1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Torty jak malowane

Torty jak malowane

(Fot. Teresa Łabza)
(Fot. Teresa Łabza)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
„Mój zawód jest moim hobby”, mówi Teresa Łabza. a ten zawód to pieczenie i dekorowanie tortów. Fotografuje, prowadzi blog candycompany.pl, warsztaty w całej Polsce, pisze książkę. Ma jedną zasadę: na stole musi być nie tylko pysznie, ale i pięknie. Jak to u artystki. 

Co artystka malarka robi w kuchni? Piecze. Robi torty. I przekłada doświadczenie, które zdobyła na studiach na krakowskiej ASP, na sztukę zdobienia ciast.

Od początku taki był plan? Absolutnie nie. Choć zawsze lubiłam piec. I zawsze estetyczna strona gotowania i życia była dla mnie ważna. W pewnym momencie zorientowałam się, że kuchnia i robienie zdjęć dawały mi większą przyjemność niż inne działania artystyczne. I tak już zostało. Hobby stało się zawodem. Nie narzekam.

Zaczęło się od tortów? Nie, ale teraz rzeczywiście torty dają mi największą satysfakcję, bo tu efekt artystyczny, estetyczny jest najbardziej spektakularny.

Skąd czerpie pani inspiracje? Najczęściej od razu mam w głowie obraz, który staram się odtworzyć. Do niego dopasowuję składniki, dekoracje, wymyślam przepis.

Czy jest styl, o którym może pani powiedzieć: mój? Może da się go nazwać malarskim. Bo staram się wykorzystywać, jak w malarstwie, kolory, zdobienia, fakturę, światło, cień – to wszystko musi na jednym torcie stanowić spójną całość.

(Fot. Marta Sputo) (Fot. Marta Sputo)

Ma pani mistrzów? Cukierników, którzy są dla pani wzorem? Są osoby, które mnie inspirują – nie tylko cukiernicy – ale wszystko staram się przełożyć na mój własny język. Takie osoby to na przykład znany kucharz Yotam Ottolenghi – u niego szukam nietypowych połączeń smaków. Albo australijska dekoratorka tortów Maggie Austin. Podglądam też dekoratorów azjatyckich – mają charakterystyczny styl dekoracji kremami maślanymi czy pastą z fasoli. Koreańczycy wszystko starannie dopracowują, dużą wagę przywiązują do estetyki i połączeń kolorystycznych.

Przywozi pani inspiracje z podróży? Tak. Z każdego wyjazdu wracam z nowymi przepisami, przyprawami, pomysłami na nieoczywiste połączenia smaków. Wcale niekoniecznie z dziedziny deserów, ale czasem da się jakiś pomysł przenieść na słodkości. Ostatnio moje kierunki to Azja. Tajlandia, Korea. W Korei desery są dużo mniej słodkie niż u nas. Ważną sprawą jest też u nich barwienie potraw. Tam nauczyłam się wykorzystywać naturalne barwniki – np. dzięki paście z liści pandanu desery zyskają zielony kolor i delikatny smak.

W innym mieście czy kraju szuka pani cukierni? Zawsze. Przed wyjazdem się przygotowuję, sprawdzam, gdzie warto wpaść, jakich smaków szukać. Nawet jeśli to wyjazd wyłącznie dla wypoczynku i przyjemności – w końcu poznawanie nowych smaków to przyjemność. Uwielbiam próbować to, co wymyślili inni.

Widziałam na jednym ze zdjęć na pani blogu czarny tort. Jak pani to zrobiła? Wykorzystałam węgiel jadalny! A że tort powstał w okolicach Barbórki, więc wyszło idealnie.

A można przyjść do pani i powiedzieć: „Chcę tort na konkretną okazję, ma wyglądać dokładnie tak i tak”? Realizuje pani takie zamówienia? Właściwie nie piekę na zamówienie, prowadzenie bloga i warsztatów z dekoracji tortów zajmuje za dużo czasu. Torty powstają tylko dla rodziny i znajomych. Zwykle wizja artystyczna jest po mojej stronie. Staram się nie powielać cudzych wzorów. Nie piekę pod dyktando.

Jak długo pracuje pani nad tortem? Dwa, czasem trzy dni. Najpierw przemyślenie całości, potem przygotowanie składników, wreszcie pieczenie i dekoracja – to musi trochę trwać.

Ciasta to dziś trudny temat. Coraz więcej się mówi o zgubnej roli cukru w diecie. To taka nasza grzeszna przyjemność… Robi pani jakieś ustępstwa w przepisach, żeby było zdrowiej? Nie jemy przecież ciast, a już zwłaszcza tortów, na co dzień. Wiadomo, że to w stu procentach nigdy zdrowe nie będzie. Jeśli ktoś chce mieć wyjątkowy tort na wyjątkową okazję, to nie będzie się pewnie aż tak przejmować tym, że to cukier. Pewnie, eksperymentuję ze zdrowszymi zamiennikami i jeśli się da, zmniejszam ilości cukru, ale nie zawsze ma to sens – a już na pewno nie robię tego kosztem smaku czy wyglądu. Zresztą nie wszystko da się zastąpić. Raz na jakiś czas można sobie na grzeszną przyjemność pozwolić. I tort to nie jest danie, które zjadamy sami na raz. To coś, czym się delektujemy, czym się dzielimy. Jeden kawałek wielkiej krzywdy nie zrobi.

