fbpx

Ktoś taki jak ja

Ktoś taki jak ja
123rf.com

Świat przez wieki odciągał mężczyzn od ojcostwa, stawiał przed nimi inne zadania: polowania, wojny, pracę. A mężczyźni wnoszą do wychowania, zwłaszcza synów, coś, czego nie da się zastąpić.
Robert, lat 36, właściciel firmy budowlanej, ojciec 16-letniego Kacpra: – Dość wcześnie zostałem rodzicem, więc na początku były same obawy, czy sobie poradzimy. Potem przyszły pytania o to, jakim powinienem być ojcem. Sam wychowywałem się tylko z mamą, tata odszedł od nas, jak miałem niecałe dwa lata i potem w ogóle się mną nie interesował. Moja żona od początku podkreślała, że mam być dla synka taki jak ona – czuły, opiekuńczy, a już na pewno inny niż jej ojciec, który był silny i autorytarny. Nie zawsze mi to wychodziło, ale bardzo się starałem. Od początku równo dzieliliśmy się z żoną opieką nad Kacprem. Wstawałem, gdy w nocy płakał, kąpałem go, wychodziłem na spacery. Ale nie czułem się w tej roli pewnie. Gdy zostawałem z nim sam, byłem mokry ze strachu, że coś źle zrobię. Gdy syn płakał, dwoiłem się i troiłem, ale nic to nie dawało. A wystarczyło, że żona brała go na ręce i od razu się uspokajał.

Toczą się spory na temat roli ojca w pierwszym okresie życia dziecka. Czy potrzebny jest niemowlęciu tak jak matka? Czym różni się macierzyństwo od ojcostwa? Efektem tych sporów jest niepewność ojców co do swojego miejsca przy niemowlęciu.

Tymczasem psychologowie nie mają wątpliwości, że ojciec potrzebny jest synowi od początku. Lothar Schon, niemiecki psycholog i psychoterapeuta, w książce „Synowie i ojcowie” pisze, że wyłączne relacje niemowlęcia z kobietami prowadzą między innymi do tego, że mężczyźni są odbierani przez nie jako obcy i budzący lęk. Zdaniem niemieckiego psychologa rola świeżo upieczonego ojca polega więc na tym, że jest inny niż matka. „Choć czasami ojcowie mogą postępować ze swoimi dziećmi »po matczynemu«, a matki »po ojcowsku«, z punktu widzenia dziecka ważne jest tu doświadczenie różnicy w triadycznej relacji ojciec – matka – dziecko” – pisze. Według psychologa dopiero w tym trzyosobowym związku syn może doświadczać samego siebie jako autonomiczną istotę.

Jak hałasować i kiedy przestać

Robert: – Nie do końca odnalazłem się w roli ojca niemowlęcia, ale już ojcostwo przedszkolaka sprawiało mi dużą radość. Na początku dogadywaliśmy się bez słów (Kacper zaczął późno mówić). Wyciągał ręce i to był znak, że mam go podrzucać do góry. Uwielbiał turlanie, zapasy, potem boksowanie. Gdy grzebałem w samochodzie, siadał za kierownicą. Lubił ze mną majsterkować i kopać piłkę. Ale miał też okres zakochania w mamie. Mawiał, że się z nią ożeni, odpychał mnie, gdy się do niej zbliżałem. Wstyd się przyznać, ale byłem zazdrosny o tę ich miłość.

– Ojciec na początku jest kimś w rodzaju wybawcy syna z ramion matki, intruza zakłócającego ich bliskość – mówi psycholog Jarosław Przybylski. – Z punktu widzenia emocjonalnego rozwoju syna rola ojca jest niezwykle ważna, bo wkracza on między nich jako ten trzeci, co otwiera syna na nowe doświadczenia.

