”, co budzi zazdrość i złość ojca. Mężczyzna czuje się zaniedbany, zdetronizowany. Także z tego powodu może – oczywiście nieświadomie
– zwalczać syna w sensie emocjonalnym. Zazdrość, pretensje i żal o czas i uwagę poświęcone dziecku mogą dotyczyć także córek, jednak w wypadku synów są dużo większe. Gdy syn rośnie, ojciec wydatkuje coraz więcej energii na wytykanie błędów, udowadnianie, że „gnojek sobie nie radzi”, że „nic z niego nie będzie”. Tym samym walczy o uwagę dla siebie, podkreśla swoją rolę autorytetu i przewodnika.

Gdy więc ma się urodzić syn, mężczyzna przeczuwa, że będzie musiał mierzyć się z napięciami w sobie?

Dotyczy to wielu mężczyzn, ponieważ ciągle jest dosyć kiepsko z męskim poczuciem wartości. Chociaż, oczywiście, wiele zmienia się na lepsze. Mężczyzna ugruntowany w swoim poczuciu wartości nie będzie zazdrosny o uczucia partnerki do syna. Wręcz przeciwnie, będzie jej wdzięczny za opiekę nad dzieckiem, będzie jej pomagał, budował partnerską więź.

Zanim to się stanie, syn wydaje się rywalem?

Obserwuję dramat takich synów i ojców. Ojcowie prezentują się synom jako idealni, nieomylni, bez skazy, po prostu krynica mądrości. Są przekonani, że jak się syna od początku ułoży, będzie posłuszny, będzie chodził jak w zegarku. Od dziecka wszelki opór jest łamany. W ten sposób tak naprawdę łamane są wola i tożsamość chłopca. Wielu mężczyzn traktuje synów jak zwierzątka, które się tresuje. Pamiętam takiego ojca, który w ten sposób utracił dwóch synów.

Utracił?

Przestali się z nim kontaktować. Jeden z synów oświadczył, że nie będzie żył tak, jak ojciec sobie życzy, stał się hardy, a jednocześnie uważał ojca za niedościgniony wzór. Czuł się zbyt mały wobec ojca, nie wypełnił życia sensownymi działaniami. Drugi syn spełniał ojcowskie ambicje, jednak nie oddawał należnego hołdu. W końcu skonfliktowany z ojcem poszedł własną drogą i słuch o nim zaginął. To pokazuje cenę, jaką płacą ojcowie za idealizowanie siebie i wywieranie presji. Takie działanie zawsze budzi opór. Ojciec, który jest przekonany, że wie, jak powinno wyglądać udane życie, jak ten świat naprawdę wygląda, ma dla syna sztywny program i nie znosi sprzeciwu. To prawdziwy dramat. Synowie się oddalają, wycofują, uciekają, zrywają kontakty. Z różnych prac psychoterapeutycznych pamiętam mężczyzn, którzy kontaktując się z emocjami z dzieciństwa, płakali, błagając przywołanych w pamięci ojców: „Nie chcę z tobą walczyć! Chcę być blisko ciebie, potrzebuję cię”.

Nie trzeba z synem walczyć?

Mam wrażenie, że często ojcowie wpadają w pułapkę, zmuszając synów, żeby z nimi walczyli, ponieważ inaczej nie potrafią być z nimi blisko. Chłopcy podejmują walkę, żeby w ogóle mieć z ojcem jakiś kontakt. Wielu mężczyzn nie ma pozytywnych wzorców bycia ojcem, bo albo ojca nie było, albo był emocjonalnie nieobecny. Jeśli dodatkowo nie mieli bliskich kontaktów z innymi mężczyznami w rodzinie, niosą trudne dziedzictwo męskości. Poczucie bezradności i niepewność próbują nadrabiać gniewem i przemocą. Próbują jakoś wypełnić w sobie ten brak. Niestety, wypełniają go najgorszym śmieciem. Te destrukcyjne tendencje można, oczywiście, odwrócić.

Silne emocje związane z obecnością syna pokazują zranienie ojca, bolesne miejsca – tę świadomość wielu ojców już ma. Jak sobie radzą?

Obiecywali sobie, że nie będą tacy jak ich ojcowie, a zauważają, że odruchowo powielają stare schematy. Jeśli potrafią to zauważyć, to już bardzo wiele, dobry grunt do zmiany. Pojawienie się syna czy synów w życiu mężczyzny to wielka sprawa – szansa, aby przekroczyć stare uwarunkowania i rozwijać zdrowe, bliskie relacje z innymi mężczyznami. A tym samym tworzyć nowe wzorce męskości i ojcostwa dla nowych pokoleń.

Mężczyźni mają ambicje, żeby synowie stanęli na wysokości zadania, żeby im się udało, żeby coś osiągnęli. To może być wsparcie dla syna.

Zbyt często stoi za tym myślenie: „Mnie się nie udało, więc przynajmniej ty bądź kimś”. Wielu ojców chciałoby, aby syn był ich przedłużeniem albo dopełnieniem. Albo spełniał to, czego ojciec nie mógł spełnić, bo nie było warunków, bo nie te czasy. Synowie często rozwijają cechy, których ojcowie nie mają. Robią rzeczy, których ojcowie się obawiają, na które nigdy sobie nie pozwolili. Ojciec jest twardym ekonomistą, a syn chce zostać muzykiem. Ojciec musi popatrzeć szerzej – na aspekty, których u siebie nie zna. Wówczas uczy się poznawać i akceptować inność syna. Syn wnosi w życie ojca brakujące wymiary egzystencji. My, mężczyźni, bardzo potrzebujemy elastyczności, otwartości na to, co odmienne. Gdyby ojciec naprawdę chciał syna wspierać, sprawdzałby, jaką on chce pójść ścieżką, rozmawiałby, pytał, słuchał, a nie tylko wymagał.

Trzeba by tu uruchomić inteligencję emocjonalną.

Świadomość uczuć, otwartość, ciekawość – to wymaga zaangażowania, praktyki. Kim jest mój syn? Co to za istota? Nikt nigdy nie był i nie będzie taki jak on. Jest jedyny w swoim rodzaju, wyjątkowy. To głębokie przeżycie, gdy uświadamiamy sobie, że oto ten nasz syn ma swoją odrębną, głęboką tożsamość. I że możemy go wspierać w spełnianiu jego niepowtarzalnego potencjału. Możemy otwarcie dzielić się sobą. Zrozumienie, kim jest ojciec, czego doświadcza, co przeżywa, także syna wspiera. Wzajemna więź wspiera obu.

Syn otwiera wiele przestrzeni w życiu ojca: jest wyzwaniem, szansą na rozwój i spełnienie. A córka?

Podobnie. Mężczyzna z bliska poznaje kobiecość w rozwoju. To może być zachwycające doświadczenie.

Ponieważ tak inne, nieznane?

Można nareszcie zrozumieć kobietę! Pod warunkiem, oczywiście, że zostawimy swoje wyobrażenia o tym, jaka córka powinna być. Niestety, wobec córek wielu mężczyzn stosuje tak samo restrykcyjny sposób wychowania jak wobec synów: mają osiągać wyniki, muszą być silne, żeby sobie radzić w świecie. Myślą, że nie wolno córek za bardzo chwalić, bo im się przewróci w głowie.

Z czym więc może być związana ulga, gdy rodzi się córka? Kobiecości będzie uczyła się od mamy. Mężczyzna przeczuwa, że będzie grał drugoplanową rolę? To go uspokaja?

Ta ulga może być bardzo łatwo zepsuta nieświadomym przekonaniem, że chłopak jakoś sobie w życiu poradzi, ale na dziewczynkę czyha tak wiele zagrożeń, że trzeba ją chronić. Jest przecież wrażliwsza, słabsza. Troska, ochrona – to wspaniałe intencje, szkoda tylko, że przeradzają się w surowość, w dyscyplinowanie. Opowiadała mi jedna z klientek, że była już na studiach, gdy ojciec nie pozwalał jej wracać do domu po godzinie 23. Szła na imprezę i gdy wszyscy dopiero się schodzili, ona musiała wychodzić. Ojciec mówił jej, że jak będzie miała męża, będzie mogła robić, co chce, a teraz on rządzi. Ta kobieta czym prędzej wyszła za mąż – okazało się potem, że bardzo nieszczęśliwie – żeby nie mieszkać z ojcem. To nie jest ochrona ani wsparcie.

Co byłoby wsparciem?

Zrozumienie, które zaczyna się od zainteresowania. Ojciec ma fantastyczną okazję, aby uczyć się otwartości na kobiecość, wrażliwości na potrzeby kobiet, na ich sposób przeżywania świata, na uczucia. Obserwowanie kobiecości w rozwoju daje ojcu szansę docenienia tych jakości, których dotąd nie znał i nie rozumiał. Jeden z ojców opowiadał mi, że robił coś w ogrodzie ze swoją dorastającą córką, rozmawiali, śmiali się, po czym nagle córka zaczęła płakać, ponieważ coś jej się przypomniało. To był dla ojca szok – taki wachlarz uczuć! Zastanowiło go to, wzruszyło. Innym razem czekał przez godzinę pod drzwiami łazienki, bo córka się malowała. Po godzinie wybiegła z łazienki z płaczem, bo i tak się sobie nie podobała! Innym razem przeżywała, że chłopak ją rzucił. Ten ojciec wyjaśnił córce, że to nie ma nic wspólnego z nią, że to nie znaczy, że ona jest mało wartościowa. Być może chłopak przestraszył się jej dojrzałości albo nie jest jeszcze gotowy na bliską relację. Troska, ochrona, wsparcie zaczynają się od obecności, zaufania, szczerości, słuchania.

Córka otwiera ojca na jego kobiecą część psychiki?

Oczywiście. Uczy ojca wrażliwości, łagodności, ciepła. Dzięki temu mężczyzna może lepiej rozumieć swoją partnerkę i inne kobiety. Może coraz bardziej otwierać się na tajemnicę kobiecości. Rozmawiałem z ojcem 30-letniej córki, która właśnie została mamą. Mówił: „Kobiecość jest taka… przemieniająca. Jak rozwijający się kwiat. Dojrzewa, owocuje. Patrzę na córkę i jestem zafascynowany, ileż ona instynktownie rozumie, intuicyjnie przeczuwa, widzi jakimś szóstym zmysłem. Kobiecość to wielka tajemnica”. ●

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »