„Ludzie pytają: miewa Pan tremę? I niestety muszę odpowiedzieć: A jakże! Coraz większą!” – opowiada Maciej Stuhr

fot. BEWphoto

„Masz przed sobą synku, wiele dróg. I na różne sposoby możesz przeżyć życie. Tak, czy inaczej, to twoje życie będzie pewnie rozpięte między dwoma biegunami. Dwa warianty. Dwa odmienne uczucia, z którymi będziesz budził się każdego dnia. Wariant pierwszy, nazwijmy go „W stronę słońca”. Jak będziesz miał w życiu dużo szczęścia, talentu i włożysz jeszcze dużo, dużo pracy, zaczniesz wspinać się żmudnie na kolejne szczebelki bardzo wysokiej drabinki.

I z każdym szczebelkiem będą ci bić brawo. Najpierw rodzice, potem nauczyciele, koledzy. A może kiedyś warszawiacy, a może Polacy? A może cały świat. Zależy, jak wysoko się będziesz chciał wspinać i jak wysoko się uda. Obyś jednak nie miał lęku wysokości, bo tam wysoko może się zakręcić w głowie. Im wyżej, tym trudniej. Tym dalej od ziemi, od której teraz tak zabawnie próbujesz się oderwać. Parę dni temu zobaczyłem w Internecie artystę, co się zowie KęKę, który – mimo iż wcześniej go nie znałem – wspiął się chyba dość wysoko, gdyż niektóre jego piosenki odtworzono w sieci ponad 20 milionów razy. I on zaśpiewał czy też wyrecytował w jednej z nich taki tekst:

„To jest presja – kroczy za mną kolejny dzień,

Moja presja – otwieram oczy, ona tam jest,

Moja presja – nie wiem, jak mam żyć i jak kochać,

Znowu się duszę, muszę działać, proszę, Boże, poprowadź!”.

Bo widzisz kochany, im wyżej na tej drabince się znajdziesz, tym groźniejszy upadek ci grozi. Tobie na razie grozi upadek z boczku na plecki. Gdy zaczniesz chodzić, możesz potłuc sobie pupę. Kiedy wdrapiesz się na pierwszy stopień drabinki i spadniesz, nic groźnego się nie stanie. Gdy spadniesz z piątek – możesz skręcić nogę. Z dziesiątego – pewnie ją złamiesz.

Ludzie często mnie pytają: „Miewa pan tremę?”. I niestety muszę odpowiedzieć: „A jakże! I to coraz większą!”. I jak patrzę na mojego ojca, to wiem, że będzie coraz trudniej się z nią uporać. Tak to już jest, jak chcesz wchodzić po drabince. No, ale cóż! Idziesz w stronę słońca, pogódź się więc z presją.

Jest też wariant drugi. „W stronę mroku”. Gdy zdarzy ci się taki poranek, nie będziesz chciał wspinać się po żadnej drabinie. Będziesz marzył o świecie, żeby był płaski, nie stawiał przed tobą żadnych wyzwań. A jeszcze lepiej, żeby było z górki, to może jakoś znajdziesz w sobie resztki sił, żeby się sturlać. To poranki, w których będziesz wrzeszczał na świat, żeby dał ci w końcu święty spokój. Kiedy będziesz miał ochotę wtulić się w swoją mamę tak, jak dziś to robisz. A może nawet mama nic nie pomoże. Co ciekawe, te dwa rodzaje poranków potrafią przeplatać się ze sobą i następować jeden po drugim, czasem bez żadnej zapowiedzi. I nawet kiedy jednego dnia stoisz na tysięcznym szczeblu pięknej, strzelistej drabiny, nazajutrz możesz obudzić się u jej stóp… I taka to robota! Całe życie między presją a depresją! Ale nie poddajemy się! Głowa do góry, pupa do góry i raczkujemy, proszę bardzo! Raz, raz!”

 

(…)

Więcej w książce „Tata Tadzika” Macieja Stuhra, wyd. Zwierciadło. Książka dostępna w naszym sklepie internetowym.

Otrzymujesz tę wiadomość ponieważ Twój adres został zapisany w naszej bazie osób zainteresowanych informacjami z Wydawnictwa Zwierciadło. aby nie otrzymywać wiadomości z grupy mailingowej Zwierciadlo.pl, wypisz się z niej, odwiedzając ten link