Piecze pani słodkości wegańskie czy bezlaktozowe? Zdarza mi się i przyznam, że jeśli jest dobry przepis, to ciasta takie nie odbiegają smakiem od tych tradycyjnych. Wprowadzam je potem do swojego repertuaru – jak mój ulubiony tort ze słonym karmelem. Wypieki wegańskie na ogół da się rozpoznać od razu, bez próbowania. Są mniej okazałe, niższe, bez kremów czy ozdób. Mam ogromną satysfakcję, kiedy po wielu próbach jestem w stanie zrobić tort wegański nie do odróżnienia od tych tradycyjnych.

Dużo w pani tortach kwiatów. Wszystkie prawdziwe? Te wiosenne i letnie tak. Mam swój ogród, posadziłam w nim dużo roślin jadalnych i czerpię z niego garściami. Mam pewność, że wszystko jest bez nawozów, bez chemii. A kwiaty zimowe są z kremu maślanego.

Jakie są pani smaki poza tymi słodkimi? Robi pani często obiad dla rodziny? Zdarza mi się, ale nie jest to częste. I tak wiele godzin spędzam w kuchni, więc nie bardzo mam już siłę na codzienne gotowanie obiadu. Choć czasem lubię poszaleć i coś wymyślam, bo prawie nigdy nie korzystam z gotowych przepisów. Najczęściej są to dania inspirowane kuchnią azjatycką, mocno doprawione, egzotyczne.

Strona estetyczna codziennego obiadu też jest ważna, jak przy tortach czy słodkich cudach? Zawsze! Nawet jak jemy w pośpiechu, staram się, żeby było pięknie!

A co pani piecze poza tortami? Na wszystkie święta czy inne ważne okazje piekę ciasta dla całej rodziny. Oczywiście, są tradycyjne makowce czy mazurki, ale zawsze wypróbowuję nowe przepisy. Choćby angielskie fruitcake (keks) czy nowe wersje pierników. I prawdę mówiąc, te próby lubię najbardziej. Często nowości wchodzą potem w nasz rodzinny kanon, który w ten sposób nieustannie się rozrasta.

Teraz karnawał. Jakie słodkości ma pani w repertuarze? Pączki czy faworki? Zawsze pączki. Mogą być różne wymyślne cuda, owszem, zjedzą, może nawet pochwalą, ale zaraz padnie pytanie: „A gdzie pączki?”. Są tradycyjne, z konfiturami z róży, które sami robimy z naszych kwiatów.

Teraz często szefowie kuchni podkreślają, że w gotowaniu najważniejsza jest prostota. W przypadku pani pracy to chyba nie ma zastosowania? Oczywiście, są desery, które można zrobić z trzech składników – choćby owoce pieczone z miodem czy orzechami – ale w przypadku tortów to niewykonalne. Nie ma co zresztą na siłę upraszczać, żeby iść za modą na minimalizm kosztem smaku i wyglądu.

Z jednej strony dobrze mieć w rodzinie mistrza wypieków, z drugiej – to jednak kusi do złego… Na szczęście rodzinę mam dużą, wielu znajomych, więc jak coś testuję, nie mam problemów z chętnymi do próbowania. A jeśli ktoś wpada bez zapowiedzi, zawsze mam w lodówce żelazny zestaw składników, z których błyskawicznie robię deser.

TORT Z WINEM I FIGAMI
Ciasto (na 1 blat, pieczemy 3): 2 jajka, 120 ml oleju, 60 ml czerwonego wytrawnego wina, skórka z 1/3 pomarańczy, 150 g cukru, 100 g mąki, 35 g kakao, 1⁄2 łyżeczki proszku do pieczenia, szczypta soli.

Krem: 500 g mascarpone, 2–3 łyżki ciemnego cukru muscovado, ziarenka z 1 laski wanilii, szczypta soli, 4 figi, dżem figowy, winogrona (opcjonalnie).

Przesiewamy suche składniki na ciasto i odstawiamy. Mokre mieszamy trzepaczką i łączymy z suchymi, przelewamy masę do foremki i pieczemy 25–30 minut lub do suchego patyczka w 165 stopniach Celsjusza. Pieczemy 3 blaty, studzimy.

Mascarpone na krem miksujemy kilka minut z cukrem, solą i wanilią do uzyskania puszystego kremu. Pierwszy blat smarujemy warstwą dżemu figowego, połową kremu. Na kremie układamy 2 figi pokrojone w cienkie plasterki, można dodać też kilka świeżych winogron. Całość przykrywamy drugim blatem i powtarzamy proces, nakładamy ostatni blat. Nagi tort dekorujemy winogronami i figami.

PAVLOVA Z ORZECHOWĄ PRALINĄ I KWIATAMI AKACJI
Beza: 180 g białek, 240 g drobnego cukru, 1 łyżeczka octu jabłkowego, 1 łyżeczka skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej.

Pralina orzechowa: 1/2 szklanki orzechów laskowych, 25 g cukru kokosowego (można zastąpić brązowym), 1–2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego.

Do dekoracji: 400 g śmietanki kremówki 30 proc., 200 g borówek amerykańskich lub innych owoców, 2–3 kwiatostany akacji.

(Fot. Teresa Łabza) (Fot. Teresa Łabza)

Orzechy na pralinę mielimy, zostawiamy trochę kawałków. Dodajemy cukier i olej. Odstawiamy. Białka na bezę ubijamy na średnio sztywną pianę. Po łyżce dodajemy cukier, cały czas ubijając. Miksujemy jeszcze kilkanaście minut, aż piana stanie się sztywna, a cukier się rozpuści. Na końcu dodajemy ocet oraz przesianą skrobię i ubijamy 2 minuty. Bezę przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, łyżką delikatnie nadajemy kształt i posypujemy częścią praliny, resztę wysypujemy na blachę i pieczemy z bezą. Pavlovę wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i natychmiast zmniejszamy temperaturę do 125 stopni. Suszymy półtorej godziny, po tym czasie wyłączamy piekarnik i zostawiamy ją w środku jeszcze na godzinę. Śmietankę do dekoracji ubijamy na sztywno, nakładamy na bezę. Dekorujemy borówkami, kwiatami akacji (obrywamy z gałązki) i podajemy z resztą praliny.

WILGOTNE CIASTO CZEKOLADOWE
NA TORTOWNICE O ŚREDNICY 22–23 CM: 250 g czekolady 70-proc., 200 g masła, 180 ml mleka 3,2-proc., 60 ml mocnego espresso, 5 dużych jajek, 375 g brązowego cukru, 60 ml oleju roślinnego, 275 g mąki, 75 g kakao, 1⁄2 łyżeczki soli, 1 łyżeczka sody, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 1⁄2 łyżeczki mielonego imbiru.

(Fot. Teresa Łabza) (Fot. Teresa Łabza)

Foremkę (dno i boki) wykładamy papierem do pieczenia, tak by wystawał poza rant ok. 5 cm. W osobnej misce przesiewamy suche składniki. Czekoladę i masło rozpuszczamy w rondelku i studzimy. Mleko, cukier, kawę, olej i jajka mieszamy trzepaczką, dodajemy przestudzoną czekoladę, a następnie łączymy z suchymi składnikami, mieszamy i przelewamy do formy. Pieczemy ok. półtorej godziny do suchego patyczka w 150 stopniach Celsjusza.

BEIGNETS – MINIPĄCZKI Z TOPINAMBUREM
NA OK. 32 PĄCZKI:

180 g mąki, 1⁄4 łyżeczki mielonego kardamonu, szczypta soli, 90 g piure z topinamburu (najlepiej pieczonego), ziarenka z 1⁄2 laski wanilii, 1 jajko, 20 g cukru, 120 ml mleka migdałowego, 2 łyżeczki płynnego oleju kokosowego, 2 łyżeczki malibu lub domowego ekstraktu kokosowego, do smażenia olej roślinny, do obtoczenia cukier puder zmieszany z niewielką ilością kardamonu.

(Fot. Teresa Łabza) (Fot. Teresa Łabza)

Mąkę przesiewamy z kardamonem, solą i proszkiem do pieczenia. Jajko mieszamy z wanilią, cukrem, mlekiem, olejem, likierem i łączymy z suchymi składnikami. Dwoma małymi łyżeczkami nakładamy niewielkie porcje ciasta na rozgrzany olej, smażymy na złoto i od razu obtaczamy w cukrze pudrze. Pączki najlepiej smakują na ciepło.

BABKA Z KARDAMONEM I WODĄ RÓŻANĄ
NA DUŻĄ FORMĘ NA BABKĘ LUB 2 KEKSÓWKI: 175 g masła, 250 g cukru pudru, 200 g żółtek (1 szklanka żółtek – ok. 10 sztuk), 225 g mąki, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, szczypta soli, 1/4 łyżeczki mielonego kardamonu, 2 łyżeczki wody różanej, 180 ml kefiru lub maślanki.

Do dekoracji: lukier na mleku z odrobiną wody różanej lub domowy dżem.

(Fot. Teresa Łabza) (Fot. Teresa Łabza)

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową. Mąkę przesiewamy z kardamonem, proszkiem i solą. Formę na babkę porządnie natłuszczamy i posypujemy mąką. Masło i cukier miksujemy na jasną puszystą masę ok. 7 minut. Stopniowo dodajemy żółtka i ubijamy jeszcze 8 minut. Do masy dodajemy na przemian suche składniki i kefir zmieszany z wodą różaną, w 3 turach. Ciasto przekładamy do przygotowanej formy i pieczemy od 45 do 55 minut w temperaturze 165 stopni Celsjusza do suchego patyczka. Po wyjęciu z piekarnika odkładamy je na 15 minut i dopiero wyjmujemy z formy.

PTYSIE Z KRUSZONKĄ I KREMEM WANILIOWYM
NA OK. 16 SZTUK: Ciasto parzone: 90 ml wody, 90 ml mleka, 75 g masła, szczypta soli, 1 łyżeczka cukru, 95 g mąki, 3 duże jajka (lub 4 mniejsze).

Kruszonka: 75 g miękkiego masła, 80 g brązowego cukru, 80 g mąki. Krem czekoladowy: 150 g gorzkiej czekolady, 3 żółtka, 30 g drobnego cukru, 200 g mleka kokosowego, 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego, 100 g śmietanki kremówki 36 proc.

Krem waniliowy: 600 ml śmietanki 36-proc., 150 g mascarpone, ziarenka z 1 laski wanilii, 1–2 łyżki cukru pudru.

(Fot. Teresa Łabza) (Fot. Teresa Łabza)

Wszystkie składniki na kruszonkę miksujemy lub mieszamy, aż uzyskamy gładkie ciasto. Kruszonkę wałkujemy między 2 arkuszami papieru do pieczenia na grubość 3–4 mm i chłodzimy w lodówce. Okrągłą foremką o średnicy 3 cm wycinamy kółka kruszonki. Czekoladę na krem siekamy w drobną kostkę. W misce ucieramy żółtka z cukrem na jasną i puszystą masę, doprowadzamy do wrzenia mleczko i powoli zalewamy nim kogel-mogel, cały czas miksując. Masę jajeczną przekładamy z powrotem do rondla i podgrzewamy na małym ogniu, wciąż mieszając, aż osiągnie 82 stopnie Celsjusza (po ok. 10 minutach masa zauważalnie zgęstnieje). Wlewamy ją do czekolady w 3 turach, dodajemy ekstrakt i mieszamy, aż powstanie gładki krem. Przykrywamy go folią spożywczą. Kiedy całkiem ostygnie, mieszamy go z ubitą śmietanką. Wszystkie składniki na krem waniliowy miksujemy do uzyskania puszystej masy. Pierwsze 5 składników na ciasto (wodę, mleko, masło, sól i cukier) doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 2 minuty. Następnie zdejmujemy rondel z palnika i dodajemy mąkę, dokładnie mieszamy i ponownie stawiamy garnek na palniku, podgrzewamy ciasto, cały czas mieszając, aż zacznie odchodzić od ścian garnka i zrobi się delikatnie lśniące (kilka minut). Ciasto odkładamy w misce na 10 minut, żeby trochę przestygło. Dokładnie miksujemy z 2 jajkami. Ostatnie jajko dodajemy stopniowo i sprawdzamy konsystencję masy – rozciągnięte między dwoma palcami powinno tworzyć szpic, który od razu opada, w razie potrzeby dodajemy więcej jajka. Ciasto przekładamy do rękawa cukierniczego i wyciskamy ok. 4-centymetrowe ptysie na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, zachowujemy spore odstępy. Na każdym ptysiu układamy krążek kruszonki. Pieczemy je w 210 stopniach Celsjusza przez 10 minut, następnie kolejne 15 minut w 180 stopniach Celsjusza. Muszą się porządnie zarumienić. Wyłączamy piekarnik i zostawiamy w nim ptysie na 5–7 minut, następnie wyjmujemy i całkowicie studzimy. Przekrawamy każdy ostrym nożem, napełniamy kremami, przykrywamy górą ptysia. Przed podaniem oprószamy cukrem pudrem.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Wiosna na talerzu - 4 zielone przepisy

Spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami. (Fot. Studio Zwierciało)
Spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami. (Fot. Studio Zwierciało)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Nawet jeśli lubimy zimę i niskie temperatury, to mamy już ich dość i z utęsknieniem wypatrujemy prawdziwej wiosny. Może więc spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami? Zdrowo i smacznie zaczepić ją kulinarnie. Skusić szpinakowym smoothie, zaciekawić ogórkowymi roladkami z zielonym groszkiem...

Nawet jeśli lubimy zimę i niskie temperatury, to mamy już ich dość i z utęsknieniem wypatrujemy prawdziwej wiosny. Może więc spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami? Zdrowo i smacznie zaczepić ją kulinarnie. Skusić szpinakowym smoothie, zaciekawić ogórkowymi roladkami z zielonym groszkiem...

Szpinakowy hummus

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

Jest niskokaloryczny – 100 gramów to zaledwie 30 kalorii. Bazą każdego humusu jest roślina strączkowa – ciecierzyca. Jej jasne ziarenka kształtem przypominają orzeszki. Nazywana również grochem włoskim. Stanowi doskonałe źródło białka i węglowodanów. Ciecierzyca zawiera fosfor, potas, cynk, witaminy z grupy B (B9 i B6), a także żelazo, magnez oraz błonnik.

Składniki na 4–5 porcji:

  • 100 g pasty sezamowej tahini,
  • 200 g ciecierzycy z puszki,
  • 2 ząbki czosnku,
  • sok z 1/2 cytryny,
  • 200 g świeżego lub mrożonego szpinaku,
  • 3–4 łyżki oliwy,
  • sól, pieprz.
Czas przygotowania: 20 minut

Szpinak ugotować, a następnie dodać do niego odcedzoną z wody ciecierzycę, pastę tahini, czosnek, oliwę, sok z cytryny. Całość zmiksować, na jednolitą masę. Doprawić pieprzem i solą. Podawać ze świeżym pieczywem.

Roladki z ogórka i pasty z zielonego groszku

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

Zielony groszek jest silnym afrodyzjakiem – zawiera bowiem żelazo, a ono zwiększa poziom libido. Podobno Ninon de Lenclos, wolnomyślicielka, skandalistka i najsłynniejsza francuska kurtyzana, częstowała swoich kochanków zupą z zielonego groszku, rzekomo rozpalającą namiętność.

Składniki na 4 porcje:

  • długi świeży ogórek,
  • 200 g mrożonego zielonego groszku,
  • 2 ząbki czosnku,
  • cytryna,
  • 100 g kwinoa (komosy ryżowej),
  • kilka liści mięty,
  • sól, pieprz.
Czas przygotowania: ok. 30 minut

Kwinoa ugotować do miękkości (jedna porcja komosy na dwie porcje wody). Ugotować zielony groszek, dodać liście mięty, sok z cytryny, poszatkowane ząbki czosnku i całość zmiksować na gładkie piure. Doprawić pieprzem i solą, a następnie wymieszać z ugotowaną komosą ryżową. Ogórek pokroić na bardzo cienkie długie plastry (wzdłuż dłuższego boku). Posolić z każdej strony, nałożyć farsz z groszku i komosy, zawinąć i spiąć wykałaczką.

Kalafior z sosem miętowym

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

W kalafiorze znajduje się związek o nazwie sulforafan, który Pobudza enzymy o działaniu przeciwnowotworowym i dodatkowo zwalcza bakterie Helicobacter pylori.

Składniki na 4 porcje:

  • 4 kalafiory (najlepiej małe),
  • 3 łyżki oliwy,
  • 300 g kwaśnej śmietany lub jogurtu greckiego,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 8–10 liści świeżej mięty,
  • cytryna,
  • sól, pieprz.
Czas przygotowania: ok. godziny

Kalafiory umyć, skropić oliwą. Następnie ułożyć na blasze i piec około pół godziny lub dłużej, jeśli są większe, w 200 stopniach Celsjusza (powinny być na wpół miękkie). Do śmietany lub jogurtu dodać liście mięty, poszatkowany czosnek, sok z cytryny. Całość zmiksować. Doprawić solą i pieprzem. Polać sosem upieczone już warzywo.

Smoothie ananasowo-szpinakowe i bananowo-sałatowe

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

Składniki na 4 porcje:

Ananasowo-szpinakowy:

  • świeży ananas lub ananas z puszki,
  • 10 liści świeżego szpinaku,
  • 2 brzoskiwinie,
  • 1 cm świeżego imbiru,
  • 3 łyżki wiórków kokosowych.
Bananowo-sałatowy:
  • 2 banany,
  • 200 g zielonych winogron,
  • 100 g sałaty (np. roszponki),
  • 5–6 łyżek syropu z agawy,
  • cytryna.
Czas przygotowania: 20 minut

Ananas obrać, pokroić na kawałki. Dodać szpinak, brzoskwinie, imbir oraz wiórki kokosowe i zmiksować. Jeśli napój jest zbyt gęsty, można wlać trochę wody i jeszcze raz zmiksować. Aby uzyskać smoothie bananowo-sałatowe, należy zmiksować banany, winogrona (bez pestek), sałatę, sok z cytryny. Doprawić syropem z agawy.

Natasza Socha dziennikarka, pisarka i blogerka. 

  1. Kuchnia

Jak ułatwić sobie codzienne gotowanie?

Robot planetarny Kenwood Prospero+(fot. materiał partnera)
Robot planetarny Kenwood Prospero+(fot. materiał partnera)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Nieważne, czy lubisz gotować i robisz to z pasją, czy wręcz przeciwnie – musisz przyrządzać posiłki dla rodziny, bo zależy ci na tym, żeby twoi bliscy jedli zdrowe, domowe jedzenie – w każdej z tych sytuacji robot kuchenny pomoże tobie zaoszczędzić czas i wysiłek jaki trzeba włożyć w krojenie, mielenie, blendowanie, czy szatkowanie.

Wyrabianie ciasta? Krojenie w równą kostkę? – W tych, a także w wielu innych czynnościach, może wyręczyć cię robot planetarny Kenwood Prospero+. Czas spędzony w kuchni będzie krótszy i przyjemniejszy. Ze względu na swoje liczne funkcje robot umożliwi ci robienie zdrowych koktajli i soków, ekspresowe krojenie surówek, wygniatanie ciasta na tartę, chleb czy ciasteczka, mielenie warzyw lub mięsa na pulpety. Przygotowanie obiadu zajmie dużo mniej czasu!

Robot planetarny Kenwood Prospero KHC29.W0SI - bogate wyposażenie za rozsądną cenę!

Proste, ale niezwykle wszechstronne urządzenie kuchenne z silnikiem o mocy 1000W i pojemną misą (4,3 l). Posiada wiele funkcji: 6 prędkości pracy, pracę pulsacyjną oraz 3 gniazda obrotów. W zestawie: 3 wytrzymałe mieszadła (mieszadło K, trzepaczka, hak do ciasta), szklany blender (1,2 l), który nadaje się także do kruszenia lodu, malakser z 3 tarczami (1,4 l), maszynka do mielenia, wyciskarka do cytrusów, sokowirówka i uniwersalny młynek. Ten robot wyręczy cię we wszystkich kuchennych czynnościach i pomoże przygotować bogaty repertuar dań i deserów!

Mieszadła, w zależności od rodzaju, umożliwią ci przygotowanie ciast (biszkoptowego, piaskowego) różnego rodzaju nadzień i farszów, bez, sufletów, sosów czy majonezów (trzepaczka napowietrza masy, nadając im lekkiej i puszystej konsystencji). Hak do ciasta szybko i skutecznie zagniata ciasta na makarony, pizzę, pierogi, pączki.

Blender szklany wyposażony w wyjmowane ostrza ze stali nierdzewnej umożliwi przygotowanie dużej porcji orzeźwiającego koktajlu owocowego lub soku warzywnego, smoothie, drinków, wszelkich sosów, kremów czy dań dla dzieci. Świetnie kruszy lód.

Malakser wyposażony w stalowe ostrza do szatkowania oraz zestaw 3 tarcz do cięcia i rozdrabniania (na drobno i grubo) oraz do tarcia, jest idealną przystawką do tworzenia sałatek, sosów, dipów, tarcia ziemniaków i sera czy przygotowywania warzyw do zup i gulaszy.

W zestawie znajdziesz przystawki, które wyręczą cię także w mieleniu, wyciskaniu cytrusów, mieleniu przypraw i ziół, rozdrabnianiu, szatkowaniu, siekaniu, blendowaniu, miksowaniu.

Michel Moran, ambasador marki Kenwood (fot. materiał partnera) Michel Moran, ambasador marki Kenwood (fot. materiał partnera)

Roboty planetarne Kenwood poleca szczególnie Michel Moran – ambasador marki. Znany kucharz, juror MasteChef Polska korzysta z nich nie tylko zawodowo (w restauracji czy podczas warsztatów), ale również w domu. Ułatwiają mu one wiele kulinarnych zadań. Z czytelnikami dzieli się poniżej przepisem na owocowy deser z zabajone.

Składniki:

  • 1 jabłko
  • 1 gruszka
  • 125g malin
  • 3 jajka
  • 50g cukru pudru
  • 50g masła
  • sól
  • 100g brązowego cukru
  • świeża mięta

Potrzebne akcesoria kuchenne:

  • robot planetarny Kenwood Prospero+
  • obieraczka
  • nóż
  • foremka do zapiekania
Sposób przygotowania: Obierz jabłko i gruszkę, pokrój je w ćwiartki. Na patelni rozpuść masło, dodaj jabłko i gruszkę. Gdy owoce zaczną się lekko podpiekać, dodaj do nich brązowy cukier. Do misy robota włóż 1 całe jajko i 2 żółtka. Utrzyj je z cukrem pudrem na delikatną puszystą masę - ma być prawie biała. W międzyczasie dodaj szczyptę soli. Do rondelka wrzuć maliny, zalej odrobiną wody, dodaj kilka listów mięty i łyżeczkę cukru pudru (jeśli wolisz bardziej słodkie - dodaj ciut więcej cukru). Po przestudzeniu malin, zblenduj je w kielichu robota (kilka malin zostaw do dekoracji). Włóż skarmelizowane owoce do foremki do zapiekania, polej sosem malinowym i zalej masą jajeczną. Wstaw do piekarnika rozgrzanego do maksimum (funkcja grilla) na 2 minuty - pilnuj, aby się nie przypaliło! Podawaj udekorowane malinami i świeżą miętą.

 

  1. Kuchnia

W kuchni najważniejsza jest różnorodność i słuchanie swojego organizmu – przekonuje Michel Moran

Michel Moran (fot. materiały prasowe Kenwood)
Michel Moran (fot. materiały prasowe Kenwood)
Znany juror MasterChef Polska, francuski kucharz o hiszpańskich korzeniach, ambasador marki Kenwood, ma wreszcie czas na gotowanie w domu. Przynajmniej dopóki nie otworzy nowej restauracji. A to nastąpi już niebawem… Jak prezentuje się kulinarny świat Michela Moran?

Mamy wiosnę. Jak wygląda ta pora roku w Pana kuchni? Wszyscy tęsknią za świeżymi owocami i warzywami. Tymczasem dietetycy odradzają jedzenie nowalijek. Jakie Pan ma podejście?
Nie jestem ekspertem od dietetyki. Uważam jednak, że człowiek powinien jeść to, co akurat rośnie o danej porze roku, co proponuje nam ziemia. Kalendarzowo mamy wiosnę. Musimy jednak dalej spożywać to, co mamy z zapasów. Jeszcze trochę za wcześnie na te wiosenne warzywa i owoce. We Francji czy w Hiszpanii mamy już szparagi, świeże sałaty. U nas musimy jeszcze chwilę poczekać.

Moja kuchnia jest teraz pewną mieszanką. Są takie dni, gdy nadal jemy dania tylko zimowe. Są też dni, kiedy mam już ochotę na coś lekkiego i wiosennego. To jest trudny okres dla kucharza, bo nie jesteśmy już w okresie zimowym, a jeszcze nie ma pełnej wiosny.

Jakiego rodzaju potrawy gotuje więc Pan w tym okresie?
Ta kuchnia domowa, jak wspominałem, jest dość mieszana. Niedawno przyrządzałem np. duszoną kapustę z piersią z kaczki, czyli typowo zimowe danie. Próbuję robić dużo dań warzywnych, bo jem coraz więcej warzyw, a coraz mniej mięsa. Nie znaczy to, że jestem na jakiejś diecie. Po prostu prosi mnie o to mój organizm.

Można więc powiedzieć, że zgodnie z trendami podąża Pan w stronę wegetarianizmu?
Nienawidzę „trendów”. Jestem anty-trendy. To słowo nie istnieje w mojej głowie (śmiech).

Ja po prostu staram się wsłuchiwać w swój organizm. Mam prawie 60 lat. Kiedyś jadłem bardzo dużo masła, piłem litr mleka dziennie i jadłem może 300 g glutenu (w produktach z białej mąki). Już tak nie jem, ale nie ze względu na dietę. Czuję, że to nie jest mi potrzebne. Słucham swojego organizmu.

Pamiętam jak prowadził Pan swoją restaurację Bistro de Paris i rozmawialiśmy o gotowaniu. Wówczas nie miał Pan w ogóle czasu na przyrządzanie posiłków w domu. Rozumiem, że teraz to się zmieniło?
Tak, teraz tego czasu na gotowanie w domu mam aż za dużo. Moja poprzednia restauracja jest już sprzedana, a kolejną remontuję. Myślę, że będzie gotowa dopiero w lipcu albo w sierpniu.

Gotuje więc Pan dla siebie i dla żony. Macie zgodne preferencje kulinarne?
Jesteśmy dosyć zgodni. Żona trochę bardziej uważa na dietę niż ja. Kobiety w ogóle są bardziej skrupulatne jeśli chodzi o odżywianie. Nie ma jednak takiej sytuacji, że nagle na palnikach mamy cztery różne patelnie… Zwykle jemy to samo.

Czy są dania, które szczególnie lubicie i wybieracie najczęściej?
Powiem prawdę: nie mam ulubionych dań. Uwielbiam mięsne czy rybne pulpety. Są jednak takie dni, kiedy mam ochotę na zwykły makaron ze świeżym pomidorem, plus czosnek i dobra oliwa… i jestem szczęśliwy. Bywają dni, że mam ochotę na coś bardziej wyszukanego.

