Mama w lewo, tata w prawo

123rf.com

Nie ma co się obrażać czy złościć, kiedy partner ma odmienne zdanie
w kwestiach wychowawczych. Różnic zdań między rodzicami nie da się
wyeliminować. Są nie tylko normalne, ale wręcz potrzebne.

Gdy czteroletnia Ola choćby na kilka minut zostaje sama z tatą, mama wypytuje ją ze szczegółami, co tatuś jej dał do jedzenia, co robili, co oglądali. Tak długo ją męczy, aż trafi na ślad „przestępstwa”. Wtedy zaczyna się szereg wyrzutów pod adresem dziecka („przecież wiesz, że ja nie pozwalam”) i taty Oli („jak mogłeś jej na to pozwolić?!”). Taka reakcja mamy wyrządza w psychice dziewczynki znacznie więcej spustoszenia niż fakt, że tata pozwolił, by mała nie zjadła zupy czy poszła spać bez kąpieli. Bo to, że drugi rodzic ma inne pomysły na wychowanie, wcale nie znaczy, że są one złe.

Dziecko samo wie

Wielu rodziców pada ofiarą propagandy wspólnego frontu, czyli założenia, że dziecko nigdy nie może być świadkiem różnicy zdań pomiędzy mamą a tatą. A przecież każdy rodzic wychowuje inaczej, bo jest innym człowiekiem. Dziecko, jeśli ma kontakt z więcej niż jedną osobą, szybko orientuje się, jakie gdzie panują reguły (u sąsiadów wolno jeść na dywanie, w przedszkolu trzeba odkładać zabawki na miejsce, a w domu nikt nie wstaje od stołu, dopóki wszyscy nie skończą jeść), i nie widzi niczego dziwnego w tym, że dorośli nie mają wspólnego zdania na każdy temat. Dążenie do tego, by zawsze mówić jednym głosem, jest czymś z gruntu sprzecznym z naturą i będzie kosztować rodzinę sporo energii. Maluchy dobrze sobie radzą z brakiem wspólnego frontu, o ile dorośli umieją mądrze reagować.

Kłótnia przy dziecku o sposób jego wychowania to wyjątkowo szkodliwa emocjonalnie sytuacja. Dziecko z jednej strony cierpi (czuje, że rodzice poróżnili się z jego powodu), a z drugiej odnosi korzyści (rodzice sprzeczają się o nie, jest w centrum zainteresowania). Lepiej skupić się na wypracowaniu strategii lepszego radzenia sobie z różnicą zdań.

Dlaczego mąż działa wbrew tobie