Wcześniaki: wojownicy wielkości dłoni

fot.123rf

„Początek działalności fundacji oparliśmy na stronie internetowej, na której chcieliśmy zebrać jak najwięcej pomocnych informacji o tym, jakich specjalistów i gdzie odwiedzić – wyjaśnia Magdalena Sadecka-Makaruk. – Wprowadziliśmy program »Mentor«, który ma na celu kontaktowanie ze sobą ludzi, np. zgłasza się mama z danego miasta z jakimś problemem medycznym dziecka i ja jestem w stanie skontaktować ją z doświadczonymi rodzicami, którzy przeszli podobną drogę. Zazwyczaj rodzice wspierają się, podają sobie namiary na specjalistów w danym rejonie itd.

Na początku Joachim rozwijał się wzorcowo: przybierał na wadze, nie miał poważniejszych schorzeń, intensywna rehabilitacja nie była konieczna. Na stronie fundacji, gdzie rodzice opisują historie swoich dzieci, Magdalena napisała: „[…] Uważałam, że wszystko, co jest związane z wcześniactwem, mamy już za sobą. Myliłam się jednak”. W przedszkolu okazało się, że chłopiec ma m.in. nadwrażliwość dotykową i słuchową, jest nadpobudliwy, ma problemy z wypełnianiem obowiązków. Pomogła integracja sensoryczna – zajęcia mające na celu doprowadzenie do współpracy prawej półkuli mózgowej z lewą. „Mówi się, że dziecko jest »niezgrane«, to znaczy, że jest rozchwiane emocjonalnie i fizycznie – mówi Magdalena Sadecka-Makaruk. – Takie dzieci nie potrafią skakać na jednej nodze czy jeździć na rowerze, bo mają problemy z błędnikiem, nie potrafią rysować i pisać, bo złe napięcie mięśniowe nie pozwala im utrzymać ołówka w ręku. Połowa sukcesu, jeśli wiemy, do jakiego specjalisty mamy się z takim problemem udać”.

Marzeniem założycieli fundacji jest Narodowe Centrum Wcześniaków – miejsce, w którym dziecko ma kompleksową opiekę i dostęp do lekarzy wszelkich specjalizacji bez konieczności szukania ich po całym kraju. Od 2010 roku Fundacja „Wcześniak Rodzice – Rodzicom” jest organizacją pożytku publicznego, dzięki temu możliwe jest zbieranie funduszy, w tym również na pomoce dydaktyczne. „W zeszłym roku wydaliśmy dzięki pieniądzom z 1% poradnik »Niezbędnik rodzica wcześniaka«, taki podstawowy zbiór informacji, który rozdajemy na oddziałach neonatologicznych (tam, gdzie jest OIOM wcześniakowy) – tłumaczy Magdalena Sadecka-Makaruk. – Teraz przygotowujemy drugie wydanie. Lekarze specjaliści sami się do nas zgłaszają z propozycją napisania artykułu do poradnika, często za zwykłe »dziękuję«. Od początku bardzo nam zależało, żebyśmy byli wiarygodni merytorycznie. Działamy pod patronatem Instytutu Matki i Dziecka, każda informacja zamieszczana na stronie jest weryfikowana przez odpowiedniego specjalistę. Poza tym jesteśmy wiarygodni dzięki temu, że to nas bezpośrednio dotyka – wiemy, o czym mówimy. Nikt tak nie zrozumie drugiego człowieka jak ten, który przez to samo przeszedł.

SYNU, ŻYJ

Małgorzata często czytała synkowi do inkubatora, żeby znał jej głos, albo wsuwała tam rękę i kładła mu na główce, żeby znał jej dotyk. Po miesiącu od narodzin Leon mógł zacząć kangurowanie, czyli leżenie na piersi mamy albo taty. Jest to naturalna metoda przyśpieszająca rozwój dziecka i jego więzi emocjonalnej z rodzicami poprzez kontakt „skóra do skóry”. „Najpierw uczyli mnie, że mogę położyć Leonowi dłoń na głowie i on będzie dzięki temu wiedział, że to ja, bo zna mój puls – mówi. – Ale jego na początku wszystko bolało, miał delikatną skórę i się wzdrygał. Więc kładłam jego nogę na moim przegubie, żeby choć tak czuł moje tętno. Tak się z nim witałam każdego dnia. Jego tata również”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »