Tu nie chodzi o nas: Co czują dzieci po rozwodzie rodziców?

fot. iStock

Bywa, że rodzice nieświadomie delegują dziecko, jako najsłabsze ogniwo rodziny, na terapię. Niekiedy syn lub córka zaczynają sprawiać problemy, by zwrócić na siebie uwagę skłóconych czy nieobecnych rodziców.

W kolejnym odcinku Terapii Jednego Spotkania – na dość specyficznym przykładzie – psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz pokazuje, że dzieci są zawsze nośnikami relacji między dorosłymi.

Teresa zadzwoniła z pytaniem, czy może zapisać do mnie swojego 9-letniego syna. Nie pracuję z dziećmi, ale uważam, że dzieciaki do 18. roku życia są w pełni zależne od opiekunów, w związku z czym ich problemy są efektem sytuacji rodzinnych, najczęściej relacji pomiędzy rodzicami. Zaproponowałam, by przyszła na sesję razem z ojcem syna. Okazało się, że to niemożliwe, gdyż para od kilku miesięcy nie jest razem. Pomyślałam, że chyba już wiem, o co może chodzić Teresie i poprosiłam, by przyszła do mnie sama.

Krok 1. Nie możemy się zgodzić w sprawie nazwania kłopotu Teresy

Tak jak ci wspomniałam przez telefon, kiedy Maks wyjechał na wakacje, postanowiliśmy z Michałem definitywnie się rozstać – zaczęła swoją opowieść Teresa. – Definitywnie to znaczy jak? – zapytałam. Teresa popatrzyła na mnie ze zdziwieniem: – No… tak na zawsze. – Czy to znaczy, że wcześniej już się rozstawaliście? – badałam. Usłyszałam, że ich relacja to była na początku taka studencka wakacyjna miłość bez wielkich planów na przyszłość. Jesienią jeszcze kilka razy się spotkali, a potem okazało się, że Teresa jest w ciąży.

– Michał wychowywał się w bardzo tradycyjnej rodzinie. Kiedy dowiedział się o ciąży, wynajął mieszkanie i zamieszkaliśmy razem – tłumaczyła Teresa. – Myśleliście o ślubie? – spytałam. – Nie. – Dlaczego? W tzw. tradycyjnych rodzinach ślub, zwłaszcza kiedy dziecko jest w drodze, to reguła.

Okazało się, że Teresa właściwie nigdy nie myślała o ślubie. Michał chyba także. Jedni i drudzy rodzice o tym, że młodzi są razem, a oni zostaną dziadkami, dowiedzieli się tuż przed narodzinami Maksa.

Kiedy tak uważnie słuchałam opowieści Teresy, poczułam tu jakiś zgrzyt, coś było nie w porządku. Miłość, jeśli ma się udać, musi podlegać pewnym naturalnym prawom, każde zaburzenie tego porządku zagraża trwałości relacji. Skoro wyniesiona z rodziny pochodzenia norma kazała Michałowi zadbać o matkę przyszłego dziecka, naturalne wydawało się, że następnym krokiem powinny być oświadczyny. Czułam, że tych dwoje tak naprawdę nigdy nie było razem. W takim razie co miało oznaczać to „definitywne rozstanie”?

– Przyszłam do ciebie, bo chciałam opowiedzieć o problemach Maksa, naszego syna – Teresa ewidentnie nie chciała rozmawiać o swoim związku. Jednak mnie bardziej wołała ich historia. Intuicja podpowiadała mi, że właśnie tu leży pies pogrzebany. – Rozumiem, ale problemy waszego synka są konsekwencją waszej relacji. Powiedziałaś, że w wakacje rozstaliście się definitywnie, myślę, że ważne jest, żebyśmy ustaliły, w jaki stopniu byliście razem przed rozstaniem – powiedziałam.

Z mojego doświadczenia wynika, że wszystkie, jak ja to nazywam, kłopoty, z którymi przychodzą do mnie pacjenci, wynikają z relacji: w związku, w pracy, w rodzinie albo z relacji z własnym ciałem. Iluzje pacjentów na temat tego, że ich kłopot da się wyizolować, na zasadzie „Ze mną wszystko jest OK, to moje ciało choruje” albo „Nasze małżeństwo jest udane, tylko syn nam się nie udał” – staram się rozwiać już na początku spotkania. Ale to nigdy nie jest łatwe.

Krok 2. Próbujemy za pomocą symbolu odkryć, o co tak naprawdę chodzi

Kiedy sesja dotyczy nie tylko kłopotu pacjenta, ale także kogoś, kto jest nieobecny, np. dziecka, partnera czy rodzica, dużo energii kosztuje mnie sfokusowanie pacjenta na meritum sprawy. W końcu jest to terapia jednego spotkania i naprawdę mamy niewiele czasu. W tym celu często próbuję ustalić sedno problemu za pomocą symbolu. Proponuję Teresie, żeby ustawiła relacje pomiędzy nią, synkiem i Michałem przy użyciu drewnianych figurek.

Figurki reprezentujące ją i ojca dziecka stoją naprzeciwko siebie z wyciągniętymi rękoma tak, że obydwie dotykają ramion figurki synka, która stoi bokiem do obydwojga. Proszę, żeby Teresa zinterpretowała to ustawienie.

– No tak to właśnie wygląda, opiekujemy się Maksem naprzemiennie i przekazujemy go sobie – opowiada. – To jedna z możliwości – potwierdzam. – Ale można spojrzeć też na to tak, jakby każde z was próbowało zatrzymać go dla siebie – dopowiadam. – Nie, to zupełnie nie tak – zaprzecza.
Zanim postanowiliśmy się rozstać, przez wiele miesięcy ustalaliśmy, jak zorganizować opiekę nad Maksem, żeby on jak najmniej na tym ucierpiał. Nadal ustalamy z detalami każdą sprawę dotyczącą syna.To trochę sztuczne, skoro nie jesteście już razem – wyrywa mi się ocena, nie mogę się powstrzymać. – Dla nas najważniejsze jest dobro dziecka.

Jeszcze raz dokładnie przyglądam się ustawieniu figurek. Figurka reprezentująca Maska sprawia wrażenie jakby wyrywała się do świata, niespecjalnie zainteresowana staraniami rodziców. – Czuję, że Maks ma się po waszym definitywnym rozstaniu całkiem nieźle.No właśnie – Teresa sprawia wrażenie jakby dopiero teraz nawiązała ze mną kontakt i poczuła się zrozumiana. – Czy to nie jest niepokojące?

Jasne, my rodzice najlepiej wiemy, co powinno zaburzyć zachowanie naszych dzieci. Rozwód to trauma na całe życie – myślimy. W klasie moich synów z roku na rok coraz mniej dzieci miało pełne rodziny. W klasie mojego wnuka na 17 dzieci tylko troje nie ma podwójnych domów. Mój wnuk szczerze im zazdrości. Dzieciaki całkiem naturalnie przyjmują informację, że „mamusia i tatuś bardzo cię kochają, ale się już nie kochają”. Coraz częściej się zdarza, że ludzie przychodzą do mnie z problemami, które ich zdaniem powinny wystąpić, choć jeszcze nie wystąpiły, np. matka nastolatka, który się nie buntuje, choć powinien, albo mąż, któremu żona zbyt szybko wybaczyła zdradę. Teresa nie daje się przekonać, że być może Maks wcale tak bardzo nie cierpi z powodu rozstania rodziców.

Odkąd Michała z nami nie ma, syn co noc przychodzi do mojej sypialni.Dzieci lubią spać z rodzicami, może twoje łóżko jest wygodniejsze? – staram się pokazać, że być może widzi problem tam, gdzie go nie ma. Proszę, byśmy jeszcze raz przyjrzały się ustawionym figurkom. – Twoja interpretacja skłania się ku symbolowi naprzemiennej opieki nad Maksem. Inna możliwość to chęć zatrzymania syna dla siebie. Może jeszcze masz jakiś pomysł? – pytam.

