fbpx

Błędy wychowawcze – czy istnieją?

Błędy wychowawcze - czy istnieją?
123rf.com

Gdy krytykujesz inną matkę, masz coś do zarzucenia sobie, tylko się tego wypierasz. Ale to dobra wiadomość, bo ty i twoje dzieci właśnie tego potrzebujecie. Oburzasz się na sąsiadkę, że krzyczy na synka? Może nie potrafisz swojemu postawić granic? Może u innych matek widzisz błędy wychowawcze, bo za swoje winisz się potajemnie?
Oburzyłam się kiedyś, kiedy kuzynka wychodząc na spacer, nie posmarowała kremem ochronnym buzi swojej kilkumiesięcznej córeczki. Nie dba o maleństwo, żałowałam dziecka, a zimny wiatr na dworze. Szwagierce zarzucałam, że nie jest zbyt dociekliwa podczas wizyt lekarskich z dziećmi. Daje się zbyć byle diagnozie, nie drąży tematu, lekceważąco traktuje zalecenia dotyczące badań, nie czyta fachowej literatury a przynajmniej forów internetowych. Biedne dzieci mają przerośnięte migdałki nie wycięte na czas oraz zaniedbaną dysleksję. Jej błędy wychowawcze mogłam wyliczać na palcach. Nie inwestuje w edukację dzieci, nie potrafi ich zainteresować wartościowymi zajęciami dodatkowymi. Z dietą też u niej na bakier, jedzą za dużo mięsa i przetworzonej żywności. Potem dzieci będą otyłe, a przecież na nas, rodzicach, ciąży odpowiedzialność nauczenia dzieci prawidłowych nawyków żywieniowych. A szwagierka absolutnie sobie z tym nie radziła, powiem więcej, niebezpiecznie bagatelizowała sprawę.

Był taki czas, że przez długie wieczory obgadywałyśmy z przyjaciółką jedną znajomą, matkę czwórki dzieci. To najmłodsze, naszym zdaniem, za rzadko było brane na ręce, niepokoiło nas to, że nie widywałyśmy Anki na spacerach z wózkiem, a znowu starsza trójka brutalnie zmuszana była do samodzielności. Te dzieci wzajemnie się sobą opiekowały i nam było ich po prostu żal. Miałyśmy podejrzenia, że właśnie przez to jedna z dziewczynek moczy się w nocy. Tylko matka tego nie zauważała. Byłyśmy przerażone, kiedy opowiadała nam, że gdy wraca z pracy najpierw musi mieć chwilę dla siebie, żeby w spokoju wypić herbatę, a potem dopiero jest dla dzieci. Mówiła im, że matka jest jedna i dlatego najważniejsza. Załamywałyśmy nad tymi dziećmi ręce, obawiałyśmy się, że wyrosną na zaburzonych psychicznie osobników.

Brakująca część ciebie

Dzisiaj, gdy mój syn ma 12 lat a córka 7, nie dowierzam, gdy wspominam swój dawny krytycyzm. Rosnące dzieci nauczyły mnie, że w życiu nie ma pewników, że fajna jest elastyczność a niezbędna tolerancja. Poznałam jak smakuje nieprzewidywalność i spodobało mi się to, wyluzowałam, bo dzieci wywróciły mój obraz siebie do góry nogami. Chciałam być jakaś, a w istocie taką nie jestem. I dobrze. Zastanawiam się dlaczego my matki jesteśmy wobec siebie tak mało wyrozumiałe, tak bardzo krytyczne, czasem wręcz nieludzko? Dlaczego tak bezlitośnie wytykamy sobie tak zwane błędy wychowawcze? Wyjaśnienie znalazłam w zasadzie lustra – teorii Chucka Spezzano, światowej sławy psychologa, który stworzył model terapii zwany psychologią wizji. Zachęca nas on do tego, żebyśmy spojrzeli na świat jak na lustro, w którym odbija się wszystko to, co jest w nas. Relacje z innymi ludźmi są odzwierciedleniem naszego wnętrza. Na innych projektujemy to, za co osądziliśmy siebie i co ukryliśmy wewnątrz.

Czasem, kiedy usiłujemy poradzić sobie z negatywnym zachowaniem drugiej osoby, możemy dostrzec że zachowujemy się tak samo. Jeśli ukrywamy ten fakt przed sobą, rekompensując to w krytyce innych, to zdaje nam się, że prędzej byśmy umarli, niż tak się zachowali. Kiedy ktoś, o kim plotkujemy, jest naszym przeciwieństwem, reprezentuje ważną część nas, która w dzieciństwie została zraniona. W efekcie wyrzekliśmy się jej. Zdawało nam się kiedyś , że jeśli zachowamy się tak, jak zachowuje się teraz ta osoba, stanie się coś złego, spotka nas kara, więc oddzieliliśmy się od tej części i wyparliśmy ją ze świadomości. W życiu dorosłym szukamy tej brakującej części i znajdujemy kogoś, kto pokazuje nam ją i wówczas ta osoba nas ciekawi, pociąga. Dzieje się tak dlatego, że ona nas dopełnia. Jednak, gdy się do niej zbliżamy, pojawiają się negatywne emocje i krytykujemy ją, ponieważ ponownie doświadczamy wszystkiego, co sprawiło, że postanowiliśmy się jej wyprzeć.

Co to seler?

Jeśli krytykujesz jakąś mamę i czujesz, że towarzyszą temu intensywne emocje, bo mówisz o tym, myślisz, wracasz do tematu czy czujesz święte oburzenie, pomyśl co zachowanie tej kobiety mówi o tobie. Zastanów się, czy sama tak nie postępujesz, tylko się do tego nie przyznajesz. Jeśli teraz tak nie robisz, bądź pewna że to nastąpi. Właśnie zbliża się kolejne lato, a ja zorientowałam się, że w zeszłym roku nie kupiłam dzieciom kremu z filtrem ochronnym, a były i nad jeziorem, i w górach (przypominam historię o kuzynce!). Moja córka kończy naukę w pierwszej klasie i wczoraj zapytała co to seler. Nie zna nazw warzyw, ponieważ ich nie jada. Żywi się głównie kiełbasą i pasztetem (zupełnie tak jak jej cioteczne rodzeństwo!).

Z powodu poważnego błędu w diagnozie audiologa przestałam chadzać z dziećmi do wielu specjalistów i jakoś mi tego nie brakuje, bo słucham teraz własnej intuicji i uważniej obserwuje dzieci a nie fora internetowe. Szkoła mojego syna oferuje szeroką gamę zajęć dodatkowych, a on od czterech lat nie uczęszcza na żadne. Po lekcjach najbardziej lubi przebywać z kolegami w szatni, bo tam jest najfajniej. Kiedyś jeździł w szatni na deskorolce, którą za karę zabrała mu nauczycielka. Synek wykradł ją z pokoju nauczycielskiego za co dostał naganę i ma obniżone zachowanie na świadectwie. Z miłości dla deskorolki zrezygnował z zajęć sportowych w klubie piłki nożnej i gdy podjął tę decyzję, nie było zmiłuj. A ostatnio zauważyłam, że rano zanim dam dzieciom pierwsze śniadanie (które rzadko zjadają) i zrobię drugie do szkoły, siadam na parapecie okna kuchennego z moją kawą (bo matka jest jedna i najważniejsza!).

Jakie swoje wyparte części nieświadomie oglądałam w innych, krytykowanych przeze mnie matkach? Taką, która swoje potrzeby stawia na pierwszym miejscu. Tego nie umiałam, bo tego odmawiano mi w dzieciństwie. Gdy mówiłam „bo ja potrzebuję”, spotykałam się z obojętnością. Bałam się być taka, żeby ponownie nie spotkało mnie odrzucenie. Podobnie jak nie potrafiłam zrezygnować z zadaniowego podejścia do życia. Powinności były dla mnie ważniejsze od życiowego luzu. Posmarowanie dziecku buzi kremem było istotniejsze niż radość ze spaceru, diagnoza lekarza przyćmiewała podszepty matczynej intuicji. Dlatego za te aspekty osobowości krytykowałam inne mamy. Bo moja część spontaniczna, odwołująca się do mądrości natury, spała. A mam ją sporą, na szczęście dzieci ją obudziły. Zaakceptowałam, że bywam chaotyczna i niezaplanowana, więcej jest we mnie życzliwości wobec siebie i innych.

Nie oznacza to, że jeśli sąsiadka bije dzieci, ty masz też tak robić. Chodzi o pozytywny aspekt tego zachowania, na przykład wyrażanie negatywnych emocji. Może potrzebujesz przeciwstawić się niegrzecznemu zachowaniu swojego dziecka, może jesteś wobec buntującego się malca zbyt bierna a on potrzebuje, żebyś ustanowiła mu granice, bo wtedy poczuje się bezpieczniej. Gdy zaczynamy wprowadzać w życie nowe postawy, te nam dotąd nieznane, te za które krytykujemy innych, pojawia się poczucie ulgi. Możemy bardziej być sobą. Bo tego właśnie nam brakowało. I już nie potrzebujemy krytykować, bo nie rządzą nami nieuświadomione emocje. Możemy wówczas zauważyć, że za czyimś postępowaniem czy słowami kryje się dużo lęku, niepewności, czasem bólu. Na inne mamy lepiej patrzeć z dystansem i ciepłem. Zamiast ostrzem krytyki obdarować cennym doświadczeniem w wychowywaniu dzieci, jeśli tego potrzebują.

Winna Matka Polka

Uważam też, że za wzajemne krytykowanie matek winny jest stereotyp Matki Polki. Bo my chcemy być idealne. Nasz cichy wewnętrzny głos wytyka nam każdy mniej lub bardziej wyimaginowany błąd wychowawczy i żeby go uciszyć, głośno oburzamy się na inne mamy. My się nawet przyznamy, że jesteśmy głupie, bo uległyśmy facetowi, który okazał się draniem. Że jesteśmy beznadziejne, bo dajemy się mobbingować szefowej i mało ambitne, bo na szkolenie nie poszłyśmy, ale jeśli chodzi o dzieci, to nie! Tu chcemy być nieskazitelne. Głośno nie przyznamy się, że potajemnie winimy się za każdą dziurę w mleczaku i trójkę plus z francuskiego.

Ostatnio pogrążyłam się w najczarniejszych myślach na temat mojego macierzyństwa, bo córka powiedziała mi że czuje się mało ważna. No tak, ostatnio tak bardzo zajmuję się swoim światem wewnętrznym, że pewnie emocjonalnie się od niej odsunęłam. Wpadłam w panikę, muszę chyba zacząć zbierać pieniądze na przyszłą terapię dla niej, bo skrzywdziłam dziecko. Gdy opanowałam emocje, postanowiłam spędzać z nią po prostu więcej czasu i dać jej więcej uważności. W sobotni poranek smażyłyśmy naleśniki. „Mamo, powiedziała Emilia, a jak ja już będę mamą i zapomnę jak się robi naleśniki, to co zrobię?”. „Nie martw się, zadzwonisz do mnie i ja ci przypomnę”, odpowiedziałam. „A jak już będziesz leżała w grobie, to kto mi przypomni?”, zaniepokoiła się córka. Poczułam się potrzebna, jedyna i niepowtarzalna. Ze swoimi wychowawczymi błędami.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>