Jednym z tych odmiennych doświadczeń są typowo męskie zabawy, np. siłowanie. Bardziej gwałtowne niż zabawy z matką. Stąd też obawy, że ojcowie wyrządzą synom krzywdę. To są jednak zabawy wspólne ojcom i synom na całym świecie. Australijski psycholog Paul Whyte powiedział nawet: „Jeśli chcesz, żeby ci się dobrze układało z synami, naucz się mocować”.
O co w tym męskim siłowaniu chodzi? Steve Biddulph, amerykański psycholog w książce „Wychowywanie chłopców” pisze: „Takie mocowanie na niby to bardzo istotna lekcja dla wszystkich chłopców: uczy, jak się bawić, hałasować, a nawet złościć, a jednocześnie, kiedy przestać. Dla mężczyzny, który musi żyć z testosteronem, to bardzo ważne. Jeśli żyjesz w męskim ciele, musisz nauczyć się nim kierować”.

Z kolei niemiecki psychoanalityk James Herzog badający znaczenie dziecięcych zabaw odkrył, że te z ojcami uczą synów radzenia sobie z silnymi emocjami. Okazuje się, że siłowe zabawy nie tylko wywołują emocje, ale też pokazują, jak je opanować. Jest jeszcze jedna ważna ich zaleta – pomagają synom identyfikować się z ojcem, czyli postrzegać go jako „kogoś takiego jak ja”.

W poszukiwaniu męskiej tożsamości

Robert: – Wszystkie poprzednie problemy to nic w porównaniu z obecnymi. Kacper jako zbuntowany nastolatek stał się nie do zniesienia. Nie szanuje matki, mnie lekceważy. Ma nam wszystko za złe. Najważniejsi są koledzy, tylko z ich zdaniem się liczy. Opuścił się w nauce. Bywa agresywny. Łapię się na tym, że wolę zostawać dłużej w pracy niż walczyć z nim i wysłuchiwać pretensji żony. Mimo starań ojcostwo mi chyba nie wyszło.

Bycie ojcem nastolatka wymaga nie tylko cierpliwości i spokoju, ale przede wszystkim wiedzy na temat męskiego dorastania. Za większość zmian fizycznych i psychicznych odpowiada testosteron (jego poziom u nastolatka wzrasta niemal 800 razy). Większość chłopców w tym wieku staje się konfliktowa, niespokojna i humorzasta.

To normalne, że nastolatek krytykuje ojca, że najważniejsze jest dla niego zdanie kolegów. Odcinając się od niego, syn szuka swojej męskiej tożsamości. Psychoanalitycy mówią nawet o potrzebie symbolicznego zabójstwa ojca (deidealizacji), która stanowi najważniejsze zadanie tego okresu w męskim rozwoju.

Syn na ogół przerasta ojca. W jego głowie rodzi się więc niepokój: jeśli ojciec nie może mnie już chronić, ponieważ sam jestem od niego silniejszy, to kto powinien to robić? Staje się dla ojca pod wieloma względami (sport, kobiety) rywalem, co w obydwu budzi lęk. Skutkiem tych lęków może być zarówno wzmożenie agresji w ich wzajemnych kontaktach, jak też ich unikanie. Lothar Schon uważa, że obydwaj muszą przejść przez okres żałoby: syn musi odżałować stratę wszechmocnego i opiekuńczego ojca, podczas gdy ojciec powinien pogodzić się z tym, że nie będzie synowi potrzebny tak jak wcześniej. Dojrzewanie syna stanowi dla ojca tak samo groźne i trudne do opanowania zadanie jak dla dorastającego chłopca. Ojciec krok po kroku traci rolę opiekuna. Syn – nagle rezygnuje z jego opieki, podważa jego autorytet, kwestionuje jego siłę.

Steve Biddulph uważa, że w tym okresie ojcowie (także matki) najczęściej zawodzą chłopców. Co im bowiem oferują? Więcej nauki, rutynowych działań, traktowanie jak małe dzieci, nieustanną kontrolę. Tymczasem oni są gotowi do podjęcia poważnych zadań. Czasem potrzebne jest zainspirowanie syna do czegoś, co go zafascynuje, nakłoni do twórczego wysiłku, wciągnie w jakąś pasję, która doda mu skrzydeł. Biddulph pisze: „Wszystkie kłopoty, o których rodzice śnią w sennych koszmarach (ryzykanctwo, alkohol, narkotyki), pojawiają się, ponieważ nie znajdujemy ujścia dla pragnień młodych ludzi marzących o sławie i bohaterstwie. Chłopcy obserwują otaczającą ich społeczność i nie widzą nic, w co mogliby uwierzyć lub do czego chcieliby się przyłączyć. Chcieliby skoczyć w jakiś lepszy świat, gdzieś wyżej, ale wokół siebie nie widzą takiego miejsca”.