Teresie nic nie przychodzi do głowy. Proszę, żebyśmy stanęły naprzeciwko siebie, wyciągam przed siebie ręce dłońmi skierowanymi w jej stronę. – Zrób to samo i dotykaj moich dłoni tak, jak twoja figurka dotyka ramion figurki Maksa – proszę. Wyraźnie czuję, że nacisk jej dłoni jest lekki; to nie pchnięcie ani chęć zagarnięcia, bardziej połączenie. Nie mam pomysłu, jak to zinterpretować. – Jak czujesz to ustawienie? – pytam. – Określ je jednym wyrazem.

Trzymanie? – Teresa nie jest pewna, ale ja już wiem.

Krok 3. Sprawdzamy, czy rozstanie Teresy i Michała naprawdę jest definitywne

Daję Teresie kartkę i proszę, żeby w punktach opisała historię związku z Michałem.

Właściwie nie ma co opisywać: seks, ciąża, poród, a potem opieka nad synkiem – mówi szybko. Proszę, żeby w takim razie przedstawiła ich relację za pomocą dwóch kółek. Teresa jest poirytowana: – Przecież nas już nie ma, a ty ciągle upierasz się przy naszej relacji, tu chodzi o Maksa.

Pod tą złością wyraźnie czuję lęk. – To, jak się czuje Maks, w dużym stopniu zależy od waszej relacji – znów do tego wracam. Teresa posłusznie rysuje dwa kółka połączone jednym małym. Przesłanie jest proste – z namiętności dwojga ludzi, którzy niekoniecznie mieli ochotę i gotowość na wspólne dorosłe życie, powstało dziecko. To ono ich połączyło i dalej łączy. I chyba niewiele więcej. – Myślisz, że nasza relacja zniweluje Maksowi traumę rozwodu? – pyta Teresa.

To nie Maks ma traumę – odpowiadam. – Powiedz, czego oczekiwałaś, przychodząc do mnie na sesję – proszę. Teresa spuszcza głowę, zastanawia się. – Jest OK – mówi. – Powiedz, co chciałaś ode mnie usłyszeć i dlaczego przyszłaś sama. Czy Michał wie o naszym spotkaniu?

Rodzice po rozwodzie, którzy zgłaszają się do mnie w sprawie dzieci, choć deklarują, że zrobią wszystko dla ich dobra, zwykle przychodzą w pojedynkę i rzadko zgadzają się pojawić jako para, twierdząc, że nie są już razem. Nie pomaga, kiedy tłumaczę, że zapraszam ich jako rodziców, a nie partnerów. Mam wrażenie, że każde z osobna próbuje przeciągnąć mnie na swoją stronę. Czuję jednak, że tym razem jest inaczej. – Wróćmy do symbolu ustawień figurek – proponuję. – Powiedziałaś, że to trzymanie. Możesz to rozwinąć?

No, trzymamy Maksa – wyjaśnia Teresa. – Maks nie sprawia wrażenia, jakby miał się przewrócić – zauważam. – A może wy trzymacie siebie za pośrednictwem Maksa?Możliwie, w końcu to dzięki niemu byliśmy razem – szybko zgadza się Teresa. – A teraz? – pytam. – Podjęliśmy decyzję o rozstaniu.Dlaczego? – po raz pierwszy zadaję to pytanie. – Chyba do siebie nie pasujemy.

Kiedy para decyduje się na bycie razem ze względu na dziecko, nawet jeśli dziecko jest dopiero w drodze, zaczynają wspólne życie od roli matki i ojca. Wcześniej byli w roli kochanków, ale zupełnie pominęli kilka istotnych dla porządku miłości ról: kobiety i mężczyzny, męża i żony. Sama rola rodziców to za mało, by podtrzymać namiętność, wzajemną ciekawość, plany. Proszę, by Teresa wyobraziła sobie, że figurka reprezentująca Maksa reprezentuje coś innego, co ona i Michał starają się podtrzymać lub zatrzymać. Nic nie przychodzi jej do głowy.

Może właśnie dlatego się rozstaliście – mówię. – Ale może wcale nie definitywnie – dodaję. I widzę błysk nadziei w oczach Teresy.