Myślę, że ochota na jedzenie często jest związana z tym, jaką mamy pogodę, jaki humor, jakie plany, ile czasu na gotowanie. Kucharz nie myśli tak mocno o jedzeniu jak każdy. Żyjemy „z gotowaniem” od wielu lat, więc trochę inaczej to u nas działa, mamy inne podejście. Po prostu gotujemy.

W kuchni panuje różnorodność. Czasem mamy ochotę tylko na sałatkę, innym razem gotuję coś orientalnego. Są też dni, gdy piekę całą kaczkę w piekarniku. Nie mamy tu żadnych specjalnych reguł. Na pewno, co najmniej raz lub dwa razy w tygodniu jemy w domu świeżą rybę.

Czyli kwasy omega?
Nie jestem dietetykiem, zawsze to podkreślam, ale myślę, że najzdrowsza dieta polega na różnorodności.

Ludzie w Polsce kojarzą Pana głównie z programem MasterChef. Można powiedzieć, że ten związek jest jak „stare, dobre małżeństwo”.
10 lat już ma to małżeństwo (śmiech).

Czy czerpie Pan od tych kucharzy - amatorów inspirację?
To są ludzie, którzy mocno ewoluują. Może nie tyle czerpię inspirację, co odwagę, którą oni mają. To nie są profesjonalni kucharze. Może dlatego nie mają żadnych zakazów, żadnej reguły, żadnej granicy. I to jest piękne. Robią w kuchni co chcą. Jestem często pełen podziwu, że mają odwagę łączyć różne rzeczy, których ja, jako fachowiec, bym nie łączył, bo tak mnie uczono, bo tak się nie robi…  Potrafią stosować kulinarne połączenia, na które ja bym nie wpadł lub nie miał odwagi spróbować. To jest duża lekcja dla nas, kucharzy profesjonalnych, że czasami jesteśmy zamknięci w regułach, które istnieją w gotowaniu, albo których uczyli nas nasi szefowie wiele lat temu. Świat kulinarny też się zmienia. Przykładem są te łączenia składników, kolorów, produktów. Musimy iść do przodu.

Jest Pan też ambasadorem marki Kenwood. Prowadzi Pan warsztaty z Kenwoodem, które wcześniej odbywały się w gronie dziennikarzy kulinarnych, czy blogerów. Teraz zostały przeniesione do Internetu i są dostępne dla wszystkich. Jak Pan się odnajduje w tej nowej sytuacji?
To zupełnie inna rzeczywistość. Jest to fajne, choćby ze względu na ludzi, którzy się przyłączają online i są aktywni w tym warsztacie. Ma to więc swoje plusy. Mogę pokazać jak używać robota Kenwood, odpowiedzieć na pytania wysyłane w trakcie warsztatów przez internautów. Jest to wygodne. Nie ukrywam jednak, że wolę ten warsztat, gdzie jestem w kuchni razem z ludźmi. Mam wtedy realny kontakt z osobami, nieważne czy to jest pięć – sześć osób, czy pięćdziesiąt, ale ta wymiana jest bezpośrednia.

Jednak z Internetem dobrze Pan sobie radzi. Widoczna jest pana aktywność w mediach społecznościowych.
Nie mam wyboru. Trzeba spróbować być aktywnym. Ja jestem głównie aktywny na swoim profilu na Instagramie.

Zdradzi nam Pan plany kulinarne na najbliższą przyszłość? Wiemy już, że otwiera Pan nową restaurację.
Będzie nowa restauracja, dziesiąta edycja MasterChef, kontynuacja współpracy z Kenwoodem. I tak już dużo (śmiech).

Wracając do tematu inspiracji, o której mówiliśmy, myślę, że jestem teraz w takim okresie życia (i w takiej sytuacji na świecie), że mam zupełnie inne przemyślenia odnośnie tego, co miałbym robić… dotyczą one choćby restauracji, którą mamy otworzyć latem. Ja chcę już zapomnieć o tej kuchni wykwintnej, wyrafinowanej, jaka była w Bisto de Paris. Chciałbym teraz całkowitej zmiany. Czegoś prostego. Zastanawiam się: co powinienem proponować moim gościom na co dzień? To bardzo trudne pytanie dla mnie. Nie wiem, w którym kierunku iść… bo kucharz nie gotuje dla siebie. Kucharz gotuje dla innych. Trudno jest przewidzieć, na co mają teraz ludzie ochotę. Mam więc ogromny stres związany z nową restauracją. Pracowałem przez 40 lat w restauracjach drogich, luksusowych, dedykowanych konkretnym klientom, zwykle biznesowym. Już tego nie chcę. Chcę otworzyć restaurację dla ludzi, żeby każdy mógł wpaść. Dla dzieci, dla wegetarian, wegan, dla wszystkich. To nie jest łatwe. Teraz trzeba dobrać menu, opracować szczegóły. Obawiam się, że goście oczekują ode mnie czegoś więcej. Jak już jednak wspomniałem, mam prawie 60 lat. Restauracja ma być teraz frajdą, a nie samym biznesem.

Michel Moran:
francuski kucharz o hiszpańskich korzeniach. Znany Polakom przede wszystkim z programu MasterChef. Jako ambasador marki Kenwood prowadzi warsztaty kulinarne, podczas których wykorzystuje roboty kuchenne Kenwooda. Jak sam podkreśla: Mam  robot na stałe w mojej kuchni. Ile razy coś blendujemy, robimy ciasto, mielimy pulpety, czy szatkujemy warzywa – robot zawsze ułatwia nam pracę. Jest bardzo wygodny, nawet gdy gotujemy dla dwóch – trzech osób.

Dla miłośników gotowania Kenwood stworzył też na Facebook’u grupę You can Cook. Jeśli należysz do ludzi kochających gotowanie – warto dołączyć.

  1. Kuchnia

Tarta z boczkiem i orzechami w karmelu

Tarta z boczkiem i orzechami w karmelu to dobry przepis dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z foodparingiem. (Fot. 123rf)
Tarta z boczkiem i orzechami w karmelu to dobry przepis dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z foodparingiem. (Fot. 123rf)
Foodpairing, czyli zestawianie ze sobą pozornie kontrastujących smaków, nie jest nowością w świecie kulinarnym. Od dawna wiemy już, że bardzo różniące się między sobą składniki mogą stworzyć potrawę o niespotykanym aromacie.

Foodpairing wymaga jednak nie tylko ogromnej wiedzy, ale i zaawansowanych technik. Dlatego też najlepiej jest bazować na znanych i przetestowanych już zestawieniach. Na dobry początek polecamy sprawdzony przepis na tartę z boczkiem i orzechami w karmelu.

Tarta z boczkiem ze słodką nutą

Składniki na ciasto: 
  • 200 g mąki pszennej
  • 100 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • ¼ łyżeczki soli
  • 1 łyżka zimnej wody
Pozostałe składniki:
  • 100 g wędzonego boczku parzonego
  • 150 g sera Podlaskiego
  • 100 g suszonych pomidorów
  • 150 ml śmietanki 30%
  • 1 jajko
  • ¼ łyżeczki płatków chili
  • 1 łyżka miodu
  • 1 garść łuskanych orzechów włoskich
  • rukola
  • konfitura żurawinowa
Sposób przygotowania:

Najpierw należy przyrządzić ciasto: mąkę posiekać z masłem, potem dodać jajko, sól, wodę i zarobić ciasto. Włożyć do lodówki na 15 minut, po wyjęciu rozwałkować i wyłożyć ciastem blaszkę do pieczenia tart, wysmarowaną masłem. Tak przygotowane ciasto ponakłuwać widelcem i piec przez około 12 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni, następnie wyciągnąć do ostygnięcia. 

Boczek pokroić w słupki, podsmażyć na patelni na złoty kolor i wystudzić. Dodać starty na grubej tarce ser żółty i pokrojone w paseczki pomidory. Całość zalać śmietanką, dodać jajko, płatki chili i wymieszać. Tak powstałą masę wlać na wcześniej podpieczone ciasto. Orzechy wymieszać z miodem i wyłożyć na wierzch tarty. Piec około 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 stopniPodawać ze świeżą rukolą i konfiturą żurawinową. Smacznego!

  1. Kuchnia

Tarta z botwinką i kozim serem

Fot. iStock
Fot. iStock
Botwinka. To ona została królową tego tygodnia. Kosz pełen zielono czerwonych liści z dumą postawiłam w centralnym punkcie kuchni. Podziwiam malutkie buraczki i dopiero co wykształcone liście. Zgrabnie zebrane w pęczki. Wyglądają jak bukiety i proszą się o wstawienie do wody. Łatwo omdlewają i tracą swą jędrność. Dają tak wiele kulinarnych wyborów.

Listki dodaję do sałatek. Małe buraczki, łodygi i pozostałe liście znajdą się w chłodniku, pierogach i tarcie. Moje botwinkowe kreacje.

Ciasto na tartę:

  • 250 g mąki pełnoziarnistej
  • 125 g masła pokrojonego w kostkę, schłodzonego
  • 1 jajko wiejskie
  • 1 łyżeczka soli morskiej 
  • 40 ml zimnej wody
Nadzienie:
  • 1 pęczek młodej botwinki 
  • 1 szalotka
  • 2 obrane ząbki czosnku
  • 150 g koziego sera
  • 2 łyżki oliwy
  • sól i pieprz
  • miód kasztanowy lub akacjowy do polania
  • świeży tymianek do dekoracji

Sposób przygotowania

Ciasto:

Wysypać mąkę na blat, zrobić w środku wgłębienie, w które wsypać sól, wbić jajko i dodać kostki masła. Posiekać wszystko nożem do połączenia wszystkich składników. Wlać wodę i szybko połączyć ją z ciastem. Powinno być gładkie. Ciasto zawinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki na 30 minut. Piekarnik nagrzać do 180 st. C. Formę do zapiekania wylepić ciastem, dno nakłuć widelcem. Wyłożyć papierem do pieczenia i posypać fasolą. Piec 15 minut. Wyjąć ciasto z piekarnika, usunąć papier z fasolą i wyłożyć nadzieniem.

Nadzienie:

Na patelnię wylać oliwę, dodać pokrojoną szalotkę i ząbki czosnku. Lekko podsmażyć. Dorzucić umytą i pokrojoną botwinkę, poddusić przez 5 minut. Doprawić solą i pieprzem. Wymieszać i wyłożyć nadzienie na ciasto. Wstawić do piekarnika i zapiekać 10 minut. Na zapieczoną botwinkę wyłożyć kawałki koziego sera, wstawić z powrotem do pieca i zapiec jeszcze przez 5 minut. Podawać tartę polaną ulubionym miodem, z gałązkami tymianku.

Autorka prowadzi blog kuchennymidrzwiami.pl