Uwolnić syna

Robert szuka dziś pomysłu na relacje z synem. Sam wychował się bez ojca, więc nie ma się do czego odwołać. – Kacper kontestuje wszystkie moje pomysły. Na razie zdezerterowałem. Żona podsuwa mi książki o dorastaniu, ale w nich są same komunały: czekać, rozumieć, wspierać. Pytam: jak?

Na dobre relacje ojca z dorastającym synem nie ma przepisu. Są wypadkową ich charakterów, drogi życiowej, inteligencji, poczucia humoru. To jednak ojciec powinien być przewodnikiem przeprowadzającym syna do dorosłości. Dawniej praktykowano inicjację chłopców w świat męski. Mężczyźni z plemienia Lakota (które poznaliśmy dzięki filmowi „Tańczący z wilkami”), szczycącego się wyjątkowo dobrymi relacjami między mężczyznami a kobietami, zabierali 14-latka w góry. Siedział na szczycie i pościł, czekając na wizję, a raczej na halucynacje spowodowane głodem. Słyszał rzekome ryki pum, a w rzeczywistości krzyki mężczyzn z plemienia, czuwających, aby nic mu się nie stało. Gdy w końcu młodzieniec powracał do plemienia, odpowiednio świętowano jego odwagę. Od tego dnia przez dwa lata nie wolno mu było zwracać się bezpośrednio do matki. Lakotowie wierzyli, że gdyby chłopiec zaraz po przejściu rytuału inicjacji zwrócił się do świata kobiet, nigdy nie przekroczyłby progu dorosłości. Po dwóch latach odbywała się ceremonia ponownego połączenia matki i syna. Już jako dorosłego mężczyzny. Dla matek Lakotów nagrodą za „uwolnienie synów” była pewność, że powrócą do nich jako pełni szacunku i przyjaźni ludzie.
– Dzisiaj oczywiście trudno polecać podobne rytuały – mówi Jarosław Przybylski. – Ale jakaś forma męskiej inicjacji pod okiem ojca bardzo by chłopcu pomogła stać się mężczyzną. Może wyprawa rowerowa z plecakami i z namiotem? W góry? Na żagle? Ważne, żeby byli razem (może być z chłopcem inny przyjazny dorosły) i aby ta wyprawa wymagała nieco wysiłku. Bo to między innymi wysiłek, pokonywanie słabości i lęków budują w chłopcu poczucie własnej wartości.

Psychologowie zauważają, że współcześni mężczyźni tkwią często w pozbawionych bliskości albo infantylnych relacjach przez całe życie. Powód? Między innymi to, że nie przechodząc męskiej inicjacji, nigdy do końca nie uwalniają się od matek. Dlatego wobec kobiet zachowują się niedojrzale i są od nich zależni. Obawiają się zaangażowania w związki, gdyż to kojarzy się im z nieustanną kontrolą, tak jak w relacji z matką. Nie wchodzą też do społeczności mężczyzn, traktują ich nieufnie i mają niewielu prawdziwych przyjaciół. Wyrastają więc na ludzi, którzy nie przynależą ani tu, ani tam. W dużej mierze dlatego, że w ich życiu zabrakło ojca.

Nigdy nie jest za późno na zmiany, choć trudniej naprawiać źle zbudowane relacje, niż budować je od początku na mocnych fundamentach. Ojciec nie powinien odkładać niczego na później, bo kiedyś nastoletni syn zamknie drzwi swego pokoju i nie będzie zainteresowany kontaktem.
Ojciec musi w końcu uwierzyć w siebie i pozbyć się kompleksów. Mimo napięć relacje syna z nim mogą być bardziej stabilne niż te z emocjonalną matką. Ojciec może zbudować autorytet, stać się ostateczną instancją, do której syn będzie się odwoływał. Wszyscy synowie świata wiedzą: bez mądrego ojca życie syna nie ma smaku.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>