Krok 4. Rozmawiamy o relacjach

Pacjenci uwielbiają edukacyjne fragmenty sesji. W zasadzie przychodzą do mnie z gotowym scenariuszem w stylu „Powiem ci, jaki mam problem, a ty powiesz, jak go rozwiązać”. Gdyby to było takie proste… Żeby ożywić sesję i przede wszystkim nie zmuszać siebie i pacjenta do 50-minutowego siedzenia w fotelu, edukacyjną część staram się zaaranżować choć częściowo w ruchu. Dlatego teraz proszę, byśmy usiadły naprzeciwko siebie na podłodze, między nami kładę deskę do krojenia, kilka ziarenek pieprzu i dużą pokrywkę od garnka.

Będziemy wspólnie ucierać pieprz za pomocą pokrywki – tłumaczę zadanie.

Na początku trudno jest nam złapać wspólny rytm; każda ciągnie pokrywkę w swoją stronę. – Postaraj się jak najbardziej rozluźnić całe ciało, oddychaj spokojnie – mówię. Kiedy puszczamy ciała, te błyskawicznie się synchronizują. – Ale fajnie – cieszy się Teresa.

Wiesz, myślę, że to, iż Maks tak dobrze ma się pomimo waszego rozstania, to wasza zasługa – mówię. – Jestem pewna, że zgrani z was rodzice.Też tak myślę.Czuję, że nie daliście sobie szansy, żeby spróbować, jak by wam było razem w innych rolach. Może szkoda? Może obydwoje to czujecie? Dopóki Maks jest mały, ciągle jeszcze macie okazje do spotkań, ale gdy dorośnie, to się skończy. Chyba że będzie sprawiał jakieś problemy… – mówię trochę prowokacyjnie. Choć Teresa nie odpowiada, wiem, że mnie zrozumiała i że zasiałam w niej ważną myśl. Żeby tylko starczyło jej odwagi.

Ostatnie minuty sesji przeznaczamy na rozmowę o relacjach – o tym, czego w nich oczekuje, a co chciałaby dać, a raczej czym się chciałaby podzielić, o wzorcach relacyjnych, które wyniosła z domu. Kiedy wychodzi ode mnie, dzwoni do niej Michał. Teresa odbiera telefon i proponuje mężczyźnie kawę. – Zdziwił się, bo od rozstania nigdy nie spotkaliśmy się sami, bez Maksa.Wiesz, relacje to najtrudniejsze zadanie, jakie wszyscy mamy do wykonania na tej ziemi, ale bez nich trudno byłoby nam poznać i zrozumieć samych siebie – mówi zdecydowanie Teresa.

Jak ja lubię takie sesje!

Autoterapia twojej relacji

Relacja to wymiana: dajesz i dostajesz coś w zamian. Pomyśl, co masz do dania i komu. Co chciałbyś dać partnerce, córce, przyjacielowi? Co chciałabyś dać partnerowi, przyjaciółce, mamie? A co chciałbyś/chciałabyś dostać?

W relacjach zwykle jesteśmy nawykowcami, czyli działamy według takiego samego scenariusza, np. wchodzimy w relację z roli rodzica: pouczamy, stawiamy żądania, szantażujemy, rozliczamy. Opisz swój scenariusz relacyjny. Pomyśl, czy i jak chciałbyś/chciałabyś go zmienić.

Wyobraź sobie, że relacja jest grą w tenisa – ty i partner macie swoją połowę boiska. Każde z was jest odpowiedzialne jedynie za własną część. Jeśli będziesz zerkać na drugą stronę, czyli próbować rozszyfrowywać intencje partnera, krytykować go, przewidywać każdy jego ruch – przegrasz z kretesem.

Jeśli masz wrażenie, że ty i twój partner/twoja partnerka nie możecie się dogadać, zróbcie następujące ćwiczenie. Niech każde z was kolejno przez pięć minut opisuje, co robiło od rana, a drugie uważnie słucha. Potem wiernie powtarza, co usłyszało. Czy potraficie słuchać się uważnie? Czy nie nadinterpretowujecie nawzajem swoich słów? Nawet w najbardziej udanej relacji przyznanie partnerowi prawa do indywidualności, wolności i niezależności to podstawa.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet www.terapiavia.com

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »